Suski sprzedaje cegiełki, Wojciechowski wieszczy koniec "Wyborczej"... Przegląd blogów polityków

Anita Czupryn
Marek Suski przyznaje na blogu, że nie było go na marszu "Obudź się Polsko". W tym czasie sprzedawał w Radomiu cegiełki na budowę pomnika Lecha Kaczyńskiego
Marek Suski przyznaje na blogu, że nie było go na marszu "Obudź się Polsko". W tym czasie sprzedawał w Radomiu cegiełki na budowę pomnika Lecha Kaczyńskiego Bartek Syta/Polskapresse
Libicki o tym, co urodzi prof. Gliński, Palikot dołącza do karuzeli z premierami, Wojciechowski czyta "Wyborczą", Suski sprzedaje cegiełki, a Migalski broni Platformy. Przegląd blogów polityków przygotowała Anita Czupryn.

Na blogach polityków, podobnie jak w realnym świecie, nie cichnie dyskusja nad kandydaturą profesora Piotra Glińskiego na premiera, którego przedstawił w tym tygodniu Jarosław Kaczyński. Jan Filip Libicki zastanawia się, co się z tego urodzi. I dochodzi do zaskakujących wniosków: z tej operacji będzie mandat poselski, będzie mandat europarlamentarny. Z profesora Glińskiego wyjdzie nie kto inny, a Adam Bielan. Senator PO docenia to, że w sensie marketingowym ruch z kandydatem na premiera jest ciekawym posunięciem Prawa i Sprawiedliwości.l A i sam kandydat to człowiek spokojny, kulturalny, wykształcony i elegancki. No, ale czy jest on kandydatem poważnym?

A czy nim był Kazimierz Marcinkiewicz, Jerzy Buzek albo i nawet Mario Monti? Można by dyskutować, ale oni mieli podstawową zaletę - realną większość za sobą. Prof. Gliński takiej większości nie ma. To kandydat - wydmuszka - pisze senator Libicki, argumentując, że Jarosław Kaczyński nie pozwoli, by ktoś poza nim miał realną władzę. Co więc z tego wyniknie? Libicki cytuje Jacka Kurskiego, który mówi, że wyniknie z tego mandat poselski albo europarlamentarny. Bo z jednej strony PiS zyskuje wizerunkowo na prof. Glińskim, a i dla samego Glińskiego może się okazać, że w końcu zagnieździ się w polityce na trwałe, dzięki miejscu na listach wyborczych PiS. Jest jeszcze inna strona tego medalu. Akcja wizerunkowa PiS ostatnich tygodni wygląda na przemyślaną i przeprowadzana jest sprawnie. "Trzeba więc zapytać kto ją tak dobrze obmyślił? Kto ją tak dobrze zaplanował? Kiedy się nad tym zastanawiam to przychodzi mi do głowy tylko jedna osoba. Tylko jeden autor, który mógłby tak sprawnie i w sposób tak przemyślany przeprowadzić podobną operację. Tym człowiekiem jest były pisowski europoseł Adam Bielan." - pisze Libicki. W końcu nie jest tajemnicą, że aspiruje on do powrotu w szeregi partii Jarosława Kaczyńskiego.

Po PiS i Solidarnej Polsce, która na premiera proponuje Tadeusza Cymańskiego, do karuzeli z premierami dołącza Janusz Palikot. I robi to w znanym dla siebie, żeby nie powiedzieć, ogranym stylu. Nie, nie przedstawi swojego kandydata na premiera. Na swoim blogu ogłosił, że każdy z nas może poczuć się jak premier. Wystarczy wziąć udział w happeningu, jaki w piątek organizują warszawskie struktury Ruchu Palikota. Na tak zwanej patelni, czyli przed stacją metra Centrum od godziny 12 będzie można sobie zrobić zdjęcie na tle narodowych flag i wstawiając głowę do przygotowanej postaci premiera. Palikot obiecuje, że dla zdeterminowanych jest to też szansa wygłoszenia exposé! "Nie pozwólmy, aby tylko politycy bawili się w tę zabawę!" - pisze Palikot. I wyjaśnia, że jego Ruch swojego kandydata nie przedstawi. Dlaczego? Bo, zdaniem Palikota, propozycje PiS i Solidarnej Polski to hucpa.

Europoseł PiS Janusz Wojciechowski też pisze o profesorze, ale nie o Glińskim. Postanowił bowiem na swoim blogu przyznać się do tego, że kupił "Gazetę Wyborczą". Poruszyła go mianowicie informacja o zwolnieniu z niej Ogórka i Pacewicza, co ma być, jego zdaniem zapowiedzią o nieodległym końcu Gazety. "Spieszmy się czytać "Wyborczą, tak szybko odchodzi" - pisze Wojciechowski, trawestując znany wiersz ks. Jana Twardowskiego. No dobrze, kupił więc "Wyborczą" i co dalej? Z entuzjazmem pisze, że się nie zawiódł, bo przeczytał wywiad z profesorem Ireneuszem Krzemińskim, pod jakże cieszącym oczy tytułem - Obawiam się wygranej PiS! Dla Wojciechowskiego wiara w zwycięstwo PiS oznacza, że jest to obiektywny sąd obiektywnego profesora w obiektywnej gazecie. "A tyle już było zwątpienia - PiS przegrał sześć wyborów, PiS nie przekroczy 30 procent, PiS nie ma koalicjanta, PiS nigdy nie będzie rządził, Donald Tusk nie ma z kim przegrać, Platforma skazana jest na rządy dożywotnie, a może nawet wieczne... a tu proszę - możliwe jest zwycięstwo PiS-u!" - cieszy się Janusz Wojciechowski.I dodaje, że to nie sobotni marsz pt. Obudź się Polsko wlał w niego tyle otuchy, co własnie Gazeta Wyborcza i ten wywiad profesora Krzemińskiego.
Do marszu PiS odnosi się też inny polityk tej partii - Marek Suski. W notce pod znamiennym tytułem: Razem budzimy Polskę przyznaje, że kiedy Warszawę opanowywały uczestnicy marszu, on sam był w... Radomiu. I tam sprzedawał cegiełki na budowę pomnika Lecha Kaczyńskiego.

Z kolei europoseł PJN Marek Migalski skupił się na zjawisku, jakie nazywa Platformą Nieobywatelską. A nawet postanowił wziąż tę Platformę w obronę.

Broni ją przed jednym tylko zarzutem - że to zdrajcy Polski. PO zdradziła co prawda ideały liberalizmu, konserwatyzmu i swoich wyborców. Obietnice wyborcze do niczego ją nie zobowiązują. No, ale zarzucać Platformie zdradę to już przesada. Jak więc tłumaczyć zaniedbania, zaniechania i zapóźnienia rządu? Ano tym, że rząd nie ma bladego pojęcia o rządzeniu. Premier, zanim nim został, nie pełnił żadnej poważnej funkcji państwowej. A np. śp. Lech kaczyńsaki, nim został prezydentem, był i wiceszefem związku zawodowego, i ministrem, i szefem NIK, i prezydentem Warszawy. Donald Tusk zaś przechadzał się po polityce i nagle bach - Prezes Rady Ministrów. "Jemu i jego ludziom brakowało podstawowej wiedzy o funkcjonowaniu państwa i jego instytucji. I to jest główny powód, dla którego ci ludzie się nie sprawdzili. Klasycznym i bardzo drastycznym przykładem tego faktu jest zachowanie Ewy Kopacz po katastrofie smoleńskiej. Zamiast korzystać ze swoich uprawnień i narzędzi prawnych, które dawał jej urząd, pojechała na ślepo do Moskwy, by tam pocieszać krewnych zmarłych osób i towarzyszyć w pracach rosyjskich lekarzy." - pisze Migalski, dodając, że zamiast zostać na miejscu i wraz ze specjalistami badać, co państwo polskie może i powinno zrobić, udała się w ułańską i empatyczną podróż do Moskwy, żeby odgrywać rolę doktor Ewy. Z kolei premier dał się ograć Rosjanom, ale nie dlatego, że jest zdrajcą i ruskim agentem. Podstawowy zarzut Marka Migalskiego jest taki, że ekipa Donalda Tuska po prostu nie zna się na swojej robocie. I wyłazi to, gdziekolwiek nie spojrzeć. Nie budują autostrad nie dlatego, że kradną, ale że są ogrywani przez silniejszych i lepszych od siebie. Nie radzą sobie ze służbą zdrowia nie dlatego, że cześć z nich chce pokręcić lody przy okazji, ale dlatego, że nie mają pojecia, co z nią zrobić. Nie radzą sobie w Unii nie dlatego, że się zaprzedali Niemcom, ale dlatego, że Angela Merkel bije Tuska na głowę, omotując go perspektywą bycia szefem Komisji Europejskiej. Wniosek z tego jest jeden: Platforma to partia nieudaczników, która chce pozbawić państwo uprawnień i zadań, a wszystko oddać w prywatne ręce. Ich stosunek do państwa obrazuje hasło "Wegetarianin w rzeźni" - nie dość, że nie rozumieją państwa, to jeszcze się nim brzydzą. Rola ich przerosła.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
krawcowa
i rojenia wojciechowskie to miód na oszalały kaczy mózg. Jednak obaj mają podstawowy problem: ich właściciel raczej nie siada przed kompem w związku z czym nie spostrzeże ich wiernopoddańczej gorliwości. Ostatni przejaw jego aktywności w necie był już dawno temu relacjonowany jako coś wyjątkowego. Było to wtedy, gdy kartofel oznajmił, że "naciska na laptop" w celu wpisania Mazur do rejestru tak zwanych "cudów świata".
Dodaj ogłoszenie