Tajemnicza śmierć młodego rapera z Obornik. Damian Krzymieniewski zmarł kilka dni po imprezie. Czy ktoś odpowie za jego śmierć?

Justyna Piasecka
Justyna Piasecka

Wideo

Zobacz galerię (18 zdjęć)
Damian Krzymieniewski z Obornik zmarł niespełna tydzień po imprezie, którą spędził wśród znajomych. Trafił do szpitala z rozległymi obrażeniami głowy. Prokuratura sprawdza wersję uczestników spotkania, którzy utrzymują, że Damian przewrócił się w kuchni. Zarzuty w tej sprawie usłyszała jedna osoba. To Kamil S., przyjaciel młodego rapera, który przyznał się do uderzenia go w twarz. Tymczasem mama Damiana otworzyła zdjęcie, na którym zobaczyła, jak jej syn leży w kałuży krwi. Pojawiły się również głosy, że ktoś nagrał film, jak chłopak zostaje uderzony butelką w tył głowy. Czy prawda wyjdzie na jaw?

Damian Krzymieniewski znany był w Obornikach jako AntenA. Od dziecka jego największą pasją była muzyka. Swoje pierwsze organy dostał jeszcze w podstawówce. To na nich samodzielnie uczył się komponować muzykę. Mama chłopaka, widząc jego zaangażowanie i talent, postanowiła zapisać go na profesjonalne zajęcia. Damian szybko stwierdził, że to nie jest dla niego i przez kolejne lata samodzielnie tworzył muzykę i pisał teksty. Wybrał rap. Początkowo nagrywał z paczką przyjaciół, z czasem sam. W domu, w którym mieszkał z rodzicami, miał wydzieloną własną przestrzeń. Tam powstawały jego kawałki. Muzyce poświęcał praktycznie każdą wolną chwilę. W ostatnim czasie razem ze znajomymi nagrał swój pierwszy teledysk. W planach miał również wydanie płyty.

Czytaj też: Śmiertelny wypadek na os. Batorego w Poznaniu. Kierowca, który potrącił 25-letniego Jakuba próbuje dowieść swojej niewinności w sądzie

– Damianowi nie zależało na rozgłosie, nie chciał robić kariery, ani na tym zarabiać. Każdy jego kawałek niesie konkretne przesłanie, jego muzyka naprawdę ma sens

– mówi Daria Krzymieniewska, siostra młodego rapera.

Bliscy chłopaka przedstawiają Damiana jako młodego, utalentowanego, pełnego pasji młodego człowieka. Był wrogiem narkotyków, pijaństwa, nienawidził ludzi fałszywych i zakłamanych. Miał paczkę oddanych przyjaciół i dobrych kumpli, a przynajmniej tak mu się wydawało...

Spotkali się, by oglądać galę sportową

W ich gronie spędził sobotni wieczór, 20 marca br. Z pozoru zwyczajne spotkanie towarzyskie osób, które znały się i lubiły, zakończyło się tragicznie. Znajomi zebrali się w domu dziadków jednego z chłopaków w miejscowości Lipa pod Obornikami. Przy piwie mieli oglądać galę Punch Down, czyli zawody w policzkowaniu. Polegają one na tym, że zawodnicy wymierzają sobie ciosy w policzek z otwartej dłoni. Tuż przed wyjściem z domu Damian poinformował rodziców, że wróci w nocy. Zapewnił ich, że nie muszą się o nic martwić, ponieważ ma załatwiony transport. 25-latek do domu nigdy już nie wrócił. Następnego dnia mama chłopaka, widząc, że syna nadal nie ma, zadzwoniła do niego. Około godz. 11 telefon odebrał przyjaciel Damiana.

– Powiedział, że mój syn śpi razem z innymi, bo popili. Na moje pytanie, kiedy będą w Obornikach odpowiedział, że około 15-16

–wspomina Aleksandra Krzymieniewska, mama chłopaka.

Kobieta jeszcze wtedy nie podejrzewała, że z jej synem może być coś nie tak. Była spokojna, wiedziała że nie pił dużo alkoholu, zazwyczaj były to 2-3 piwa. Jak się później dowiedziała Damian miał wypić 4 piwa.

Przez wiele godzin Damian Krzymieniewski leżał nieprzytomny

Około godz. 16 pani Aleksandra odebrała telefon od Kamila S., który powiedział, że zaczyna się o niego martwić, bo nie ma z nim żadnego kontaktu i nie mogą go dobudzić. – Wyznał wtedy, że Damian przewrócił się w nocy i zapytał, czy ma dzwonić na pogotowie, powiedziałam, że tak. Od razu wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy na miejsce – dodaje pani Aleksandra.

Państwo Krzymieniewscy oniemieli na widok syna.

– Nie było z nim kontaktu, był zmoczony, w ogóle nie reagował. Nie zauważyłam na jego twarzy żadnych sińców itp. W pewnym momencie zwymiotował przy nas, jakby płynem i ciemnymi skrzepami krwi. Kiedy tam przyjechaliśmy zwróciłam uwagę, jak wszyscy sprzątali i myli podłogi. W tym domu mieszkali dziadkowie chłopaka, który organizował imprezę, z tym, że mieli osobne wejście. Krew zauważyłam na zębach syna, jeszcze zanim zwymiotował oraz przed wejściem do domu. Kiedy zapytałam, czy to krew Damiana, usłyszałam, że nie

– wyznaje Pani Aleksandra.

Bliscy 25-latka jeszcze wtedy nie mieli żadnych podejrzeń, nie wiedzieli też, w jak fatalnym stanie jest Damian. Z relacji państwa Krzemieniewskich wynika, że kolega ich syna powiedział im, że Damian dużo wypił, 10-20 piw i jeszcze whisky wprost z butelki, palił marihuanę, a około 4 nad ranem przewrócił się na psa. Pogotowia miał nikt wcześniej nie wezwać, bo jak myśleli, chłopak po prostu spał. Po przyjeździe karetki pogotowia, lekarz powiedział rodzinie Damiana, że wszystko wskazuje, że doszło do urazu głowy. Przyznał, że nie wyczuwa od niego woni alkoholu. Późniejsze badania wykażą jedynie niewielkie stężenie we krwi. Kiedy chłopak został zabrany do szpitala, jego bliscy byli przekonani, że niedługo wróci do domu. Nie sądzili, że najgorsze jeszcze przed nimi. Pani Aleksandra poprosiła Kamila o zwrot rzeczy syna.

– Usłyszałam, że kurtka się pierze, zapytałam: „dlaczego”? „No widzi pani” - powiedział kolega Damiana. Nadal niczego wtedy nie podejrzewałam, pomyślałam, że może zwymiotował. Wieczorem Kamil S. przywiózł mi wypraną mokrą kurtkę, buty były dokładnie wyczyszczone, widać było, że przeciąga oddanie jego telefonu. Jak się później dowiedziałam, koledzy po całym zdarzeniu usiłowali odblokować telefon Damiana. Dzwonili po znajomych, czy nie znają PIN-u, ostatecznie nie udało im się tego zrobić. Dopiero później zrozumieliśmy, dlaczego tak bardzo im na tym zależało

– dodaje mama Damiana.

Kamil S., przyjaciel Damiana Krzymieniewskiego usłyszał zarzuty

25-latek trafił do szpitala w stanie agonalnym. Kiedy lekarze walczyli o życie chłopaka, do jego siostry odezwał się jeden z kolegów. – Powiedział mi, że Damian wcale się nie przewrócił, tylko został uderzony w twarz z otwartej dłoni przez Kamila – mówi Daria. To był moment przełomowy. Państwo Krzymieniewscy zaczęli rozumieć, dlaczego nikt nie wezwał wcześniej pogotowia oraz dlaczego rzeczy Damiana zostały wyprane. W poniedziałek, 22 marca postanowili zgłosić sprawę na policję. Wtedy nie wiedzieli jeszcze, że Damian doznał siedmiu rozległych obrażeń głowy, w tym złamania czaszki. Prokuratura przesłuchała m.in. przyjaciela Damiana.

– Mężczyzna przyznał się do tego, że uderzył otwartą dłonią pokrzywdzonego. Usłyszał zarzut spowodowania ciężkich obrażeń ciała skutkujących ciężką realnie zagrażającą życiu chorobą. Twierdził, że nie spodziewał się takich skutków. Mężczyzna został objęty dozorem policji –

wyjaśnia Łukasz Wawrzyniak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Nieoczekiwane odkrycie mamy Damiana

Mimo wysiłków lekarzy, Damiana nie udało się uratować. Jak wynika z dokumentacji medycznej u chłopaka stwierdzono aż siedem obrażeń głowy: złamania czaszki kości ciemieniowej, krwiaki przymózgowe i ogniska stłuczenia oraz obrzęk mózgu. Damian zmarł w szpitalu 26 marca, w dniu urodzin swojej mamy. Tego dnia rodzina opłakując śmierć Damiana dowiedziała się, że ktoś podczas imprezy miał nagrać film. – Jeden ze znajomych mojego brata powiedział mi, że jest nagranie, jak Damian zostaje uderzony butelką w tył głowy – wspomina Daria. Kolejny cios przeżyła pani Aleksandra dwa dni po pogrzebie syna. Przeglądając jego telefon włączyła aplikację Snapchat.

– Otworzyłam wiadomość od jednego z kolegów Damiana. Zobaczyłam zdjęcie, na którym był mój syn. Leżał na podłodze, a wokół jego głowy była kałuża krwi. Zauważyłam, że był w kurtce. Przerażona widokiem pobiegłam do męża, aby pokazać mu zdjęcie, niestety nagle zniknęło. Dopiero później dowiedziałam się, że tak właśnie działa ta aplikacja. Zdjęcie zostało wysłane o godz. 2.14. Nieprawdą zatem jest, jak przekonują uczestnicy imprezy, że Damian przewrócił się około godz. 4. W tym momencie zaczęliśmy orientować się, że kłamią. Przez 14 godzin nikt nie pomógł mojemu synowi, który umierał

– mówi mama chłopaka.

Głośne zabójstwa, niewyjaśnione zbrodnie i tajemnicze znikni...

Rodzina zmarłego chłopaka skarży się na działania organów ścigania

Państwo Krzymieniewscy nie wierzą w wersję wydarzeń, którą przedstawili uczestnicy imprezy. Mają również ogromny żal do policji i prokuratury.

– Wszystko tak długo trwa i nic się nie dzieje. Tylko jeden usłyszał zarzuty, a co z resztą? Chodzą po mieście, jakby nic się nie stało. Wszyscy, którzy byli na tej imprezie powinni odpowiadać chociaż za nieudzielenie pomocy. Obrażenia, jakich doznał Damian, na pewno nie powstały w wyniku upadku

– twierdzi rodzina.

Pani Aleksandra powiadomiła prokuraturę o zdjęciu, które widziała i filmie, który miał zostać nagrany. – Z tego co wiemy, to telefony uczestników zostały jedynie pobieżnie sprawdzone, przeglądając galerię zdjęć niczego nie znaleźli. Gdyby zrobili to dokładniej, na pewno udałoby się odzyskać nagrania i zdjęcia – przekonuje pani Aleksandra.

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy podczas przesłuchania jedna z dziewczyn miała przyznać, że dostała zdjęcie, na którym widać, jak Damian leży w kałuży krwi.

– Sądzę, że gdyby policja sprawnie działała, zatrzymała wszystkim telefony i dokładnie sprawdziła, przedstawiłaby uczestnikom imprezy zarzut nieudzielenia pomocy, to ta sprawa inaczej by szła. Oni mieli czas na ustalenie wspólnych wersji, zacieranie śladów, utrudniania postępowania

– mówi mecenas Rafał Kupsik.

Rzecznik poznańskiej prokuratury zapewnia, że sprawa badana jest również pod kątem ewentualnej odpowiedzialności innych osób, biorących udział w zdarzeniu.

– Sprawa jest otwarta, prokurator przedstawił zarzut Kamilowi S., jak pokrzywdzony jeszcze żył, dopiero później nastąpił skutek śmiertelny. Będziemy musieli rozważyć kwalifikację czyny z paragrafu 3 art. 156 kk. (ciężki uszczerbek na zdrowiu ze skutkiem śmiertelnym). Przestępstwo to jest zagrożone karą nawet dożywotniego pozbawienia wolności

– mówi Łukasz Wawrzyniak.

W domu, podczas imprezy obecni byli dziadkowie

Udaliśmy się do domu, w którym 20 marca odbyła się impreza. Udało nam się porozmawiać z babcią chłopaka, który był gospodarzem spotkania.

– Stała się wielka tragedia, młody chłopak mógł żyć. Nie podoba mi się to, że ludzie mówią, że mogliśmy coś zrobić. Spaliśmy z drugiej strony domu. Młodzi się spotkali, trochę popili. W nocy obudziło nas piszczenie psa, zadzwoniłam do wnuka i zapytałam, co się tam dzieje. Odpowiedział, że Antena przewrócił się na psa i idą już spać

– wspomina kobieta.

W rozmowie z nami powiedziała także, że około godz. 10-11 weszła do domu. Miała widzieć, jak Damian śpi w pokoju na śpiworze rozłożonym na podłodze. – Po południu około godz. 14-15 przyszedł do mnie Kamil i powiedział, że chyba z Anteną jest coś nie tak, bo nie mogą go dobudzić. Powiedział też, że w nocy zwracał – dodaje.

Kobieta odpiera zarzuty, by mieli zacierać ślady. Zaznacza, że chłopak zwracał i zmoczył się w nocy, dlatego wyprany został koc i rzeczy Damiana.

– Policjant mówił coś o zacieraniu śladów, pytał, dlaczego wyprałam koc. Zapytałam go wtedy, czy chciałby, żeby mu śmierdziało w domu – wyjaśnia. Kobieta pokazała nam miejsce i powiedziała, co się wydarzyło. – Z tego, co słyszałam od innych i widziałam podczas wizji lokalnej, Damian z Kamilem siedzieli w kuchni i wymyślili sobie zawody w policzkowaniu. Kiedy Kamil uderzył Damiana, ten przewrócił się do tyłu na psa i uderzył głową w płytki

– mówi.

Próbowaliśmy skontaktować się z uczestnikami imprezy. Jeden z nich rozłączył się zaraz po tym, jak dowiedział się, że jesteśmy z prasy. Inny rozważał spotkanie, po czym później już nie udało nam się nawiązać z nim połączenia. Pozostali nie odpowiedzieli na wiadomości. Porozmawialiśmy ze znajomymi Damiana, którzy nie byli podczas imprezy. Przyznali, że nie wierzą w wersję z uderzeniem z otwartej ręki w twarz.

– Jedną z wersji, jaką usłyszałem to taka, że Damian z kolegą zorganizowali zawody w policzkowaniu. Najpierw Damian wymierzyć cios, po czym Kamil miał nie wytrzymać i uderzyć Damiana z butelki w głowę. Rozmawiałem ze znajomym lekarzem, który powiedział, że obrażenia, jakich doznał Damian wyglądają na pobicie, on miał całą głowę roztrzaskaną

– mówi jeden z kolegów Damiana.

Jego koleżanka w dniu pogrzebu 25-latka otrzymała groźby od znajomego, który był na tej imprezie.

– Po tym jak skomentowałam jeden z postów jego mamy, dostałam wiadomość z groźbami, że mam się nie wypowiadać na ten temat, bo źle się do dla mnie skończy. Mam sobie odpuścić, bo prędzej, czy później i tak nikt się nie dowie, co się stało, bo tylko oni to wiedzą

– mówi koleżanka Damiana.

Okoliczności śmierci młodego rapera z Obornik nadal pozostawiają wiele znaków zapytania. Rodzina wciąż zadaje sobie pytanie, co dokładnie wydarzyło się tego feralnego dnia. Czy prawda wyjdzie na jaw?

Damian nie zdążył nagrać płyty, po jego śmierci wydała ją jego siostra

25-latek marzył o wydaniu własnej płyty. Pewnego dnia pani Daria przeglądając jego komputer natrafiła na 80 utworów. Wtedy w jej głowie pojawiła się myśl, by wydać płytę. Tak powstał album „(Nie) spełnione marzenie” z 19 kawałkami. Na jednym z nich pt. „Refleksje”, Damian śpiewa: „(...)Jest pewne grono osób, którym mogę wierzyć. Chciałbyś się tam znaleźć? Musiałbym już nie żyć. Nie ilość przyjaciół wyznacza te wartości, to więź i szacunek, którego już od młodości wyrabiasz, się starasz pokazując swoją siłę, lecz uważaj komu, bo ja też taki byłem (...)”.

Zobacz też:

Przestępcy seksualni: Oni są poszukiwani przez policję. Rozp...

Materiał oryginalny: Tajemnicza śmierć młodego rapera z Obornik. Damian Krzymieniewski zmarł kilka dni po imprezie. Czy ktoś odpowie za jego śmierć? - Głos Wielkopolski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie