Świat z zapartym tchem czeka na finał walki o prezydenturę w USA

Kazimierz Sikorski
Walka o prezydenturę w Stanach Zjednoczonych trwa do końca, we wtorek Amerykanie pójdą do urn wyborczych i zdecydują: pozostawić Baracka Obamę na kolejną kadencję czy też dać szansę Mittowi Romneyowi, kandydatowi Republikanów, na rządy przez najbliższe cztery lata.

Idą łeb w łeb
Ostatnie sondaże nie wskazywały jednoznacznie na żadnego z nich jako na zwycięzcę, różnica między Obamą a Romneyem była tak niewielka, iż mieściła się w granicach błędu statystycznego.

Dlatego obaj kandydaci do końca starali się przekonać do siebie nieprzekonanych, głównie mieszkańców tak zwanych zmiennych stanów: Ohio, Wisconsin, Wirginii i Florydy. To - jak się ocenia - może być klucz do rozstrzygnięcia batalii o fotel prezydenta.

Była to jedna z najbardziej zaciętych i brutalnych kampanii prezydenckich, a rozpoczęła się tak naprawdę już w momencie zakończenia krajowych konwencji Demokratów i Republikanów na początku września.

W tej walce szło Obamie na początku bardzo dobrze, nie miał on w swojej partii kontrkandydata, na dodatek kandydaci z obozu przeciwnego nie zachwycali, w końcu pozostał ten jeden - Mitt Romney.

Romney, były gubernator Massachusetts, od początku miał poparcie partyjnego establishmentu. Ale prawica popierała ultrakonserwatywnych rywali Romneya : gubernatora Teksasu Ricka Perry'ego i czarnoskórego biznesmena Hermana Caina. Przepadli oni jednak w debatach telewizyjnych w ubiegłym roku, pozostał tylko Romney.

Twardy kurs Romneya
Romney szedł do wyborów pod hasłami twardego kursu wobec nielegalnych imigrantów i wrogów Ameryki na świecie. Obama przedstawiał natomiast rywala jako kandydata najbogatszych, nie zwykłych Amerykanów.

Ale prawdziwa walka obu kandydatów zaczęła się dopiero w momencie rozpoczęcia debat telewizyjnych. Od dawna wpływ telewizji na urabianie opinii publicznej jest w USA bardzo duży. Dlatego tak wielką wagę oba sztaby przykładały do tego starcia na oczach Amerykanów.

Fatalne wejście Obamy
Do dziś nie wiadomo, dlaczego Obama wypadł tak blado podczas pierwszej debaty telewizyjnej. Był ospały, nieprzygotowany, Romney bezlitośnie go punktował, pokazując, że nie jest takim sztywniakiem, za jakiego go uważano.

To wtedy sondaże poszybowały Romneyowi, coś co wydawało się przesądzone, czyli łatwa wygrana Obamy, nagle się zmieniło. Republikanin szybko doganiał urzędującego prezydenta.

I choć w następnych dwóch debatach prezydent Obama nadrobił straty, to jednak Romney zaprezentował się w nich całkiem dobrze.
Wiara w republikanina
Po pierwszej debacie telewizyjnej zwolennicy Romneya uwierzyli, że wszystko jest jeszcze możliwe, włącznie z wygraną. Walcząc o głosy niezależnych i centrowych wyborców, Romney zmienił swoją skórę, już nie był tak kategoryczny w swoich wypowiedziach, starał się kreować na polityka umiarkowanego, także w polityce zagranicznej. W niemal wszystkich kwestiach polityki wewnętrznej porzucił swoje radykalne poglądy z prawyborów, a w sprawach międzynarodowych poparł politykę Obamy, między innymi w Afganistanie i walce z terroryzmem.

Demokraci odpowiedzieli na to atakiem, iż Romney jest koniunkturalistą, zmienia zdanie, jak mu nakazują rozwój sytuacji politycznej i sondaże.

Pogoda też się liczy
I wreszcie kolejny zwrot w tej kampanii, tym razem za sprawą przyrody. We wschodnie wybrzeże Ameryki uderzył potężny huragan "Sandy". Do dziś jeszcze mieszkańcy Nowego Jorku i New Jersey odczuwają jego skutki. To brak prądu, benzyny, ale także sprawdzian dla rządzących.

I może się okazać, iż to "Sandy" ostatecznie odciśnie najmocniej piętno na tej kampanii. Pojawianie się prezydenta w wielu miejscach, w których kataklizm wyrządził największe szkody, może mu przydać nieco punktów. A te na finiszu kampanii wyborczej są bezcenne.

Na dodatek w tym gorącym okresie Obama dostał niespodziewane wsparcie. Najpierw od niezależnego burmistrza Nowego Jorku, następnie od republikańskiego kandydata stanu New Jersey. Ten ostatni wprost chwalił Obamę za jego postawę.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
polonus
co obiecuja wyborcom,tylko co obiecali sanhedrynowi w NJ-rku.Ktory wygra,dla polakow nie ma to zadnego znaczenia.Gdyby wygral Romney,to do ktorego muzeum sprzeda dwa barackowozy.
Dodaj ogłoszenie