reklama

Starzejący się organizm jest jak miasto, w którym strajkują firmy sprzątające śmieci

Iwona Krzywda
Iwona Krzywda
Zaktualizowano 
Archiwum
Archiwum Andrzej Banas / Polska Press
O zespole kruchości u seniorów rozmawiamy z prof. dr hab. med. Tomaszem Grodzickim, kierownikiem Oddziału Klinicznego Chorób Wewnętrznych w krakowskim Szpitalu Uniwersyteckim.

Jak wiele wspólnego, Panie Profesorze, ma nasz wiek biologiczny z tym, co w metryce?
Trudno to oczywiście precyzyjnie oszacować. Oceniam jednak – może nieco optymistycznie – że wiek biologiczny jest tylko
w 70 proc. odzwierciedleniem tego kalendarzowego. Niewątpliwie metryka znajduje odbicie w naszym wyglądzie, sprawności, wydolności, jakości życia. Z pewnością wszyscy się starzejemy, nie u wszystkich ten proces przebiega jednak w takim samym tempie. Dlatego część z nas biologicznie jest znacznie młodsza niż podpowiada dowód osobisty. Rzecz jasna, działa to niestety również w drugą stronę i u niektórych organizm może być znacznie starszy, niż wskazywałby rok urodzenia.

Od czego w takim razie zależy to, jak szybko się starzejemy?
Na ten proces wpływ ma bardzo wiele różnych czynników. O tempie starzenia częściowo decydują geny i ma znaczenie, czy pochodzimy z rodziny długowiecznej, czy też nasi rodzice zmarli przedwcześnie z powodu chorób nowotworowych albo sercowo-naczyniowych. Drugim niezwykle istotnym czynnikiem jest to, gdzie i jak żyjemy. Coraz więcej mówi się np. o negatywnym wpływie zanieczyszczonego środowiska, kluczowe znaczenia ma również charakter naszej pracy oraz zasobność portfela czy też wykształcenie, które ją częściowo determinuje. Grubszy portfel pozwala na lepsze odżywianie, lepszy odpoczynek, mówiąc krótko – nieco łatwiejsze życie. Pewną rolę odgrywa również dostęp do opieki medycznej i nasze nawyki. Wybory w zakresie stylu życia, których dokonujemy w wieku 20, 30 czy 40 lat, determinują nie tylko długość życia, ale również jego jakość. Czynnikiem ryzyka przyspieszającym proces starzenia jest chociażby palenie tytoniu lub otyłość, czynnikiem „ochronnym” – aktywność fizyczna, zdrowe żywienie, unikanie otyłości, liczne kontakty społeczne.

Można umrzeć ze starości?
Bezpośrednią przyczyną śmierci najczęściej jest zapalenie płuc, epizod sercowo-naczyniowy czy choroba nowotworowa. Natomiast istnieje grupa osób dożywająca bardzo sędziwego wieku, 80-90 lat, u której rezerwy organizmu wyczerpują się do tego stopnia, że właściwie jakakolwiek nawet najdrobniejsza zmiana otoczenia, jakikolwiek znikomy negatywny bodziec może wywoływać kaskadę zdarzeń prowadzących do nieuchronnej śmierci. Przy braku mechanizmów obronnych organizmu śmiertelnym zagrożeniem staje się infekcja, którą w wieku średnim przechodzimy zupełnie niezauważenie. W pewnym momencie naszego życia, niestety, nawet bez wyraźnej choroby, przy prawidłowych wynikach badań, po prostu gaśniemy. „Umieramy ze starości” – myślę, że czasem można tak powiedzieć.

Co takiego dzieje się w organizmie człowieka, że prosta infekcja staje się śmiertelnie groźna?
To pytanie, na które medycyna i biologia ciągle szukają odpowiedzi. Wiąże się ono z pytaniem o to, co właściwie rozumiemy pod pojęciem starzenia się. Oczywiście ten proces zachodzi na wielu płaszczyznach. Biologiczne starzenie oznacza, że wydolność poszczególnych narządów – mózgu, nerek, naczyń, serca – staje się coraz mniejsza. Zazwyczaj jest to wynik tego, że zarówno na poziomie komórkowym, jak i na poziomie biochemicznym pewne procesy zachodzą wolniej, a układ odpornościowy staje się niewydolny, nie jest w stanie zareagować, rozpoznać wirusów czy bakterii. Ja lubię porównanie procesu starzenia do sytuacji miasta, w którym zastrajkowały firmy odpowiedzialne za sprzątanie śmieci. Nieusuwane z organizmu „odpady” gromadzą się i przeszkadzają w powstawaniu nowych komórek i przebiegu procesów, które w normalnych warunkach są odpowiedzią na stres. A tym czynnikiem „stresowym”, który okazuje się nie do pokonania, może być nie tylko bodziec biologiczny, ale również społeczny czy ekonomiczny. Taki spadek wydolności poszczególnych narządów nazywamy w geriatrii zespołem frailty, czyli zespołem słabości lub kruchości.

Czym dokładnie jest ten zespół?
Na przestrzeni ostatnich dekad zaczęliśmy coraz lepiej radzić sobie z różnymi schorzeniami: kardiologicznymi, onkologicznymi czy płucnymi. Jesteśmy skuteczniejsi w ich leczeniu i w efekcie średnia oczekiwana długość życia zaczęła się wydłużać. Przy coraz większej grupie osób w bardzo sędziwym wieku zauważyliśmy jednak, że dochodzimy do momentu, w którym medycyna znów zaczyna być bez­radna. Znakomicie leczymy wszystkie choroby, które dotykają pacjenta, w rzeczywistości nie potrafimy mu jednak pomóc. Nie możemy sobie bowiem poradzić z postępującym starzeniem się, które jest pewnego rodzaju naturalnym procesem w przebiegu życia. Stąd zaczęliśmy mówić o zespole kruchości. To zjawisko wielowymiarowe. Na poziomie biologii mamy z nim do czynienia, kiedy rezerwy poszczególnych narządów się wyczerpują, w efekcie chory zaczyna chudnąć, czuje się stale wyczerpany, zmęczony, pozbawiony chęci do jakiejkolwiek aktywności. Nie należy jednak zapominać o innych równie ważnych aspektach – chociażby kruchości społecznej czy ekonomicznej. W sytuacji, gdy nagle zostajemy sami, pozbawieni dotychczas otaczających nas bliskich, nawet przy względnie dużej biologicznej sprawności, rośnie wrażliwość na różnego rodzaju bodźce zewnętrzne. Do rangi nierozwiązywalnego problemu może urosnąć awaria pralki czy prądu, z którą w innych warunkach pewnie bez problemu dalibyśmy sobie radę.

Jak dużo „kruchych” seniorów żyje w Polsce?
Szacuje się, że obecnie w Polsce żyje około 1,5 mln osób 80-letnich i starszych. Możemy ostrożnie określić, że 20-30 proc. z nich ma cechy zespołu frailty. Jest to więc grupa około 300 tys. Polaków. Podobnie te statys­tyki kształtują się w Europie. Zespół kruchości częściej dotyka kobiety, bo to one częściej dożywają sędziwego wieku.

Jakie są objawy ich słabości?
Jak wspomniałem, jest to m.in. niezamierzony ubytek na wadze. Senior z zespołem frailty chudnie mimo tego, że nie jest na diecie i nie cierpi na żadną chorobę, która powodowałaby taki proces. Ogólnie przyjęte kryterium to 5 kg niezamierzonej utraty masy ciała w ciągu roku. Kolejna cecha to szybkość chodu. Jeśli spada ona poniżej 0,8-1 metra na sekundę, mamy do czynienia z zespołem frailty. To parametry, które stosunkowo łatwo zmierzyć. Pozostałe są bardziej subiektywne. Chodzi o uczucie stałego wyczerpania, braku sił witalnych i ochoty na jakąkolwiek aktywność. Ocena seniora w tym zakresie może się zmieniać w zależności od nastroju, pogody, dobrze albo źle przespanej nocy. Dlatego przyjmuje się, że aby mówić o zespole kruchości musimy mieć do czynienia przynajmniej z jedną z tych mierzalnych cech, pozostałe traktujemy w kategoriach ułatwiających rozpoznanie.

Który z tych symptomów pojawia się pierwszy i powinien zwrócić uwagę opiekunów starszej osoby?
Najczęściej tym pierwszym objawem jest brak apetytu. Widać, że osoba zaczyna spożywać coraz mniej posiłków, porcje są coraz mniejsze, ubrania nagle stają się za duże. Oczywiście najlepiej byłoby, gdyby każdy senior regularnie – przynajmniej raz w miesiącu – stawał na wadze. Systematyczna kontrola masy ciała ułatwia bowiem określenie tego momentu, kiedy zaczyna się dziać coś niepokojącego. Objawem ostrzegawczym może być zmniejszenie siły mięśniowej wyrażające się na przykład trudnościami przy otwieraniu butelki.

Lekarze w Polsce są przygotowani do rozpoznawania zespołu kruchości?
Z pewnością coraz więcej medyków dostrzega ten problem u swoich pacjentów. Od lat mówimy o zespole słabości studentom, uczy się o nim także coraz więcej lekarzy, nie tylko lekarzy rodzinnych czy geriatrów, ale również kardiologów, urologów, onkologów. Terapia chorych z zespołem frailty wyraźnie różni się bowiem od tej standardowej. Tacy pacjenci są znacznie bardziej narażeni na powikłania i mają zdecydowanie gorsze rokowania. Wszystkie najnowsze rekomendacje onkologiczne czy kardiologiczne wskazują, żeby u starszych pacjentów identyfikować zespół frailty i jeśli on występuje – dobierać zdecydowanie mniej agresywne leczenie. Tak, żeby samą terapią nie odebrać im resztek sił witalnych. Nie pogorszyć życia tym teoretycznie najlepszym leczeniem.

Jak bardzo maleją szanse wyleczenia np. nowotworu u kruchego seniora?
Obecność zespołu słabości zwiększa ryzyko wszelkiego rodzaju zdarzeń niepożądanych i powikłań dwu-trzykrotnie. To oczywiście bardzo indywidualna sprawa, która zależy m.in. od rodzaju nowotworu czy stopnia zaawansowania choroby. Generalnie trzeba się jednak liczyć z tym, że powikłania u osób z zespołem kruchości są właśnie 2-3 razy częstsze. Szczególnie jeśli leczenie raka wiąże się z pobytem w szpitalu bądź uciążliwymi dla seniora podróżami do placówki leczniczej. Jeśli w danym przypadku oceniamy, że rozpoznana choroba nowotworowa u pacjenta 85-letniego ma wolny przebieg i daje szanse na przeżycie jeszcze 2-3 lat, to należy się zastanowić, czy powinniśmy ten nowotwór leczyć. Może się bowiem okazać, że agresywną walką z rakiem skrócimy pacjentowi życie albo znacznie pogorszymy jego jakość. W naszej praktyce klinicznej bardzo często jest tak, że konsultując przypadek danego pacjenta z onkologami, decydujemy się zrezygnować z chemioterapii na rzecz jedynie radioterapii albo wybieramy mniej agresywne leki, bo zagrożenie powikłaniami w postaci infekcji czy objawów ze strony przewodu pokarmowego – nudności, wymiotów – może przewyższać korzyści z leczenia. Wyobraźmy sobie wyniszczonego zespołem słabości starszego pacjenta, który z powodu chemioterapii ma nasilone wymioty. Być może, dzięki chemioterapii usunęliśmy część komórek nowotworowych, ale jednocześnie zdecydowanie pogorszyliśmy stan chorego i jakość jego życia. To są bardzo trudne decyzje, bo balansujemy na granicy życia i śmierci, i muszą być podejmowane w porozumieniu z chorym.

Zespół kruchości da się wyleczyć? Wynaleźliśmy już na to pigułkę?
Nie, nie ma cudownego leku, który pozwoliłby u chorych z zespołem kruchości zwalczyć jego objawy. Różnego rodzaju próby jego opracowania oczywiście były i są nadal prowadzone. Próbowano leczenia przeciwdepresyjnego czy hormonalnego, żadna z dotychczas testowanych metod nie przyniosła jednak dobrego rezultatu. Wydaje się, że jedynym skutecznym sposobem, jaki u niektórych chorych rzeczywiście przynosi efekt, jest wczesne rozpoczęcie intensywnej rehabilitacji z towarzyszącym dożywianiem. To wyjątkowo trudne, bo trzeba pamiętać, że mówimy o osobach z brakiem sił witalnych i entuzjazmu, oznakami wyczerpania. Nie należy się więc spodziewać, że senior z zespołem kruchości samodzielnie zmobilizuje się do intensywnych ćwiczeń. Ogromną rolę odgrywa tu otoczenie, opiekun, który przy współpracy z rehabilitantem będzie nawet kilka razy dziennie z taką osobą wykonywać ćwiczenia. Niestety, proces słabnięcia ma charakter postępujący. Nawet przy odpowiednio szybko włączonej aktywizacji nie jesteśmy w stanie odwrócić zmian, które już zaszły w organizmie. Możemy jednak opóźnić o kilka miesięcy, może nawet rok, niechybnie czekającą pacjenta niesprawność.

Czytaj także

Wideo

Materiał oryginalny: Starzejący się organizm jest jak miasto, w którym strajkują firmy sprzątające śmieci - Dziennik Polski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

d
do piSSowca :)))))

widać że już masz w mózgu tony śmieci ...

d
do niego!!!

wypad profesorku ..zakichany mędrcu !!! idż na ambone i pleć pierdoły do ciemniaków !!!

G
Gość

To zjawisko wielowymiarowe.

Patrząc na fotografie panów "profesorów", (natychmiast) widzimy jaki poziom "higieny" życia dnia (codziennego) prezentują. A są to ludzie, którym (w ich rękach) pozostawiono wybór tego poziomu. Mało tego, oni decydują o tym czy my(społeczeństwo) będziemy zdrowi. To specyficznego rodzaju "banda dyletantów", którzy brak swej wiedzy "osłaniają" brakiem "pieniędzy, jak gdyby "pieniądze' były wskaźnikiem ich wiedzy. To "banda dyletantów, którzy tytułują się VIP-ami naszej rzeczywistości !!!.

Dodaj ogłoszenie