Szczekociny. Katastrofa kolejowa: "Przeraźliwy huk i jęki ludzi. Tego nie odda żaden film". 9 lat temu zginęło 16 osób

Wiktoria Żesławska
Wiktoria Żesławska
Chałupki pod Szczekocinami to niewielka miejscowość w województwie śląskim. Jej mieszkańcy byli 9 lat temu świadkami wielkiej tragedii. Wieczorem usłyszeli huk. Ten huk z niektórymi z nich pozostaje do dzisiaj, bo kojarzy im się ze śmiercią. Z jękami ludzi. Z mrożącym krew w żyłach widokiem dwóch zmiażdżonych pociągów osobowych. Właśnie mija 9 lat od jednej z największych katastrof kolejowych w Polsce, w której zginęło 16 osób, a 58 zostało rannych.
  • 3 marca 2012 roku w niewielkich Chałupkach w pow. zawierciańskim zderzyły się czołowo dwa pociągi pasażerskie
  • W katastrofie kolejowej pod Szczekocinami zginęło 16 osób, a 58 zostało rannych
  • 9 lat po tragedii mieszkańcy wciąż pamiętają przeraźliwy huk, który jak brzytwa przeciął ciszę sobotniego wieczoru
  • "Ludzie w panice wybiegali z pociągu, spadali z nasypu, który był przy torach. Uciekali na oślep, byle jak najdalej od pociągu"
  • Jęki ofiar przygniecionych fragmentami wraków niektórym mieszkańcom Szczekocin śnią się do dzisiaj
  • "Nie odda tego żaden film, żaden program i żadne opowiadanie. Nigdy nie zapomnę, jak kamieniami i wszystkim, co było pod ręką, próbowaliśmy niszczyć szyby pociągów, za którymi widzieliśmy ludzi"

***

Wszystko zaczęło się od huku

Był sobotni wieczór, 3 marca 2012 roku. W niewielkiej miejscowości Chałupki trwały przygotowania do Dnia Kobiet – zaprzyjaźnione sąsiadki planowały w tym dniu wspólne, kobiece spotkanie. Inni oglądali telewizję, była już prawie godz. 21, już dawno zapadł zmrok. W końcu w marcu ciemności panują już po godz. 18. I nagle wieczorną ciszę przerwał przeraźliwy huk. Nikomu w Chałupkach wtedy jeszcze nie przyszło do głowy, że tę noc spędzą zajęci ratowaniem pasażerów dwóch pociągów osobowych, które właśnie się zderzyły.

- Jedyne co na początku było wspólne, to, że każdy z nas usłyszał huk. Jedni myśleli, że to pod ziemią, inni, że gdzieś wybuchła butla z gazem. Nikt nie podejrzewał, że kilkanaście metrów dalej doszło do takiej tragedii. Dowiadywaliśmy się tego pocztą pantoflową. Wszyscy: młodsi i starsi ruszyli na pomoc. Nikt nie siedział bezczynnie, nie mogliśmy, trzeba było pomóc – wspomina Anna Kwiecień, ówczesna sołtys Chałupek.

ZOBACZCIE ZDJĘCIA

W Goleniowach, kilka kilometrów od Chałupek, odbywało się coroczne spotkanie, podsumowujące działania Ochotniczej Straży Pożarnej w tej miejscowości. Na spotkaniu było wielu strażaków, a także były burmistrz gminy Szczekociny – Krzysztof Dobrzyniewicz. Jak wspomina, wszystko działo się właściwie na chwilę przed zakończeniem spotkania. Kiedy wszyscy powoli chcieli wracać do domów, usłyszeli huk. Nie spodziewali się tego, co stało się kilka kilometrów dalej.

- Na początku nikt nie miał pojęcia, co mogło się stać. Po paru chwilach otrzymaliśmy informację, że w Chałupkach wykoleił się pociąg. Strażackim wozem bojowym pojechaliśmy na miejsce, przekonani, że jedziemy do wykolejonego pociągu. To, co zastaliśmy na miejscu, było szokujące. Byliśmy przerażeni. Pamiętam jak dziś, że to był mroźny wieczór, na dworze było minus pięć stopni Celsjusza. Ludzie w panice wybiegali z pociągu, spadali z nasypu, który był przy torach. Uciekali na oślep, byle być jak najdalej od pociągu.To była niesamowita panika, nie do opisania – wspomina Krzysztof Dobrzyniewicz, ówczesny burmistrz Szczekocin.

Nie było już huku, były tylko jęki

Sąsiedzi informowali się nawzajem, że kilkadziesiąt metrów dalej, na torach kolejowych, zderzyły się dwa pociągi. Nikt właściwie nie potrafił sobie tego wyobrazić, dopóki nie dotarł na miejsce. A dotarli tam wszyscy. Wszyscy mieszkańcy Chałupek, Szczekocin i dalszych miejscowości zaczęli biec na miejsce zdarzenia. Około 40 zastępów straży pożarnej, policja i dziesiątki mieszkańców - wszyscy walczyli o życie tych, których jęki i krzyki dobiegały ze zmiażdżonych pociągów.

Na miejscu pojawiła się nawet okoliczna młodzież. Wiele dziewcząt zostało w domach, gdzie parzyły herbatę, opatrywały osoby, które udało się wydostać z pociągów. Tego wieczoru nikt nie siedział bezczynnie. Nie było na to czasu, ani miejsca. Ci, którzy dowiedzieli się o tragedii z telewizji, przyjeżdżali na miejsce zdarzenia. Szukali swoich bliskich, którzy podróżowali tymi pociągami. Niestety, niektórych nie udało odnaleźć się żywych. W tragedii zginęło 16 osób.

- Nie odda tego żaden film, żaden program i żadne opowiadanie. Nigdy nie zapomnę najtragiczniejszych widoków, kiedy kamieniami, wszystkim, co było pod ręką, próbowaliśmy niszczyć szyby pociągów, za którymi widzieliśmy ludzi. Widzieliśmy, że niektórzy już nie żyją. Można sobie jedynie wyobrażać, w jakim stanie były niektóre ciała, ale chcieliśmy się dostać do każdego. Mieliśmy nadzieję, że uda nam się ich uratować – wspomina Dobrzyniewicz.

Nie przeocz

Tego dnia nie zapomni nikt

Wszyscy, którzy 3 marca 2012 roku byli na miejscu tragedii, powtarzają po latach jedno: „Proszę pani, to jest nie do opowiedzenia” i „nigdy tego nie zapomnę”. Katastrofę kolejową pod Szczekocinami, relacjonowały na żywo wszystkie stacje telewizyjne. Pamiętam to, choć w dniu katastrofy miałam 12 lat i śledziłam to właśnie w telewizji. Trudno było mi uwierzyć, że to naprawdę się dzieje, że to nie science-fiction, a żywi ludzie walczący o życie w zmiażdżonych wrakach pociągów.

Dziesiątki ludzi biegających wokół wraku, dziesiątki pasażerów, którzy uszli z tego cało, choć od szczęścia i bezpieczeństwa dzieliło ich wydostanie się zza tej doszczętnie zniszczonej blachy. To wszystko wyglądało potwornie nawet w telewizji, a co dopiero na miejscu zdarzenia.

Jak wspomina Anna Kwiecień, dopiero poranek pokazał niewyobrażalną skalę zdarzenia.

- Nigdy nie zapomnę pierwszego wschodu słońca po tej katastrofie. Ono jakby na nowo pokazało nam, do jakiej tragedii doszło. Pamiętam ten widok, gdy wschodzące słońce odsłoniło przed nami wraki pociągów. Pomimo iż byliśmy przeszło całą noc na miejscu tej tragedii, nie widzieliśmy nic tak dobrze, jak rano. To niezapomniany widok – wspomina.

Niesamowita solidarność mieszkańców

Moi rozmówcy podkreślają przede wszystkim dwie rzeczy. Jak tragiczne to były wydarzenia oraz jak bardzo zmobilizowali się mieszkańcy. Jak opowiadał nam burmistrz, na dworze była ujemna temperatura, a ludzie jak stali, tak wybiegli, aby ratować innych. W krótkich rękawkach Nikt wtedy nie myślał o tym, aby się cieplej ubrać, przecież chodziło o ratowanie ludzkiego życia. Nie było osoby, która siedziałaby bezczynnie. To samo trzeba powiedzieć o służbach. Robiły, co mogły.

- Solidarność i mobilizacja mieszkańców oraz służb – muszę to podkreślić. Bez nich to wszystko by się nie udało. Bez nich nie udałoby się uratować tylu osób. Nie udałoby się zapewnić im choć na chwilę ciepła i bezpieczeństwa. To, jak w tym dniu działali ludzie oraz służby, zasługuje na ogromne wyróżnienie. Wszyscy spisali się na medal. Każdy z nas dołożył do tego cegiełkę. Jestem pod ogromnym wrażeniem i będę już do końca życia, jak ludzie w tym dniu zmobilizowali się, by pomóc drugiemu człowiekowi – mówi Krzysztof Dobrzyniewicz.

Wdzięczność trwa do dziś

Mieszkańcy od razu zabierali rannych do domów. Zapewniali im coś ciepłego do picia, opatrunki, ciepło i poczucie bezpieczeństwa. Dla wielu ocalałych z katastrofy pod Szczekocinami mieszkańcy Chałupek do dnia dzisiejszego są bohaterami. Dali ocalałym to, co w tym momencie było najważniejsze. Poczucie, że są cali i zdrowi i nic im już nie grozi.

Niektórzy do dnia dzisiejszego pamiętają o swoich bohaterach – mieszkańcy Chałupek otrzymują od nich kartki na święta czy urodziny. Kiedy organizowano co roku obchody upamiętniające, wielu ocalałych przyjeżdżało w to miejsce. Przyjeżdżają także ci, którzy w tym wypadku stracili swoich bliskich: córki, ojców czy przyjaciół. Nie każdego udało się uratować, w katastrofie zginęło aż 16 osób. Mimo to, każdy zdaje sobie sprawę, że Ci, którzy byli na miejscu, robili wszystko, by ich uratować. Dlatego są im wdzięczni.

Jak wygląda dziś to miejsce?

Nawet jeśli ktoś nie słyszał o tych tragicznych wydarzeniach, wjeżdżając do Chałupek, zobaczy z daleka zawieszoną na torach flagę. Dokładnie w miejscu, w którym doszło do tragicznego wydarzenia. Przy drodze stoi pomnik poświęcony ofiarom tej katastrofy. Pomnikiem opiekuje się Anna Kwiecień. Przy pomniku są zawsze świeże kwiaty i palą się znicze. Dla niej to symbol pamięci o tych tragicznych wydarzeniach i ludziach, którzy stracili tu swoje życie. Opiekuje się nim już od kilku lat.

Stoi także zdjęcie młodej Karoliny. Karolina zginęła w tej katastrofie. Jej ojciec, gdy usłyszał o tragedii, przyjechał do Chałupek. Biegał od domu do domu i pytał, czy ktoś nie widział jego córki. Niestety, Karolinie nie udało się przeżyć katastrofy. Jak wspominają świadkowie, to jedno z najgorszych wspomnień tego dnia: dramat ojca, który przyjechał tam szukać córki, któy wierzył, że córka ocalała. Karolina jest jedną z 16 ofiar tej tragedii.

W tym roku obchodów nie będzie

Co roku w Chałupkach gromadziły się tłumy, by oddać cześć i pamięć tym, którzy zginęli 3 marca 2012 roku. Przyjeżdżają tu, bo pamiętają o zmarłych, ale chcą też kolejny raz wyrazić wdzięczność mieszkańcom Chałupek, którzy pomagali, jak mogli. W tym roku 3 marca nie spotkają się. Ta 9. rocznica będzie właściwie wyjątkowa, ze względu na pandemię. Uroczysta msza święta została odwołana, odbędzie się, kiedy pozwoli na to sytuacja epidemiologiczna. Wtedy, po mszy, wszyscy spotkają się pod dwoma pomnikami, gdzie pozostawią kwiaty i znicze.

Musisz to wiedzieć

Bądź na bieżąco i obserwuj

Nauczanie hybrydowe zamiast powrotu do szkół

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Zawiodła automatyka kolejowa i procedury

Dodaj ogłoszenie