Świat plemion czekał na dziarskich chłopców

Witold Głowacki
Witold Głowacki
Witold Głowacki Fot. Bartek Syta/Polskapresse
Nie ma to jak być dziarskim chłopcem w naszym świecie plemion, który stworzyliśmy, by nie komplikować sobie zanadto życia. W rzeczywistości, w której nie trzeba się jakoś szczególnie głowić, by odróżnić Prawdę od Kłamstwa, czyli Dobro od Zła. Bo to przecież tak naprawdę dokładnie to samo.

By dołączyć do jednego z plemion, wystarczy więc mieć choćby wyrobiony i pozbawiony większych wątpliwości pogląd na to, czy to obecny, czy jednak raczej poprzedni monarcha jest zdrajcą. A to przecież jasne. Albo chociaż który to z nich zamierza zniszczyć nasz kraj. To też jasne, jest w ogóle ktoś, kto by tego nie wiedział lub chociaż nie domyślał?

W takim świecie niewątpliwe wiadomo, kto przyjacielem, kto wrogiem. Przyjaciela zawsze ugościć należy. Dla wroga nigdy nie będzie przebaczenia. To samo zaś mówią dziarscy chłopcy. I mówią też, co brzmi obiecująco - że Prawda jest jeszcze prostsza niż nam się zdawało.

Wprost stworzone dla dziarskich chłopców są też areny naszego świata plemion. Te placyki przed chatą wodza, na których czasem zbiera się rada, i gdzie wojownicy w malowniczych zapasach walczą wieczorami o aplauz dzieci, szacunek starszych i przychylność kobiet. Ważny to obyczaj dla naszych ludów, lubimy się radować, gdy wygrywają nasi. Widzimy zaś chętnie podstęp, gdy nasi przegrywają, lub kopią w podbrzusze. Bo nasi nigdy nie kopią w podbrzusze - zawsze robią to tamci. A jednak cieszymy się, że każdy, komu bogowie dali siłę i odwagę, może stanąć na placu i bić tak samo jak najsławniejsi wojownicy. Tylko dziarskim chłopcom dotąd nie bardzo pozwalano. Właściwie szkoda, bo dziarscy chłopcy miewają muskuły i potrafią uderzyć mocniej i celniej niż większość naszych wojów.

Dla dziarskich chłopców dobrą też wieścią jest i to, że ten nasz świat, który miał być niezmienny, trochę się jednak zmienia. A nawet psuje. Bo w sumie trochę nużąca może już być dla niektórych stała wojna między plemionami. Siedem to już lat i wciąż nie widać zwycięstwa. Trudno mówić o ofiarach, bo od dawna walczymy tylko na drewniane miecze, a strzały zostały za zgodą obu stron stępione. Ale walczyć trzeba - a sił coraz bardziej brak. Rytuał inicjacji za to stał się jakiś trudniejszy, młodym zostają często już tylko ogryzione kości. Kto by chciał to tyle czasu żreć? Do tego nasi sąsiedzi, którzy dawno rzucili chlubny byt wojownika, by babrać się w błocie, wyzbierali w tym roku ze swych pól wszystkie kartofle. Zawsze zostawiali nam choć trochę, wiedząc, że i tak przyjdziemy po swoje. Nieurodzaj i im kazał jednak zacisnąć pasa. W dodatku zwiadowcy mówią, że przychodzić nie ma po co, spichlerze puste i że za rok, i nawet za dwa, to samo. Dziarscy chłopcy za to ponoć wiedzą, skąd nabrać jadła. Mówią, że zaprowadzą nas tam turul, święty ptak ludu zza gór i lasów razem z naszymi polskimi orłami.

Starsi naszych plemion bardzo dotąd nie lubili dziarskich chłopców. Mówią, że są jak ów Atylla, co kazał w zamierzchłych czasach kilku plemionom zabrać łuki, siąść na koń i ruszyć w świat do ziem, o których owo plemię słyszało tylko legendy. Najpierw wszystkich pokonał i wszystko zniszczył a potem jego zniszczyli. I jego plemiona też. I odtąd pamięta się o nim w strasznej sławie-niesławie.
Ale w latach ostatnich i to się zmieniło. Najpierw część starszych tego plemienia, co to lubi maszerować z pochodniami, poszło pomaszerować z pochodniami razem z dziarskimi chłopcami, bo oni też lubią pochodnie. Drugie plemię było bardzo wściekłe. Jego wódz powiedział, że za rok to on pokaże jak się maszeruje - bez żadnych dziarskich chłopców, bo to się może skończyć tylko powtórką z Atylli. Jak powiedział, tak zrobił, pochodni nie było, a jego plemię oddało cześć słońcu. Tamto plemię odziało też jednego z dziarskich chłopców w piękne szaty i kazało słuchać, jak on mówi, ze dziarscy chłopcy wcale nie są dziarscy, że są jako niewiasty albo dzieci, albo nawet psi.

Tego samego więc dnia część pierwszego plemienia znów więc poszła z pochodniami i dziarskimi chłopcami. Ale dziarscy chłopcy nie chcieli iść tam, gdzie zwykle, poszli dalej, doszli aż do świętego kręgu, gdzie stanęli, wznieśli w górę łuki i krzyknęli, że czas już iść za turulem i orłami.

Wszyscy to widzieli, słyszeli i bardzo się zafrasowali. Bo jakże to tak, że to w naszych właśnie plemionach rośnie nowy Atylla. A przy tym wszyscy chcieli nowego Atyllę zobaczyć na własne oczy, usłyszeć o turulu, orłach i ziemiach do splądrowania. Bo może w sumie jest coś na rzeczy? Zmartwiło to starszych obu plemion, bo wiedzieli, że inna to mowa i bardziej niebezpieczna niż ta o boju na drewniane miecze.

Wpadł więc jeden ze starszych plemienia słońca na pomysł, jak tu ukuć przemyślny podstęp. Zaprosił na arenę jednego z dziarskich chłopców - specjalnie jednak tego najbardziej cherlawego. Wziął też jako jego przeciwnika niewiastę muskularną, co niejednego męża już położyła, przez co znaczna część gawiedzi od dawna ma ją za czarownicę. Wydawać się mogło pewne, że niewiasta owa cherlawego chłopca dziarskiego rzuci na ziemię, zanim piasek w najmniejszej klepsydrze choć do połowy się przesypie. Zamarła tłuszcza w oczekiwaniu na to poniżenie.

Lecz nie tak się to potoczyło. Oboje rzucili się na siebie z impetem wielkim, zwarli w potwornym uścisku i trwali w nim przez czas długi morderczo się okładając, kąsając i szarpiąc. Nigdy jeszcze, na żadnej arenie tak brutalnej nie widziano walki. Gdy wzeszło słońce, nie można było określić zwycięzcy.

Nie udał się więc podstęp przemyślny, a że wielka część tych co to widzieli, czarownic szczerze nienawidzi, to nawet częściej chyba dziarskiego chłopca cherlawego wskazywano, jako tego, co arenę z tarczą opuścił. Wielkie też emocje wszystkich ogarnęły, długo nie opadły i jasne się stało, że walki na arenie z udziałem chłopców dziarskich powtarzać będzie trzeba jeszcze nieraz.

Tak też jednego niemal dnia dziarskim chłopcom udało się wiele - i marsz swój na Rzym zapowiedzieli, i wrota zamkniętych dotąd aren zostały przed nimi szeroko otwarte przez owego starszego, co podstępu zapragnął.

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marek S.
Nie przeginajcie – dyrektor zakończył rozmowę wstając z fotela i wyciągając rękę do pożegnania.
- Spotkamy się panie dyrektorze po 13 grudnia i zreferuję rezultaty operacji „Keczup”.– rzucił na odchodne pułkownik.
- A właśnie – dyrektor przytrzymał dłużej rękę pułkownika – uważacie Dymitrze, że „ofiara krwi” jest nam bardzo potrzebna?
- Ta wielka tragedia, która się przypadkiem wydarzyła, dostarczając nam szerokich możliwości oddziaływania - odpowiedział pułkownik - powoli z upływem czasu zmniejsza swą siłę oddziaływania emocjonalnego. Zamieszki są wspaniałą okazją do zdobycia kolejnej „ofiary krwi”. W 1932 Hitler z powodzeniem wykorzystywał propagandowo pogrzeby chłopców z Hitlerjugend poległych w bijatykach ulicznych lub napadach. Koster, Repich, Norkus, a wcześniej Horst Wessel niezależnie od ich chuligańskich i bandyckich charakterów, byli doskonałymi ofiarami, które wzbudzały zwierzęcą nienawiść członków SA. lub SS do rządu, a jednocześnie organizowane uroczystości pogrzebowe silnie oddziaływały na pozostałe niemieckie społeczeństwo. Musimy wykorzystywać każdą okazję dyrektorze, każdy strajk, każde święto – mówił pułkownik – do destabilizacji politycznej w Polsce, a jak tych okazji będzie zbyt mało musimy je stworzyć.
- No to życzę sukcesów Dimitrze – dyrektor pożegnał gwiazdę wydziału dywersji politycznej.
- „Dimitr to uczeń czarnoksiężnika propagandy, jakim był Goebbels” – pomyślał dyrektor. „Aż zimne ciarki przechodzą po plecach” – dyrektor w zadumie zapadł w fotel.
--------
Marek S..

Zastrzeżenie prawne: Wszelkie podobieństwo do osób i organizacji, a także wydarzeń jest zupełnie przypadkowe i niezamierzone.
Ten dialog nie jest także zapisem autentycznej rozmowy dokonanej przez NSA w budynku należącym do SWR.
M
Marek S.
przywoływany przez pana profesor Caldini, ale jeszcze nie wyzwoli w tym tłumie bardzo emocjonalnego negatywnego nastawienia do władz. Musimy – ciągnął pułkownik- spowodować, by na ten zintegrowany tłum organy porządkowe państwa wywarły fizyczny brutalny nacisk. Dlatego użyjemy grup młodych ludzi – kibiców, które są w naszym scenariuszu przeznaczone są do siania terroru fizycznego. Już dawno podjęliśmy decyzję, żeby stworzyć coś podobnego na wzór nieformalnej organizacji, która, powstała w Niemczech za czasów Hitlera jako oddziały gimnastyczne, przemianowane w ciągu czterech miesięcy na Sturm-Abteilungen, w skrócie SA, słynne z brutalności i ustawicznych burd ulicznych. Krewkie osiłki z polskich stadionów doskonale się do tego celu nadają. Po za tym są już i będą wykorzystywani do stosowania różnych form nacisku i prześladowań wobec ludzi, którzy zachowali się krytycznie wobec partii i jej ideologii, którymi sterujemy.
- Zgadzam się z panem – dyrektor OS przyklasnął planom wydziału dywersji politycznej. – Oprócz działań psychologiczno – propagandowych niezbędne są działania o charakterze terrorystyczno – zastraszającym, najlepiej o dużym zasięgu w skali kraju i działającym nieschematycznie. Nawet amerykanie Holt i Velde w swych opracowaniach pisali, że do audytoriów wobec których zawodzi masowa perswazja i nie daje rady słowo – użytek należy zrobić z groźby i krwi.
- Tak, tak – przytaknął pułkownik- amerykanie badali techniki propagandy faszystowskiej i modus operandi wspierających ją czynnie organizacji paramilitarnych. Doszli do wniosku ze jest to bardzo skuteczna metoda, jak mawiają Polacy, „marchewki i kija”. My także możemy, modyfikując działania na mniej krwawe, z niej skorzystać.
- Tak więc – ciągnął pułkownik namówiliśmy nasze aktywa w Polsce by nieformalnymi kanałami, a także za pośrednictwem organizacji partyjnych zaprosić kibiców na te demonstracje. Zleciliśmy naszym agentom wpływu żeby namówili aktywa partyjne i organizacje związkowe w pomocy przy organizowaniu transportu. Nie muszę dodawać, że przebieg wydarzeń będzie realizowany zgodny z naszym scenariuszem, czyli atak kibiców na policję i zgodnie z zapowiedziami polskiej policji ostre przeciwdziałanie. Przy planowanych szerokich działaniach grup kibiców jasnym jest, że odwetowe działania policji także obejmą nie tylko grupę naszych aktywnych kibiców, ale także szerszą grupę, dotychczas biernych uczestników tego marszu. To jest nieuniknione dla zneutralizowania naszych kibiców i na to liczymy. Początkowa identyfikacja biernych neutralnych politycznie uczestników- mówił dalej pułkownik - powinna się przerodzić w zaangażowaną postawę przeciwko władzom polskim zgodnie z żelaznym psychologicznym prawem zaangażowania i konsekwencji opisanym przez Caldiniego. Oczywiście operacje tego typu będziemy prowadzić przy okazji kolejnych uroczystości w Polsce.
- Świetnie. To dobry scenariusz operacyjny – dyrektor pochwalił pułkownika Tretiakowa. – A jak wyglądają sprawy sterowania Polakami przez naszych agentów wpływu ulokowanych w europejskich organizacjach skrajnej prwicy?.
- Polacy z prawicowych kół świetnie współpracują z „naszymi”. Z uwagą słuchają naszych pomysłów i propozycji odnośnie walki politycznej o władzę i skrupulatnie wcielają je w życie. Niedawny sukces w rankingu politycznym nasi polscy sprzymierzeńcy traktują, jako doskonały dowód skuteczności naszej taktyki – odpowiedział pułkownik. – Są co prawda w Polsce i USA nieliczne głosy o sterowaniu wydarzeniami przez siły zewnętrzne, ale … - pułkownik zawiesił głos - kto by uwierzył w te nieprawdopodobne bajdy – zakończył z szerokim uśmiechem.
- No, no uważajcie Dimitri – śmiejąc się dyrektor pogroził palcem. Jeden z naczelnych redaktorów polskich, ten głęboko doświadczony, zaczyna się zastanawiać. Nie przeginajcie – dyrektor zakończył rozmowę wstając z fotela i wyciągając
M
Marek S.
przywoływany przez pana profesor Caldini, ale jeszcze nie wyzwoli w tym tłumie bardzo emocjonalnego negatywnego nastawienia do władz. Musimy – ciągnął pułkownik- spowodować, by na ten zintegrowany tłum organy porządkowe państwa wywarły fizyczny brutalny nacisk. Dlatego użyjemy grup młodych ludzi – kibiców, które są w naszym scenariuszu przeznaczone są do siania terroru fizycznego. Już dawno podjęliśmy decyzję, żeby stworzyć coś podobnego na wzór nieformalnej organizacji, która, powstała w Niemczech za czasów Hitlera jako oddziały gimnastyczne, przemianowane w ciągu czterech miesięcy na Sturm-Abteilungen, w skrócie SA, słynne z brutalności i ustawicznych burd ulicznych. Krewkie osiłki z polskich stadionów doskonale się do tego celu nadają. Po za tym są już i będą wykorzystywani do stosowania różnych form nacisku i prześladowań wobec ludzi, którzy zachowali się krytycznie wobec partii i jej ideologii, którymi sterujemy.
- Zgadzam się z panem – dyrektor OS przyklasnął planom wydziału dywersji politycznej. – Oprócz działań psychologiczno – propagandowych niezbędne są działania o charakterze terrorystyczno – zastraszającym, najlepiej o dużym zasięgu w skali kraju i działającym nieschematycznie. Nawet amerykanie Holt i Velde w swych opracowaniach pisali, że do audytoriów wobec których zawodzi masowa perswazja i nie daje rady słowo – użytek należy zrobić z groźby i krwi.
- Tak, tak – przytaknął pułkownik- amerykanie badali techniki propagandy faszystowskiej i modus operandi wspierających ją czynnie organizacji paramilitarnych. Doszli do wniosku ze jest to bardzo skuteczna metoda, jak mawiają Polacy, „marchewki i kija”. My także możemy, modyfikując działania na mniej krwawe, z niej skorzystać.
- Tak więc – ciągnął pułkownik namówiliśmy nasze aktywa w Polsce by nieformalnymi kanałami, a także za pośrednictwem organizacji partyjnych zaprosić kibiców na te demonstracje. Zleciliśmy naszym agentom wpływu żeby namówili aktywa partyjne i organizacje związkowe w pomocy przy organizowaniu transportu. Nie muszę dodawać, że przebieg wydarzeń będzie realizowany zgodny z naszym scenariuszem, czyli atak kibiców na policję i zgodnie z zapowiedziami polskiej policji ostre przeciwdziałanie. Przy planowanych szerokich działaniach grup kibiców jasnym jest, że odwetowe działania policji także obejmą nie tylko grupę naszych aktywnych kibiców, ale także szerszą grupę, dotychczas biernych uczestników tego marszu. To jest nieuniknione dla zneutralizowania naszych kibiców i na to liczymy. Początkowa identyfikacja biernych neutralnych politycznie uczestników- mówił dalej pułkownik - powinna się przerodzić w zaangażowaną postawę przeciwko władzom polskim zgodnie z żelaznym psychologicznym prawem zaangażowania i konsekwencji opisanym przez Caldiniego. Oczywiście operacje tego typu będziemy prowadzić przy okazji kolejnych uroczystości w Polsce.
- Świetnie. To dobry scenariusz operacyjny – dyrektor pochwalił pułkownika Tretiakowa. – A jak wyglądają sprawy sterowania Polakami przez naszych agentów wpływu ulokowanych w europejskich organizacjach skrajnej prwicy?.
- Polacy z prawicowych kół świetnie współpracują z „naszymi”. Z uwagą słuchają naszych pomysłów i propozycji odnośnie walki politycznej o władzę i skrupulatnie wcielają je w życie. Niedawny sukces w rankingu politycznym nasi polscy sprzymierzeńcy traktują, jako doskonały dowód skuteczności naszej taktyki – odpowiedział pułkownik. – Są co prawda w Polsce i USA nieliczne głosy o sterowaniu wydarzeniami przez siły zewnętrzne, ale … - pułkownik zawiesił głos - kto by uwierzył w te nieprawdopodobne bajdy – zakończył z szerokim uśmiechem.
- No, no uważajcie Dimitri – śmiejąc się dyrektor pogroził palcem. Jeden z naczelnych redaktorów polskich, ten głęboko doświadczony, zaczyna się zastanawiać. Nie przeginajcie – dyrektor zakończył rozmowę wstając z fotela i wyciągając
M
Marek S.
- Witam cie Dymitrze - dyrektor operacji specjalnych wstając z głębokiego fotela klubowego wyciągnął rękę do młodego pułkownika z wydziału dywersji politycznej. – Jeszcze raz gratuluję ostatniej akcji prasowej w Polsce – ściskał mocno rękę twórcy zamieszania na polskim rynku prasowym. – Twoje „aktywa” w Polsce doskonale realizują nasze plany destabilizacji politycznej w tym krnąbrnym kraju – dyrektor ciągnął peany na cześć młodego pułkownika specjalisty od dywersji politycznej. – Co prawda nie wszystko poszło zgodnie z oczekiwaniami i operacja trwała zbyt krótko, to jednak jej pokłosie, czyli wzbudzenie w społeczeństwie polskim braku zaufania do organów prokuratury spełniło cząstkowo swoje zadanie – zadowolony dyrektor zaprosił pułkownika do stolika z kawą. – Jak to się mówi, ziarno zostało ponownie zasiane. Zreferuj mi natomiast Dymitrze plan operacji „Rzemyczek” – dyrektor OS zwrócił się do pułkownika wydziału dywersji politycznej. – Czytałem założenia tej długofalowej akcji i muszę przyznać, że zaimponowała mi wasza biegłość w psychologicznych operacjach wpływu.

- Przygotowaliśmy wspólnie z sekcją wojny psychologicznej operację psychologiczno - propagandową o kryptonimie „Rzemyczek”. Kryptonim ten to nawiązanie do polskiego przysłowia „od rzemyczka do kamyczka”, które oznacza postępujące zaangażowanie kogoś w czyny zabronione – Dimitri Tretiakow spokojnie rozpoczął referowanie dyrektorowi plan uwikłania znacznej liczby młodych ludzi w Polsce w działalność antyrządową.
- Ciekawy kryptonim, choć zbyt wymowny – dyrektor z uśmiechem poczęstował pułkownika papierosem. – Ale nie przeszkadzam mówcie dalej – zachęcił rozmówcę dyrektor.
- Otóż w tej operacji wykorzystamy kilka elementów psychologii wpływu. Pierwszy z nich to „owczy pęd” lub jak nazywają to amerykanie „band wagon”. Sposób ten zmierza do nakłonienia człowieka do pójścia za tłumem, do zaakceptowania programu en masse. Myśl przewodnia tego sposobu brzmi: „każdy młody człowiek tak robi”. Używa się symboli, kolorów narodowych, muzyki i ruchu apeluje się do dość powszechnego dążenia, by iść wraz z tłumem. Apele kieruje się do grup społecznych związanych wspólnymi więzami takimi jak religia, rasa, wiek, zainteresowania. Wykorzystamy w tym celu Internet – medium wiążące młodych ludzi w wspólnoty społeczne i mocno oddziaływujące na ich emocje. Za pomocą Internetu – a więc medium, do którego młodzi ludzie w Polsce przywiązują dużą wagę i traktują go, jako swoją wolną trybunę i wyraz swobód obywatelskich nasi ludzie wystosują apel do uczestnictwa w pochodzie pod patriotycznymi hasłami. Jestem przekonany – mówił pułkownik Tretiakow – że apel ten zostanie pozytywnie odebrany zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Pewne wnioski i doświadczenie wynieśliśmy z analizy operacji ACTA.
Analizowaliśmy także wydarzenia na bliskim wschodzie pod kątem przyszłego wykorzystania Internetu jako tuby propagandowej i naszych operacji dywersyjnych.
- Tak, czytałem tę analizę i muszę przyznać, że dzięki Internetowi otwierają się nowe możliwości manipulowania społecznościami – stwierdził dyrektor OS. – Dobrze, że pojęliście ten kierunek badań i jednocześnie włączyliście w strategię walki ten kanał informacyjny. – A co do „owczego pędu” – ciągnął myśl dyrektor - to faktycznie jest to doskonały sposób wpływu, o którym także pisał profesor Caldini nazywając go „społecznym dowodem słuszności” – pochwalił się wiedzą dyrektor. Ale, ale wróćmy do „Rzemyczka” co dalej będziecie robić?– zapytał.
- Samo uczestnictwo w pochodzie – referował plany pułkownik Dimitri - nawet tysięcy młodych ludzi będzie oddziaływać z dużą mocą na ich identyfikowanie się z hasłami na transparentach, zgodnie z zasadą konsekwencji którą doskonale opisał przywoływan
k
kssen
Cholernie to prymitywne i infantylne. Niech Pan dopisze, że plemię nie reaguje na przekręty i chamski nepotyzm. A naczelnik plemienia w zamian za obietnicę zawiezienia do Mc Donalda i zafundowania mu hamburgera daje ziemniaki za darmo
k
kssen
Cholernie to prymitywne i infantylne. Niech Pan dopisze, że plemię nie reaguje na przekręty i chamski nepotyzm. A naczelnik plemienia w zamian za obietnicę zawiezienia do Mc Donalda i zafundowania mu hamburgera daje ziemniaki za darmo
A
Antoni Jazgarz Butrykowski
O B'wana Kubwa! Turul by tego nie wymyślił!
A nic o symbolu tego plemienia co to ma kondora w herbie?

"...Tuż obok w klatce siedzi kondor z diaboliczną ptasią mordą
Nostalgicznie międląc w dziobie kłębek piór
Bo i ta lama, i ten kondor, z taką szyją barwy bordo
Dziko tęsknią do rodzinnych, stromych gór

Refren.:
Los Andes Kordilliera, Montania, Patagonia
Ostępy strome, dzikie, gdzie kondor z nagłym krzykiem
Wzlatuje w nieboskłon
Los Andes Cordillera, Brazylia, Amazonia
La Pląta, Rio Branco, Trynidad, Santa Cruz
Tropiki wszerz i wzdłuż"
Słońce Peru, kacyk plemienia które miłuje wszystkich członków innych plemion i w czasie Tańca Kondora daje temu wyraz, zionąc tą miłością niczym słynny Smok Wawelski, lubi sobie od czasu do czasu o tym POgulgotać! A zaś taka peruwiańska lama na stanowisku Prezydenta Stolycy też lubi sobie POpluć na kacyka i członków wrogiego plemienia. Jak to w Trzecim Świecie w epoce kamienia łupanego!
Dodaj ogłoszenie