Sześć dobrych sposobów na ograniczenie korupcji

Mariusz Jałoszewski, dziennikarz działu kraj
Udostępnij:
Korupcja w Polsce zmalała - oznajmił wczoraj na konferencji prasowej minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski.

Z policyjnych statystyk wynika, że przez pierwsze trzy miesiące tego roku takich przestępstw było 2099, czyli o 776 mniej niż w tym samym okresie rok temu. Z kolei przeprowadzane od kilku lat przez Fundację Batorego badania "Barometr korupcji" pokazują, że Polacy coraz mniej skarżą się na tę przestępczą plagę. - Widoczny jest trend spadkowy korupcji. Przyznaje się do niej coraz mniej Polaków - mówi Grażyna Kopińska, dyrektor programu "Przeciw Korupcji" z Fundacji Batorego.

Nie oznacza to jednak, że korupcja jest Polsce w odwrocie. Statystyki i badania opinii publicznej nie oddają bowiem rzeczywistej skali problemu. Ludzie nie muszą bowiem zgłaszać tego typu przestępstw i przyznawać się do dawania w łapę (lub brania) nawet w anonimowej ankiecie. Tym bardziej jeśli dzięki przestępczemu procederowi mają wymierne korzyści i zmowa milczenia najwyraźniej im się opłaca. Zwłaszcza dotyczy to tzw. prowizji za kontrakty i zlecenia w sektorze gospodarczym.

Nie ma co się oszukiwać. Korupcja była, jest i będzie, bo zawsze znajdą się ludzie, którzy nie oprą się pokusie szybkiego zarobku. Co pokazuje opisany wczoraj przez "Polskę" akt oskarżenia wobec byłego ministra sportu w rządzie PiS Tomasza Lipca czy sprawa związanego z PO prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego. Ale rząd i podległe mu służby mogą ten proceder znacznie ograniczyć. Od kilkunastu lat próbują to robić kolejne ekipy. Powstają nowe ustawy chroniące przed korupcją, tworzy się instytucje ścigające łapówkarzy, np. CBA, specjalne wydziały w prokuraturze, a media nagłaśniają kampanie typu "nie dawaj, nie bierz".

Specjaliści podpowiadają rządzącym kilka metod. Po pierwsze. - Z korupcją nie można przestać walczyć. To nie działalność akcyjna, ale długofalowa. Bo natura ludzka jest ułomna - podkreśla Grażyna Kopińska z Fundacji Batorego. Potwierdza to były zastępca prokuratora generalnego z rządu SLD Kazimierz Olejnik. - Przepisy i instytucje mamy już dobre. To już tylko kwestia woli ścigania, ale mam wrażenie, że teraz to wyhamowało - stwierdza Olejnik.

Po drugie. Łapówkarzy trzeba bezwzględnie rozliczać, a sądy powinny ich surowo karać. - Sprawca musi wiedzieć, że może wpaść i surowo za to zapłaci - zaznacza Olejnik. Ale do tego potrzeba też innego spojrzenia na korupcję przez sędziów. Bo choć za korupcję grozi maksymalnie do 12 lat, to sądy najczęściej zasądzają wyroki od roku do trzech lat, i to zazwyczaj w zawieszeniu. Czyli sprawca nie idzie do więzienia.

Po trzecie. Edukacja, zwłaszcza młodzieży, która musi wiedzieć, że dawanie w łapę jest złe. Musi też zmienić się nasza mentalność do tego stopnia, że łapówkarze będą napiętnowani nie tylko w mediach, ale i społecznie.

Po czwarte. Jawność życia publicznego. - Obywatele powinni mieć lepszy dostęp do dokumentów w urzędach. Jawne powinny być publiczne kontrakty oraz konkursy na publiczne stanowiska - wylicza prof. Andrzej Zoll z UJ.

Po piąte. Trzeba doprecyzować przepisy lub nawet niektóre zlikwidować, tak żeby urzędnicy mieli jak najmniej dowolności w ich interpretacji. Minister ds. korupcji w obecnym rządzie Julia Pitera zapowiada, że ma już wstępne projekty niektórych takich zmian.

Po szóste. Sprywatyzować to, co jeszcze można, a jest zbędne państwu i samorządom, oraz podnieść pensje urzędnikom. Ten ostatni sposób nie wyeliminuje jednak totalnie korupcji.
Polska klasa polityczna zgodnie przyznaje, że problem korupcji to niechciany spadek po PRL. - Trzeba zwalczać złe nawyki - podkreśla pełnomocnik rządu do walki z korupcją Julia Pitera. - To relikt PRL - wtóruje jej Paweł Poncyliusz z PiS.

Polska nie jest nawet w połowie drogi, którą pokonała już Estonia, niegdyś republika sowiecka. Zaraz po odzyskaniu niepodległości parlament doprowadził do zniesienia regulacji rynku, które wprowadziły władze Związku Sowieckiego. Tworzono prawo w taki sposób, żeby od urzędnika jak najmniej zależało. Pierwszy premier Estonii Mart Laar zdradza jeszcze jeden sekret powodzenia: - Estońscy reformatorzy nie pozwolili, żeby ważne stanowiska w administracji państwowej objęli komunistyczni urzędnicy. Laar tłumaczy, że w przeprowadzeniu tak radykalnej reformy pomogła panująca wtedy moda na wszystko, co było antysowieckie. - Również korupcja była kojarzona z nawykami pochodzącymi z Kremla i dlatego można było łatwiej się od niej dystansować.
Współpr. P. Gołdanowski

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie