Super Mario, czyli rynek jednak dla idiotów

Adam Buła
Adam Buła
Adam Buła Fot. Polskapresse
Jak Państwo sądzą, co musi się stać, żeby złoty w ciągu dwóch dni wzmocnił się o 15 groszy do dolara. Ano jeden Włoch powiedział coś w Londynie, a wszyscy mu uwierzyli na słowo.

Fakt, Włoch nazywa się Mario Draghi i jest szefem EBC. Więc jak Mario ogłosił, że prowadzony przez niego bank centralny strefy euro jest gotowy podjąć wszelkie konieczne działania, aby wspólna europejska waluta przetrwała obecny kryzys, to jest to warta zauważenia deklaracja. Czy jednak na tyle ważna, żeby indeksy giełd i kurs euro do dolara, a za nim kurs złotego, wystrzeliły w kosmos. Tak jakby wszyscy zapomnieli, że - co prawda - drukarka do robienia euro stoi w gabinecie Super Maria, ale wtyczkę do prądu trzyma Angela. Która raczej nadal nie ma ochoty powiedzieć niemieckiemu wyborcy, że trzeba się jednak na tych południowych leniów poważnie zacząć zrzucać.

No, ale po kolei. Dotąd szło to tak: cały ten kryzys długu w Europie się ślimaczy, bo Niemcy nie chcą się zgodzić na masowe dodrukowywanie euro, żeby pożyczać je bankrutującym krajom południa Europy, żeby mogły spłacać stare długi, które wiszą głównie w bilansach europejskich banków, przez co te banki też zaraz zaczną tonąć. Zamiast tego więc na niekończących się szczytach Eurogrupy biadolono o wprowadzaniu większej dyscypliny finansowej, przez co należy rozumieć pobożne życzenie, że się kraje południa Europy trochę same ogarną albo dadzą to zrobić Niemcom. No, ale jak ci południowcy mają zacząć pracować trochę więcej za dużo mniej w taki upał? Skutkiem tego trochę się tnie tam wydatki, ale za mało, by zbić dług, za to wystarczająco, by wpędzać gospodarki w recesję. Coraz słabsze gospodarki to mniej wpływów do budżetów, czyli mniej pieniędzy na coraz droższą obsługę długu.

Wystarczy powiedzieć, że analitycy amerykańskiego Citi Banku, którzy jeszcze niedawno oceniali szanse bankructwa Grecji na fifty-fifty, podnieśli w czwartek ten szacunek do 90 proc. Dodając, że nastąpi to w ciągu najbliższych trzech kwartałów. Albo że jeszcze w środę oprocentowanie hiszpańskiego długu biło kolejne rekordy, utrzymując się znacznie powyżej uważanego za graniczny poziomu 7 proc. Czemu trudno się było dziwić, skoro - według najnowszych szacunków - na uratowanie Hiszpanii trzeba wydać co najmniej 450 mld euro.

No, OK, właśnie wszystko miało się w końcu zawalić, więc pojawia się Mario i mówi: Katastrofy nie będzie. Dokładnie powiedział: "W ramach naszego mandatu EBC jest gotów uczynić wszystko, co potrzeba, by ochronić euro. Uwierzcie mi, to wystarczy".

No i świat uwierzył, dzięki czemu jego zwiedzanie od dziś jest dużo tańsze dla tych, którzy urlop zaplanowali na sierpień.

Chciałem tylko powiedzieć, że bal na eurotitaniku jeszcze się nie skończył. Orkiestra dalej w najlepsze udaje, że wody nie przybywa

Tak naprawdę to cały świat zachodzi teraz w głowę, co Mario wykombinował. Najprościej byłoby, gdyby EBC zaczął bezpośrednio działać na rynku długu, czyli gdyby włączył drukowanie euro bez limitów. Mario jednak zaznaczył wyraźnie, że bank będzie działał "w ramach swojego mandatu", a od dwóch lat wszyscy z EBC powtarzają, że na takie działania mandatu nie mają. Inni więc łapią się ESM: wzrosty na rynku zaczęły się bowiem już dzień wcześniej. Wtedy inny bankowiec z EBC (Austriak Ewald Nowotny), przemawiając w innym mieście (Dublinie), zasugerował, że Europejski Mechanizm Stabilności (ESM) mógłby dostać licencję bankową.

O co chodzi? ESM do ratowania południa wymyślono jakiś czas temu, ale przeznaczono na tę imprezę raptem pół biliona euro, co - jak już wiemy - może wystarczy na samą Hiszpanię. A Włochy też muszą coś dostać. A reszta?

Gdyby więc ESM przekształcić w bank, to taki bank mógłby pożyczać w banku centralnym - a wtedy ECB nie pompowałby bilionów euro w bankrutów, tylko w bank dla bankrutów. Proste i eleganckie, prawda? I nie potrzeba wtedy na to za każdym razem zgody polityków na jakimś tam euroszczycie.

OK, kto zaczął się gubić dopiero teraz, i tak jest niezły. W zasadzie to chciałem tylko powiedzieć, że bal na eurotitaniku jeszcze się nie skończył. Orkiestra dalej w najlepsze udaje, że wody nie przybywa.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jacek
To nie można było się ograniczyć do tego i nie zawracać nam głowy?
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Super Mario, czyli rynek jednak dla idiotów
K
Kazik
Zauważyłem, że już od kilku lat wzrosty/spadki zaczynają się przed ważnymi decyzjami. W momencie ogłoszenia tych decyzji następuje zwykle gwałtowna zmiana trendu. Brak zmiany trendu świadczy o słabości rynku, a nie o spełnionych oczekiwaniach. Wiem, że to nie pasuje to teorii, ale w teorii rynek nie ma informacji o ważnych decyzjach przed ich podjęciem, a kilku największych graczy nie ma wyższego priorytetu transakcji niż drobnica.
Zresztą, może jestem zbyt nieufny - zobaczymy co będzie się działo w następnym tygodniu. Ja obstawiam silną zmianę trendu.
Dodaj ogłoszenie