Studencie, komisyjne poprawki za darmo

Magdalena Kula
Tomasz Hołod/POLSKA
Minister nauki Barbara Kudrycka ustąpiła studentom. Jak dowiaduje się "Polska", w ustawie o szkolnictwie wyższym znajdzie się zakaz pobierania opłat za jakiekolwiek egzaminy w trakcie studiów.

W pierwotnym projekcie resort przewidywał płatne egzaminy komisyjne, minister wycofała go dopiero podczas kończących się właśnie konsultacji społecznych nad reformą.

Uczelniom nie będzie też wolno pobierać od studentów wpisowego oraz pieniędzy za egzaminy poprawkowe, dyplomowe i licencjackie. Zmieniony projekt ma być ogłoszony w najbliższych dniach.

- Egzamin komisyjny to forma obrony studenta przed niesprawiedliwą oceną wykładowcy. Cieszymy się, że Ministerstwo Nauki uwzględniło nasze argumenty - mówi Bartłomiej Banaszak, szef Parlamentu Studentów RP. I dodaje: - Po tej zmianie wreszcie wszystkie egzaminy wynikające z regulaminu studiów będą bezpłatne.

Egzamin komisyjny przysługuje za zgodą dziekana bądź rektora studentom, którzy uważają, że na dotychczasowych ocenach zaważyły pozamerytoryczne czynniki, np. problemy zdrowotne lub niechęć wykładowcy.

Uczelnie za zorganizowanie takiego egzaminu pobierają nawet kilkaset złotych. Wyższa Szkoła Zawodowa "Kadry dla Europy" w Poznaniu za tzw. komis żąda od słuchaczy 300 zł. W Gliwickiej Wyższej Szkole Przedsiębiorczości za komis trzeba zapłacić 100 zł, w Wyższej Szkole Pedagogiki Resocjalizacyjnej Pedagogium w Warszawie - 150 zł.

Wyższa Szkoła Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa z Poznania za komisyjny egzamin każe sobie płacić aż 500 zł. - To nie są pieniądze, które wędrują wyłącznie do kieszeni uczelni. Przecież my z tych środków opłacamy pracę wykładowców, którzy zasiadają w komisji, to ich dodatkowe obowiązki - broni idei płatnych egzaminów prof. Jerzy Malec, rektor Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego i honorowy przewodniczący Konferencji Rektorów Zawodowych Szkół Polskich.
O ministerialnych ograniczeniach opłat dla studentów mówi ostro. - Ministerstwo nauki nie daje budżetowych pieniędzy na funkcjonowanie niepublicznych szkół wyższych. Nie widzę zatem powodu, dla którego minister miałby ingerować w pobierane przez nas opłaty.

Profesor Malec zaznacza, że wszystkie zapisano w statutach uczelni, a te zatwierdza Ministerstwo Nauki.

- Niepubliczne uczelnie utrzymują się wyłącznie z wpłat od studentów, ich ograniczenie utrudni nam inwestowanie - dodaje rektor. - Dla części szkół będących już teraz na granicy opłacalności to będzie poważny finansowy cios.

Prof. Waldemar Tłokiński, rektor Szkoły Wyższej "Ateneum" w Gdańsku i przewodniczący KRZSP zastrzega, że niepubliczne uczelnie nie traktują opłat egzaminacyjnych wyłącznie jako dochodu.

- W części uczelni pobiera się opłaty za egzaminy komisyjne, by studenci nie traktowali tej nadzwyczajnej możliwości jak dodatkowego, czwartego terminu zaliczenia - argumentuje prof. Tłokiński.

Według projektu Ministerstwa Nauki studenci nadal będą płacić za rekrutację (wysokość tej opłaty co roku w rozporządzeniu ustala minister). W szkołach prywatnych te opłaty zastąpią dotychczasowe wpisowe.

I prywatne, i państwowe szkoły wyższe poza czesnym będą mogły pobierać dodatkowe pieniądze za wykłady w językach obcych, zajęcia wykraczające poza plan studiów, za wyrównywanie różnic programowych, a także za studia podyplomowe i doktoraty osób spoza uczelni.
Nowe przepisy wejdą w życie najpewniej w 2010 roku.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie