Starsi panowie rozmawiają. Do księgarń trafiła książka o Wodeckim

Magda Huzarska-Szumiec
Wacław Krupiński i Zbigniew Wodecki dobrze bawili się w trakcie pisania  książki
Wacław Krupiński i Zbigniew Wodecki dobrze bawili się w trakcie pisania książki Wojciech Matusik
Starsi panowie, starsi panowie, starsi panowie dwaj. Już szron na głowie, już nie to zdrowie, a w sercu ciągle maj - słowa niegdysiejszej piosenki powracały do mnie raz po raz podczas lektury książki Wacława Krupińskiego "Zbigniew Wodecki. Pszczoła, Bach, skrzypce".

Czytaj także: Młoda Polska Filharmonia wystąpi w Krakowie

I nie z powodu tego, że mam coś do wieku obydwu panów, bo znając zarówno jednego, jak i drugiego, wiem, że wigoru mógłby im pozazdrościć niejeden gołowąs. Kabaret Starszych Panów przypomniał mi się zupełnie z innej przyczyny. Otóż panowie w wywiadzie rzece, która właśnie trafia do księgarń, tak dowcipnie a równocześnie elegancko z sobą rozmawiają, że skojarzenie jest tu uzasadnione.

Uzasadnione do tego stopnia, że nawet pozwoliłam sobie nucić frazę o szronie na głowie, choć w przypadku Wodeckiego to może brzmieć jak duża niestosowność. Bo czego jak czego, ale włosów to każdy mu zazdrości. A na dodatek muzyk potrafi z tego żartować, o czym przypomniał w podsumowaniu jednego z rozdziałów Grzegorz Turnau. - Pamiętam prapremierę "Nieszporów ludźmierskich" w Nowej Hucie; ledwo żywi ze strachu stoimy już w kulisie, orkiestra się stroi, przerażenie narasta… A Zbyszek nagle: "No dobra, to ja jeszcze skoczę umyć głowę".

Rzeczywiście, co do włosów szef - jak artysta nazywa siłę wyższą, która decyduje o naszym losie - był dla niego naprawdę łaskawy. Ale nie tylko. Po pierwsze pozwolił mu urodzić się w rodzinie muzyków, obdarzył go wyjątkowym talentem i na dodatek postawił na jego drodze wspaniałych ludzi, którzy pomogli mu rozwinąć zdolności. Te wszystkie informacje z wrodzonym wdziękiem, ale też uporem godnym śledczego, wydobywa od Wodeckiego jego rówieśnik Wacław Krupiński.

Dzięki niemu dowiemy się, że pan Zbigniew nie był specjalnie pilnym uczniem, a egzamin maturalny zdał w poważnym wieku, jako ojciec trojga dzieci. Nie miał czasu na naukę, bo talent małolata szybko odkrył Marek Grechuta, zapraszając go do zespołu Anawa. Później to samo zrobiła Ewa Demarczyk, z którą peregrynował po całym świecie. I mimo tego, że na maturze z historii trochę mieszał mu się Sikorski ze Świerczewskim, to podczas koncertów w Jerozolimie zaimponował kolegom znajomością "Żywotów cezarów" profesora Krawczuka.

- Po koncercie z Ewą zaprosił nas jakiś facet. Jesteśmy u niego na zboczu Jerozolimy, na dole widać przepięknie oświetlone mury miasta, o którym on opowiada. Operuje datami, szczegółami, tłumaczy… Fenomenalny wykład. I nagle ów człowiek, podaje rok naszej ery, kiedy to wojskami rzymskimi w Jerozolimie dowodził… I tu przerywa, szuka w pamięci… A ja z tyłu spokojnie rzucam "Wespazjan". "Tak, Wespazjan" - pada potwierdzenie i ja widzę, że koledzy zdębieli. Ja zresztą też. Trafiłem. Ów profesor już później mówił głównie do mnie, a ja kiwałem głową z aprobatą, że niby wszystko się zgadza. Ależ mi to zbudowało pozycję w zespole! "Byluś, skąd ty to wszystko wiesz?". "No, troszkę się interesuję" - rzuciłem skromnie. Do tej pory wierzą, że jestem fantastyczny z historii.

Książka skrzy się od takich autoironicznych opowieści. Bo muzyk ma do siebie dystans, którego może mu pozazdrościć wielu. Potrafi bez żenady opowiadać o swoich życiowych wyborach, o tym, że muzykę poważną zamienił na rozrywkę, która przynosi mu godziwy dochód i to nie tylko od czasu jurorowania w "Tańcu z gwiazdami". Bo przecież niemały wpływ na zamożność Wodeckiego miała nieśmiertelna "Pszczółka Maja", która fruwa mu nad głową do dzisiaj. Zapytany zresztą o pieniądze, odpowiada z pełną szczerością, że niezależnie od tego jak dużo zarabia, ciągle ich jakoś jest za mało. Mnie zaś zauroczył stwierdzeniem, które wyrwało mu się kiedyś w restauracji. Gdy przyszedł kelner z pytaniem "Podać rachunek?". Wodecki odpowiedział: "Nie, dziękuję".

Po lekturze książki, w której jest mnóstwo takich bon motów, jestem przekonana, że Zbigniew Wodecki to nie tylko świetny muzyk, ale po prostu fajny, bezpretensjonalny gość, z którym chciałoby się usiąść przy stole i zwyczajnie pogadać. Aż zazdroszczę autorowi tych obiadów jedzonych w ciągu pracy nad tomem (Wodecki podobno za nie płacił, w efekcie czego Krupiński nieco utył) i zaprawionych humorem, ale też czasem szczyptą melancholii, rozmów. Wynika z nich z całą pewnością jedno, że obaj panowie ciągle mają w sercu maj.

Wybieramy najpiękniejszą kandydatkę do Sejmu z Małopolski [ZDJĘCIA]. Zdecyduj, kto powinien wygrać!

Prawybory. Kto powinien zostać posłem? Głosuj: Małopolska Zachodnia okręg 12, Kraków okręg 13, Podhale Nowy Sącz okręg 14, Tarnów okręg 15.

Mieszkania Kraków. Zobacz nowy serwis

Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

X
XXXXXXXXX

SZKODA , ZE P. WODECKI JUZ NIE ZYJE FAJNY FACET ZDOLNY MUZYK I PIOSENKARZ DO MNIE NIE DOCIERA JAK COS O NIM CZYTAM WTEDY SOBIE USWIADAMIAM ZA ON JUZ NIE ZYJE

Dodaj ogłoszenie