Świąteczna Noc NBA pełna wrażeń. Derby Los Angeles dla Clippers.

Filip Bares
Filip Bares
NBA. Pięć meczów, pięć świetnych rywalizacji i uśmiechnięci kibice z pełnymi brzuchami - Świąteczna Noc NBA wciąż jest ulubionym dniem w roku każdego fana koszykówki. W pierwszy dzień Bożego Narodzenia zobaczyliśmy derby Los Angeles i pojedynek Kawhia Leonarda z LeBronem Jamesem, debiut magii świąt w Kanadzie, zapowiedź finałów Konferencji Wschodniej, niespodziankę w Chase Center oraz zespół złożony m.in. przez naszego rodzynka za oceanem Rafała Jucia.

Świąteczna Noc NBA rozpoczęła się dość nietypowo, bowiem po raz pierwszy w historii jednym z gospodarzy był zespół z Kanady. Liga w końcu zaplanowała mecz u północnych sąsiadów Stanów Zjednoczonych, bo bądź co bądź Toronto Raptors są obecnymi mistrzami NBA.

Teoretycznie podróż z Bostonu do Toronto nie była ciężka dla Celtics, ale potrzebowali do tego pomocy... premiera Kanady Justin Trudeau. Center bostońskiej ekipy Enes Kanter stracił swój turecki paszport przez komentarze, które nie spodobały się prezydentowi Turcji Recepowi Erdoğanowi. Dodatkowo Erdogan ogłosił zawodnika terrorystą i nakazał jego aresztowanie. Kanter przez prawie rok podróżował tylko po terenie USA, by uniknąć problemów, ale na szczęście Trudeau zadbał o bezpieczeństwo zawodnika obiecując mu ochronę. Center Celtics wszedł do hali w koszulce z napisem "Wolność dla wszystkich", a na swoich butach miał napisane "Wolność".

Raptors zaczęli spotkanie z przytupem wyskakując na 10-punktowe prowadzenie po zaledwie dwóch minutach gry. Od tego czasu kontrolę przejęli jednak Celtics, którzy wygrali do końca pierwszej kwarty aż 29:9.

Kluczową okazała się jednak trzecia odsłona rywalizacji. Wtedy obudził się Jaylen Brown i rzucił aż 16 punktów. Obrońca gości zakończył spotkanie z 30 "oczkami" - najwięcej spośród obu ekip. Swoje trzy grosze dołożył Kanter, grając 18 minut z ławki i zdobywając 12 punktów i 11 zbiórek. Celtics ostatecznie wygrali 118:102.

Następnie kibice przenieśli się do Filadelfii, gdzie miejscowi Sixers podejmowali Millwaukee Bucks. Według popularnej opinii to właśnie te drużyny zmierzą się ze sobą w finale Konferencji Wschodniej, ale jeśli tak będzie to Bucks muszą coś zmienić w swojej grze. Zespół Mike'a Budenholzera od początku nie nadążał za rywalami, a MVP zeszłego sezonu Giannis Antetokounmpo został upokorzony przez Joela Embiida i podkoszową defensywę Sixers.

- Ostatnio dużo ludzi zapomniało kim tak naprawdę jestem. Kiedy zespół mnie potrzebuję to zawsze będę gotowy - powiedział po meczu Embiid.

Giannis spudłował aż 19 z 27 rzutów w tym wszystkie (7) zza łuku. Na 14 posiadań, gdy krył go Embiid Grek zdobył tylko 4 punkty (1/9 z gry), a gdy krył go Al Horford 6 puntków (3/7) w czasie 12 posiadań. Sixers po trzech kwartach prowadzili już 100:73, ale zdjęli nogę z gazu i ostatecznie wygrali 121:109.

W meczu poprzedzającym derby Los Angeles Golden State Warrios pokonali dość niespodziewanie Houston Rockets 116:104. Po pięciu latach dominacji zespół Steve'a Kerra został zmuszony do wciśnięcia pauzy przez kontuzje Klaya Thompsona i Stepha Curry'ego i jest obecnie jedną z najgorszych ekip w lidze. Starcie Rockets z Warriors było ostatnimi dwoma finałami Konferencji Zachodniej, ale z całkiem innymi zawodnikami.

Houston przegrało w środę w dużej mierze przez Russella Westbrooka. MVP z 2017 roku zagrał... jak "typowy Westbrook" pudłując aż 21 z 32 rzutów i wszystkie 8 z trzy. Słabego występu kolegi nie zdołał przyćmić James Harden, który zdobył 24 punkty i 11 asyst. Wśród Warriors aż trzech zawodników przekroczyło barierę 20 puntków. Po 20 zdobyli Di'Angelo Russell i Draymond Green, a 22 dołożył Damion Lee.

Daniem wieczoru były oczywiście derby Los Angeles, które na dobrą sprawę po raz pierwszy mają takie znaczenie. Do tej pory Clippers tylko w okresie 2011-2016 byli uznawani za dobry zespół, gdy akurat Lakers nim nie byli, tak więc kibice zobaczyli premierę dobrych derbów L.A. (w meczu inauguracyjnym tego sezonu nie mógł zagrać z powodu kontuzji Paul George).

Clippers przegrywali do przerwy 12-punktami, w trzeciej kwarcie przewaga wynosiła nawet 15 "oczek", ale zebrali się w czwartej kwarcie spotkania i zwyciężyli 111:106.

- Nawet nie mrugnęliśmy. Graliśmy do końca. Daliśmy sobie szansę na powrót w końcówce spotkania i to się udało - powiedział po meczu trener Clippers Doc Rivers.

Bohaterem spotkania był oczywiście Kawhi Leonard, który zdobył 35 punktów (11 w czwartej kwarcie) i przyćmił LeBrona Jamesa. James rozpoczął mecz pudłując swoje siedem pierwszych rzutów, ale podniósł się w drugiej połowie i zakończył mecz ocierając się o triple-double (23 punkty, 9 zbiórek i 10 asyst). Dodatkowo 25 punktów dołożył z ławki Kyle Kuzma, a Anthony Davis zdobył 24 punkty.

Kluczową rolę odegrał rozgrywający Clippers Patrick Beverley. Na trzy sekundy przed końcem meczu, przy 3-punktowym prowadzeniu Clippers, wytrącił piłkę z rąk Jamesa, która opuściła pole gry po uprzednim dotknięciu Jamesa.

FLESZ: Nowe dyscypliny na igrzyskach w Tokio

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

D
Darmowe Konta Bankowe

Masz dość wysokich opłat za konta bankowe i drogich przelewów?

Do końca roku zupełnie darmowe konta dla nowych klientów

Załóż konto na bit.ly/mBankZaDarmo

Dodaj ogłoszenie