Steven Gerrard, miłość, ból i poświęcenie. Los zaprowadził go na Łazienkowską

Michał Skiba
Michał Skiba
Zaktualizowano 
Bartek Syta Barteksyta.Pl
Wielki piłkarz, obiecujący trener. Legenda Liverpoolu, zbierająca trenerskie szlify w Glasgow. Steven Gerrard ma poprowadzić Rangers F.C. do Ligi Europy, a przeszkodzić mu w tym może Legia Warszawa. Mecz w czwartek o godz. 20.

Wiele lat temu Sir Alex Ferguson mówił, że jego podstawowym celem jest „zepchnięcie Liverpoolu z jego piep***nej grzędy”. Ówczesny, a obecnie legendarny, menedżer Manchesteru United miał za zadanie zdetronizować głośnych sąsiadów z miasta Beatlesów. Wiele lat w barwach LFC grał Steven Gerrard, w Polsce był dwa razy, a teraz przyleci do Warszawy jako menedżer Rangers. Jego rola w Glasgow jest podobna do idei Fergusona - zepchnąć z tronu Celtic i przypomnieć się Europie. Jedną z przeszkód „Steviego G” są wicemistrzowie Polski. Prawdopodobnie nie żaden z legionistów ani zawodników Rangers, tylko on - już nie w korkach, a pod krawatem - będzie największą gwiazdą dwumeczu 4. rundy Ligi Europy.

- Siedziałem z tyłu samochodu i czułem, że łzy spływają mi po twarzy. Nie płakałem od lat, ale w tym momencie, w drodze do domu, nie mogłem się powstrzymać. Łzy ciągle napływały mi do oczu podczas tego słonecznego wieczoru w Liverpoolu. Nie pamiętam, ile trwała podróż. W środku coś mnie dobijało - tak Steven Gerrard opisywał w swojej biografii feralny mecz z Chelsea z kwietnia 2014 roku. Anglik popełnił wtedy błąd, który przyczynił się do porażki LFC. Lokomotywa o nazwie „The Reds”, która kroczyła po mistrzostwo Anglii i zaliczyła 15 spotkań z rzędu bez porażki (notując również rekord 11 wygranych z rzędu), kompletnie się wykoleiła.

Mówi się, że tamtego dnia, 27 kwietnia 2014 roku „SteveG” wpadł jedną wielką czarną dziurę, z której już - piłkarsko - się nie wygrzebał. Na Anfield spędził jeszcze następny sezon, ale nie był sobą. W grudniu 2015 roku ogłosił, że nowej umowy z klubem nie będzie. Rękę wyciągnęli do niego Amerykanie z Los Angeles Galaxy. W „Mieście Aniołów” Gerrard nie błyszczał. Bardziej korzystał z uroków plaży czy wartej 10 milionów funtów posiadłości. Często wracał do Liverpoolu, by leczyć kolejne urazy.

- Te bóle po meczach zaczęły być regularne jak nigdy. Przestałem się już tak szybko regenerować. To zaczęło być frustrujące. To nie był jeden moment, to już był okres, w którym myślałem o zakończeniu kariery. W ostatnich 3-4 miesiącach miałem sporo urazów. Przez ostatnie pół roku miałem takie momenty, że mówiłem sobie, że nie zagrałem za dobrze albo, że jakiś inny gość był lepszy ode mnie. Strasznie tego nie lubiłem - tak powiedział Gerrard w wywiadzie, którego udzielił Garemu Linekerowi, tuż po zakończeniu kariery. - Chciał bardzo pokazać, że Gerrard to nie tylko miłość do Liverpoolu, ale również ból i poświęcenie. Steven bardzo chciał pokazać, że to, że być legendą to jedno, ale ile on musiał poświęcić zdrowia, nerwów to drugie - mówił o nim Jerzy Dudek, który dzielił z Gerrardem szatnię LFC przez sześć sezonów.

- Mogę udzielać się w telewizji, chciałbym też znaleźć się kiedyś w sztabie szkoleniowym Liverpoolu. Na razie chcę zrobić wszystko, by dobrze wypadać przed kamerą - powiedział Gerrard, który po karierze pracował chwilę w BT Sports, drugim po „Sky” nadawcy Premier League w Anglii. Po chwili jednak dodał, że zawsze będzie chciał być w piłkarskiej szatni i coś w niej znaczyć.

Już wtedy krążył myślami wokół trenerskiej przygody. Jako piłkarz miał się od kogo uczyć. Rafael Benitez, Roy Hodgson, Brendan Rodgers czy Gerard Houllier, Sven Goran Erikson, Fabio Capello - z nimi Gerrard pracował. Juergen Klopp od zawsze mówi, że nikt na Anfield nie zostanie goręcej przyjęty od Gerrarda. Bo był gwiazdą futbolu w trochę starym stylu. Człowiekiem ginącego już gatunku piłkarzy oddanych jednemu klubowi. - Może nie zwraca na siebie uwagi jak Leo Messi czy Cristiano Ronaldo, ale potrafi świetnie podawać, atakować i strzelać, a co najważniejsze, dzięki niemu inni grali lepiej. Z tym się rodzisz - mówił kiedyś Zinedine Zidane, kiedyś genialny francuski piłkarz, teraz trener Realu Madryt.

W sezonie 2017/2018 trenował drużyny Liverpoolu U-18 oraz U-19. Pod swoją opieką miał również Kamila Grabarę, o którym mówił, że to „bramkarz na światowym poziomie”. W akademii Liverpoolu miał pracować do - co najmniej - 2022 roku, ale w maju 2018 dostał propozycję nie do odrzucenia. Pierwszy raz przejął stery seniorskiego klubu. Glasgow i zespół Rangers F.C. mają być przystankiem, pewnie w drodze po schedę po Juergenie Kloppie na Anfield. „Gerro” na pewno patrzy z zazdrością na Franka Lamparda, który został menedżerem Chelsea.

Na Ibrox Park Gerrard tworzy się ciekawy zespół. Taki, który z łatwością wyrzucił z Ligi Europy całkiem dobrą ekipę Midtjylland. Rangers po siedmiu latach mogą wrócić do Europy, los zechciał, że tak ważna dla Gerrarda rywalizacja odbędzie się na Łazienkowskiej 3 w Warszawie. - Szanse oceniam pół na pół - ocenia „StevieG”.

polecane: FLESZ: Decydujące mecze kadry w eliminacjach Euro 2020

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie