Tajemnice Ossendowskiego. Skarb Krwawego Barona wciąż czeka na odkrycie

Redakcja
Ferdynand Antoni Ossendowski w latach 30-tych
Ferdynand Antoni Ossendowski w latach 30-tych
Jego awanturniczy życiorys wciąż wzbudza namiętności historyków. A czekający na odkrycie skarb Krwawego Barona emocje u poszukiwaczy przygód. O polskim Karolu Mayu pisze Lucjan Strzyga.

Trzeciego stycznia minie 67. rocznica od śmierci Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego. Niby wszystko już o nim wiemy: był pisarzem, którego powieści sięgnęły w międzywojniu blisko 80 mln nakładu, dziennikarzem, podróżnikiem, a przez moment nawet wykładowcą akademickim. Poza tym szpiegował, politykował, walczył z bolszewikami, flirtował z filmem, a pod koniec życia działał na polu filantropii. A jednocześnie pozostał jednym z najbardziej tajemniczych ludzi w polskiej historii, strażnikiem tajemnic, które wciąż kuszą poszukiwaczy skarbów i sensacji.

Jego biografia wygląda imponująco, będąc znakomitym i nadal niewykorzystanym materiałem na film sensacyjny. Po zakończeniu studiów matematyczno-przyrodniczych w Petersburgu i chemicznych w Paryżu szykował się do zostania akademickim molem. Wybrał nawet uczelnię dla swej kariery naukowej - miał to być Uniwersytet Techniczny w Tomsku. Dotrwał tam jednak tylko do 1905 r., kiedy to górę wzięła jego gwałtowna natura. Porzucił fach wykładowcy, wyjechał poznawać tajemnice Mandżurii, a za zorganizowanie protestów przeciw represjom w Królestwie Polskim carski sąd w Harbinie skazał go na półtora roku twierdzy. Po latach Ossendowski wspominał, że przewodniczący sądu generał lejtnant Dembowski domagał się dla niego kary śmierci.

Wyszedł na wolność w 1908 r., miał wtedy 32 lata i stanął na progu wydarzeń, dzięki którym historycy nadadzą mu później przydomek Polskiego Lawrence'a. Dekadę spędził na wojażach, które potem zaowocują w dziesiątkach jego podróżniczych powieści (nieraz bardziej popularnych za granicą niż w Polsce) i setkach dziennikarskich artykułów: poznał Kraj Ałtajski na Syberii, pływał na statkach handlowych do Indii i Japonii, ale nie stronił też od spelunek Sumatry. Uczył się egzotycznych języków (sam przyznawał się do znajomości ośmiu, w tym urdu, chińskiego i japońskiego), wniósł swoje poprawki do korekty map tamtejszych terenów.

Nie do uwierzenia, że pisarz mający przed wojną 80 mln wydanych książek w czasach PRL zniknął ze świadomości czytelników

Historia przyśpieszyła, gdy wybuchła wojna światowa i zaraz potem, gdy bolszewicy wywołali w Rosji rewolucję. Ossendowskiego ta ostatnia zastała w Azji. Opowiadając się zdecydowanie po stronie Białych, rozpoczął najbardziej fascynujący okres swojego życia. Znalazł się jako doradca w sztabie admirała Kołczaka, historycy dowodzą zaś, że miał też swój udział w głośnej wówczas w kręgach dyplomatycznych tzw. aferze Sissona. Przekazał mianowicie na Zachód dokumenty, z których niedwuznacznie wynikało, że Lenin jest agentem wywiadu brytyjskiego, bolszewicka ruchawka zaś jest finansowana za niemieckie pieniądze. Tym samym wydał na siebie komunistyczny wyrok.

Gdy armia Kołczaka poszła w rozsypkę, a jego samego bolszewicy rozstrzelali w Irkucku, Ossendowski uciekł do Mongolii. Tam, w Urdze, spotkał człowieka, który zapewnił mu późniejszą sławę w świecie - Romana Nicolausa von Ungern-Sternberga zwanego Krwawym Baronem. Obaj panowie bardzo przypadli sobie do gustu. Ossendowski widział w nim ochronę przed komunistami i przykład europejskiej fascynacji Azją, dla Sternberga Polak stał się powiernikiem jego niebagatelnych sekretów. Baron ogłosił się już wówczas reinkarnacją Czyngis-chana, zaczął wdrażać filozofię łączącą rosyjski nacjonalizm i buddyzm, a już niebawem na czele 20 tys. żołnierzy ruszył na Armię Czerwoną.

Nim został pobity i rozstrzelany, Ossendowski stał się depozytariuszem wiedzy o ogromnym skarbie ukrytym przez Krwawego Barona w mongolskim stepie. Złote ruble przekazane przez Kołczaka i klejnoty z klasztorów lamów miały posłużyć do kolejnej wojny z komunistami, lecz pozostały nieodkryte do dziś. To wokół tego na wpół mitycznego skarbu pisarz oplótł kilka rozdziałów swojej najsłynniejszej powieści "Przez kraj ludzi, bogów i zwierząt", wydanej w 1923 r., już po powrocie do Warszawy.

Lucjan Strzyga

Więcej przeczytasz w świątecznym wydaniu dziennika "Polska" lub w serwisie prasa24.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie