Syn Stauffenberga: Dobrze, że zamach na Hitlera się nie...

    Syn Stauffenberga: Dobrze, że zamach na Hitlera się nie udał. Ważna była całkowita klęska nazistów

    David Charter

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Goering w zrujunowanym bunkrze
    1/4
    przejdź do galerii

    Goering w zrujunowanym bunkrze ©Domena publiczna/Wikipedia

    Claus von Stauffenberg, zamachowiec, który próbował zabić Hitlera w Wilczym Szańcu, cały czas zachowywał zimną krew - wspomina ostatni żyjący świadek zamachu, wartownik.
    Niemiecki oficer, który omal nie zabił Adolfa Hitlera bombą ukryta w teczce, nie wzbudzał żadnych podejrzeń, twierdzi ostatni świadek wydarzeń z 20 lipca 1944 r.

    Tego dnia, na pięć minut przed wybuchem, Claus von Stauffenberg spokojnie wyszedł z sali konferencyjnej w kwaterze Führera Wilczy Szaniec w Prusach Wschodnich i oddał wartownikowi dokument uprawniający do wejścia na teren kwatery.


    Zwracający na siebie uwagę z powodu przepaski na oku - pozostałość po ranie odniesionej w Afryce - Stauffenberg, przywódca spiskowców, nie zdradzał żadnych oznak zdenerwowania, które na pewno mu towarzyszyło, twierdzi ostatni świadek tamtych wydarzeń Kurt Salterberg.

    92-letni Salterberg pełnił służbę wartowniczą przed salą konferencyjną, w której zginęli czterej członkowie najbliższego kręgu Hitlera. - Dzień był upalny - wspominał w rozmowie z "Timesem" Salterberg, mieszkający obecnie w Nadrenii Północnej-Westfalii w Niemczech. - Stauffenberg przeszedł obok mojego punktu kontrolnego w towarzystwie feldmarszałka [Wilhelma] Keitela. Mieliśmy rozkaz nie przeszukiwać osób wchodzących z Keitelem. Salterberg nie był członkiem nazistowskiej formacji SS, a zwykłym żołnierzem niemieckiej armii. Po wojnie pracował jako księgowy w firmie handlującej samochodami.

    Nie zdziwił się, gdy Stauffenberg wyszedł wcześniej ze spotkania. - Personel często wychodził z narad, by przynieść dokumenty, lub wykonać jakieś polecenie - powiedział.

    Tymczasem w sali pułkownik Heinz Brandt przesunął aktówkę pozostawioną przez Stauffenberga obok Hitlera w inne miejsce, za grubą nogę stołową. Nieświadomie uratował w ten sposób życie Führera, a jednocześnie podpisał na siebie wyrok śmierci, bo chwilę później na skutek eksplozji sam stracił nogę i w wyniku odniesionych ran zmarł dwa dni później.

    - Stałem 20, może 30 m dalej i patrzyłem w stronę koszar. Nagle wszystko eksplodowało - mówi Salterberg. - Jakiś człowiek wyleciał przez okno. Drzwi, szyby, wszystko wyleciało w powietrze. Po chwili z budynku wyszedł pierwszy ranny. Zrobił się chaos, wszyscy krzyczeli: "Gdzie jest Führer?".

    Według Salterberga upłynęło 10 minut, zanim Hitler w końcu się pokazał. Szedł, wspierając się na ramieniu Keitela, z drugiej strony podtrzymywał go Heinz Linge, jego kamerdyner. - Spodnie miał rozerwane aż do ud, ręce i twarz we krwi. Ale z ich pomocą szedł.

    Próba zamachu, o której opowiada dramat "Walkiria" z 2008 r. z Tomem Cruisem w roli głównej, nie powiodła się nie tylko z powodu interwencji pułkownika Brandta, ale także dlatego, że Stauffenberg zdążył aktywować tylko jeden z dwóch ładunków, a narada zamiast w bunkrze odbywała się w jedynym z baraków, gdzie eksplozja była mniej intensywna.

    Stauffenberga i blisko 5 tys. innych osób podejrzanych o nielojalność skazano na śmierć.

    Salterberg trafił na front. W marcu 1945 r. został ranny w klatkę piersiową i końca wojny doczekał w szpitalu. Poznał tam pielęgniarkę, z którą się później ożenił.

    70 lat po tym wydarzeniu syn zamachowca, 80-letni Bertold Graf von Stauffenberg, uważał, że lepiej się stało, iż zamach okazał się nieskuteczny, a Hitler przeżył. Jego zdaniem gdyby przywódca III Rzeszy zginął w zamachu, skutki mogłyby się okazać nieobliczalne dla samych Niemiec.

    - W końcu nawet moja matka była przekonana, że dobrze się stało, iż spisek spalił na panewce - mówił syn zamachowca "Timesowi" w swoim domu niedaleko Stuttgartu. - Co by się stało, gdyby zamach się udał? Nikt nie wie. Wojna domowa? - zastanawia się Graf von Stauffenberg.

    Jego zdaniem zabójstwo Hitlera wywołałoby kolejny cios w plecy niemieckiej armii. Odwołuje się do mitu panującego w Niemczech przed wojną, że w czasie I wojny światowej politycy, intelektualiści i Żydzi odwrócili się od niemieckich wojsk, co spowodowało ich klęskę. Wykorzystali to naziści, by dojść do władzy w Niemczech.

    Syn zamachowca z Wilczego Szańca uważa natomiast, że takie zwrócenie się części Niemców przeciwko reżimowi nazistowskiemu i ich nadzieje na zawarcie pokoju z aliantami spaliłyby na panewce. W efekcie wojna toczyłaby się dalej. Uważa on, że tylko całkowita kapitulacja nazizmu we wszelkich jego aspektach była najlepszym sposobem zakończenia wojny.

    Historycy przypominają, że spiskowcy przeciwko Hitlerowi, głównie rodziny arystokratyczne, wierzyli, że mogą wydać aliantom wszystkich ważniejszych nazistów i podpisać pokój, trzymając siły wojsk zachodnich i rosyjskich z dala od granic Niemiec. To jednak uważa się dzisiaj za iluzję.

    Bertold von Stauffenberg w wolnych Niemczech kontynuował rodzinne tradycje i sam służył w wojsku - w Bundeswehrze. Dosłużył się stopnia generała.

    Tłumaczenie: Lidia Rafa

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (3)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    jego poglądy się zmieniały

    spokojny

    Zgłoś naruszenie treści / 3 / 6

    Sztaufenberg w początkach swojej kariery był nasistą, pogardliwie wyrażającym się o Polakach ale stopniowo jego poglądy się zmieniały i w końcu podjął próbę zgładzenia firera za co zapłacił życiem...rozwiń całość

    Sztaufenberg w początkach swojej kariery był nasistą, pogardliwie wyrażającym się o Polakach ale stopniowo jego poglądy się zmieniały i w końcu podjął próbę zgładzenia firera za co zapłacił życiem on i wielu innych spiskowców.zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Stauffenberg o nas

    Stach (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 9 / 1

    „Ludność to niesłychany motłoch, z wieloma Żydami i mieszańcami. To lud, który czuje się dobrze tylko pod batem. Tysiące jeńców wojennych posłuży nam dobrze w pracach rolniczych”

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Święte słowa!

    Polak (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 15

    Nie każdy wróg naszego wroga jest naszym przyjacielem.
    Tak było w przypadku von Stauffenberga. To był odważny człowiek, który odwagę przypłacił życiem, ale jednocześnie zły człowiek. Nie był tak...rozwiń całość

    Nie każdy wróg naszego wroga jest naszym przyjacielem.
    Tak było w przypadku von Stauffenberga. To był odważny człowiek, który odwagę przypłacił życiem, ale jednocześnie zły człowiek. Nie był tak szalenie zły jak Hitler, ale z pewnością nie miał żadnych dobrych zamiarów wobec wrogów Rzeszy.
    zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo