"Szlochają Polacy, płacze Ukraina, raduje się tylko nasz Grzesio Schetyna"

Witold Głowacki
Donald Tusk i Grzegorz Schetyna
Donald Tusk i Grzegorz Schetyna FOT. TOMASZ HOŁOD / POLSKAPRESSE
"Szlochają Polacy, płacze Ukraina, raduje się tylko nasz Grzesio Schetyna" - taką przyśpiewkę na nutę "Koko euro spoko" miał, jak głosi sejmowa plotka, zanucić jeden z posłów PO po porażce naszych wschodnich sąsiadów. Ubawiło to kilku jego klubowych kolegów na tyle, że żarcik zapamiętali.

Wbrew jednak polityczno-medialnym mitom, które zakładają, że były marszałek Sejmu niczym przyczajony tygrys tylko czeka na każdy kłopot Donalda Tuska, by natychmiast rzucić mu się do gardła, w tym żarcie niewiele jest w tej chwili treści.

Po pierwsze dlatego, że wypadnięcie Polski z grupy nie jest wbrew największemu nawet chciejstwu przeciwników rządu kłopotem Donalda Tuska. To bynajmniej nie na barkach Franciszka Smudy, ale raczej Sławomira Nowaka czy Jacka Cichockiego spoczęła polityczna odpowiedzialność za przebieg Euro 2012 i możliwość zebrania z mistrzostw sondażowego plonu.

Po drugie dlatego, że by przegryźć gardło Donalda Tuska wciąż trzeba dokonać znacznie bardziej spektakularnego skoku, niż leży to w aktualnych możliwościach nawet najsilniejszego z platformerskich przyczajonych tygrysów.

Tym bardziej że mocno spragniona odmiany politycznych nastrojów Polaków za sprawą mistrzostw PO zobaczyła właśnie pierwsze - choć jeszcze niewielkie - światełko w tunelu. W ostatnim, przeprowadzonym między 14 a 17 czerwca sondażu TNS OBOP, Platforma w końcu zaczęła piąć się w górę. Zaledwie o dwa punkty procentowe - do 30 proc. - jednak dla rządzącej partii pocieszające jest to, że w tym samym sondażu także o dwa punkty spadło poparcie dla PiS. Partia Jarosława Kaczyńskiego mogłaby więc liczyć w czerwcu na głosy 23 proc. Polaków. Siedmioprocentowa przewaga nad główną partią opozycyjną to dla Platformy w ostatnim czasie naprawdę chwila oddechu i powiew nadziei.

Dla Donalda Tuska i jego ludzi zaś znak, że może już niedługo przyjdzie chwila, w której będą mogli powiedzieć partii: a nie mówiliśmy? Może dlatego właśnie platformerskie przyczajone tygrysy pozostają mocno przyczajone. Wprawdzie najpierw pojawiła się plotka, jakoby Grzegorz Schetyna był kandydatem na następcę Joanny Muchy w fotelu ministra sportu. Teraz zaś w środowym wywiadzie, którego Schetyna udzielił Konradowi Piaseckiemu z RMF FM, raczej dolał oliwy do ognia niż - jak wcześniej - podkreślał jedność z liderem i bezwzględne mu podporządkowanie. Nie zaprzeczył nawet zapytany, czy gotów byłby stanąć naprzeciw Tuska w walce o przywództwo w PO w partyjnych wyborach.

Z drugiej jednak strony, tego wywiadu trzeba raczej posłuchać, niż czytać jego spisaną wersję. Dopiero bowiem, gdy usłyszymy zawieszenia głosu, parsknięcia śmiechem i intonację Schetyny zobaczymy, że brzmi to nieco mocniej, niż wskazywałby sam zapis. To jednak, że potencjalny konkurent lidera, mówiąc o ewentualnej rywalizacji, sięga nawet nie po mowę ezopową, ale po odpowiednią modulację głosu, samo w sobie świadczy o rzeczywistym układzie sił w partii. Pozostaje też pytanie, czy wytrawny polityczny gracz zdecydowałby się w tej wciąż niełatwej dla PO chwili na jakikolwiek atak do własnej bramki. Zwłaszcza w kilka tygodni po serii pojednawczych gestów, które wykonał pod adresem Schetyny Donald Tusk. Właśnie od wspólnej wizyty w restauracji i serii wspólnych zdjęć demonstrujących może szorstką, ale jednak przyjaźń premier zaczął zwieranie szyków Platformy przed Euro 2012. A Schetyna ochoczo podjął tę grę.

- Grzegorz Schetyna chyba dobrze wiedział, że to jedyne wyjście. Jest zbyt doświadczony, by nie wiedzieć, że partia naprawdę potrzebuje teraz jedności. Może za dwa lata sytuacja - oby - będzie dla nas na tyle korzystna, że będzie można znów pozwolić sobie na nieco większy koloryt wewnątrz Platformy. Dziś to jednak nie jest dobry moment - mówi jeden z ważniejszych posłów PO. Wskazuje też, że Schetyna, w tym samym wywiadzie z RMF FM, wypowiedział inne znamienne słowa. - Nie mam takiego wrażenia, że ktoś czeka na to, żeby zmienić rząd, żeby wprowadzić jakąś korektę (…). Ten rząd sobie daje radę, a Euro jest takim symbolem sukcesu. Tak można powiedzieć i tak trzeba powiedzieć - mówił wiceprzewodniczący Platformy.

