Stanowiska dla Polaków to efekt lat pracy

Wojciech Rogacin
Polska wyrasta na ważnego gracza światowej polityki? Spokojnie, takie teksty publikowała amerykańska prasa, gdy jako jedyny kraj obok USA, Wielkiej Brytanii i Australii wysłaliśmy żołnierzy na wojnę w Iraku w 2003 r. Kiedy więc coraz głośniej się mówi, iż któryś z polskich polityków może zająć jedno z pięciu kluczowych stanowisk politycznych w Unii Europejskiej lub NATO, nie wpadajmy w euforię, jakbyśmy się stawali wielkim graczem europejskim.

Owszem, jako średniej wielkości kraj członkowski obu tych organizacji i regionalny lider, jesteśmy ważnym podmiotem europejskiej polityki. Ale nasza rola nie zależy od tego, czy sekretarzem generalnym NATO będzie Radosław Sikorski, a szefem Komisji Europejskiej Donald Tusk. Każde z unijnych i natowskich stanowisk jest przede wszystkim unijne/natowskie, nie polskie, nawet gdyby udało się Polakowi je zająć. Osoba piastująca jedną z prestiżowych funkcji musi zapomnieć o narodowych interesach, a skupić się na tym, co ważne dla całej Wspólnoty.

Przypuśćmy, że Radosław Sikorski zostaje sekretarzem generalnym NATO. Czy dzięki temu szybciej powstanie w Polsce tarcza antyrakietowa albo dostaniemy jakieś ekstraczołgi?

Albo gdyby to Donald Tusk stanął dzisiaj na czele Komisji Europejskiej - czy dzięki temu dostalibyśmy więcej w unijnym budżecie na lata 2014-2020?

We wspólnotach, jakimi są NATO i Unia, liczy się siła polityczna i ekonomiczna państw, a nie osoby piastujące prestiżowe stanowiska. O podziale pieniędzy decydują najbogatsze kraje. O strategiach obronnych - te, które mają najsilniejszy potencjał militarny i najwięcej robią w tym zakresie. Jeśli uzyskamy jakieś ważne stanowisko, to głównie dzięki temu, co osiągnęliśmy jako kraj w ostatnich latach.

Co nie znaczy, że czołowe funkcje w unijnej i natowskiej polityce są bez znaczenia i nie byłyby prestiżowe. Warto o nie zabiegać, gdyż wpisują się w pewien logiczny ciąg zdarzeń, który dopiero widziany w dłuższej perspektywie pozwala ocenić potencjał kraju i jego rangę.

Stanowiska w Unii i NATO to wyznacznik prestiżu i dotychczasowych osiągnięć. Celem nadrzędnym winna być budowa silnego państwa

Przypomnijmy: W 2001 r. nie byliśmy nawet w stanie wysłać naszych żołnierzy do Afganistanu (chyba że pociągami). W 2003 r. nasi żołnierze świetnie spisali się w Iraku, a teraz w Afganistanie. Dziś myślimy o stanowisku sekretarza generalnego NATO.

W styczniu 2004 r. nie byliśmy jeszcze członkiem Unii. Pięć lat później Polak Jerzy Buzek został przewodniczącym Parlamentu Europejskiego - pierwszym z krajów byłego bloku wschodniego. Dziś realnie myślimy o innych kluczowych stanowiskach. Nie powinniśmy na to patrzeć jako na cel sam w sobie, ale jak na ocenę naszych dotychczasowych działań na arenie europejskiej i światowej. A celem musi być budowa silnego państwa.

Kliknij, aby czytać pozostałe komentarze Wojciecha Rogacina

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie