Stuhr: Kto pierwszy będzie miał odwagę mnie obsadzić, ten wygrał!

Redakcja
Andrzej Banaś/Polskapresse Gazeta Krakowska
Kto zaangażuje tę moją twarz do filmu, może odkryć jej całkiem nową wyrazistość. Ale twarz to sprawa, miejmy nadzieję, na wiele etapów aktorskich, bo ja sam też się muszę jej nauczyć. Jeszcze nie wszystko o niej wiem, jeszcze nie mam pełnej świadomości jej wszystkich wyrazów - mówi Jerzy Stuhr w rozmowie z Marią Malatyńską

Porozmawiajmy o aktorskiej twarzy. To bezcenny klejnot aktora, a Pan uzyskał całkiem jej nowy wygląd. Wysoka była cena, bo cena choroby, ale to wspaniały dar. Inna twarz od Danielaka z "Wodzireja", który tak Pana ograniczał.

Krzysztof Zanussi pierwszy zwrócił mi uwagę na niezwykłość takiej zmiany i przez telefon zaproponował mi nawet, abym zagrał w jego nowym filmie. I to postać, którą napisał przez pamięć na swojego "sztandarowego" inteligenta, czyli zmarłego niedawno Zbigniewa Zapasiewicza.

Czytaj też: Stuhr: Kiedy upadłem, pomagały mi sztaby ludzi, ale wstać musiałem sam

Specjalnie mówię, że działo się to przez telefon, bo gdy kilka dni temu osobiście spotkaliśmy się z panem Krzysztofem na lotnisku w Monachium, gdy wracałem z Rzymu, to pan Krzysztof mnie nie poznał.

Więc jest to dla mnie dobry znak. Ale powiedział mi, że ta zmiana warunków może spowodować u mnie taki boom rozmaitych propozycji, że już to samo musi być ogromnie ważne. Niestety, zmieniła się jeszcze inna sprawa w stosunku do naszej rozmowy telefonicznej: pani dyrektor Odorowicz odrzuciła scenariusz Zanussiemu, więc film na razie nie będzie realizowany. Z moim scenariuszem, odrzuconym wcześniej przez ten sam nasz instytut, jestem więc w dobrym towarzystwie. Oczywiście nie będę tego komentował. Ale to prawda z tą całkowitą odmiennością, a nawet z nowością mojej twarzy. I zgadzam się z sugestią, że kto pierwszy będzie miał odwagę mnie obsadzić, to wygrał!

Czytaj też: Jerzy Stuhr: rozkosze podróży

Kto zaangażuje tę moją twarz do filmu, może odkryć jej całkiem nową wyrazistość. Przykład zachwytu nad jej nowym wyrazem i nową siłą przeżyłem już w Rzymie, gdy po przymiarce niezwykle eleganckiego kostiumu dla generała zakonu jezuitów, którego mam zagrać, okazało się, że moja nowa, trochę cierpiąca, wyszczuplona twarz razem z kostiumem zasugerowała już w samej przymiarce całkiem nowe konteksty dla postaci. Bo generał jest trochę intrygantem i sporo nitek ówczesnej historii trzyma w ręce, więc ascetyczna twarz lepiej każdą intrygę potrafi ukryć.

Może przeto pierwszym sprawdzeniem mojej nowej twarzy będzie ten włoski film i to włoski reżyser mnie odkryje? Na razie Zanussi zaproponował mi czytanie swojej nowej sztuki, z włoskimi aktorami na festiwalu w Spoleto.

Ale twarz to sprawa, miejmy nadzieję, na wiele etapów aktorskich, bo ja sam też się muszę jej nauczyć. Jeszcze nie wszystko o niej wiem, jeszcze nie mam pełnej świadomości jej wszystkich wyrazów.

Czyli tego, co aktor musi mieć idealnie opanowane, jeśli ma tym środkiem pracować. A więc to sprawa na dłuższe sprawdzanie. A teraz, powoli, kroczek za kroczkiem wracam do różnych aktywności. Wróciłem np. niespodziewanie do intensywnych zajęć korektorskich i redakcyjnych, bo Wydawnictwo Literackie chce tak szybko mój pamiętnik z choroby wydać, że niemal wyrywają mi tekst partiami, aby przyśpieszyć korektę. A ja nie piszę tego na komputerze.

Czytaj też: Jerzy Stuhr: po chorobie zaczyna się życie

Piszę piórem w zeszycie, bo przecież jak zaczynałem, to nie wiedziałem, że to mogłoby być wydane. Pisałem dla siebie. Wiedziałem, że muszę pisać, aby móc patrzeć na siebie cały czas z zewnątrz. Jak zaczęła się moja choroba i poszedłem do szpitala, to córka przyniosła mi duży zeszyt w kratkę, żebym mógł wszystko zapisywać. I tak się zaczęło. Propozycja wydawnictwa przyszła później, ale ja już nie zmieniłem narzędzi. Oni to w wydawnictwie świetnie rozczytują, przepisują, a ja muszę tylko wszystko to szybko przeczytać i zrobić pierwszą, autorską korektę. Lubię pisać piórem. Zawsze to lubiłem. Nawet gdy pisałem scenariusze, to w prostych sytuacjach - poszedł, przyszedł itd. - pisałem na komputerze. Ale jeśli ktoś komuś wyznawał miłość, to mogłem to napisać tylko ręcznie, piórem i w zeszycie. I tak już zostanie. A ponieważ pamiętnik, jak sama nazwa wskazuje, jest zawsze formą intymną czy może nazwijmy - prywatną, to takie narzędzie jest uzasadnione. Teraz dostaję przepisane fragmenty do korekty, ale to pierwszy etap. Potem będzie więcej spraw, bo równocześnie z tekstem ukazać się ma audiobook. Podobno taki jest teraz zwyczaj i takie wymogi rynku. Będę to wszystko, co oczywiste, sam czytał.

Notowała Maria Malatyńska

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie