Szlachetna Paczka to coś więcej niż świąteczne prezenty

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
Także w tym roku, jak w poprzenich, tysiące prezentów trafi do rodzin w „weekend cudów” podczas finału XIX edycji Szlachetnej Paczki - 7 i 8 grudnia

Klasa III b. Lekcja o Julianie Tuwimie, o wierszach, które pisał, o jego dzieciństwie i dorosłym życiu, o codziennych problemach, z którymi się borykał. Majka Delura, nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej tłumaczy, że Tuwim miał znamię na lewym policzku, dlatego inne dzieci go wyśmiewały. Rozmawiają o tolerancji, o inności - w taki sposób, w jaki rozmawia się o tym z dziećmi. Pod koniec lekcji wychowawczyni przypomina o Szlachetnej Paczce, z uśmiechem dopytuje, jak myślą: Po co właściwie jest ta akcja? Czemu służy? Las rąk w górze.

Julia: - „Po to, żeby pomóc innym ludziom, którym jest ciężej niż nam”.

Marcelina: - „Żeby się podzielić tym, co mamy, bo inni nie mają prawie niczego”.

Antek: - „Moim zdaniem po to, żeby innym było lepiej, cieplej, żeby mieli ubrania”.

Sergiusz: - „Szlachetna Paczka jest po to, żeby inni też byli tak szczęśliwi, jak my”.

Madzia: - „Po to, żeby inni poczuli się świątecznie, żeby się ucieszyli na święta”.

Dzieciaki najczęściej mówią o dawaniu radości i szczęścia, o tym, że inni są biedniejsi, albo, że po prostu mają mniej niż oni i trzeba się z nimi podzielić.

Mateusz: - „My im dzisiaj pomożemy, a potem oni pomogą innym”.

Kajtek: - „Pomagamy, bo wtedy inaczej na nas ludzie patrzą. I my się wtedy lepiej czujemy”.

Michał: - „Dzielimy się, bo coś, co ma dla nas małe znaczenie, innych może uszczęśliwić i będą o tym pamiętać”.

Zosia: - „Makaron potrafi ludzi uszczęśliwić”.

Inne dzieciaki pokrzykują: „I budyń! I kisiel!”

Szkoła Podstawowa nr 353 im. „Wielkich Odkrywców” w Wesołej - jednej z dzielnic Warszawy, szkoła z sukcesami. W ubiegłym roku szkolnym zajęli drugie miejsce wśród najlepszych szkół podstawowych w stolicy. Jej dyrektor Katarzyna Głusek-Wojciechowicz z dumą opowiada o swoich uczniach i pracownikach.

- Warto kierować szkołą, w której uczą się i pracują empatyczni ludzie, dla których drugi człowiek jest wartością - mówi.

W ogromnym holu przy wejściu stoją już kolorowe paczki. Czekają na zawiezienie do magazynów. Setki większych i mniejszych zawiniątek. W tym roku, dzięki pomocy regionalnego koordynatora Marcina Mielcarza, pojadą do Pionek, Zwolenia i Kozienic. Dzieciaki podbiegają i pokazują sobie pudełka. „To od naszej klasy!”, „A tamta wielka, od naszej”. W okolicy mówią, że „Wielcy Odkrywcy”, to szkoła z tradycją Szlachetnej Paczki. W ciągu trzynastu lat pomogli 267 rodzinom, przygotowali 3328 paczek. W akcji biorą udział nie tylko dzieci, ich rodzice i nauczyciele, ale dyrekcja szkoły, panie w sekretariacie, panie sprzątające, panowie na portierni. Pani Małgosia, która przyrządza pyszne obiady w szkolnej stołówce, co roku przygotowuje dla Szlachetnej Paczki produkty spożywcze, którymi obdzielają rodziny wybrane z bazy rodzin. Paweł Brzeziński, jeden z rodziców, z ekipą współpracowników pomagają w transporcie i dźwiganiu paczek. Wcześniej brał to zadanie na siebie Andrzej Gałach, ich informatyk.

Szkołę wspiera lokalna społeczność: sklep osiedlowy „Groszek” i cukiernia Ireny Pasek przekazują słodycze oraz artykuły żywnościowe, które wędrują potem dla „ich” rodzin. Odzieżowy sklep „Princeska” zawsze podrzuci do szkoły jakieś ubrania. W tym roku projekt wsparły finansowo także mamy z forum „Mamy z Wesołej”.

Całością dowodzi Majka Delura, koordynator akcji Szlachetna Paczka, jak mówią w szkole: „człowiek z sercem na dłoni.”. Właśnie ona wyszukuje w bazie rodziny, które biorą pod swoje skrzydła.

- To chyba najtrudniejsze dla mnie zadanie, wyczerpujące emocjonalnie. W każdej z tej historii jest ból, nieszczęście, bieda - mówi. A czyta tych historii dziesiątki.

Potem dba, aby powstały paczki, organizuje ich transport, wraz z mężem Piotrem sama bawi się w kuriera. Przekazuje dzieciom listy od obdarowanych rodzin.

Magdalena Kruk, nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej, od trzydziestu lat w zawodzie, od trzynastu z Majką Delurą angażuje się w akcję Szlachetna Paczka.

- Już na pierwszym, drugim zebraniu pytam rodziców, czy chcieliby wziąć udział w Szlachetnej Paczce, nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek odmówili. Potem otrzymujemy rodzinę, zapoznajemy się z jej historią i zaczynamy organizowanie naszej paczki - opowiada.

Zasady są proste: kupują nowe rzeczy, mogą przynosić także używane, ale tylko takie, jakie sami chcieliby dostać. Więc dzieciaki znoszą do szkoły swoje całkiem jeszcze dobre zabawki, książki, ubrania, z których zbyt szybko wyrosły i te wciąż wyglądające, jak nowe.

- Planujemy, rozpisujemy, kto się czym zajmie, co kupi, ale wiele rzeczy dzieje się spontaniczne. Pewnego razu w firmie jednej z mam wymieniano meble. Stare, mimo że w ogóle nie były zniszczone, pewnie wylądowałyby na śmietniku. Wzięliśmy je. Rodzina, która je dostała bardzo się ucieszyła - opowiada Magda Kruk. Podczas jednej z edycji akcji robiła porządek w szafie, dostrzegła swoją czerwoną kurtkę, lubiła ją, ale już się w niej nachodziła. Potem, w liście, który dostali od rodziny przeczytała podziękowania za tę właśnie kurtkę, bardzo się spodobała. Bo stare, wcale nie znaczy - gorsze.

- Zawsze staramy się, żeby w paczkach znalazło się coś ekstra: mamy naszych uczniów zbierają na przykład do malutkiej kosmetyczki biżuterię, albo perfumy. Wiadomo, że rodzina prosi o rzeczy najbardziej potrzebne, nie myśli o czymś, co może uchodzić za luksus, choć tak naprawdę żadnym luksusem nie jest, a przynajmniej nie powinno nim być. Dlatego takie prezenty, bardzo osobiste, nieoczekiwane bardzo tych ludzi cieszą - mówi nauczycielka.

Pamięta rodzinę pogorzelców, bo każdy z nich jakąś historię zapamiętał szczególnie. Ich cały dobytek spłonął, potrzebowali dosłownie wszystkiego: talerzy, łyżek, koców, pościeli, artykułów spożywczych. Wtedy też kupili stół i szafki kuchenne. Innym razem kupili i przetransportowali pod wskazany adres węgiel.

Obdarowana rodzina przekazuje zazwyczaj list z podziękowaniami, ale któregoś razu wolontariuszka przywiozła im aniołki ulepione z gliny przez dzieci z rodziny, dla której przygotowali paczkę, innym razem ciasto upieczone przez obdarowanych.

- Te aniołki zawsze przed świętami stawiam na parapecie w swojej klasie - śmieje się Magdalena Kruk. I dodaje, że tak rodzice jak dzieci niezwykle się w tę akcję angażują. Nawet, jeśli na początku ktoś podchodzi do niej z rezerwą. Pewnego razu na pakowanie paczek - prezenty upychają do pudeł „po godzinach” - przyszła mama, która nic na Szlachetną Paczkę nie przekazała. Spojrzała na górę prezentów uzbieranych przez klasę. Pewnie trochę głupio się poczuła. „Wie pani, ja nic nie dałam” - przepraszająco wzruszyła ramionami. „Nic nie szkodzi, poświęciła pani innym swój wolny czas, przyszła na pakowanie paczek” - odpowiedziała nauczycielka.

Izabela Buczkowska, uczy od ponad trzydziestu lat w klasach I-III. Historia każdej z rodzin, którym pomagają, potrafi wzruszyć do łez, ale jest w tych historiach nie tylko smutek i całe morze nieszczęścia, jest w nich także wielka siła ludzi, którzy mimo przeciwności losu walczą o to, by godnie żyć.

Oni też zawsze próbują zapakować do paczki coś specjalnego, coś, o co rodzina nie prosi, ale co - są o tym przekonani - sprawi jej ogromną radość. I tak jednej z dziewczynek, była z małej miejscowości i marzyła o pływaniu, ufundowali całoroczny karnet na basen, innej - karnet na lekcje jazdy konnej, o których marzyła, w zeszłym roku jednemu z dzieci kupili gitarę.

- Na początku boimy się, że nie damy rady wszystkiego zgromadzić, ale zawsze prezentów jest więcej, niż chciała rodzina - opowiada.

Pani Katarzyna Łukaszewska-polonistka przygotowywała ze swoją klasą w zeszłym roku paczkę dla starszej samotnej pani. Potem kobieta napisała im w liście, że nigdy nie była tak szczęśliwa. Dostała garnek do gotowania, kurtkę, buty zimowe i telewizor. Pierwszy raz w życiu miała własny.

- Dzieci są w szoku, że tak małe rzeczy mogą sprawiać innym tyle radości. Bo to nie jest to nowy laptop, czy telefon komórkowy za 2 tys. złotych, ale czasami zwyczajny drobiazg - mówi. - Nie wiem, skąd bierze się fenomen tej akcji. Na co dzień dzieciaki pewnych rzeczy nie dostrzegają, ale przychodzą święta, Szlachetna Paczka, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy i coś się w nich zmienia. Młodzieży trzeba wskazywać kierunek, pokazywać, że warto pewne rzeczy robić także bezinteresownie - dodaje.

„Raport o biedzie”, który na swoich stronach internetowych publikuje Szlachetna Paczka, poraża danymi: w 2018 roku o ponad 400 tys. wzrosła w porównaniu z rokiem 2017 liczba osób żyjących w Polsce w skrajnym ubóstwie. rokiem ubiegłym. Ponad 2 mln Polaków w 2018 roku żyło w skrajnym ubóstwie, w tym prawie pół miliona dzieci. W ciągu ostatnich dwóch lat o ponad 60 tys. wzrosła liczba seniorów żyjących w ubóstwie. Mniej niż 8 zł dziennie na osobę - to średni dochód w co czwartej rodzinie, otrzymujących pomoc w ramach Szlachetnej Paczki. 3 zł 30 gr na dzień mają na przeżycie 85-letnia pani Janina i jej schorowany syn, pan Staszek.

Majka Delura ma w głowie taką historię: Pojechała z paczkami do rodziny, a była w niej czwórka dzieci: jedno maleńkie i troje przedszkolnych. Te szkolne dostały bańki mydlane i jak to dzieci chciały z nich skorzystać natychmiast. Oczywiście w paczkach było mnóstwo „innego dobra”, ale akurat bańki najbardziej przypadły dzieciakom do gustu. Mama powiedziała, że będą się nimi bawić, jak pójdą: ona i wolontariuszka. Po kilku minutach zniecierpliwiona dziewczynka zapytała: „A może pani już pójść do swojego domku, bo mama powiedziała, że będę się mogła pobawić, jak pani pójdzie”.

Innym razem z mężem zawozili paczki do rodziny, która mieszkała w skrajnie trudnych warunkach. Była zima, śnieg, mróz. Kiedy dzieciaki zobaczyły przez okno, że podjeżdża Szlachetna Paczka wybiegły po nią z domu na boska, chwyciły zawiniątka i zaczęły je wnosić po lodowatych, rozpadających się schodach do swojego mieszkania na piętrze.

Kilka lat temu starszy pan, któremu zawozili prezenty nie chciał ich przyjąć. - To na pewno nie dla mnie, nie prosiłem o tyle - kręcił z niedowierzaniem głową. Kazał im sprawdzić w papierach, czy to na pewno dla niego. Kiedy uspokoili go, że tak, miał łzy w oczach. Potrzebował niemal wszystkiego, ale nie chciał brać czegoś, co było przeznaczone dla innych.

Na stronie Szlachetnej Paczki: „Szlachetna Paczka od blisko 20 lat dociera do najbardziej potrzebujących w całym kraju, oferuje nie tylko wsparcie materialne, ale przede wszystkim impuls do zmiany. Osoby dotknięte biedą potrzebują uwagi i zrozumienia. Czasami jeden uśmiech, uścisk dłoni czy słowa wsparcia są dla nich świadectwem tego, że ktoś ich dostrzegł i w nich wierzy. Dzięki temu wiele rodzin odzyskuje nadzieję na wyjście z trudnej sytuacji.”

- Wiem, że osoby obdarowane w tej akcji, kiedy tylko stają na nogi, same się w nią włączają - mówi pani Majka. Wiedzą, jak ważny był ten gest. Bo nie chodzi przecież tylko o te nowe buty, kurtkę, opakowanie ryżu, czy mąki, chociaż one są też niesłychanie ważne, ale o wsparcie, o sygnał, że się o nich pamięta i im kibicuje.

Wioletta Pisarek, ma syna w VIII klasie. Był od początku w szkole nr 353, więc od ośmiu lat pakuje Szlachetną Paczkę. - Im dzieci młodsze tym rodzice bardziej angażują się w tę akcję, potem, kiedy dorastają, to one przejmują pałeczkę. Oczywiście zakupy, to nasza specjalność, rodziców, ale nasza młodzież pakuje paczki, jest znacznie aktywniejsza - zauważa. W klasie jej syna, jest przewaga chłopców, bardzo empatycznych, wszyscy chcą pomagać.

- Kiedy dzieciaki powoli znoszą do klasy prezenty, oczywiście te, które mogą unieść, liczą: „To już jest, to już jest”, potem biegną do domów i opowiadają rodzicom, ile rzeczy zostało już kupionych. To ważna akcja, bo pokazujemy naszym dzieciom, że warto pomagać innym - opowiada.

Zamyśla się na chwilę i mówi, że żyjemy w dziwnych czasach: cały czas w biegu, w pogoni za pieniądzem, karierą. Kiedy czytają, czego potrzebują inni, jak podstawowych czasami rzeczy, przychodzi refleksja. Człowiek uświadamia sobie, co w jest w życiu najważniejsze.

Któregoś roku przygotowywali paczkę dla babci, która sama wychowywała wnuczkę. Dziewczynka była w wieku ich dzieci, podobno bardzo zdolna, świetnie się uczyła. Babcia prosiła o podstawowe rzeczy: produkty spożywcze, środki czystości. A oni cały czas myśleli o tej dziewczynce. Na pewno nie było jej łatwo.

- I wtedy jedna z moich koleżanek, bo o Szlachetnej Paczce rozmawiamy także w pracy, przypomniała sobie, że ma laptopa. Już z niego nie korzystała, a był całkiem dobry. I taki „dziewczyński”, różowy. Dołożyliśmy go do paczki - wspomina Wioletta Pisarek.

Potem na lekcji, wychowawczyni przeczytała dzieciom list z podziękowaniami do babci i jej wnuczki. Dzieciaki płakały. Im też trzęsły się brody, kiedy na zebraniu z rodzicami usłyszeli te słowa.

- Kiedy ci ludzie dostają coś ponadto, o co proszą, coś osobistego są zawsze w szoku, to dla nich wielka niespodzianka, bo się tego nie spodziewają - mówi i dodaje: - „Wie pani, powinniśmy pomagać, przez to stajemy się lepszymi ludźmi”.

Aleksandra Urbaniak-Słoma ma dziecko w III klasie, syn chodzi już do liceum, ale też uczęszczał do tej szkoły, szkoły z tradycją Szlachetnej Paczki.

- Rodzice byli tak przyzwyczajeni do tej akcji, że kiedy nasze dzieciaki poszły do gimnazjum, które angażuje się w inne projekty, byli zaskoczeni, że nie będziemy w listopadzie i grudniu pakować prezentów, pytali: dlaczego tu nie ma Szlachetnej Paczki? - opowiada. I oddaje, że ta akcja jednoczy, mobilizuje i organizuje rodziców. Bo czasami trzeba się nagłowić, jak kupić coś taniej, czy szybciej. Ostatnio na przykład przygotowywali paczkę dla młodej kobiety, po rozwodzie, chorej. Mieszkała w jednym pokoju, który pewnie służy jej także za kuchnię i łazienkę. Prosiła o wykładzinę podłogową. Szukali w Internecie, pytali znajomych, w końcu zdobyli tę wykładzinę za połowę ceny. Pamięta babcię, która wychowywała samotnie wnuka. Marzyła o patelni, na której mogłaby mu smażyć naleśniki. Rodzinę z trójką dzieci: potrzebowali butów i kurtek na zimę.

- Ta akcje wyzwala w ludziach pozytywne emocje - zauważa pani Aleksandra. - I uczy nasze dzieci: pomagania, ale też odpowiedzialności i życia po prostu. Bo to jest trochę tak, że dzisiaj my pomagamy, ale życie potrafi płatać figle, bardzo mało potrzeba, żeby stracić wszystko. Oczywiście, nie pomagamy z tego powodu, ale warto to mieć gdzieś z tyłu głowy - dodaje.

Jeden z chłopców, kiedy zobaczył, ile prezentów leży już pod tablicą, powiedział, że on też chciałby być taką rodziną z listy Szlachetnej Paczki. Wtedy Majka Delura wytłumaczyła dzieciom, jak na co dzień wygląda życie takich rodzin. I zapytała, kto chciałby się zamienić miejscami. Dzieciaki pospuszczały głowy, nikt nie podniósł ręki w górę.

Joanna Sonnenberg, szkolny psycholog, od lat w „Wielkich Odkrywcach” mówi, że pomagamy z wielu powodów. Jesteśmy różni i różny mamy w sobie stopień empatii, więc czasami taką osobą inicjującą nasze dobre działanie jest jakiś uczeń, rodzic, nauczyciel. Pomagamy, żeby lepiej się poczuć, bo kiedy bezinteresownie podajemy komuś rękę, czujemy się po prostu szczęśliwsi, lepsi. Podnosi się nasze poczucie wartości. Pomagamy, bo lubimy się dzielić, bo sami kiedyś doznaliśmy biedy i teraz chcemy się losowi odwdzięczyć. Pomagamy wreszcie, bo to modne: pomagają celebryci i gwiazdy sportu, więc dlaczego nie my?

- W tym wypadku chodzi także o tradycję, bo Szlachetna Paczka jest tradycją w naszej szkole i nie chcemy jej tracić - tłumaczy Joanna Sonnenberg. - Wiadomo, że młodzi ludzie uczą się przez modelowanie. Jeśli chcemy wyrobić w dziecku jakieś zachowanie, dajemy mu dobry przykład. W wielu rodzinach od małego wpaja się dzieciom pewne nawyki, umiejętności, w innych jest z tym gorzej, ta akcja uczy empatii, współczucia, poza tym integruje środowiska klasowe - dodaje pani psycholog.

Tylko w zeszłym roku w działania Paczki włączyło się ponad 635 tys. osób, a ogólna wartość pomocy materialnej przekazanej rodzinom przekroczyła 47 milionów złotych. Pomagają nie tylko ci, którzy pakują paczki, ale cała rzesza wolontariuszy.

Igor: 13 lat, uczeń klasy VIII, chce zostać komentatorem sportowym. W Szlachetnej Paczce od „pierwszaka”.

- Dobro wraca - stwierdza filozoficznie.

Rok temu pomogli koleżance, która była w trudnej sytuacji - zrobili dwie paczki, dla rodziny z listy i dla niej. Było trochę inaczej, bo znali osobę, której pomagali.

- Na początku, byliśmy zaskoczeni, kiedy patrzyliśmy na rzeczy, których potrzebują inni. Nie mieliśmy pojęcia, jak niektórym jest ciężko, bo czasami ludzie potrzebują podstawnych rzeczy: żywności, środków czystości, podstawowych kosmetyków. To nam otworzyło oczy - mówi. Stara się pomagać na co dzień. Ustępuje starszym osobom miejsca w autobusie, wniesie sąsiadce ciężkie zakupu na piętro - ot, takie drobnostki.

- Lepiej się z tym czuję, gdybym nie pomógł, miałbym to na sumieniu - tak tłumaczy.

Jakub - 13 lat, ósmoklasista. Marzy o medycynie, konkretnie - radiologii.

- Dwa lata temu mieliśmy bardzo biedną rodzinę: była babcia, matka i dwójka dzieci. Nie mieli dosłownie niczego, wszystko im było potrzebne: sól, cukier, mąka, papier toaletowy, ubrania. Nie dostaliśmy listu od tej rodziny, ale wolontariusz przekazał nam potem, że kobiety płakały ze szczęścia, kiedy dostały od nas paczkę - opowiada.

Lena, przewodnicząca klasy V b, potakuje głową. Im też wychowawczyni czyta, jak obdarowana rodzina odbiera ich prezenty, czy się z nich cieszy.

- Najfajniej jest, kiedy po lekcjach pakujemy to wszystko i widzimy, ile rzeczy udało nam się zebrać - opowiada.

Dzisiaj paczki już spakowane. Cały stos pudeł i pudełek, bo jedna rodzina dostaje ich zazwyczaj kilkanaście. Tyle tylko, że dla obdarowywanych te kolorowe zawiniątka, to coś więcej, niż zwyczajne świąteczne prezenty.

FLESZ: Polacy żyją krócej. Co nas zabija?

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie