Strażnicy smoleńskiej prawdy chcą komisji międzynarodowej

Redakcja
Polacy byli w sprawie Smoleńska wprowadzani w błąd, a przyczynił się do tego raport Millera - twierdzą spora grupa osób oraz politycy PiS i Solidarnej Polski. Czego domagają się ci, którzy nie wierzą w ustalenia komisji - pisze Anita Czupryn

Chcą dotrzeć do prawdy o tym, jak zginęli ich mężowie, żony, ojcowie, matki, synowie, córki, bracia i siostry. Część rodzin, które straciły w smoleńskiej katastrofie swoich bliskich, mówi o tym w sposób emocjonalny. Ale nie są jedynymi, którzy, jak podkreślają, upominają się o prawdę. Wśród strażników smoleńskiej prawdy są politycy PiS, od początku głoszący, iż katastrofa obnażyła słabość państwa. - Dzięki takiemu głoszeniu w smoleńskim micie widzą realną możliwość powrotu do rządzenia krajem - mówi jeden z byłych posłów PiS. Są też opozycjoniści lat 80., którzy 10 kwietnia 2010 r. przyszli na Krakowskie Przedmieście i poczuli potrzebę działania dla wyższej idei, jak wtedy, gdy walczyli z komuną. Swoją potrzebę prawdy i walczenia o nią, marszami, pikietami, spotkaniami w środowiskach niepodległościowych rozumieją jako konieczność dziejową.

Czytaj też:"Obalono podstawowe tezy. Śledztwo smoleńskie trzeba zacząć od nowa"

Są mistycy, jak Wojciech Wencel, poeta z Gdańska, jeden z bohaterów najnowszego filmu Joanny Lichockiej o ludziach z Krakowskiego Przedmieścia pt. "Przebudzenie", którego premiera odbyła się pod koniec grudnia. Wencel mówi w filmie: "Smoleńsk to centralne wydarzenie mojego życia. Nigdy tak głęboko nie przeżyłem zetknięcia z tajemnicą śmierci i tajemnicą zbawienia, a także z tajemnicą polskości. Po doświadczeniach wielkiego smutku była wielka radość z tego narodowego zrywu, doświadczenia tej wspólnoty, która się zrodziła 10 kwietnia w tych ludziach, także we mnie. Głód prawdy, głód sprawiedliwości, głód wolności zrodziły nadzieję, że to wszystko może wrócić do polskiego życia publicznego, że jest nas tylu, że możemy rzeczywiście decydować o losach własnego państwa". Inni bohaterowie filmu zapowiadają duchowe powstanie wolnych Polaków, które wybuchnie, i to będzie pożar, który zapali całą Polskę. Zwyciężą w walce o prawdę o katastrofie smoleńskiej. Bo ta prawda jest. Tylko jest ukryta.

Czytaj też:"Szli na śmierć. Na każdym lotnisku zdarzyłoby się to, co pod Smoleńskiem"

Przełom w walce o prawdę nastąpił w poniedziałek 16 stycznia. W Prokuraturze Generalnej trwa konferencja prasowa. Jest na niej Ewa Błasik, wdowa po generale Andrzeju Błasiku, dowódcy polskich sił powietrznych. Prokuratorzy przedstawiają wyniki prac krakowskich biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna, którzy zbadali zapis ostatnich 38 minut tragicznego lotu polskiej delegacji z 10 kwietnia 2010 r. do Smoleńska. Już wcześniejsze informacje, które pojawiły się w prasie, zapowiadały rewelacje: głos zarejestrowany na czarnych skrzynkach w kabinie pilotów tupolewa przypisywany generałowi Andrzejowi Błasikowi nie należy do niego, tylko do drugiego pilota, majora Roberta Grzywny. Czy prokuratorzy to potwierdzą? Potwierdzają, że biegli na nagraniach z czarnych skrzynek nie zidentyfikowali głosu generała Andrzeja Błasika. - Nie dysponujemy jednoznaczną opinią, która mówiłaby, że generał Błasik przebywał w kabinie pilotów - podkreśla prokurator pułkownik Ireneusz Szeląg.

Czytaj też:E. Klich: Nie ma potwierdzenia, że Błasika nie było w kokpicie. Niech Rosjanie pokażą dowody

Ewa Błasik nie jest pewna, czy dobrze słyszy. Nawet wychodząc już z prokuratury, wciąż ma wątpliwości. Dzieli się nimi ze swoim mecenasem Bartoszem Kownackim, od niedawna posłem, który z PiS przeszedł do Solidarnej Polski.
- Ta reakcja niedowierzania pokazuje, do jakiego stanu została Ewa Błasik doprowadzona. Pozostawiona sama sobie, bez żadnego wsparcia. Bez wsparcia rządu - mówi w rozmowie z "Polską" Bartosz Kownacki. I dodaje: - Ewa Błasik i jej rodzina przeżyły trudny czas. Wiele miesięcy żyły z poczuciem bolesnej krzywdy. Poza niewielką grupą ludzi nikt nie bronił dobrego imienia jej męża. Na pewno po ogłoszeniu nowych faktów przez prokuraturę poczuła ulgę, ale nosi też w sobie wielki smutek, że do takiej sytuacji w ogóle doszło. Na pewno jest też zadowolona, że wreszcie wybrzmiało to, czego była pewna. I ta walka o prawdę w pewnym sensie jest zwycięska, bo prawda jest zupełnie inna, niż twierdzili Rosjanie.

Czytaj też:Co robił gen. Błasik? Porównanie trzech wersji stenogramów z Tu-154m
- Podejrzewam, że ludzie zaczynają się bulwersować tym wprowadzaniem w błąd opinii publicznej. To przecież nie jest prywatna sprawa 96 rodzin, ale w interesie nas wszystkich jest ważne wiedzieć, co naprawdę stało się 10 kwietnia 2010 r. - mówi Bartosz Kownacki. Zaznacza, że on jako prawnik opiera się wyłącznie na dokumentach i polskich ekspertyzach. Bo dokumenty i raporty, które przysyłają Rosjanie, są niewiarygodne.

Dzięki krakowskim ekspertom zdaniem strażników smoleńskiej prawdy, po pierwsze, upada teza, na której Rosjanie od początku budowali teorię głównej przyczyny katastrofy, czyli nacisków generała Błasika na pilotów i błędów, które piloci popełnili.
- Wszyscy pamiętamy konferencję Władimira Putina i Donalda Tuska przez Skype, podczas której Putin parokrotnie podkreślał wersję o błędzie pilotów - mówi Samuel Pereira, były rzecznik Solidarnych 2010, obecnie dziennikarz "Gazety Polskiej Codziennie".

Czytaj też:"Obalono podstawowe tezy. Śledztwo smoleńskie trzeba zacząć od nowa"

Po drugie, ich zdaniem, badania ekspertów z Krakowa obalają kluczową tezę raportu MAK mówiącą o tym, że to pijany polski generał naciskał na pilotów. Po trzecie, zadają kłam temu, co twierdziły mainstreamowe media. Pereira przypomina: - Jeszcze przed ogłoszeniem stenogramów TVN 24 puszcza swoją wersję, według której piloci mieliby mówić: "Jeśli nie wylądujemy, to nas zabiją". Kto przekazał TVN 24 teorię o naciskach generała? Tę wrzutkę zrobił Edmund Klich. Był pierwszym, który na antenie mówił, że generał Błasik naciskał na pilotów. Na to nałożył się następnie raport MAK i tak wyglądała sytuacja jeszcze rok temu: pijany generał Błasik, a nawet były i są aluzje, że prezydent Lech Kaczyński kazali pilotom lądować. Premier Tusk był wówczas na urlopie. A kiedy wrócił, poparł główne wnioski MAK. I w świat poszła taka właśnie informacja o pijanym generale i naciskach. Wizerunek Polski bardzo na tym ucierpiał. Waga ogłoszenia wyników MAK była tak wysoka, że odkłamać ją mógłby tylko premier - uważa Pereira.

Czytaj też:"Szli na śmierć. Na każdym lotnisku zdarzyłoby się to, co pod Smoleńskiem"

Dla Bartosza Kownackiego nowe ustalenia polskiej prokuratury są podwójnie szokujące. - Po pierwsze, dlatego że dotyczą konkretnej osoby, konkretnej rodziny, która była okryta infamią przez dłuższy czas, szczególnie przez raport MAK. Bo trzeba przyznać, że komisja Millera rosyjskie zarzuty starała się wyciszyć, zachować obiektywność. Drugie zaskoczenie jest takie, że mogą funkcjonować trzy tak rozbieżne dokumenty: opinia rosyjska, opinia komisji Millera i ekspertyzy sądowe. Przecież to nie są opinie psychologiczne czy psychiatryczne, gdzie w zależności od punktu spojrzenia czy metodologii można dojść do różnych wniosków. Wydaje mi się zupełnie nieprawdopodobne, że wcześniej eksperci rozpoznali głos generała Błasika tylko na podstawie odsłuchów czarnej skrzynki. W taki sposób nie tworzy się przecież opinii fonoskopijnej. Do tego stosowane są odpowiednie techniki, odpowiednie sprzęty, dzięki którym ustala się wynik badania i na tej podstawie stwierdza się, czyj to był głos.

Czytaj też:E. Klich: Nie ma potwierdzenia, że Błasika nie było w kokpicie. Niech Rosjanie pokażą dowody

Opinia fonoskopijna często jest koronnym dowodem w sprawie. Jeśli funkcjonują rozbieżne, to można je podważyć. Ktoś do tej sytuacji dopuścił, ktoś tam w Moskwie nie bronił polskich interesów! - emocjonuje się Bartosz Kownacki. Wymienia nazwisko Edmunda Klicha. - Był polskim akredytowanym przy MAK. Czy był osobą, która patrzyła Rosjanom na ręce, sprawdzał, czy wszystko jest robione zgodnie z regułami sztuki? Rosjanie stosują techniki, których się w cywilizowanych krajach nie stosuje. Edmund Klich powinien reagować. Jeśli Rosjanie nie radzili sobie z opinią fonoskopijną, powinien im zasugerować wysłanie materiałów do Polski, aby polscy eksperci taką opinię stworzyli, a nie ślepo czekać, co przyniesie strona rosyjska - uważa Kownacki.

Czytaj też:Co robił gen. Błasik? Porównanie trzech wersji stenogramów z Tu-154m
Magdalena Pietrzak-Merta, wdowa po wiceministrze kultury i dziedzictwa narodowego Tomaszu Mercie, nie była zaskoczona wnioskami prokuratury. - Nigdy nie wierzyłam i nie podzielałam wizji, którą forsowali Rosjanie. Trzeba było 21 miesięcy, które strona polska potrzebowała na to ustalenie. Dziwi mnie tylko, że my, Polacy, nie zadbaliśmy o to, aby mieć takie informacje już dwa tygodnie po katastrofie. Rozumiem, że Rosjanie nam utrudniali, ale zadaję sobie pytanie, czy nasz wpływ na zmobilizowanie ich był dostateczny? Mam nadzieję, że wyniki prokuratury kładą kres gehennie, przez którą przeszła rodzina generała Błasika. Oddaję cześć i honor niezłomnym wysiłkom Ewy Błasik w obronie honoru nie tylko pamięci męża, ale też honoru polskiego żołnierza - mówi w rozmowie z "Polską" Magdalena Pietrzak-Merta.

Czytaj też:"Obalono podstawowe tezy. Śledztwo smoleńskie trzeba zacząć od nowa"

Dla części rodzin smoleńskich, polityków PiS, osób związanych z "Gazetą Polską", Solidarnymi 2010, wszystkich tych, którzy domagają się prawdy o Smoleńsku, przekonanych o tym, że walczą o to, aby trwać na straży tej prawdy, oświadczenie prokuratorów nosi znamiona przełomu nie tylko w śledztwie, ale też w dotychczasowej narracji, która do tej pory towarzyszyła katastrofie. Pojawiało się przecież mnóstwo spekulacji i nieprawdopodobnych teorii na temat jej przyczyn. Ale strażnicy smoleńskiej prawdy nie wspominają już o wybuchu na pokładzie, hiperbarycznych bombach, sztucznej mgle czy podmienionym wraku Tu-154. Mówią o faktach. O tym, że 90 proc. wyników sekcji zwłok Zbigniewa Wassermanna, której dokonali Rosjanie, ma się nijak do tego, co stwierdzili polscy lekarze po ekshumacji. O niepełnej, wręcz niechlujnej i budzącej wątpliwości dokumentacji dotyczącej sekcji zwłok innych tragicznie zmarłych, np. Przemysława Gosiewskiego czy Tomasza Merty.

Czytaj też:E. Klich: Nie ma potwierdzenia, że Błasika nie było w kokpicie. Niech Rosjanie pokażą dowody

- Jak się spojrzy szerzej na to śledztwo, to widać, jaki bałagan panuje w aktach rosyjskich. Jeśli chodzi o dokumenty z sekcji zwłok Tomasza Merty, to mamy cztery różne stwierdzenia. Jedno mówi o tym, że zidentyfikowano go na podstawie badań DNA pobranych z mięśnia. Drugie stwierdza, że DNA pobrano mu z kości. W kolejnym, że próbek DNA nie pobierano. Z czwartego wynika, że Tomasza Mertę zidentyfikował jakiś pracownik. Oczywistym więc jest, że wiarygodność rosyjskich dokumentów jest ograniczona - mówi Bartosz Kownacki. Magdalena Pietrzak-Merta potwierdza: - Opinie, jakie otrzymałam, są wzajemnie sprzeczne. Wybranie jednej wyklucza pozostałe. Nie można więc wykluczyć, że one wszystkie są fałszywe. Ale dla Rosjan nie stanowi to żadnego problemu. Nie mają też refleksji, że tego typu działania podważają ich wiarygodność. Postępują haniebnie, ale ja zastanawiam się, na ile to my, Polacy, im na to pozwoliliśmy?

Czytaj też:"Szli na śmierć. Na każdym lotnisku zdarzyłoby się to, co pod Smoleńskiem"

Bartosz Kownacki i Samuel Pereira starają się być ostrożni nawet wobec rewelacji Antoniego Macierewicza, który pod koniec listopada ogłosił badania naukowców z Polski i Stanów Zjednoczonych, podważające oficjalną wersję katastrofy. Ich zdaniem prezydencki samolot nie zaczepił o brzozę, przez co stracił fragment lewego skrzydła, obrócił się o 180 stopni i runął na ziemię, jak stwierdza raport Millera. Analizy zespołu badaczy wskazują na to, że samolot leciał na większej wysokości, nie uderzył w brzozę, a skrzydło oderwało się na skutek ciągle jeszcze nieznanych okoliczności w innym miejscu. Dla Antoniego Macierewicza te ustalenia to "niebywały krok naprzód, jaki zrobiliśmy w wyjaśnianiu tej tragedii".

- Kwestię brzozy zostawiam panu Antoniemu Macierewiczowi. Niech on to prowadzi, niech on się wypowiada. Mam swoje przekonania co do tego, co się stało, co się mogło stać, ale muszę funkcjonować w oparciu o dowody, o dokumenty. Na spekulacje na temat wraku też nie będę odpowiadał. Różne teorie wypuszczane są w złej wierze. Niestety, w tej sprawie mamy do czynienia z teoriami wyssanymi z palca, opartymi na półprzesłankach, jak ta, którą próbuje się utrzymywać teraz, że generał Błasik jednak był w kokpicie, choć się nie odzywał - mówi Bartosz Kownacki.

Czytaj też:Co robił gen. Błasik? Porównanie trzech wersji stenogramów z Tu-154m
Zdaniem Pereiry od początku w sprawie katastrofy panowała dezinformacja opinii publicznej. - Polega ona na tym, aby jak najmniej osób wiedziało, o co chodzi, a ocena katastrofy to kwestia nie faktów, a poglądów. Niezależnie od faktów, część ludzi wciąż dziś jest przywiązana do ustaleń komisji Millera i raportu MAK, i będą je powielać albo wymyślać nowe tezy, by bronić poprzednich. Obserwujemy manipulację sekty makowskiej będącej w niewoli teorii o generale w kokpicie. Tak np. redaktor Kublik z "Wyborczej" dziś już nie tylko mówi o jednym, ale o... dwóch generałach w kabinie. Dziś wychodzi na jaw, że to, co krakowscy eksperci sądowi odsłuchali jako "przesuwanie się przedmiotów", Rosjanie określili "odgłosem zderzenia z drzewami", tak by pasowało im do tezy. Natomiast kluczowymi dowodami, czyli wrakiem i czarnymi skrzynkami, strona Polska nadal nie dysponuje - mówi Pereira.

Nowe ustalenia prokuratury wywołują burzę na scenie politycznej. Antoni Macierewicz informuje, że wystąpił do prokuratury z wnioskiem o ściganie Jerzego Millera, byłego szefa MSWiA, przewodniczącego komisji badającej przyczyny katastrofy. Oświadcza, że Miller jest współwinny wprowadzenia w błąd organów prasowych i poświadczenia nieprawdy, bo w raporcie jego komisja wskazuje na to, że generał Błasik był w kokpicie Tu-154. Miller, obecnie wojewoda małopolski, tłumaczy, że nagranie utrwalone na czarnych skrzynkach jest mocno zaszumiane, więc trudno się dziwić, że różni eksperci różnie odczytują głosy. Antoni Macierewicz apeluje też, aby do dymisji podał się generał Krzysztof Parulski.

Czytaj też:"Szli na śmierć. Na każdym lotnisku zdarzyłoby się to, co pod Smoleńskiem"

Mariusz Błaszczak, szef klubu PiS, składa wniosek o uzupełnienie porządku obrad najbliższego posiedzenia Sejmu o informację premiera Donalda Tuska w sprawie działań polskiej strony w celu zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej. - Nowe okoliczności, które zostały wczoraj przedstawione, zadają kłam temu, co słyszeliśmy prawie rok temu: zadają kłam wersji rosyjskiej - dodał.

Cały tekst przeczytasz w weekendowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Czytaj też:Co robił gen. Błasik? Porównanie trzech wersji stenogramów z Tu-154m

Wideo

Komentarze 41

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Q
QM
a pisiory się odezwą!
"Bajdami, kłamstwami częstują nas TvT, ND-guffniana i inne prokacze media - nawet DZIŚ! "
N
Ninoczka
Strażnicy smoleńskiej prawdy niech lepiej udadzą się do psychiatry, z Kaczyńskim i Macierewiczem na czele.
g
gosc
juz dosc pieniedzy wydano na katastrofe smolenska.
g
gosc
juz dosc pieniedzy wydano na katastrofe smolenska.
z
zgroza
SPYTAJ TUSKA - ON ŻYJE. Motywy widać było w obrażaniu żony ś.p. Janusza Kochanowskiego, która go o to pytała na spotkaniu, na którym miał odpowiadać, zamiast odpowiadać - obrażał.
c
cytat
Jestem właśnie po dłuższej rozmowie z profesorem Wiesławem Biniendą, amerykańskim naukowcem polskiego pochodzenia. Profesor jest tym, który twierdzi, że skrzydło TU 154 nie mogło odpaść po uderzeniu w brzozę w Smoleńsku. Ekspertyza naukowca posłużyła zespołowi Antoniego Macierewicza. Mój stosunek do tego był dotąd taki jak do spiskowych, zamachowych teorii PIS. Ale po rozmowie z profesorem przyznaję – jest to frapujące - komentuje na stronie kampanianazywo.pl Tomasz Machała.
G
Gość
Protokoły SEKTY wyznawców BRZOZY Smoleńskiej" - odgrzewane propagandowe kotlety: Błasik w kokpicie (razem z 13 innymi osobami, ale bez pilotów), 4 lądowania, kłótnia na Okęciu. super ochrona Boru, niedouczeni piloci i ziemia przekopana na metr. Ile jeszcze bajd, kłamstw i opowiastek?

Będą szli DO KOŃCA w zaparte, wymyślać coraz to nowe fałszywki i wrzucać je w przestrzeń medialną. Koza, brzoza, mgła, narkoza - tak to będzie wyglądało.
k
kula
że świadomie storpedował wyjaśnienie przyczyn katastrofy, to wskaż motywy jego działania.
Q
QM
"Protokoły Mędrców Smoleńska" - czyli odgrzewanie propagandowego starego kotleta przez pisiackich agitatorów.
Ile jeszcze tych bajaczek i opowiastek???
p
pamięć
10 lipca, w sobotę mija trzeci miesiąc od tragicznego wypadku, w którym zginął Prezydent RP oraz cała towarzysząca mu delegacja. Pytań dotyczących katastrofy wciąż przybywa a szczątki "pierwszego" samolotu RP oraz główny dowód „czarne skrzynki" nadal znajdują się poza granicami Polski.

Happening ma na celu zwrócenie uwagi opinii publicznej na następujące kwestie:

1. Sprowadzenie do Polski wszystkich szczątków polskiego samolotu TU 154 oraz „czarnych skrzynek" i innych materiałów dowodowych.

2. Powołanie niezależnej międzynarodowej komisji technicznej badającej przyczyny katastrofy.

3. Otoczenia przez Państwo Polskie należytą opieką rodzin ofiar katastrofy lotniczej z 10 kwietnia br.

Serdecznie zapraszamy!

Ruch 10 Kwietnia

www.ruch10kwietnia.org

Ruch 10 Kwietnia powstał w kręgu organizacji społecznych, które pragną uczcić pamięć ofiar tragedii smoleńskiej i wyrażają zaniepokojenie biernością polskich władz w wyjaśnianiu okoliczności katastrofy.
z
ziew
ujada? bo logiki w tym nie ma, co wypisuje.
ż
żałosne
a tys skąd się urwał? Jakie oskarżenie? Nie mamy w Polsce dokumentów, dowodów - samolot, skrzynki, wyniki sekcji - POLSKA NIE MA NIC.

Zeby postawić kogoś w stan oskarżenia, trzeba miec dowody - DOWODÓW NIE MA - o tym zdecydował TUSK - mówi o tym i Edmund Klich, i Parulski - takie podpisał umowy z Rosją
T
Tatko
rodzi agresję.
G
GAMA
Niszczenie wraku, zagrabienie dokumentów, telefonów itd. ma coś wspólnego z logiką? Pewnie dla debili!
k
kula
powinno wskazywać na motywy działania. Tych, zdaje się nie umiesz sformułować albo boisz się ośmieszyć.
Dodaj ogłoszenie