18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Stasiuk: Niemiec nie jest bratem Polaka. Niech on będzie przewidywalnym sąsiadem

RedakcjaZaktualizowano 
Andrzej Stasiuk
Andrzej Stasiuk FOT. WOJCIECH MATUSIK / POLSKAPRESSE GAZETA KRAKOWSKA
- Nie widzę potrzeby, żeby tak od razu wpadać w łapy Niemców. Nie wystarczy, że będziemy dla siebie dobrymi sąsiadami? - pyta Andrzej Stasiuk w rozmowie z Agatonem Kozińskim i Mariuszem Grabowskim.

Na swojej stronie internetowej napisał Pan, że Pana największym osiągnięciem była przeprowadzka w Beskidy. "Stasiuk zostawia szare ulice miast i przenosi się do pięknej wsi, jej walorów oraz uroków". Naprawdę tak Pan uważa?
Ja nie mogę brać odpowiedzialności za to, co się pojawia w internecie. Nie mam, jak to panowie ujmują, swojej strony internetowej.

Domena Stasiuk.pl sugeruje coś innego.
O jej istnieniu dowiedziałem się teraz od panów. Ktoś ją po prostu założył.

Po prostu widać, że sławny pisarz Andrzej Stasiuk ma wielu fanów.
W internecie można wszystko, poza kontekstem, wyjęte, wyrwane, przeinaczone itd. No i to jest już śmiertelnie nudne, to poszukiwanie czegoś na kształt skandalu, że na wsi, że nie w mieście. Albo na odwrót. Ludzie wybierają sobie miejsca do życia. Wieś, miasto, coca-cola, pepsi-cola. Całkowicie sztuczny problem. Czasami można podejrzewać, że to jest coś w rodzaju mojego zawodu, to mieszkanie na wsi. I wywołuje we mnie już tylko zniecierpliwienie.

Czy po to, aby zmierzyć się z polskością, trzeba stąd wyjechać? Pan w "Dzienniku pisanym później" tak właśnie uczynił.
Nie trzeba. Na przykład niektórzy politycy nigdzie nie wyjeżdżają, a się z polskością strasznie mierzą. W "Dzienniku" to raczej zabieg stylistyczny, taka perspektywa podróży, przemieszczania się, umykającego krajobrazu. Polska robi się dla mnie ciekawsza z pewnego oddalenia. Dobrze sobie na nią spojrzeć z perspektywy na przykład Syberii. To przywraca proporcje. Ale nawet oglądana ze Słowacji nasza ojczyzna nabiera nieznanych powabów. Okazuje się, że można z niej wyjechać. Ot tak, dwadzieścia minut jazdy autem i już nie Polska. Takie proste. Polska znika, chociaż wydaje się to nieprawdopodobne. Raptem znajdujesz się między ludźmi, których Polska kompletnie nie obchodzi, wśród ludzi, którym Polska niemal zwisa. To jest bardzo higieniczne doświadczenie i ja to bardzo polecam.

Komu?
Po prostu "polecam", ogólnie. To wynika z tekstu.

Paradoksalnie o Polsce jest też "Dojczland", owoc Pańskich wypraw za Odrę.
Wszystkie moje książki są o Polsce. Bez wyjątku. O dziwności, o niesamowitości bycia Polakiem. Nigdy nie chciałem być nikim innym, nigdy nie chciałem żyć gdzie indziej. I to mi się chyba z wiekiem nasila. Coraz bardziej lubię ten kraj razem ze wszystkim, co zawiera. Jadę do Luksemburga i mówię Luksemburczykom: żałujcie, że nie jesteście Polakami, i oni trochę zaczynają żałować. Tydzień temu mówiłem to Niemcom w Berlinie i czułem że już-już budzi się w nich coś w rodzaju zazdrości. Tak było. W Akademie der Künste przy Pariser Platz 4.

Aż nam trudno uwierzyć, że Luksemburczycy, ostatecznie najbogatsza nacja Europy, czegoś nam zazdroszczą. Czym Pan ich przekonuje, jakich argumentów używa?
Raczej nie. To jest tutaj lekki, autoironiczny i to widać. Lekka kpina z siebie i z obywateli Luxa.

Niemcy wraz z Francją próbują reformować Unię Europejską i w ich pomysłach widać próby ponownego podziału Europy wzdłuż granicy na Odrze. Czy rzeczywiście tej granicy nie da się zatrzeć? Bo były takie nadzieje w 2004 roku, kiedy wchodziliśmy do Unii.
Pytanie według mnie powinno brzmieć raczej: Czy w ogóle trzeba je zacierać? Po co? Tylko dlatego, żeby upodobnić się do Zachodu? Bo przecież w drugą stronę to raczej nie działa, prawda? No więc niech ta granica w jakimś sensie trwa. Zwłaszcza że fizycznie dość łatwo ją dzisiaj pokonać. Więc niech trwa w sferze idei, bo ona bardzo wyraziście określa naszą tożsamość. My naprawdę jesteśmy inni. Miłosz w napisanym w 2001 roku wstępie do swojej "Rodzinnej Europy" mówi wręcz coś takiego: "Bo właściwie oni nas nie chcą. Przychodzimy z krajów, które gdyby nie istniały, to i tak świat dalej toczyłby się swoją koleją".

Czytaj także:
* John Le Carré: Szpiegostwo było moim pierwszym zawodem
* Nagrody Ministra Kultury wręczone. Wśród laureatów m.in. Nosowska, Chyra i Stasiuk
* Pérez-Reverte i zaproszenie do Kadyksu

Przerysowuje?
Tak, on tutaj celowo przerysowuje, ale jest w tym też sporo racji. Ja natomiast nigdy nie miałem potrzeby "westernizacji" czy "europeizacji", ponieważ jestem dobrze zakorzeniony w swoim świecie. I to jest świat mojej pamięci, mojej wyobraźni, mojej miłości, zmysłów, doświadczeń, a Europa czy jej brak to tylko mały fragment tej mojej tożsamości. Więcej: ja wysoce sobie cenię naszą odmienność z tą szaloną historią, z piekielnym XX wiekiem, z tymi diabelskimi społecznymi eksperymentami. To wszystko, co mamy zapisane w podręcznikach historii. Skoro już to się wydarzyło, to trzeba korzystać z tego doświadczenia w jakiś sposób. To jest moja duchowa ojczyzna razem z Auschwitz i Kołymą. Siłą rzeczy Wielkie Księstwo Luksemburga należy do tej ojczyzny w znacznie mniejszym stopniu. Im się z tym prędzej pogodzimy, tym będzie nam lepiej.

W "Dojczlandzie" powtarza Pan stare powiedzenie: "jak świat światem, nie będzie Niemiec Polakowi bratem". Czy różnic między Polską a Niemcami nie ma szans rozpuścić w europejskim żywiole?
No a po co właściwie Niemiec ma nam być bratem? Niech on będzie przyzwoitym, przewidywalnym sąsiadem. To w zupełności wystarczy. Poza tym te różnice są niezbędne, niezbywalne i stanowią fenomen na skalę wszechświatową: proszę taki skraweczek lądu, cypelek na końcu wielkiego cielska Eurazji i tyle języków, tyle narodów, tyle granic, znaczków pocztowych. Wiedzą panowie, mnie najbardziej było żal, że znikają waluty narodowe. Piękno banknotów, uroda na przykład słoweńskich tolarów, a zamiast tego ta nuda i rozpaczliwy smętek banknotów euro. No i niewykluczone, że jeszcze wyjdzie na moje i piękno zwycięży...

Z tego, co Pan mówi, wynika, że podziela Pan opinię o tym, że ostatnie zmiany w Unii zagrażają suwerenności Polski.
Drodzy panowie, jedynym prawdziwie suwerennym krajem w Europie była Albania, a było to pod koniec lat siedemdziesiątych: zerwała stosunki z ostatnim sojusznikiem, jakiego jeszcze miała, czyli z Chinami, następnie zbudowała 600 tysięcy bunkrów i niejako w całości do nich zeszła. Na zboczach gór Albańczycy układali z kamieni wielkie napisy wygrażające wszechświatowemu wrogowi. Tak wyglądała ta ich suwerenność. W dzisiejszych czasach nie ma już suwerenności. Wszystko jest powiązane siecią zależności, interesów, układów, wpływów, sojuszy, umów. Żeby coś uzyskać, najczęściej musimy z czegoś zrezygnować. Coś za coś, bo inaczej będziemy mieli małą, bohaterską Albanię czasów Envera. To skądinąd bardzo ciekawa idea, takie zejście do bunkra i układanie z kamyków na przykład "euro macht frei". Bardzo malownicza.

Od lat objeżdża Pan prowincjonalną Europę. Czy zgadza się Pan z tezą Karla-Markusa Gaussa, że tylko z peryferii imperium Habsburgów widać dobrze nasz świat?
A co niby znaczy ta "prowincjonalna Europa"? Co to w ogóle dzisiaj jest ta mityczna "prowincja"? W czasach mass mediów i totalnego glajszachtu popkultury. Ludzie siedzą na swoich kontynentach, przed swoimi telewizorami i mają taką samą wodę w mózgach. Co do Karla-Markusa, to nie wiem, jaki był kontekst tego, co mówił. Poza tym nigdy nie byłem wiernym poddanym Habsburgów. Tak się złożyło, że zamieszkałem w rzeczywistości posthabsburskiej. Na przykład mam tutaj wokół dziesiątki wojennych cmentarzy z 1914 i 1915 - pamiątki po bitwie gorlickiej - i lubię je odwiedzać, lubię czytać te wszystkie nazwiska żołnierzy, poddanych trzech cesarzy. I mogę wszystkich zapewnić, że to wyjątkowo kosmopolityczne towarzystwo.

Andrzej Stasiuk w roli strażnika pamięci?
Lubię pewną jednorodność architektoniczną, gdy się podróżuje, powiedzmy, między Przemyślem, Stanisławowem, Czerniowcami, Satu Mare a Koszycami. Bardzo piękne dekoracje. Ale przed rokiem w odstępie kilku miesięcy byłem też w Nowym Jorku i na mongolskim stepie i mogę zapewnić, że ze wszystkich tych miejsc dobrze się widzi nasz świat. Z każdego zupełnie inaczej. Bo na ten przykład w takim Ułan Bator istnienie Europy staje się dość enigmatyczne, niewyraźnie. Na tyle, że oni kiedyś musieli się wybrać konno i osobiście, by się przekonać o tym, że Europa jest.

Czytaj także:
* John Le Carré: Szpiegostwo było moim pierwszym zawodem
* Nagrody Ministra Kultury wręczone. Wśród laureatów m.in. Nosowska, Chyra i Stasiuk
* Pérez-Reverte i zaproszenie do Kadyksu

Wideo

polecane: Flesz: Koniec gorszego jedzenia - żywność w Polsce, jak na zachodzie.

Materiał oryginalny: Stasiuk: Niemiec nie jest bratem Polaka. Niech on będzie przewidywalnym sąsiadem - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 7

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
J
Jacek

Ależ Niemcy są jak najbardziej przewidywalni, tylko Polacy nie potrafią ich czytać. Przeciecz widać jak na dłoni, że dokonują kolejnego rozbioru Polski.

zgłoś
m
marcinescu

Niemcy nie sa naszym przeznaczeniem? Niepotrzebne Euro? Polacy wyjatkowi? Proba odnalezienia siebie w Historii?

Stasiuk, Stasiuk co wy tu wygadujecie daje wam ...hmm dwa tygodnie i widze wasza samokytyke
w Onecie, tvn, czy Wprost.

Ps
Czy on dalej chleje?

zgłoś
S
SAS

Tak, tak... Tylko, że wielu wielu Polaków ma niemieckie albo austriackie korzenie. Czy to znaczy, że mamy tych naszych Rodaków pilnie tropić i wyklinać?! A jak ktoś miał mamę Niemkę albo dziadka Austriaka to mamy się ich wstydzić?! Jak ktoś żyje w Beskidach, to takie sprawy powinien trochę lepiej rozumieć. Tu od wieków, w miarę zgodnie, żyli obok siebie Polacy, Łemkowie, Austriacy i Niemcy. Często zdarzały się małżeństwa mieszane.

zgłoś
I
Inkwizytor

co nie znaczy, ze tak musi byc do skonczenia swiata

zgłoś
p
polak

promocja grafomana

zgłoś
z
zen

Bo czy Brytyjczyk lubi Francuza i na odwort. Albo czy Niemcy lubia Wlochow? Nawet Szwajcarzy ni elubia Niemcow, a Finowie nie lubia Szwedow. Holendrzy mysla, ze Francuzi to sa jak Wlosi i Hiszpanie, prawie latynosi. Itd. ot cal glupia Europa.

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3