Świat czeka na prezydenta USA. Czy wybór Romneya byłby lepszy dla Europy?

Michał Kołodyński
Co dla Europy oznaczałaby reelekcja Obamy, a co zmieniłby wybór Romneya? Z naszej perspektywy wydaje się, że lepszym kandydatem na prezydenta byłby republikanin - pisze Michał Kołodyński.

Cały świat z zapartym tchem obserwuje końcówkę amerykańskiej kampanii wyborczej. Nic dziwnego. Gospodarz Białego Domu to jeden z najpotężniejszych polityków na świecie. To on rozdaje karty w globalnej polityce.

Tegoroczny wyścig o fotel prezydencki był wyjątkowo emocjonujący. Do ostatniej chwili nie wiadomo było, który z kandydatów zostanie gospodarzem Białego Domu. Dodatkowo obydwaj politycy w tych ostatnich dniach walki musieli pracować w ekstremalnych warunkach. Wschodnie Stany zostały zniszczone przez huragan "Sandy". Kataklizm mógł odcisnąć swoje piętno w tym dramatycznym wyścigu do prezydenckiego fotela.

Walkę o prezydenturę z zapartym tchem obserwowali nie tylko Amerykanie. Który kandydat byłby dla nas lepszy - zastanawiali się mieszkańcy Europy , w tym również Polacy.

Barack Obama odsunął Stary Kontynent na bok. Znacznie większą uwagę poświęcał kwestiom Azji, zwłaszcza rosnącym w siłę Chinom. Dało się to również odczuć podczas kampanii wyborczej. Jak zauważa politolog i amerykanista dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas z Uczelni Vistula, obecny gospodarz Białego Domu wspomniał o Europie w ostatnim czasie tylko raz. Nazwał ją zagrożeniem. Zdaniem Obamy Stary Kontynent może zarazić Stany Zjednoczone groźnym wirusem kryzysu gospodarczego.

Zupełnie inną postawę wobec Europy przyjmował republikański kandydat Mitt Romney. Republikanin uważa, że sojusznicy z NATO wciąż są strategicznymi partnerami Waszyngtonu. Sądzi, że mogą oni mieć duże znaczenie w kontekście budowy bezpieczeństwa USA.

Dr Kostrzewa-Zorbas podkreśla, że pakt północnoatlantycki znalazł się również w dwóch najważniejszych wystąpieniach Mitta Romneya, w których republikanin omawiał kwestie związane z polityką zagraniczną. Było to jego przemówienie podczas konwencji wyborczej jego partii, a także trzecia telewizyjna debata wyborcza.

Pewne znaczenie Romney przywiązuje do Polski. Świadczy o tym podróż, jaką republikanin odbył do naszego kraju podczas tegorocznej kampanii. Co prawda w jej trakcie nie padły żadne przełomowe słowa, dużo było natomiast ciepłych stwierdzeń pod adresem naszego narodu. Mimo braku konkretów, sama decyzja o przyjeździe do naszego kraju może świadczyć o kierunku, jaki zamierza obrać Romney, jeśli chodzi o politykę zagraniczną. Daje to też nadzieję, że w razie wyboru republikanina władze w Warszawie miałyby znacznie większe możliwości negocjacji i osiągania porozumień z amerykańską administracją.

Ponadto według Romneya nasz kraj ma duże znaczenie również w kontekście relacji z Rosją. Zdaniem republikanina właśnie Moskwa jest głównym rywalem geopolitycznym Stanów Zjednoczonych. Jego postawa wobec Kremla byłaby z pewnością znacznie bardziej asertywna niż stanowisko Baracka Obamy.

Obecny prezydent już na początku swojej kadencji ogłosił tzw. reset we wzajemnych relacjach z Rosją. Jednym z jego elementów było zawarcie w 2010 r. tzw. New START - traktatu redukcji zasobów strategicznej broni atomowej. Zdaniem dr. Kostrzewy-Zorbasa administracja Obamy zgodziła się na osłabienie natowskich planów antyrakietowych.
Romney z pewnością nie podjąłby tego typu decyzji. Republikanin wielokrotnie krytykował obecnego prezydenta za to ustępstwo. Jego zdaniem rezygnacja z rozbudowanego projektu tarczy antyrakietowej autorstwa administracji George'a W. Busha była błędem. Wybór Romneya zwiększałby szansę na stworzenie takiego systemu.

Co prawda Barack Obama zapowiedział utworzenie obrony antyrakietowej w naszej części świata, ale miałoby to nastąpić do 2018 r. Za sześć lat demokrata już dawno nie będzie prezydentem, więc nie będzie mógł zostać rozliczony ze swoich obietnic. Można się spodziewać, że były to tylko puste słowa przywódcy.

Mitt Romney z pewnością wstrzymałby również ograniczanie obecności amerykańskiej armii w Europie. Od czasów zimnej wojny była ona gwarantem bezpieczeństwa Starego Kontynentu. Sytuacja uległa zmianie w czasach prezydentury Baracka Obamy. Jego administracja postanowiła zmniejszyć liczebność żołnierzy ze Stanów Zjednoczonych w Europie, przerzucając ich znaczną część na Daleki Wschód.

Jeśli chodzi o rozmieszczenie amerykańskich sił na Starym Kontynencie, zdaniem dr. Kostrzewy-Zorbasa administracja Baracka Obamy nadal myśli kategoriami zimnowojennymi. Przypomina, że Rosja nie jest taką potęgą, jaką był dawniej Związek Sowiecki, który miał swoją rozległą strefę wpływów. Demokraci respektują porozumienie pomiędzy NATO i Moskwą.

Zgodnie z nim sojusz północnoatlantycki nie ma prawa rozmieszczać znaczących jednostek bojowych na terenie państw członkowskich, które dawniej należały do bloku wschodniego. Sprawia to, że kraje takie jak Czechy, Polska czy republiki bałtyckie są w NATO członkami drugiej kategorii. George W. Bush odstąpił od respektowania tego porozumienia, które było jedynie deklaracją polityczną, nie miało zatem żadnej mocy wiążącej w kontekście prawa międzynarodowego.

Prawdopodobnie Mitt Romney byłby w tej kwestii kontynuatorem polityki swojego kolegi z partii republikańskiej.

Oceniając postawę obydwu kandydatów wobec Polski i całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej należy pamiętać, że ta część świata nigdy nie była głównym obszarem zainteresowania amerykańskiej dyplomacji. Wyjątkiem był przełom lat 80. i 90. ubiegłego wieku, kiedy zimnowojenne zmagania zmierzały ku końcowi.

Wtedy Stany Zjednoczone wspierały rządy krajów naszego regionu w przeprowadzaniu reform i w związywaniu się z szeroko rozumianym światem zachodnim. Kiedy demokracja na dobre zagościła już w państwach Europy Środkowo-Wschodniej, aktywność Stanów Zjednoczonych znów skupiła się na innych regionach.

Dawniej był to przede wszystkim Bliski Wschód, dziś na znaczeniu coraz bardziej zyskuje również polityka amerykańska w Azji.

Z perspektywy Waszyngtonu państwa takie jak Polska czy Czechy są mało istotnymi elementami globalnej układanki.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Andrzej
Amerykańskich obywateli, lepszym kandydatem jest demokrata i niedopuścimy tego milionera do białego domu. Niech się Polska wspiera swoimi siłami a nie liczy ciągle na pomoc zza granicy. Polsce Ameyka nie jest nic winna i Polska nic nie zrobiła dla Ameryki. Naiwnością jest branie słów Romneya poważnie. On nawet nie traktuje powaznie amerykańskiej klasy pracującej. Widać, że politycy polscy niczego się nie nauczyli z rządów republikanina - Busha.
???
Rosjanie nie sa glupcami,wiedza lepiej niz inne narody ile kosztuje wojna. Ameryka wiec nie musi przejmowac sie Putinem. Gra toczy sie na polu gospodarczym i to gra ostra a ze sami Amerykanie sa w tej grze,to nie moga odmowic praw innym. Putin wszelkimi sposobami bedzie dbal o znaczenie Rosji,gdzie mozna to uderzy, ale nie popelni zadnego glupstwa, zeby Amerykanie musieli cos z tym robic. Pytanie, ktory kandydat bylby lepszym dla Europy jest infantylnie glupie. Dla panstw europejskich i innych sojusznikow Ameryki, ten prezydent bedzie lepszy,ktory przywroci dawna swietnosc Ameryki,szczegolnie ekonomiczna,bo armie oni maja najlepsza.
Dodaj ogłoszenie