Szczyt G8 to główny hamulcowy świata

Dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, politolog
Co roku szczyt państw G8 jest festiwalem próżności, pewności siebie i wywyższania się kilku państw ponad resztę świata. Zaproszenie na to spotkanie wzajemnej adoracji dostają tylko nieliczni.

Od kilku lat są wybierani spośród krajów Południa (sama grupa G8 składa się wyłącznie z państw bez porównania bogatszej Północy). Zapraszane są m.in. Indie, Brazylia, RPA, ale również szefowie Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku Światowego i przedstawiciele Unii Europejskiej.

Jednak wszyscy ci goście pojawiają się na szczycie G8 wyłącznie w roli klientów. Powinni się cieszyć, bo dostąpili zaszczytu przycupnięcia przy stole, przy którym rządy sprawuje nieprzerwanie od lat osiem państw.

Rozpoczynający się dziś w Japonii szczyt G8 swoim blichtrem i przepychem nie będzie się pewnie różnił od poprzednich. Największe pod względem gospodarczym i wpływów politycznych kraje Zachodu i Rosja w swojej pysze lubią, gdy przedstawia się ich spotkanie jako centralne wydarzenie roku w polityce światowej. W ten sposób próbują zdegradować m.in. Radę Bezpieczeństwa ONZ, do której prawie wszystkie należą, ale tam muszą dzielić się władzą z mniejszymi państwami. Poza tym w Radzie Bezpieczeństwa muszą się trzymać zasad Karty ONZ.

Państwa G8 już ogłosiły, czym będą się na rozpoczynającym szczycie zajmować. Pod koniec czerwca odbyło się spotkanie ministrów spraw zagranicznych, po którym wydano bardzo długi komunikat. Można z niego wyczytać, że G8 zajmie się: Iranem, Irakiem, Bliskim Wschodem, Koreą Północną, Sudanem, Pakistanem i rozlicznymi państwami innych regionów.

Nie ma tu jednak słowa o potrzebie dostosowania się do nowych wyzwań świata. Zamiast tego są problemy z listy obowiązującej w latach 90. ubiegłego wieku: rozprzestrzenianie się broni nuklearnej, sprawa terroryzmu światowego (była aktualna w początkach XXI w.) i wojna z terrorem.

Dziś islamistyczne, fundamentalistyczne siły skoncentrowały się na wygraniu wojny w Iraku i Afganistanie oraz na umocnieniu swoich pozycji w innych państwach islamskich.

Tymczasem nowe światowe problemy można opisać wspólnym hasłem globalnej niestabilności i zmiany układu sił w dziedzinie kultury, gospodarki, polityki, wojskowości. W świecie z jednej strony mamy zastój gospodarczy w USA, początki recesji i kryzysu finansowego, a z drugiej - światowy wzrost popytu na wszystkie produkty wywołany szybkim rozwojem i zasysaniem dóbr ze świata przez Chiny, Indie, państwa arabskie i Rosję. Rezultatem jest światowy wzrost cen nośników energii (paliwa) i żywności.

O tym, że Chiny są największą ze wschodzących potęg gospodarczych, mówiono już od lat 90. Zwłaszcza Stany Zjednoczone widziały właśnie w nich nowego globalnego rywala. Teraz Chiny destabilizują rynki surowcowe, ale jednocześnie dają nadzieję na względną stabilizację.

W jaki sposób? Gospodarka światowa rzeczywiście stała się wielobiegunowa. Jeden kraj nie jest już lokomotywą dla reszty świata. Gdy w 1929 r. wybuchł wielki kryzys, cały świat tkwił w zapaści, dopóki nie wydobyła się z niej Ameryka. Dziś nawet krach na giełdach nowojorskich nie załamie gospodarki światowej, bo Chińczycy będą trzymali się mocno dzięki własnemu niezmierzonemu wewnętrznemu rynkowi. Jednocześnie odradzają się Japonia, zmodernizowana Rosja, rosną w siłę Indie i państwa arabskie. Te ostatnie przeżywają boom niespotykany od lat 70. XX w.

Co na to wszystko ministrowie spraw zagranicznych państw G8? Nic, ani słowa! Podobnie niewiele mają do powiedzenia na temat zmian kulturowych, politycznych i wojskowych. A szkoda, bo kultury niezachodnie czują się coraz pewniej, są niezależne i ekspansywne, niektóre przeżywają odrodzenie swoich religii. Hindusi, Chińczycy, Rosjanie czy Arabowie nie są już onieśmieleni Zachodem. Przeciwnie, uważają, że ich cywilizacje są równie dobre, jeśli nie lepsze. A sukcesy gospodarcze są tego twardym dowodem.

Równie dobrze widać to na przykładzie Rosji, która odrzuciła propozycję przyłączenia się do zachodnich struktur, ale jednocześnie z Europą stara się rozmawiać z pozycji siły. Indie i państwa arabskie gromadzą arsenały wojskowe i są coraz bardziej niezależne w swojej polityce.

Z kolei przejęcie inicjatywy w sprawie Korei Północnej to znak, że chińska polityka zagraniczna chce dominować. Przez wiele lat Chiny wykorzystywały groźbę weta w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, by udaremniać poważne sankcje gospodarcze wobec Korei Północnej. Otwierały nad reżimem parasol ochronny. I doprowadziły do, że zostały uznane za światowego lidera w negocjacjach z Koreą, która została zaliczona do chińskiej strefy wpływów.

Obecne gigantyczne zmiany porządku światowego przypominają te z końca zimnej wojny na przełomie lat 80. i 90. Głównie dlatego, że - jak poprzednio - wyłania się nowy porządek globalny.

To, co dzieje się teraz, to nie koniec świata. Ale z pewnością koniec świata, jaki znamy. Jednak państwa G8 są póki co tak są zajęte wywyższaniem się nad resztę ludzkości i bezpardonowym ingerowaniem w sprawy pojedynczych państw, że nawet tego nie zauważyły.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

l
lolo
a co tam robi nędza rosyjska
w
wowes
Można się śmiać ale wielcy tego świata zawsze dymali słabszych, takie jest prawo rozwoju cywilizacji.
r
romario
To prawda - ten facet ma rację! Zorbas na prezydenta!
Dodaj ogłoszenie