Szpetni dwudziestoletni i 50+ do przeproszenia. Jak znaleźć i zatrzymać pracownika (część 2)

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś
Jeśli rząd i pracodawcy w Polsce nie zrobią nic, w ciągu najbliższych kilku lat zabraknie nam półtora miliona pracowników. Prawie 10 procent stanowisk pozostanie nieobsadzonych, firmy zaczną się zwijać, nie mogąc zrealizować zamówień. Grozi to katastrofą polskiej gospodarki, a wtedy będziemy musieli zapomnieć o pogoni za cywilizowanym światem.

WIDEO: Krótki wywiad

Jak nie dopuścić do ziszczenia czarnego scenariusza? Całe szczęście, mamy kilka opcji. Jest postęp technologii pozwalający zwiększać efektywność; jest przyciąganie cudzoziemców; jest zachęcanie do dłuższej aktywności osób po sześćdziesiątce. Jest wreszcie mądre zarządzanie zasobami, które mamy. I właśnie tym ostatnim zajmiemy się dzisiaj.

Niechciani: młodzi i "starzy"

Jeszcze kilka lat temu na polskim rynku pracy można było zaobserwować dwa zjawiska: wysokie bezrobocie wśród młodych i okresowo jeszcze wyższe wśród osób w wieku 55+. Wynikało to z faktu, że dla przeciętnego pracodawcy najbardziej pożądanym pracownikiem jest trzydziestokilkulatek z kilkunastoletnim stażem zawodowym i uregulowanym życiem rodzinnym. Dysponuje niezbędną wiedzą i doświadczeniem, a przy tym sprawność i wydajność idzie u niego w parze z rozwagą i odpowiedzialnością. Mit? Być może, ale przez 20 lat silnie zakorzenił się on w głowach polskich pracodawców i ich służb personalnych.

Skutkiem tego była niechęć pracodawców do zatrudniania młodych i niedoświadczonych (bo „nic nie umieją, robić im się nie chce, a oczekują Bóg wie czego”) oraz tendencja do wyzbywania się pracowników starszych, w wieku między 55 a 60 lat. Ci drudzy uchodzili za mniej sprawnych i wydajnych, bardziej opornych na zmiany i nowe technologie, a zarazem (z uwagi na staż i inne czynniki) otrzymywali relatywnie wysokie wynagrodzenia .

Zgodnie z prawem pracodawca nie może wypowiedzieć umowy o pracę pracownikowi, któremu brakuje nie więcej niż cztery lata do osiągnięcia wieku emerytalnego. W efekcie wielu pracodawców starało się „pozbyć problemu” wcześniej. Mogli sobie na to pozwolić, bo przez długie lata polski rynek pracy pozwalał im przebierać w trzydziesto- i czterdziestolatkach jak w ulęgałkach. Na rynku dominowali ludzie urodzeni w latach 60., 70. oraz na początku lat 80., gdy na świat przychodziło ponad 700 tys. dzieci rocznie.

Ale to już przeszłość!

Za mało młodych i marnowany potencjał 55+

Od kilku lat gros kandydatów do pracy stanowią młodzi urodzeni w drugiej połowie lat 90. i później, a więc w okresie, gdy liczba urodzeń spadła poniżej 400 tysięcy rocznie. Tego powodu pracodawcy zaczęli mieć problemy nie tylko z pozyskaniem nowych pracowników, ale także zastępowaniem odchodzących na emerytury.

Nałożyło się na to kilka innych zjawisk. Dzisiejsi 55+ to już nie są cyfrowi analfabeci, jak ich liczni odpowiednicy sprzed dwóch dekad, tylko ludzie z pokolenia dojrzewającego w erze internetu; 90 procent używa smartfonów i mediów społecznościowych.

Zarazem mocno zwiększyła się długość i jakość życia. W latach 50. XX wieku, gdy wprowadzano ustawowy wiek emerytalny, Polki dożywały przeciętnie 60 lat, a Polacy – 55. Pod koniec PRL czas ten wydłużył się do - odpowiednio – 75 i 66 lat, zaś w XXI wieku – do 82 i 74 lat. Obecna 55-latka ma przed sobą, statystycznie, 40 lat życia, z czego 20 w dobrym zdrowiu! U panów ta perspektywa jest gorsza, ale też o niebo lepsza niż na przełomie stuleci. Trzeba przy tym pamiętać, że nieustanny postęp technologii sprawia, iż szybko maleje w Polsce liczba stanowisk uciążliwych i wyniszczających (ludzi zastępują automaty i algorytmy).

Jak to się robi w krajach bardziej rozwiniętych

Dla pracodawców to ostatni moment, by zweryfikować dotychczasowe podejście do pracowników w dwóch opisanych wyżej, krytycznych dotąd, grupach wiekowych. Młodych jest bardzo mało, więc to oni w dużej mierze dyktują warunki na rynku pracy. Skoro tak, to każdy pracodawca winien wnikliwie zapoznać się z ich oczekiwaniami, a nawet szerzej – ze sposobem rozumowania i systemem wartości, ukształtowanym już w wolnej Polsce, we w miarę dostatnich rodzinach, a zarazem – w erze wszechobecnej technologii. Ich pokoleniowe cechy mogą być dla niemądrego pracodawcy przeszkodą, a dla mądrego – zaletą i potencjałem, który da jego firmie impuls do rozwoju. Wymaga to jednak odpowiedniej organizacji pracy oraz systemu szkoleń i dostosowania/podnoszenia kompetencji, a także jasnych ścieżek karier, rozwoju i awansów, bo te są dla młodych ważne.

To samo dotyczy potencjału 55+. Pracodawcy w krajach rozwiniętych już dawno zrozumieli, że właśnie ludzie w tym wieku, dzięki swym kompetencjom i doświadczeniu, mogą nie tylko odegrać rolę mentorów i nauczycieli dla narybku, ale i zdecydować o przyszłości firmy czy instytucji, kierunkach rozwoju, efektywności. Mają jednak także swoje specyficzne oczekiwania i potrzeby, w których zaspokajanie trzeba – i warto – inwestować. Dla dobra przedsiębiorstwa/instytucji.

Kto tego jeszcze nie rozumie, ten – raczej prędzej niż później – zostanie bez pracowników.

PS. Jak radzić sobie z pracownikami z różnych pokoleń, mającymi odmienne, czasem wręcz sprzeczne ze sobą oczekiwania? O tym za tydzień.

Czytaj także

Wideo

Materiał oryginalny: Szpetni dwudziestoletni i 50+ do przeproszenia. Jak znaleźć i zatrzymać pracownika (część 2) - Dziennik Polski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 11

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Nie da się zastąpić inżynierów projektantów, np. architektów, kadry kierowniczej na budowie, służby medycznej itp, itd. automatyką i algorytmami

Nie samą siłą fizyczną świat stoi...

G
Gość

Dodatek stazowy dla pracowników poza sfery budżetowej też się należy

G
Gość
5 grudnia, ‎09‎:‎28, Gość:

przede wszystkim, trzeba racjonalizować zatrudnienie. O wiele za dużo ludzi pracuje w Polsce (a miasto Kraków jest tego jaskrawym przykładem) za biurkami, natomiast za mało wykonuje konkretne prace (produkcja, usługi, służba zdrowia itd.). Pracownicy biurowi to ogromne obciążenie dla gospodarki narodowej, gdyż ludzie ci pobierają wysokie (często bardzo wysokie) pobory za prostą, lekką i zwykle niepożyteczną pracę (a nieraz szkodliwą - biurokracja). Trzeba zacząć od masowych zwolnień wśród osób wykonujących prace biurowe - zarówno w urzędach, jak i w korporacjach) a te przeklęte korporacje wyprowadzić z Krakowa, gdyż miasto stało się tak przeludnione, że się w nim gorzej żyje niż wtedy, gdy nie było tego "lasu' biurowców. precz z biurowcami! Wywalić korpo z Krakowa. malopolski Urząd Marszałkowski też powinien być przeniesiony do Tarnowa i ci urzędnicy tam przesiedleni - Kraków by nieco odetchnął (mniej ludzi i mniej samochodów - zarówno służbowych jak i będących prywatną własnością urzędników) a Tarnów przestałby się wyludniać. Niestety, 500 zwiększyło dzietność właśnie w … Krakowie, czyli w mieście, które jest od wielu lat przeludnione i właściwie to rodziny wielodzietne powinno się przesiedlać z przeludnionego Krakowa do wyludniających się polskich miast (Katowice, Łódź). Dochód narodowy wytwarza ten, kto pracuje w produkcji (nie tylko przemysł, ale też drobna wytwórczość - np. rzemiosło, rolnictwo), a ludzie zza biurek go zjadają.

5 grudnia, 11:30, korpoludek z biurowca:

To zapraszamy do naszego biura. Zobaczymy, czy w ogóle będziesz w stanie zrozumieć, co robimy, nie wspominając o wykazaniu minimum niezbędnych umiejętności. Nasza praca nie jest ani prosta, ani lekka, a najwyraźniej daje komuś pożytek, skoro nam chce tyle płacić. A że nie wszystkie biura musiałyby stać w jednym miejscu i zadeptywać całą okolicę, to się zgodzę - ale to już zupełnie inna historia.

dlatego ze prac. buiurowi obrastaja nowymi papierkami , obiegami dokumentow etc co powoduje ze ich trzeba coraz wiecej a Ci nowi wymyslaja kolejne papierki etc , dla gospodarki i panstwa to szkodliwe niestety to jak z rakiem im dluzej tym wiekszy

G
Gość
5 grudnia, 08:22, Piotr NieWielki:

Ten tekst to mieszanka różnych prawd i półprawd. W USA w opracowaniu dla Partii Demokratycznej przyjęto, że za 10 lat zniknie 40% obecnych miejsc pracy. Przy nowych inwestycjach firm typu Amazon w magazynach jedyną potrzebną ekipą są „nadzorcy” robotów. Algorytmy i sztuczna inteligencja zastąpią przede wszystkim pracowników umysłowych. Świat będzie mógł także funkcjonować bez kierowców, maszynistów, marynarzy, barmanów, obsługi okienkowej w bankach i urzędach itd.. Stacjonarne sklepy bezobsługowe już w Polsce powstają, a duża część handlu już przeniosła się do sieci. Potrzebni będą wyłącznie wyspecjalizowani pracownicy fizyczni, pracujący poza fabrykami, bo nikt nie wymyśli np. algorytmu zastępującego większość zawodów budowlanych. Gdzie tu miejsce dla osób 50 ?.

Brak pracowników na chwilę obecną? W Czechach Ukrainiec na wstępie dostaje prawo 2 – letniego pobytu i pracy. U nas po [wulgaryzm]dze urzędniczej 6 miesięcy. Zmiana polityki imigracyjnej – wszystko w temacie.

Ukraina cala do niemiec się wybiera bo otworzą rynek pracy

G
Gość
5 grudnia, 09:28, Gość:

przede wszystkim, trzeba racjonalizować zatrudnienie. O wiele za dużo ludzi pracuje w Polsce (a miasto Kraków jest tego jaskrawym przykładem) za biurkami, natomiast za mało wykonuje konkretne prace (produkcja, usługi, służba zdrowia itd.). Pracownicy biurowi to ogromne obciążenie dla gospodarki narodowej, gdyż ludzie ci pobierają wysokie (często bardzo wysokie) pobory za prostą, lekką i zwykle niepożyteczną pracę (a nieraz szkodliwą - biurokracja). Trzeba zacząć od masowych zwolnień wśród osób wykonujących prace biurowe - zarówno w urzędach, jak i w korporacjach) a te przeklęte korporacje wyprowadzić z Krakowa, gdyż miasto stało się tak przeludnione, że się w nim gorzej żyje niż wtedy, gdy nie było tego "lasu' biurowców. precz z biurowcami! Wywalić korpo z Krakowa. malopolski Urząd Marszałkowski też powinien być przeniesiony do Tarnowa i ci urzędnicy tam przesiedleni - Kraków by nieco odetchnął (mniej ludzi i mniej samochodów - zarówno służbowych jak i będących prywatną własnością urzędników) a Tarnów przestałby się wyludniać. Niestety, 500 zwiększyło dzietność właśnie w … Krakowie, czyli w mieście, które jest od wielu lat przeludnione i właściwie to rodziny wielodzietne powinno się przesiedlać z przeludnionego Krakowa do wyludniających się polskich miast (Katowice, Łódź). Dochód narodowy wytwarza ten, kto pracuje w produkcji (nie tylko przemysł, ale też drobna wytwórczość - np. rzemiosło, rolnictwo), a ludzie zza biurek go zjadają.

5 grudnia, 10:59, Docent:

"przeklęte korporacje" dobrze płacą Polakom, którzy płacą wysokie podatki i ZUSy, zmniejszają bezrobocie. Wywalić korpo i z wysoko wykfalifikowanych ludzi po studiach ze znajomością języków zrobić fliziarzy, hydraulików i budowlańców? Tylko dureń co takiego wymyślił.

Ale siłą fizyczną świat niestety stoi

G
Gość

Nic nie rozumiem przecież dane są inne żyjemy krócej, a jak patrzę na cmentarzu to najwięcej jest szóstek z przodu

k
korpoludek z biurowca
5 grudnia, ‎09‎:‎28, Gość:

przede wszystkim, trzeba racjonalizować zatrudnienie. O wiele za dużo ludzi pracuje w Polsce (a miasto Kraków jest tego jaskrawym przykładem) za biurkami, natomiast za mało wykonuje konkretne prace (produkcja, usługi, służba zdrowia itd.). Pracownicy biurowi to ogromne obciążenie dla gospodarki narodowej, gdyż ludzie ci pobierają wysokie (często bardzo wysokie) pobory za prostą, lekką i zwykle niepożyteczną pracę (a nieraz szkodliwą - biurokracja). Trzeba zacząć od masowych zwolnień wśród osób wykonujących prace biurowe - zarówno w urzędach, jak i w korporacjach) a te przeklęte korporacje wyprowadzić z Krakowa, gdyż miasto stało się tak przeludnione, że się w nim gorzej żyje niż wtedy, gdy nie było tego "lasu' biurowców. precz z biurowcami! Wywalić korpo z Krakowa. malopolski Urząd Marszałkowski też powinien być przeniesiony do Tarnowa i ci urzędnicy tam przesiedleni - Kraków by nieco odetchnął (mniej ludzi i mniej samochodów - zarówno służbowych jak i będących prywatną własnością urzędników) a Tarnów przestałby się wyludniać. Niestety, 500 zwiększyło dzietność właśnie w … Krakowie, czyli w mieście, które jest od wielu lat przeludnione i właściwie to rodziny wielodzietne powinno się przesiedlać z przeludnionego Krakowa do wyludniających się polskich miast (Katowice, Łódź). Dochód narodowy wytwarza ten, kto pracuje w produkcji (nie tylko przemysł, ale też drobna wytwórczość - np. rzemiosło, rolnictwo), a ludzie zza biurek go zjadają.

To zapraszamy do naszego biura. Zobaczymy, czy w ogóle będziesz w stanie zrozumieć, co robimy, nie wspominając o wykazaniu minimum niezbędnych umiejętności. Nasza praca nie jest ani prosta, ani lekka, a najwyraźniej daje komuś pożytek, skoro nam chce tyle płacić. A że nie wszystkie biura musiałyby stać w jednym miejscu i zadeptywać całą okolicę, to się zgodzę - ale to już zupełnie inna historia.

D
Docent
5 grudnia, 09:28, Gość:

przede wszystkim, trzeba racjonalizować zatrudnienie. O wiele za dużo ludzi pracuje w Polsce (a miasto Kraków jest tego jaskrawym przykładem) za biurkami, natomiast za mało wykonuje konkretne prace (produkcja, usługi, służba zdrowia itd.). Pracownicy biurowi to ogromne obciążenie dla gospodarki narodowej, gdyż ludzie ci pobierają wysokie (często bardzo wysokie) pobory za prostą, lekką i zwykle niepożyteczną pracę (a nieraz szkodliwą - biurokracja). Trzeba zacząć od masowych zwolnień wśród osób wykonujących prace biurowe - zarówno w urzędach, jak i w korporacjach) a te przeklęte korporacje wyprowadzić z Krakowa, gdyż miasto stało się tak przeludnione, że się w nim gorzej żyje niż wtedy, gdy nie było tego "lasu' biurowców. precz z biurowcami! Wywalić korpo z Krakowa. malopolski Urząd Marszałkowski też powinien być przeniesiony do Tarnowa i ci urzędnicy tam przesiedleni - Kraków by nieco odetchnął (mniej ludzi i mniej samochodów - zarówno służbowych jak i będących prywatną własnością urzędników) a Tarnów przestałby się wyludniać. Niestety, 500 zwiększyło dzietność właśnie w … Krakowie, czyli w mieście, które jest od wielu lat przeludnione i właściwie to rodziny wielodzietne powinno się przesiedlać z przeludnionego Krakowa do wyludniających się polskich miast (Katowice, Łódź). Dochód narodowy wytwarza ten, kto pracuje w produkcji (nie tylko przemysł, ale też drobna wytwórczość - np. rzemiosło, rolnictwo), a ludzie zza biurek go zjadają.

"przeklęte korporacje" dobrze płacą Polakom, którzy płacą wysokie podatki i ZUSy, zmniejszają bezrobocie. Wywalić korpo i z wysoko wykfalifikowanych ludzi po studiach ze znajomością języków zrobić fliziarzy, hydraulików i budowlańców? Tylko dureń co takiego wymyślił.

G
Gość

przede wszystkim, trzeba racjonalizować zatrudnienie. O wiele za dużo ludzi pracuje w Polsce (a miasto Kraków jest tego jaskrawym przykładem) za biurkami, natomiast za mało wykonuje konkretne prace (produkcja, usługi, służba zdrowia itd.). Pracownicy biurowi to ogromne obciążenie dla gospodarki narodowej, gdyż ludzie ci pobierają wysokie (często bardzo wysokie) pobory za prostą, lekką i zwykle niepożyteczną pracę (a nieraz szkodliwą - biurokracja). Trzeba zacząć od masowych zwolnień wśród osób wykonujących prace biurowe - zarówno w urzędach, jak i w korporacjach) a te przeklęte korporacje wyprowadzić z Krakowa, gdyż miasto stało się tak przeludnione, że się w nim gorzej żyje niż wtedy, gdy nie było tego "lasu' biurowców. precz z biurowcami! Wywalić korpo z Krakowa. malopolski Urząd Marszałkowski też powinien być przeniesiony do Tarnowa i ci urzędnicy tam przesiedleni - Kraków by nieco odetchnął (mniej ludzi i mniej samochodów - zarówno służbowych jak i będących prywatną własnością urzędników) a Tarnów przestałby się wyludniać. Niestety, 500 zwiększyło dzietność właśnie w … Krakowie, czyli w mieście, które jest od wielu lat przeludnione i właściwie to rodziny wielodzietne powinno się przesiedlać z przeludnionego Krakowa do wyludniających się polskich miast (Katowice, Łódź). Dochód narodowy wytwarza ten, kto pracuje w produkcji (nie tylko przemysł, ale też drobna wytwórczość - np. rzemiosło, rolnictwo), a ludzie zza biurek go zjadają.

D
Dowcipniś

Czemu niemiecka gazeta nie opisze jak muzułmanie "podnieśli" z kryzysu niemiecką gospodarkę? Biorą tamtejsze "500 " i rodzą dzieci - hahaha

P
Piotr NieWielki

Ten tekst to mieszanka różnych prawd i półprawd. W USA w opracowaniu dla Partii Demokratycznej przyjęto, że za 10 lat zniknie 40% obecnych miejsc pracy. Przy nowych inwestycjach firm typu Amazon w magazynach jedyną potrzebną ekipą są „nadzorcy” robotów. Algorytmy i sztuczna inteligencja zastąpią przede wszystkim pracowników umysłowych. Świat będzie mógł także funkcjonować bez kierowców, maszynistów, marynarzy, barmanów, obsługi okienkowej w bankach i urzędach itd.. Stacjonarne sklepy bezobsługowe już w Polsce powstają, a duża część handlu już przeniosła się do sieci. Potrzebni będą wyłącznie wyspecjalizowani pracownicy fizyczni, pracujący poza fabrykami, bo nikt nie wymyśli np. algorytmu zastępującego większość zawodów budowlanych. Gdzie tu miejsce dla osób 50 ?.

Brak pracowników na chwilę obecną? W Czechach Ukrainiec na wstępie dostaje prawo 2 – letniego pobytu i pracy. U nas po [wulgaryzm]dze urzędniczej 6 miesięcy. Zmiana polityki imigracyjnej – wszystko w temacie.

Dodaj ogłoszenie