Straceńcze ataki, barbarzyński nalot, gwałty... Czarna legenda bitwy pod Monte Cassino [ZDJĘCIA]

Witold Głowacki
Ruiny klasztoru na Monte Cassino Wikipedia Commons
Nawet ten ostatni - zwycięski - atak był źle przygotowany. Polacy atakowali frontalnie po zaminowanym, otwartym terenie, pod ogniem doskonale wstrzelanych Niemców. To była rzeź.

Ta bitwa jest do dziś heroiczną legendą. Tyle że wyłącznie w Polsce. Bo wszędzie indziej legenda Monte Cassino jest zdecydowanie czarna. Ta bitwa przeszła do historii jako potworna rzeź, przedzielona i zakończona aktami barbarzyństwa, których dopuścili się - niestety - alianci. Choć akurat Polacy nie mają sobie nic do zarzucenia, Brytyjczycy i Amerykanie do dziś wstydzą się za absurdalny nalot bombowy na jeden z najcenniejszych zabytków świata. Francuzi - za 5-6 tys. (!) osób zgwałconych tuż po bitwie w rejonie Monte Cassino przez marokańskich żołnierzy (tzw. goumierów) służących pod francuskim sztandarem. A wszystkie alianckie narody mają mieszane uczucia na myśl o liczbie ofiar, którą okupione było zdobycie wzgórza - alianci stracili tam ponad 50 tys. żołnierzy.

Mija 70 lat od prawie półrocznego boju pod Monte Cassino. To tamtędy przebiegał najważniejszy odcinek linii Gustawa - potężnego pasa umocnień budowanego przez Niemców od momentu alianckiej inwazji na Sycylię. Linia Gustawa miała zatrzymać ofensywę sprzymierzonych, blokując drogę na Rzym i na północ Włoch. Do budowy fortyfikacji wybrano z oczywistych przyczyn najwęższy pas Półwyspu Apenińskiego. Linia Gustawa została obsadzona przez Niemców doborowymi jednostkami - rejonu Monte Cassino miały bronić m.in. dwie elitarne dywizje spadochroniarzy.

Nie przypadkiem to okolice Monte Cassino były kluczowym rejonem linii Gustawa. Położone przy pamiętającej czasy rzymskie drodze z Neapolu do stolicy wzgórze było miejscem bitew już w czasach starożytnych. Także dlatego od VI w. n.e. mieścił się tam wspaniały, obronny klasztor benedyktynów, który szybko stał się jedną z ważniejszych twierdz Półwyspu Apenińskiego.

Klasztor był tak ważnym, bezcennym wręcz zabytkiem, że w 1943 r., podczas budowy linii Gustawa uszanowali go nawet Niemcy. Mimo że położony był w miejscu niezwykle dogodnym do obrony, nie ufortyfikowano go ani nie obsadzono - specjalny rozkaz wydał w tej sprawie niemiecki feldmarszałek Kesselring, o którym poinformowane zostały i Watykan, i dowództwo alianckie.

Bitwa trwała pięć miesięcy. Zaczęła się 17 stycznia od udanej akcji brytyjskich komandosów, którzy zajęli jedno ze wzgórz. Skończyła - dopiero 18 maja, po czwartym z kolei wielkim szturmie na Monte Cassino. Dzień końca bitwy był świętem dla polskich żołnierzy z II Korpusu Władysława Andersa, bo to oni zajęli ruiny klasztoru. Był też piekłem dla miejscowej ludności. Upojeni zwycięstwem marokańscy goumierzy służący w armii francuskiej ruszyli do okolicznych wsi i miasteczek. Gwałcili wszystkich - oprócz kobiet także dzieci i mężczyzn. Ofiarą tego sposobu "świętowania", z którego słynęli goumierzy (przyćmiewając nawet wyczyny Armii Czerwonej), padło wtedy od 5 do 7 tys. osób.

Cała bitwa zaczęła się bardzo źle dla aliantów. Wzgórza wokół Monte Cassino próbowała z marszu zdobyć amerykańska 36. dywizja. Została całkowicie rozbita. Do walki kierowano kolejne wielkie jednostki. Ostatecznie alianckie straty pierwszego natarcia wyniosły... pięć dywizji.

Właśnie na ich skutek zapadła jedna z najgłupszych decyzji w historii II wojny światowej - ta o zbombardowaniu klasztoru na Monte Cassino. Dziś jest całkowicie pewne, że Niemcy rzeczywiście nie wysłali tam ani jednego żołnierza. Jednak alianci podejrzewali, że w klasztorze zainstalowano niemieckich obserwatorów i łącznościowców. A prości żołnierze twierdzili, że widzą stamtąd błyski soczewek lunet karabinów snajperskich. Poskutkowało to nawet artykułem w "The Times" - gazeta podała, że Niemcy zamienili klasztor w zaminowaną twierdzę.
W końcu alianckie dowództwo lądowe zażądało bombardowania klasztoru. Poproszono o precyzyjne uderzenie 20-30 samolotami, za pomocą dwutonowych bomb, które zrównałyby klasztor z ziemią. Ale dowództwo lotnictwa postanowiło wprowadzić pewne korekty do tego zamówienia. I przeprowadzić pokazowe uderzenie. Ostatecznie nad klasztorem pojawiło się… 256 bombowców, w tym olbrzymie B-17. Do tego monstrualnego nalotu użyto bomb o wadze 250 kg oraz zapalających - nie były one w stanie całkowicie zburzyć potężnych murów klasztoru. Zamieniły go natomiast w ogromne rumowisko - wprost idealne do obrony. Nalot został przeprowadzony dość chaotycznie - zamiast pokazu precyzyjnego trafiania w cel odbyła się jatka - także wojsk alianckich. Bomby zostały omyłkowo zrzucone nawet na własne obiekty oddalone o 20 km od klasztoru! W tym na kwaterę dowodzenia armii francuskiej i kilka pomniejszych punktów dowodzenia oraz kierowania ogniem.

Tuż po nalocie miał nastąpić kolejny szturm alianckiej piechoty. Ale "niespodzianka" sprawiona przez lotnictwo sprawiła, że w alianckich szeregach wybuchła panika - chmary bombowców na niebie były brane za niemieckie kontruderzenie, część oddziałów rozpoczęła natychmiastowy odwrót.

Ruiny klasztoru - wielki, "naturalny" system bunkrów z ogromnymi ścianami i labiryntem podziemnych korytarzy - zostały natychmiast obsadzone przez Niemców, którzy stamtąd zmasakrowali kolejne alianckie natarcie. Podobnie rzecz miała się z trzecim - najbardziej krwawym dla aliantów - szturmem rozpoczętym 15 marca. Tym razem przez prawie cztery godziny bombardowano miasteczko Cassino, a następnie przez 11 dni wykrwawiały się kolejne fale natarcia Nowozelandczyków, Hindusów i Brytyjczyków.

Czwarte - zwycięskie - natarcie rozpoczęło się 11 maja. Do walki ruszyli Polacy, którzy atakowali po odkrytym, zaminowanym terenie pod ogniem karabinów maszynowych. Pierwszy atak załamał się po dobie. Podobnie rzecz miała się z drugim. Dopiero 18 maja Niemcy opuścili w końcu zrujnowany klasztor. Polacy okupili atak na Monte Cassino potwornymi stratami. Zginęło 923 żołnierzy II korpusu, 345 uznano za zaginionych (kilkudziesięciu mogło zdezerterować, reszta z pewnością poległa). Aż 2930 polskich żołnierzy zostało rannych.

Ale to i tak nic w obliczu skali łącznych alianckich strat. Pod Monte Cassino poległo co najmniej 40 tys. żołnierzy wojsk sprzymierzonych. Niektóre szacunki mówią zaś nawet o 100 tys. zabitych.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
spokojny

to niemożliwe żeby bohaterscy żołnierze kogoś "gwałcili".
Wiem też, że bohaterowie w ogóle nie myślą o seksie
i dlatego na pewno też film "Kamienie na szaniec" jest
nieprawdziwy.

G
Gość

bitwy pod Monte Cassino, to kolejna woda na młyn dla poniemieckich bękartów
z hodowli Lebensborn (patrz niżej). 

G
Gość

otrzymuje nowe znaczenie!

Nie bez powodu armia niemiecka jest uwazana za najlepsza armie wszech czasow.

Pomijajac zbrodnie, ktorych dopusciliy sie wszystkie strony, nalezy przed tymi zolnierzami zasalutowac!

Chrisraf

G
Gość

JAK SIĘ DOWIEDZIELI ZE Z ŚLASKA--BOROK --TO GO TAK DŁUGO KOPALI AŻ PODPISOŁ ŻE PÓJDZIE DO ANDERSA -A JAK NIE ,TO GO ZAKOPALI ----TO MI GODOL JEDYN FACET W 1985 W BYTOMIU, W SZPITALU -ŁON MIOŁ JUZ W TEDY 72 Lata

Dodaj ogłoszenie