reklama

Szef zastrasza pracowników, bo ujawnili aferę karetkową

Aldona Minorczyk-Cichy
Artur Borowicz, dyr. Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach K. Matuszyński/POLSKA
Dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach Artur Borowicz grozi osobom, które pomogły dziennikowi "Polska" ujawnić tzw. aferę karetkową.

Zapowiada, że obniży im pensje i zabierze premie. 3 listopada Borowicz zwołał zebranie pracownicze. Podczas spotkania nie zastanawiał się, w jaki sposób zlikwidować nieprawidłowości w pogotowiu.

Przeciwnie, wraz ze swymi współpracownikami zastraszał naszych informatorów. "Polska" dotarła do taśmy z nagraniami z zebrania. "Jak ktoś szczeka na firmę, to ja też zgłoszę go do prokuratury" - grozi na niej męski głos, prawdopodobnie dyrektor Artur Borowicz.

Szef pogotowia grozi karami za artykuł w "Polsce". Mamy nagrania z groźbami wobec pracowników

POSŁUCHAJ

Sprawa dotyczy afery opisanej przez "Polskę". Ujawniliśmy, że 13 października dyrektor Borowicz wysłał erkę (nazywaną fachowo karetką systemową), by z Tarnowskich Gór przywiozła do Katowic na kościelne uroczystości z okazji święta ratowników medycznych emerytowaną dyspozytorkę. Karetka była wyłączona z użytkowania niemal półtorej godziny.

Wykorzystanie erki jako bezpłatnej taksówki było tylko czubkiem góry lodowej. Dzięki związkowcom z WZZ Sierpień '80 i ze Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego ujawniliśmy, że erki, które mają służyć pogotowiu do ratowania życia pacjentów w najcięższych przypadkach, były używane do celów komercyjnych. Za pieniądze wożono nimi na badania osoby osadzone w miejscowym areszcie oraz pacjentów szpitali.

Szef pogotowia postanowił się zemścić na pracownikach, którzy nie mogli milczeć, widząc nieprawidłowości. - Dyrektor zastraszał pracowników, chciał tuszować aferę, zrzucić winę na dyspozytorkę. Robił śledztwo, kto poszedł z informacjami do mediów. Na koniec zwołał zebranie, na którym on i jego pretorianie jak za PRL-u potępili tych, którzy odważyli się mieć inne zdanie - opowiada "Polsce" Marian Staniszek, szef Sierpnia '80 w pogotowiu. Jego słowa potwierdzają nagrania.

Na taśmie mężczyzna (najprawdopodobniej Borowicz) przyznaje, że erki woziły pacjentów za pieniądze. Próbuje się usprawiedliwić, że tak jest w całym kraju i nie ma z czego robić afery.

W obrażaniu pracowników pomaga mu kobieta, prawdopodobnie Grażyna Jeremicz, kierowniczka stacji w Chorzowie. Krzyczy: "Kto nam wytłumaczy, w jakim celu i jakie były założenia związków takiego oszkalowania naszej firmy w prasie? Dla prywatnych celów, bo nie sądzę, że w tych związkach debile siedzą".

Chcesz znać przebieg spotkania? Ściągnij i posłuchaj:

POBIERZ

Na nagraniu wzburzone głosy proponują zrobić zbiórkę wśród załogi i wykupić ogłoszenie w gazecie. Po to, by wesprzeć dyrektora, który nie może "przebić się" do mediów ze sprostowaniami.
Kobieta dorzuca także: "My mamy pracować. Nic pracownikowi do tego, jakie umowy są zawarte. My mamy pracować, nie dyskutować, nie wytykać".

Dlaczego dyrektor Borowicz zorganizował masówkę? Odpowiedź wydaje się prosta. By bronić swej pozycji. Bo jak ustaliliśmy, pod koniec października katowicka prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez szefa pogotowia. Jeśli formułowane przez związkowców zarzuty się potwierdzą, Borowiczowi grozi nawet do trzech lat więzienia. To jednak nie koniec. Dyrektor jest podejrzewany o nakłanianie do fałszywych zeznań, zacieranie śladów, ukrywanie dowodów.

Dyrektor Artur Borowicz w pismach, które słał do naszej redakcji, nie zaprzeczał opisywanym faktom. Twierdził jedynie, że chce naświetlać ich okoliczności. "WPR może się jawić jako bezduszna instytucja, która posiadany sprzęt wykorzystuje niezgodnie z przeznaczeniem, co implikuje zagrożenie dla zdrowia i życia potencjalnych pacjentów" - pisał dyrektor.

W jego zapewnienia nie uwierzył marszałek województwa Bogusław Śmigielski. Zapowiedział, że w przyszłym tygodniu kontrolerzy urzędu marszałkowskiego wejdą do pogotowia.

***

Przeciwników wyeliminować
"Masówka" w katowickim pogotowiu odbyła się 3 listopada.

Jedna z popleczniczek dyrektora mówi: "Rzygać nam się chce, jak czytam co tydzień w prasie bzdury totalne, niesprawdzone. Ludzie chcą spokojnie pracować. Liczą na pensje. Niektórzy już mają ją wydaną, tę premię roczną. Natomiast wszystko wisi na włosku. Debile nie wiedzą, że przede wszystkim biją w kogo? W szarego pracownika, tego, co jest na dole. Bo pan Stanoszek [szef Sierpnia '80 - red.] pójdzie w przyszłym roku na emeryturę i ma to w dupie!". Męski głos wypowiada się o dziennikarzach i związkowcach: "Marionetki kierowane z góry!". A damski głos dodaje: "To trzeba się ich pozbyć, trzeba ich wyeliminować!".

Chcesz znać przebieg spotkania? Ściągnij i posłuchaj:

POBIERZ

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

m
mariola

słyszałam że ta kobieta ma wiele za uszami, sam fakt iż jako pielęgniarka miała firmę pogrzebową nasuwa skojarzenia ze słynną aferą uśmiercania pacjentów "łowcy skór".... ponadto w ogóle jest niekompetentną osobą, która oprócz tego że wszędzie pyskuje niczym innym nie potrafi się wykazać.

O
Ola P.

Ten tytuł pasuje do treści nagranych jak kwiatek do kożucha. Przesłuchałam i nie widzę tam grozy z jaką media chciały sprawę przedstawić. Dyskusja jak wiele innych. Ale przecież nie każdy zdobędzie sią na przesłuchanie - bo to długie. A szkoda może miałby podobne zdanie do mojego. Niesamowite.

b
barton

"Afera karetkowa"? Bądźcie poważni albo postarajcie się lepiej zgłębić temat zanim zaczniecie o nim pisać, tudzież sami dobrze przesłuchajcie udostępnione nagranie. Jestem od blisko 20 lat pielęgniarzem(terz ratownikiem medycznym) w ekipe R w jednym z największych polskich miast. Problem o którym mowa dotyka wszystkich nas bo wynika z braku odpowiednich zapisów w ustawie w której nie ma wydzielonej kwoty na relizację zadań typu przewozy asekuracyjne. Niektóre stacje pogotowia wypowiedziały umowy ale szpitale znalazły i na to sposób. Wzywają karetkę "na ratunek" i przewóz asekuracyjny jest i tak realizowany tylko że bezpłatnie. W aktualnej sytacji prawnej i przy stawkach oferowanych przez szpitale za realizację przewozów (żeby jeszte te płatności były realizane terminowo!)koszt utrzymania ekipy z lekarzem na godziwych stawkach i dobrze wyposażonym ambulansem jest taki że ta usługa jest deficytowa. A jak się kończy świadczenie takich usług "za wszelką cenę" to widać po stanie ekonomiczym Kolumn transportu Sanitarnego które w większości województw są na skraju bankructwa. Obstawa medyczna akcji Policji i Służ Specjalnych - to robią wszystkie Stacje w całej Polsce i jest to regulowane umowami.
Nie tłumaczę ordynanego zachowania niektórych osób z kierownictwa Śląskiej stacji pogotowia ale zachowanie moich kolegów nie ma dla mnie żadnych walki o dobro ogółu tylko realizację hasła TKM.
A Państwa zachowanie, biorąc pod uwagę faky że te 45 minut nagrania mało kto odsłucha i zdecydowana większość oprze swoją opinię na artykule obliczonym na tanią sensację a nie rzetelne fakty i szeroki obraz tej bardzo problematycznej sytuacji, uważam za mało profesjonalne jak na gazetę tej rangi.

Pozdrawiam

Dodaj ogłoszenie