Strateg w stajni Augiasza. Jak ustawia klocki minister Michał Boni

Barbara Dziedzic
Przed objęciem ministerstwa Michał Boni stał na czele grupy młodych doradców premiera
Przed objęciem ministerstwa Michał Boni stał na czele grupy młodych doradców premiera Bartek Syta/Polskapresse
Udostępnij:
Naczelny strateg premiera zabrał się do czyszczenia administracji. Co przeszkadza w organizacji pracy nowego resortu i na czym polega syndrom ugryzionego dziecka - analizuje Barbara Dziedzic.

W środę szef Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji mógł mieć nadzieję, że coraz bliżej usankcjonowania jest jedna z podstawowych ministerialnych zawiłości - brak przepisów opisujących działanie resortu. Właśnie wtedy odbyło się drugie czytanie projektu ustawy o działach, która dzieli Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji na MAC i MSW. Rozbicie "molocha", jak pieszczotliwie bywa nazywane MSWiA, budzi jednak sprzeciw klubów poselskich i sprawia, że po raz kolejny resort Boniego jest ostro krytykowany nie tylko przez opozycję.

Zgodnie z projektem dotyczącym podziału MSWiA wojewoda ma odpowiadać za przeciwdziałanie klęskom żywiołowym i usuwanie ich skutków. Podlega Boniemu. Jednak służby, które wkraczają do akcji, jeśli minister nie da rady powstrzymać żywiołu, to już podwładni ministra spraw wewnętrznych Jacka Cichockiego. Posłowie obawiali się, że w związku z takim zapętleniem obowiązków proces decyzyjny jest utrudniony, a nawet zagraża bezpieczeństwu obywateli. - Premier Donald Tusk zachował się jak rozkapryszony berbeć i poprzestawiał klocki dowolnie, wbrew wszelkiej logice - skrytykował Ludwik Dorn. Jego zdaniem projekt jest tak zły, że nie ma sensu zgłaszanie do poprawek, trzeba odrzucić go w całości. Będą się tego domagały także kluby PiS i Solidarnej Polski podczas trzeciego czytania.

Minister Boni raczej nie musi się jednak obawiać o wynik głosowania, ponieważ pozostałe kluby zamierzają poprzeć projekt. Szef MAC wydaje się zresztą niewzruszony i ze spokojem przekonywał o dobrej współpracy służb i organów administracji rządowej oraz samorządowej przy usuwaniu skutków niedawnych gwałtownych burz czy sprawnej organizacji Euro 2012. Opanowany jak zawsze, a teraz chyba dodatkowo coraz bardziej odporny na krytykę.

Przeprowadzka na swoje

Boni to wciąż pierwszy strażak gaszący pożary. Problematyka ministerstwa go pochłania, choć być może wolałby zajmować się planowaniem

Od kiedy Michał Boni zamienił przewodnictwo piętnastoosobowemu zespołowi doradców premiera na własny resort, regularnie staje w ogniu krytyki. Tak jak ostatnio, kiedy chciał zmienić ustawę o zbiórkach publicznych, a o mały włos nie oddał ich przypadkowo do dyspozycji urzędników. Po burzy, którą wywołały w kręgach przedstawicieli organizacji społecznych plany poprawek, Boni przyznał, że ustawa wymaga kompleksowych zmian. - Miał dobre intencje, a wielkością człowieka jest to, że potrafi przyznać się do błędu - staje w obronie ministra poseł PO Waldy Dzikowski.

Minister tłumaczył, że głównym problemem jest niedopasowanie ustawy do dzisiejszej rzeczywistości. To właśnie oderwanie administracji od nowoczesnych rozwiązań - zdaniem ekspertów tej branży - jest dziś głównym problemem ministerstwa. - Administracja ma problemy od wielu lat, ponieważ rozwiązania informatyczne zawsze próbowano wdrożyć na XIX-wieczny papier, opierając się na modelu, w którym urzędnik musi mieć każdą informację u siebie w szafie - mówi Tomasz Kulisiewicz, ekspert w zakresie rynku informatyki i telekomunikacji. I tłumaczy, że w nowoczesnej administracji decyzje są podejmowane na podstawie informacji, a nie ich nośnika. - Najważniejszym zadaniem dla całej polskiej administracji, a przede wszystkim dla ministerstwa, jest przebudowa zarówno systemu informatycznego, jak i polskiej mentalności w ogóle - zaznacza. I nie ma wątpliwości, że Michał Boni jest jedynym kandydatem, aby tym problemom stawić czoła. - Nie tylko ja, ale wielu kolegów ze środowiska nie widzi innego kandydata - zapewnia.

Raczej zalety niż wady

Jak Boni odnajduje się w roli szefa resortu? Tadeusz Cymański: - Myślę, że odnalazł się w powierzonej mu roli. Ma ograniczone możliwości, ale należy docenić jego społeczne zaangażowanie. Joachim Brudziński: - Nie przeceniałbym jego zalet, oczywiście dostrzegając je, zwłaszcza na tle wydmuszek ekipy Donalda Tuska. Jakub Wojnarowski: - Problematyka ministerstwa go pochłania, między innymi dlatego, że cyfryzacja jest wyzwaniem długofalowym.

Budowanie struktur ministerstwa od podstaw przyczynia się do utrwalenia łatki pracoholika czy, jak kto woli, tytana pracy. Jednak byli współpracownicy zdradzają, że pomimo nawału zajęć i obowiązkowości, która każe Boniemu spędzać w pracy długie godziny, minister próbuje szukać balansu między obowiązkami a życiem prywatnym. - Lubił wyjeżdżać na Mazury. Całkowicie się tam wyciszał - wspomina jeden z nich. Skołatane nerwy minister łagodzi także muzyką klasyczną.

Ciągle z gaśnicą

Minister Boni to wciąż pierwszy strażak gaszący pożary - uważa Joachim Brudziński z PiS. Takim pożarem była m.in. sprawa regulacji ACTA, która zaszkodziła wizerunkowo rządowi. - To najbardziej uciążliwe szkody, bo dla premiera nic nie jest tak ważne jak wizerunek - ocenia Brudziński. Przy umowie handlowej dotyczącej zwalczania obrotu towarami podrobionymi Michał Boni walczył na pierwszym froncie. Była to zresztą jedna z większych wpadek, jaką zaliczył ostatnio minister. Brak konsultacji społecznych, który rozwścieczył internautów, był - jak to sam określił - lekcją pokory dla rządu. Okazało się też, że groźbę wybuchu gniewu młodej generacji z powodu internetu Boni przewidział wcześniej w raporcie "Młodzi 2011".

A współpraca z nimi to właśnie konik ministra. - Lubi się otaczać młodymi ludźmi. Myślę, że Michał Boni tworzy aurę człowieka nowoczesnego, dlatego też lgną do niego ludzie o takim profilu - twierdzi Jakub Wojnarowski, były współpracownik ministra z czasów doradzania premierowi. Zgadza się także z opinią, że Boni ma rękę do współpracowników. - To z pewnością między innymi kwestia politycznego wyczucia, które zdobywał przez wiele lat - zastanawia się były współpracownik.

Ostatnio polityczna kariera Boniego krążyła wokół spraw pracowniczych i polityki społecznej. Był wymieniany jako kandydat na ministra pracy po wygranych przez PO wyborach w 2007 r. Wówczas w październiku przyznał się do podpisania deklaracji współpracy z SB. Jak tłumaczył, podpisał ją w 1985 r. pod wpływem szantażu. Ostatecznie został szefem doradców premiera, a później ministrem bez teki w rządzie Tuska.

Choć po wygranych przez PO wyborach w 2007 r. szefem Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej ostatecznie nie został, trzymał rękę na pulsie. Do historii przeszedł jego pojedynek z minister Jolantą Fedak o zmiany w systemie OFE. Po tym jak jego projekt nie przeszedł, media donosiły, że Boni miał powiedzieć swoim współpracownikom, iż nie będzie robił z siebie głupka, i odmówił uczestniczenia w konferencji prasowej z premierem. Wcześniej przez wiele tygodni jak lew bronił swojej wersji reformy emerytalnej, zgodnie z którą składki do OFE miały wzrosnąć do 5 proc. po 2018 r. Tymczasem premier Tusk wybrał wersję zaproponowaną przez ministra finansów Jacka Rostowskiego i minister pracy Jolantę Fedak. Boni chodził wściekły, nie chciał iść na debatę ani do prezydenta, ani do Sejmu, ale w końcu przekonał go premier Tusk. Mały rycerz, jak o nim mówią polityczni sympatycy, przełknął jakoś tę porażkę i wrócił do swojego gabinetu.

Syndrom ugryzionego dziecka

Chaos i brak wymiernych sukcesów to najczęstsze zarzuty pod adresem resortu. Media ogłosiły nawet jego rychłą śmierć, właśnie ze względu na problemy z regulacjami prawnymi przy oddzieleniu resortu od MSWiA, jednak Michał Boni kategorycznie zaprzeczył takim spekulacjom. Koledzy z PO usprawiedliwiają, że MAC istnieje zbyt krótko, aby funkcjonować poprawnie, a wyklarowanie podziału obowiązków między ministrów Cichockiego i Boniego wymaga czasu.

Zresztą - zdaniem ekspertów - upadek MAC to czarna wizja. - W ostatnim dwudziestoleciu brakowało koncepcji nie tylko, w jaki sposób rozwijać branżę telekomunikacyjną, ale przede wszystkim, jak jej w tym rozwoju nie przeszkadzać - twierdzi Tomasz Kulisiewicz. Jego zdaniem w ciągu dwóch ostatnich dekad w tej branży dominował syndrom ugryzionego dziecka - problemy rozwiązywano krótkodystansowo. A w cyfryzacji potrzebne są długofalowe plany, od których, jak doskonale wiadomo, specem jest Boni. I to właśnie w roli stratega najchętniej widzą go politycy, współpracownicy i eksperci.

Jako doradca premiera, minister zdołał stworzyć m.in. rządowy program "50 plus" na rzecz zatrudnienia osób powyżej 50. roku życia i strategię "Polska 2030", w której po raz pierwszy pojawił się pomysł podniesienia wieku emerytalnego. Raport "Państwo 2.0 - Nowy start dla e-administracji" napisał już jako minister MAC.

Z ostatniego raportu wyłonił się mało optymistyczny obraz. - To stracona dekada dla informatyzacji państwa. Gdy kilka miesięcy temu zapowiadałem stworzenie raportu otwarcia, przyrównałem sytuację do stajni Augiasza. Dziś, oddając gotowy raport z tego przeglądu, muszę stwierdzić, że nie doceniłem skali problemu - bił się w piersi autor. Jest w nim mowa m.in. o tym, że do 2020 r. ma powstać spójny system informacyjny państwa. Specjaliści nie wykluczają, że człowiek do zadań specjalnych ma szansę zdążyć. Bo jeśli nie on, to kto?

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marcinescu
"Naczelny strateg premiera zabrał się do czyszczenia administracji" chyba ze złogów pisowsko-białoruskich?
Przy milionowej armi zatrudnionej na każdym szczeblu administracji ten tekst to pierwszej wody propaganda.

NO i ten pomysł dzielimy coś żeby lepiej współpracowało buhah buhaha
z
zmienicie mode
Zdejmicie te czerwone krawatki zemepowskie aby was na tych krawatkach nie powiesili Poza tym skonczcie z pseudo reformowaniem panstwa bo to nie dla was wy tylko z PO poraficie zalatwiac kase
G
Gość
PODATEK KATASTRALNY JUŻ WPROWADZONO !!!!!!!!!!!
POLACY OTRZYMUJĄ WEZWANIA DO ZAPŁATY ZA POSIADANE NIERUCHOMOSCI
O 1000 % WYŻSZE NIŻ Z PRZED ROKU !!!!

Redakcja Wirtualnej Polski otrzymała od czytelnika mieszkającego w Aleksandrowie Łódzkim niepokojący list. Wynika z niego, że tamtejszy Urząd Gminy nalicza podatki uzależniające ich wysokość od wartości nieruchomości (na tym właśnie polega podatek katastralny – przyp. red.). Postanowiliśmy przyjrzeć się sprawie i sprawdzić, czy w Polsce wprowadzany jest kuchennymi drzwiami, nie poprzez administrację centralną, ale jednostki samorządu terytorialnego.

“Mój syn dostał pismo z Urzędu Gminy w Aleksandrowie Łódzkim o naliczeniu podatku od działki w dzierżawie wieczystej. Naliczona opłata wyniosła 1 proc. wartości nieruchomości, a jej wzrost to aż 1000 proc.!” – napisał zaniepokojony mieszkaniec Aleksandrowa Łódzkiego.

Jego zdaniem – nawet jeśli nie jest to podatek katastralny w najczystszej postaci – to przynajmniej zapowiedź tego, co planuje rząd. Uważa, że Rada Gminy, w której większość stanowią przedstawiciele Platformy Obywatelskiej wiedzą, w jakim kierunku ma iść polityka rządu. Jednocześnie sugeruje, że gminy otrzymały przyzwolenie na takie posunięcia.
wp.pl
Dodaj ogłoszenie