Schetyna tym samym jest pierwszym z najważniejszych polityków PO, który dość jednoznacznie przecina pogłoski o rychłej rekonstrukcji rządu. Po drugie zaś, mówiąc o Euro jako symbolu sukcesu, idzie dokładnie po aktualnej linii partii. Kierownictwo PO jest w tej chwili bardzo przywiązane do myśli, że mistrzostwa okażą się spektakularnym sukcesem organizacyjnym. I że wdzięczność za ten sukces po części spłynie na rząd i rządzącą partię.

O tym, czy tę opinię rzeczywiście podzielą wyborcy, dowiemy się dopiero z lipcowych sondaży. W tej chwili trudno sobie jednak wyobrazić, żeby obciążyli Platformę i Donalda Tuska za porażkę polskiej reprezentacji.

Mit, że notowania PO i rządu zawisły na barkach polskich piłkarzy, był dotąd popularny wśród polityków opozycji. - W 1974 roku, po tym pięknym sukcesie [drużyny Kazimierza Górskiego - red.], akcje Edwarda Gierka poszły wyraźnie w górę. Donaldowi Tuskowi sukces naszych piłkarzy jest jeszcze bardziej potrzebny niż Edwardowi Gierkowi - mówił tuż przed meczem Polska - Rosja Leszek Miller. Politycy i sympatycy Prawa i Sprawiedliwości nie skrywali zaś pewnej schadenfreude po ostatecznej sobotniej przegranej z Czechami.

Jednak politycy PO raczej nie z powodów stricte politycznych trzymali kciuki za reprezentację. Kiedy jeszcze przed mistrzostwami rozmawiałem z kilkoma politykami PO o spodziewanym przez nich "efekcie Euro", który ma ich zdaniem zapoczątkować odwrócenie sondażowej smuty Platformy i rządu z pierwszego półrocza drugiej kadencji, wszyscy wymieniali nowe autostrady, stadiony, wyremontowane dworce, wreszcie atmosferę pozytywnej narodowej dumy.

Nikt jednak nie mówił w tym kontekście o domniemanych wielkich sukcesach polskiej reprezentacji, co może zresztą potwierdzać tezę, że politycy Platformy Obywatelskiej jako praktycy amatorzy rzeczywiście znają się na futbolu.

- Musielibyśmy być bardzo naiwni, by wierzyć, że notowania rządu uratuje akurat drużyna Smudy. I tak zresztą, przynajmniej od akcji z próbą wprowadzenia tam kuratora, każdy wie, że w PZPN-ie i UEFA rząd niestety nic nie ma do gadania. Mówiąc szczerze, piłkarze i tak pozytywnie zaskoczyli. Mogło być przecież znacznie gorzej. Mecz o wszystko był dopiero na sam koniec - śmieje się nasz rozmówca z PO.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
cezar
Euro z jednej strony, śmierć gen. Petelickiego z drugiej – debata publiczna została przykryta tymi dwiema sprawami. Tymczasem w ostatnim czasie doszło do dwóch wydarzeń bezpośrednio niepowiązanych, ale będących symptomem tej samej choroby trawiącej Polskę.

Potężny koncern amerykański Exxon wycofuje się z polskich łupków. Tajemnicą poliszynela jest to, że najprawdopodobniej była to cena za intratny kontrakt z rosyjską spółką Rosnieft. W tym tygodniu odbywa się też międzynarodowa konferencja w Stralsundzie, na której zgłoszono projekt dalszego ograniczenia eksploatacji Bałtyku, kosztem zahamowania rozwoju woj. zachodniopomorskiego. W obu tych wypadkach rząd polski bagatelizuje sprawę i w żaden sposób nie reaguje na podkopywanie pozycji Polski. Dziś wojskowa agresja jest nieopłacalna. Łatwiej ubezwłasnowolnić Polskę za pomocą międzynarodowych ustaleń oraz doprowadzić do jej biznesowej kolonizacji. Tego typu abnegacja nie musi być intencjonalna, ale może wynikać z niekompetencji i głupoty tych, którzy nami rządzą. Tyle że niezależnie od przyczyny jest to zdrada interesu narodowego.
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu "Szlochają Polacy, płacze Ukraina, raduje się tylko nasz Grzesio Schetyna"
i
i tyle
PO krótkim POsiedzeniu wszyscy unieśli tyłki, rozwinęli szaliki, zaPOzowali do zdjęcia i POlecieli do Wrocka haratnąć gałę. Schetyny na zdjęciu nie było. Zdjęcie jest dowodem kompromitacji ferajny.
P
Polik
Przegralismy jesteśmy na ostatnim miejscu grupie cieszmy się Bezrobocie cieszmy się. 67 lat tyrania. . Cieszmy ważne by. To smutne PiS nie. Rządzili
Dodaj ogłoszenie