18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Sylwester w czarnych kolorach: Tragiczna noc w Wybrzeżu Kości Słoniowej

Grzegorz Ignatowski
Grzegorz Ignatowski
Grzegorz Ignatowski
Wieczorem pierwszego stycznia zacząłem przeglądać w internecie światowe informacje. Dominowały w nich pozytywne wieści o bawiących się tłumach ludzi zgromadzonych na wielu ulicach i placach miast, w zasadzie na całym świecie. Im dłużej jednak szukałem, tym więcej znajdowałem relacji o tragicznych wydarzeniach związanych z radosnym przywitaniem kolejnego nowego roku.

Zacznijmy krótko od Francji. Już pierwszego stycznia tamtejszy minister spraw wewnętrznych Manuel Valls oznajmił, że w noc sylwestrową spalono niemal dwa tysiące samochodów. Oczywiście, wiele z nich to efekt podpaleń, które były wynikiem wybuchów miłych dla oka fajerwerków i różnego rodzaju środków pirotechnicznych. Kończąc podsumowanie strat i interwencji policji, minister wspomniał o śmierci dwudziestoletniego chłopca w okolicy Strasburga, który zginął w trakcie odpalania petardy. Sprawa ma już swój dalszy ciąg. Dzień po tym tragicznym wydarzeniu jeden z urzędników miejskich ze Strasburga zaapelował o wprowadzenie powszechnego zakazu używania w noc sylwestrową petard, które prowadzą do wielu obrażeń i okaleczeń. Przekonywał - jak informuje dziennik "Le Figaro" - że jest nie do zaakceptowania, aby w imię głupiej tradycji dopuszczać każdego roku do opłakiwania ofiar groźnych wypadków, których efektem są amputacje kończyn, utrata palców lub słuchu. Ogólny zakaz według strasburczyka miałby znaczenie pedagogiczne dla społeczeństwa dającego powszechnie przyzwolenie na ich używanie.

Zapewne nie chcemy tak drastycznych ograniczeń. Jednak w obliczu krajowych, równie bolesnych wypadków, do jakich dochodziło w minioną noc sylwestrową, warto zastanowić się nad tym, co powiedział strasburski urzędnik. Być może wystarczy zwykła szczypta opamiętania. A może trzeba zapytać tych, którzy dzisiaj opłakują swoich najbliższych. Dla pewnej grupy ludzi radosne świętowanie zmieniło się nagle w osobistą traumę, która - niestety - będzie odżywała wraz z kolejnymi obchodami nowego roku.

Przeglądając bilans ofiar minionego noworocznego świętowania, musimy się udać do odległej dość Afryki. To bowiem wszystko, co się wydarzyło w noc sylwestrową w Abidżanie na Wybrzeżu Kości Słoniowej, zapisze się w dziejach nie tylko pojedynczych osób i rodzin, lecz znajdzie swoje bolesne miejsce w historii całego państwa. Mianowicie, około pięćdziesięciotysięczny tłum ludzi zgromadzony w centrum administracyjnym miasta zaczął z nieznanych dotychczas powodów gwałtownie się przemieszczać. Pod nogami ludzi zginęło ponad sześćdziesiąt osób. Ta przytłaczająca liczba ofiar śmiertelnych nie wyczerpuje tragedii, jaka się tam wydarzyła. Nieznana jest bowiem liczba osób rannych. Jedne źródła mówią o pięćdziesięciu rannych, inne wspominają nawet o dwustu poszkodowanych.

Po przeczytaniu pierwszych zdań o ofiarach śmiertelnych w Abidżanie natychmiast pomyślałem o swoich najbliższych, którzy wyjechali świętować nadejście nowego roku w Kenii. Dopiero po chwili uzmysłowiłem sobie, że to zupełnie inne i odległe państwo. Wracając do Abidżanu należy przypomnieć, że choć nie jest on stolicą Wybrzeża Kości Słoniowej, to w dalszym ciągu znajduje się tutaj wiele urzędów państwowych, a miasto pozostaje centrum ekonomicznym państwa. Światowe media na pierwszym miejscu wskazywały na znaczną liczbę ofiar, którą stanowią dzieci. Matka jednego z nich - wracam znów do "Le Figaro" - po przybyciu do miejscowego szpitala oznajmiła, że nie wie, co się wydarzyło. Pamięta, że nagle została powalona na ziemię, a spanikowani ludzie chodzili po niej, ciągnęli za włosy i rozdzierali ubranie. Ocalała dzięki młodemu człowiekowi, który wyciągnął ją z tłumu. Pokazy oraz śpiewy artystów na ulicach Abidżanu od dwóch lat są sponsorowane przez urzędującego obecnie prezydenta Alassane Ouattarę. Miały być one wyrazem postępującego obecnie rozwoju gospodarczego państwa oraz pojawiających się coraz liczniejszych inwestycji z udziałem kapitału zagranicznego.

Dla niektórych zabawa sylwestrowa może się skończyć ciężkim kacem. Albo czymś gorszym, jeśli mają nieszczęście mieszkać w tak egzotycznym miejscu na Ziemi jak na przykład Abidżan

Przypomnijmy, że miniony już kryzys trwał na Wybrzeżu Kości Słoniowej od grudnia 2010 r. do kwietnia 2011 r. i wynikał z tego, że poprzedni prezydent nie potrafił pogodzić się z przegranymi wyborami. W wyniku zajść społecznych zginęło około trzech tysięcy ludzi, a niemal milion opuściło terytorium kraju. Prawie dwa lata spokoju zostały nagle zakłócone w trakcie noworocznego święta. Wszystko to pokazuje, że nawet najbardziej wyreżyserowane uroczystości mogą nagle przejść do historii jako wydarzenia traumatyczne. W transmitowanym przez radio i telewizję orędziu noworocznym Ouattara przekonywał, że kraj przez niego rządzony znajduje się w dynamicznym rozwoju, a pozytywne skutki ekonomicznych przemian staną się niebawem odczuwalne przez wszystkich obywateli.

Muszę sobie powiedzieć, że tym afrykańskim państwem zacząłem się interesować dopiero po przeczytaniu o tragicznej dla wielu jego mieszkańców nocy sylwestrowej. Nie jest to na pewno budujące noworoczne spostrzeżenie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie