18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

reklama

Staniszkis: Kaczyński ma zadatki na wielkość, ale musi się uwolnić z kokonu

RedakcjaZaktualizowano 
Jarosław nie wierzy we własne zwycięstwo. Uwierzył na moment w kampanii, ale teraz nawet do mnie ma chyba pretensję, że go popchnęłam do przodu - mówi Piotrowi Zarembie profesor Jadwiga Staniszkis.

Nie żałuje Pani swojego zaangażowania w kampanię prezydencką Jarosława Kaczyńskiego?
Absolutnie nie. Gdyby tamta kampania potrwała dłużej, mogłaby się zakończyć sukcesem. Gdyby na przykład Jarosław wcześniej do niej wszedł... Ale cóż, był z powodu przeżyć jakby w letargu. Żałuję, że sama nie zrobiłam dla niego więcej. Tym bardziej żałuję, patrząc na początki prezydentury Komorowskiego i na to, co Platforma Obywatelska robi nadal ze swoimi rządami.

Skoro było tak dobrze, tak blisko zwycięstwa, to dlaczego teraz jest tak źle?
Mam inną konstrukcję psychiczną niż Kaczyński, ale staram się go zrozumieć. Jest człowiekiem silnej woli, inteligencji, ale nie ma w nim wiary w siebie. A w połowie kampanii podczas mojej dyskusji z nim w Hotelu Europejskim zobaczyłam u niego nagły błysk przekonania, że może jednak wygrać. Za to po kampanii nie rozmawiał przez długie tygodnie właśnie z tymi, którzy mu przed chwilą towarzyszyli. Z tymi, którzy widzieli jego wiarę w siebie, którzy widzieli, jak na moment wyszedł ze skorupy żałoby. Może nawet czuje się winny. A przecież wtedy, gdy uwierzył we własny sukces, był prawdziwym Kaczyńskim, człowiekiem z szansami na wielkość. Wierzę, że można by jeszcze raz spróbować to z niego wykrzesać.

Ale co się w takim razie stało?

Może ktoś powiedział mu z pretensją: za-pomniałeś o Leszku, o żałobie. I to go ni-szczy. A jego aparatczykowskie otoczenie, tak naprawdę lękające się odzyskania władzy, umacnia w nim to przekonanie. Ale znam go tak długo, że wierzę w jego umiejętność autokontestacji i wewnętrznego odbudowania się. Może więc jest jeszcze szansa na kolejną zmianę jego wizerunku, choć oczywiście już inną, bez tych młodych ludzi, którzy drugi raz takiej roli przy nim już nie odegrają. Jest jednak szansa, o ile on uwierzy, że potrzebuje partnerów. Bo wcześniej partnerem był dla niego brat.

Widzi Pani takich partnerów dla niego?
Wiem, że Czesław Bielecki, człowiek z wielkim dorobkiem, znający to miasto od podszewki, chciałby kandydować jako niezależny na prezydenta Warszawy. PiS mógłby go poprzeć. Przecież potrzebuje zmiany wizerunku i potrzebuje zwycięstwa. To byłaby jedna z dróg, aby się uwolnić od obciążenia obciachem. Są i inne tego typu postaci. Można by zaprosić do PiS Jana Rokitę.

Zaraz Pani usłyszy w odpowiedzi: ma postawić na polityków zgranych, na dokładkę uwikłanych w wieloletnie konflikty z nim?
Każdy był w polskiej polityce z kimś innym w konflikcie i każdy się z czymś kojarzy. Ale ja myślę też o postaciach, które już w PiS są. Na przykład o Zbigniewie Ziobrze. On jest pociągający jako niezwykłe połączenie: słabości, wręcz maminsynkowatości, z twardością i wizją. Ludzie dziś już nie wierzą w przywódcę ze spiżu. Wolą kogoś, kto przełamuje swoje słabości. A z kolei Jarosław potrzebuje sparingpartnera.

Może być nim Ziobro?
Zobaczymy. Myślę, że kiedyś skończy się na namaszczeniu go na następcę Jarosława. Ale warto też przypomnieć, że niedawno Kaczyński mocno Zbyszka Ziobrę podłamał. On zresztą trochę tak właśnie działa.
Jak?
Podczas kampanii Kaczyński miał kilka niefortunnych wypowiedzi: o Białorusi, o której trzeba rozmawiać z Rosją, a przede wszystkim o lewicy. Więc ludzie w sztabie wyborczym zaczęli szemrać. A on ich wtedy dobił wystąpieniem o Gierku. Jemu chodziło nie tylko o stosunek do PRL, ale też o wypróbowanie tych ludzi. Jak się teraz nie zbuntujecie, to jesteście moi. Zawsze tak działał, ale ostatnio używa takich technik jako strategii przetrwania.

Rozmawiamy coraz dłużej nie tyle o polityce, o programach, co o psychologii.
Pamiętajmy o wpływie na niego tragedii osobistej. Ostatecznie jednak wybrał strategię przetrwania najgorszą z możliwych, o czym świadczą takie teksty jego autorstwa jak list do partii. Po co domagać się dla siebie przeprosin, przecież to dowodzi własnej słabości? Silny idzie po zwycięstwo, na razie można i trzeba odbić Warszawę. Tak samo po co żądać dla siebie lojalność od członków, przecież to też znamionuje bezradność. I wreszcie ta utrata proporcji: po co rozmawiać o tym, że jakiś pan podsiadł w Sejmie jakąś panią? A w tym czasie zaprasza się ministra spraw zagranicznych Rosji Ławrowa na spotkanie, gdzie Sikorski ma rozmawiać z polskimi ambasadorami o dyplomatycznej strategii. I to wtedy, gdy Łukaszenka, Janukowycz walczą o suwerenność, choćby surowcową, wobec Moskwy.

No ale to już Pani Profesor zaczyna opisywać przewiny Platformy.
To prawda, ale w takiej sytuacji opozycja powinna zadawać szczególnie precyzyjne ciosy. A Kaczyński zajmuje się sobą. I niepotrzebnie wyolbrzymia przeszłe krzywdy, zamiast formułować inspirującą wizję przyszłości.

PO jest beznadziejna, tylko Schetyna rozumie państwo. Tusk boi się władzy, Komorowski nie ma wizji, Palikot jest zakompleksiony. Młodzi ludzie z PO nie dorównują kompetencją rówieśnikom z PiS


W 2005 r. jednak wygrał wybory, potem został premierem i rządził Polską.

Ale czasem wyczuwa się w nim lęk przed zwycięstwem, brak wiary. A to jest absurdalne, bo to człowiek potencjalnie skazany na sukces. Do mnie też chyba ma pretensję o to, że go popchnęłam w czasie kampanii do przodu. Że widziałam, jak cieszy się własnym sukcesem. On się zaczął tego wstydzić. Ja w nim zresztą zawsze wyczuwałam taki bazowy pesymizm. Bardzo rzadko potrafił to przełamać - jak podczas kampanii w Rawie Mazowieckiej, kiedy powiedział nagle: to o tym zamku napisał Szekspir w "Opowieści zimowej". Utrafiając w naturalną dla ludzi potrzebę piękna. I podrywając ich w ten sposób, zasypując dystans, który na co dzień tworzy. Bo jest człowiekiem bardzo samotnym.

To chyba znaczy, że jest skazany na klęskę, a nie na sukces.
Nie, to jest przejściowe, do przełamania. Niech się otworzy na Czesława Bieleckiego, na Rokitę i na tych młodych ludzi, którzy ciągle przy nim są. Takich jak Zbigniew Girzyński, jak Mariusz Kamiński z Białegostoku, także Paweł Poncyljusz, Paweł Kowal i wielu innych.

Ależ on młodych ludzi właśnie odsunął. Wyeliminował ich z kierownictwa partii, teraz wręcz wypycha z partii - jak w przypadku Elżbiety Jakubiak.
Wiem, i z pewnością nigdy już nie będzie w nich takiego entuzjazmu. To dla nich gorzka lekcja, ale są jednak dalej przy nim. A wydają mi się ludźmi nastawionymi na rozwiązywanie konkretnych problemów, na pozytywizm. Oni byliby zdolni posuwać do przodu program zrównoważonego rozwoju, który jest tak bardzo ważny dla samorządowców, wiem, bo jeżdżę po kraju i o tym rozmawiam. A może właśnie i oni byliby zdolni popchnąć do przodu inne niezbędne reformy, na przykład ścięcie rujnujących finanse przywilejów podatkowych i emerytalnych. To wcale nie jest sprzeczne z ciągnięciem dochodzenia smoleńskiego, nawet przez Macierewicza.
Opisuje Pani program, który Jarosław Kaczyński chyba właśnie porzucił.
Więc niech do niego wróci. Potrzebne jest precyzyjne mówienie o problemach, a nie o tym, kto kogo podsiadał na krzesełku w Sejmie. Niech się nie otacza kokonem. Na początku takim kokonem otaczał się Lech Kaczyński jako prezydent. A przecież potem znalazł świetnych współpracowników: państwowców, partnerów, Stasiaka i Wypycha, i oni potrafili zmienić jego wizerunek.

Pani z kolei szuka zdumiewających sojuszników dla swoich intuicji. Zbigniew Ziobro jest dziś nieomal ideologiem zamknięcia PiS w kokonie. Co Pani w nim widzi?
On jest młody, ale nie należy do tej grupy, która tak mi się podoba. Ale wydaje mi się pragmatykiem, a zarazem jest kochany przez ludzi. Jest nieśmiały, a jednak ma misję.

A nie jest czasem politykiem jednego tematu: walki z przestępczością?

Trochę tak, ale jest też dla mnie odtrutką na takie pojmowanie polityki, jakie zaprezentowali niektórzy młodzi z PiS, udając w czasie kampanii dzieci kwiaty. To było nie do wytrzymania. Ma w sobie więcej powagi niż oni. Możliwe, że Kaczyński widzi w nim trochę siebie z młodości. Najpierw go to denerwowało, teraz szuka na oślep partnera.

Ziobro symbolizuje kurs na Radio Maryja, twardą retorykę.

To kostium, maska, to nie ma znaczenia. U nas wszystko nieustannie się zmienia. Pamiętajmy, wchodzimy teraz w czasy, które ja opisuję jako czasy rozpadu. Narracja Solidarności przeżywa kryzys, nie pomaga już opisać czasów współczesnych, gdy liczą się powiązania sieciowe, gdy pojęcia tracą jednoznaczność. Mnie jest żal tych starych czasów, ale warto to uwzględniać. Polityka staje się cyklem prób, ciągłym poszukiwaniem.

Ale Kaczyński jest z pewnością postacią ze starego świata, Solidarności.
On do tego starego świata teraz na siłę wraca. A ja szukam szans na nowoczesną politykę. Dlatego Kaczyńskiemu potrzebni są partnerzy. Powinni go uzupełniać, ale też pilnować. Bo on nie potrafi się zatrzymać, wytyczyć sobie warunków brzegowych. Przyjmuje często zasadę: cel uświęca środki. To było widać przy tworzeniu koalicji z Samoobroną i LPR, ale nawet i w ostatniej kampanii. Chwalił Gierka, a lata 70. były w dziejach PRL czasem wyjątkowej demoralizacji społeczeństwa. Obok niego powinien być ktoś, kto potrafi powiedzieć: nie. Młodzi próbowali odgrywać taką rolę, ale okazali się zbyt słabi, aby ją udźwignąć. A model partii żołnierzy jest modelem anachronicznym. On go zresztą przy swoim obecnym stanie emocjonalnym nie pociągnie, jest zbyt przygnieciony nieszczęściem. Na przykład w sprawie krzyża na Krakowskim Przedmieściu się pogubił.
A co Pani mu radzi?
Poprzeć stanowisko biskupów. Rozumiem, że krzyż w tym miejscu wynika z braku zaufania do Platformy. Ale to jest właśnie zachęta do przejęcia inicjatywy, do zaproponowania koncepcji pomnika. Warto pokazać: my nie chcemy ciągnąć tej gorszącej sytuacji, bo ona sprzyja reformacji. Już nawet część kleru, chcąc wyjść z impasu, zaczęła mówić: ten krzyż to tylko znak. Nabierający treści jedynie w przestrzeni kościelnej. To uderza w potoczną "realistyczną" religijność. Więc Kaczyński powinien powiedzieć: godzimy się na przeniesienie krzyża do kościoła i sprawdzamy, czy PO zawiedzie nasze zaufanie, czy nie. To wymaga jednak refleksu.

Kaczyński go nie ma?
Warto przypomnieć jedno: politycy często bywają gorzej poinformowani od nas, ludzi, którzy wydarzenia komentujemy trochę z lotu ptaka. Oni są zakładnikami jednej perspektywy, swoich rozmówców, braku czasu. Często nie wiedzą podstawowych rzeczy.

Pani od lat przypomina politykom o coraz większej roli sieciowych powiązań, o zmieniającym się kontekście europejskich gier. Ma Pani poczucie, że PiS nadąża za tymi Pani rozważaniami?
Kaczyński nadążał. Rozumiał instynktownie, że zbliżenie z europejską biurokracją będzie dla nas korzystniejsze niż klientelizm wobec najsilniejszych mocarstw. W tej chwili zresztą sytuacja się zmieniła: europejska biurokracja traci znaczenie na rzecz eurogrupy, czyli koncertu mocarstw. Nas w tym nie ma, ale to napięcie ma też swoje zalety: rozluźnia unijny gorset. Niektórzy politycy PiS dobrze to rozumieją: na pewno Paweł Kowal, Konrad Szymański. Kaczyński skądinąd woli słuchać Ryszarda Legutki, który mu imponuje tradycyjną pryncypialnością. I powtarza jego odruchy: próbę przeniesienia polskiej archaicznej inteligenckości do Europy, reagowanie na zmiany zgorszeniem. Kowal czy Szymański tego w sobie nie mają. Ale sam Kaczyński - powtarzam - ciągle ma potencjał. Pewne rzeczy widział nawet ostrzej ode mnie: na przykład zagrożenia związane z traktatem lizbońskim. Tyle że formuła: wystarczy wierność wartościom, dziś przy uprawianiu polityki staje się anachroniczna.

Ale może rezygnacja z tej formuły oznaczałaby porażkę Kaczyńskiego?
Na scenę weszły nowe grupy - technokratów, którzy mają swoją wizję modernizacji. Ale ja bym wolała, żeby transformację szykowali nam także ludzie, którzy otarli się o Solidarność. Mimo że w moich książkach można wyczuć irytację tamtą tradycją. Jej rozpad jest jednak niebezpieczny.

Na tym polega wspomniana przez Panią nadciągająca reformacja? Czy na awanturach pod krzyżem?
Dla mnie reformacja polega na zmianie obrazu świata, na odrzuceniu uniwersaliów. Mówi się dalej o godności, o lojalności, ale one nie są już powiązane z absolutem. To wzmacnia pozycję jednostki, bo wzmacnia jej wolność, ale też ją osłabia. Państwo przestaje być podporządkowane prawu naturalnemu, staje się arbitralne. Solidarnościowa utopia wypowiadała się de facto przeciw polityce, zakładała, że niczego w społeczeństwie nie trzeba negocjować. Ale teraz z kolei idzie się w drugą skrajność - dzieli się przestrzeń publiczną na różne logiki. Na Zachodzie ta ewolucja trwała przez wieki. Do nas importuje się fragmenciki, w trybie przyśpieszonym.
Wielu komentatorów prorokuje w związku z tym nową rewolucję na scenie politycznej. Może PiS jest skazany na wieczna przegraną, a nawet na zniknięcie?
Nikt nie jest skazany na zniknięcie. Dołek jest dobrym miejscem do startu, aby wygrać.

Model partii żołnierzy jest anachroniczny, a Kaczyński go nie pociągnie, jest zbyt przy-gnieciony nieszczęściem. Trzeba mu partnerów: Bieleckiego, Rokity, Ziobry, i młodych ludzi, których właśnie podłamał

To inaczej: w czym PiS jest lepszy od Platformy Obywatelskiej?
To Platforma jest beznadziejna. Jest tam jeden człowiek, który rozumie państwo: Grzegorz Schetyna. Ale młodzi ludzie z PiS, nawet podłamani przez Kaczyńskiego, są lepsi niż ci z PO. Mają w sobie coś harcerskiego, uprawiają politykę, bo chcą, a nie bo muszą, nie są stuprocentowymi karierowiczami. Jest też przepaść kompetencji. W PiS od polityki europejskiej są Szymański i Kowal. W PO zajmuje się nią Krzysztof Lisek, człowiek, który prowadził kiedyś biuro podróży. Tusk boi się władzy. Tak naprawdę to Kaczyński byłby dużo lepszym partnerem dla Jana Krzysztofa Bieleckiego, rzecznika kapitalizmu państwowego, niż Tusk.

To czynnik ludzki. A program PiS jest lepszy od programu PO?
Kaczyński, inni także, na przykład kiedyś Grażyna Gęsicka, lepiej wyczuwa znaczenie instytucji. Twierdzę też, że to PiS był bardziej zdolny do liberalnych posunięć, choć to skrzętnie ukrywa. PO odwołuje się do doktrynalnego liberalizmu, ale w praktyce ogranicza się do majsterkowania. To bardzo dobrze, że PiS mówi tyle o państwie. To powinno być jednak państwo nie dyrektywne, ale wspomagające rynek i rozwój. Zgadzam się też z Kaczyńskim i Gęsicką, którzy stawiali na rozwój zrównoważony, a nie metropolitalny, jak chce Boni z Platformą. Przecież w Polsce prawie nie ma metropolii z prawdziwego zdarzenia, może poza Poznaniem. A Warszawa wysysa swoje otoczenie. Dla Pomorza Zachodniego na przykład "metropolią" są Niemcy. Szansą dla Polski jest wsparcie dla średnich i małych firm. To te firmy, stworzone w dużej mierze na prowincji, potrzebują logistyki państwa i atmosfery optymizmu.

To powinna być gratka dla partii liberalnej. Teoretycznie to Tusk jest nośnikiem takiego optymizmu.
No właśnie nie. Liberalni komentatorzy: Krzysztof Rybiński i Janusz Jankowiak, krytykują go już za brak reform, za niechęć do obcinania przywilejów.

Zgódźmy się, że PiS też przywilejów obcinać nie chce.
Dziś nie, ale Jarosław Kaczyński jest politykiem odważniejszym. Niepotrzebnie się wypierał podczas kampanii swojego zainteresowania, co nastąpi, gdy ograniczy się unijne dopłaty dla rolnictwa na rzecz na przykład funduszy na rozwój terenów wiejskich. Tak naprawdę politycy zajmujący się rolnictwem, także ci z PSL, mówią o tym od dawna. Polska by tylko na tym zyskała.

Wyobraża Pani sobie polskiego polityka: z PiS czy z PO mówiącego rolnikom: koniec z unijnymi dopłatami? Taki polityk traci natychmiast wieś.
Ale zyskuje innych.

A dlaczego rozczarowuje Panią Komorowski?

Jest takim prezydentem, jakiego się spodziewałam. Nie chciał załatwienia sprawy krzyża, otacza się ludźmi, którzy nie mają nic wspólnego z tradycją solidarnościową. Jest poprawny, bez wizji, przecina wstęgi, to wszystko. Nie podobał mi się sposób, w jaki proponował załatwienie sprawy naszej obecności w Afganistanie. To prawda, z systemem ekspedycyjnym trzeba skończyć. Ale tam się kroi drugi Wietnam i my ponosimy za to cząstkę odpowiedzialności.

Jest politykiem spokojnym, zdroworozsądkowym. To mało?

Mało, bo w szybko zmieniających się europejskich warunkach zdrowy rozsądek nie wystarczy, a czasem jest wręcz nieprzydatny. Traktat lizboński stworzył zupełnie nowe reguły gry. Polscy politycy za tym nie nadążają. Nowy prezydent też nie nadąża. PO sprowadza politykę zagraniczną do personalnych gestów, do atmosfery. Ale czy potrafi wykorzystać szczególny moment historyczny? Nie widzę tego.

Wierzy Pani w polityczne powodzenie mitycznej już formacji Janusza Palikota?

Nie bardzo, choć mam świadomość, że Palikot ma swoją publiczność. Na niego stawiają ludzie spragnieni społecznego awansu, zwłaszcza z prowincji. On im daje pozór podważania autorytetów. Ale hierarchie nadal istnieją, jego recepty okazują się zbyt proste, a sposób wykonania amatorski. Zachód nie rozumie polskiego przywiązania do modelu starointeligenckiego, czyli tego, co demonstrują Kaczyński z Legutką. Ale niekoniecznie musi stawiać na Palikota.

Czego mu brakuje?
To ludzie po Harvardzie mają wiedzę o przemianach świata, a nie on. Poza tym jest zbyt zakompleksiony. Ja nawet rozumiem jego agresję wobec Radia Maryja. Sama wywodzę się ze środowisk endeckich i żywo reagowałam na takie zdarzenia jak Jedwabne. Może on też ma jakieś środowiskowe obrachunki sumienia. I we mnie, i w nim tradycyjna prawicowość budzi nieufność. Ale poza tym to człowiek pusty. Myślę, że poprzestanie na skutecznej grze z Platformą. Dla Tuska jest przecież wygodny.

Pani stosunek do Tuska ulegał kilka razy modyfikacjom.
Najpierw uważałam, że się nie nadaje na przywódcę, później doceniłam to, że dojrzał. Ale potem znów zaczął się chować za Lechem Kaczyńskim, unikać podejmowania decyzji. A ostatnio szczególnie nie podoba mi się jego polityka zagraniczna.

Czyli wracamy do ostatniej wizyty Ławrowa.
Nie tylko. Można było bardziej próbować wykorzystać moment historyczny, nieczyste sumienie Europy. Pewien chaos w Unii pozwalał na wykorzystanie "luzów", na przykład na ratowanie stoczni, zamiast oglądania się na Brukselę. Ale rzeczywiście, polska polityka wobec Rosji jest dla mnie niezrozumiała. Przymilanie się do Moskwy jest nieczytelne dla naszych potencjalnych partnerów na Wschodzie. My się w ten sposób w praktyce wypisujemy z Partnerstwa Wschodniego.

Czym to Pani tłumaczy?
Oni przede wszystkim mało wiedzą.

Rozmawiał Piotr Zaremba

Profesor Jadwiga Staniszkis. Socjolog, analityk sceny politycznej

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 46

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Z
ZenB

kto się .......... urodził skowronkiem nie umrze - on się nie zmieni - jeżeli chodzi o wielkość to jest duży w swojej klasie czyli między 150 a 160 cm. Większy nie będzie

w
wer

Pani profesor plecie pani głupoty żadna pani przepowiednia się nie sprawdziła

w
www

A tak się pięknie zapowiada. Jeszcze kilkanascie lat i ..... R.I.P

O
Obiektywny

Szanse na zmądrzenie u tej pani coraz mniejsze. Czas ucieka, wieczność czeka.

F
Fankan

Nie przepadam za wywiadowcą Zarembą, ale w pełni się z nim solidaryzuję, gdy próbuje okiełznąć pomysły tej Pani w rodzaju:
"ludzi w sztabie wyborczym (...) dobił wystąpieniem o Gierku. Jemu chodziło nie tylko o stosunek do PRL, ale też o wypróbowanie tych ludzi. Jak się teraz nie zbuntujecie, to jesteście moi..."
Powielając takie idiotyzmy, Panie Redaktorze, nie zyska Pan uznania Mistrza Jarkacza...

K
Kantyk

Pisząc - i to grubymi nićmi - "Czesław Bielecki, człowiek z wielkim dorobkiem, znający to miasto od podszewki, chciałby kandydować jako niezależny na prezydenta Warszawy. PiS mógłby go poprzeć. Przecież potrzebuje zmiany wizerunku i potrzebuje zwycięstwa. To byłaby jedna z dróg, aby się uwolnić od obciążenia obciachem. Są i inne tego typu postaci. Można by zaprosić do PiS Jana Rokitę..." - ta Pani uważa Kaczyńskiego za durnia, którego można zbałamucić i przemycić z poparcie PiS kandydatów pani Staniszkis.
Może i ma rację (posługując się swoimi narzędziami badawczymi), że KACZYŃSKI TO ISTOTNIE DUREŃ. Ja też tak sądzę, lecz uważam, że to dureń z kategorii cwaniaczków politycznych (których Zaremba uważa za geniuszów). Twierdzę, że Bielecki ma takie szanse na poparcie Kaczyńskiego, jak Dorn. I to z tych samych powodów. Kaczyński swoim radykalizmem próbuje przekreślić, że wychowywał się w domu, mieszkaniu na żoliborzu, który Kaczyńscy dostali za wysługiwanie się jego ojca stalinowskiej Polsce Ludowej, tej jej stadium, które nazywano "żydokomuną"...

b
barbara s.

..będzie uprawiał już tylko politykę katastroficzną-tak długo,jak będzie trwała nienawiść.Zobaczyłam TO,gdy wymieniał w najwyższym wzburzeniu nazwiska polityków,którzy wg niego powinni stać się nieobecni,gdyż ponoszą odpowiedzialność moralną za śmierć jego brata w katastrofie,bo Go nie szanowali.Jeśli uznać taki pogłąd za uzasadniony,to mozna przyjąć,że za śmierc Barbary Blidy odpowiedzialność moralną ponoszą Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro,bo nie szanowali ludzi,z którymi przyszło im sie zmierzyć i myśleli głownie o tym,aby pokazac SIEBIE.Zniszczyli kilku polityków,rozwalili rząd. Więc pytam,kiedy oni odejdą w niebyt polityczny?

j
jolanta

Pani Profesor jak mantrę próbuje nam udowodnić wielkość Pana Kaczyńskiego i nie dostrzega faktu ,że on udowadnia wszystkim nie wielkość polityka a wielkość awanturnika.Można tylko dziękować Opatrzności ,że pozbawiła go urzędów państwowych .Raczej Pani profesor trzeba mu kaftanik szykować i pora żeby jego przyjaciele zwarli szeregi ,żeby przed tym go ustrzec

H
Hamilton

Może Staniszkis uwolni się z pisowskiego kokonu?!

2994

Czas zacząć uważnie patrzeć rządowi na ręce!

v
view

Jej koncepcje, jej pomysły, projekty, jej wiara w Ziobrę (!)
- to jest bredzenie, majaczenie jak po narkotykach. Gdyby
Polska miała pójść za jej rojeniami - zgroza, zgroza po
prostu ... Jakikolwiek kraj profesor (tfu!) Staniszkis szybko
zaprowadzi na kompletne manowce.

L
LECH11

Prezes musi poważnie porozmawiać z psychologiem . Takie zmiany w osobowości jakie obserwujemy w ostatnim czasie u pana Prezesa mogą być objawem jakiś zaburzeń emocjonalnych.

z
zzgred

Jarosław Kaczyński ma 61 lat i potworny bagaż "doświadczeń". Nie tylko się nie zmieni (Ziobro i Brudziński mu nie pomogą) ale dąży do zbudowania mitu wielkości brata, Lecha. Wszystko jest temu podporządkowane, już nie czas na wygrywanie wyborów, pozyskiwanie elektoratu i przekonywanie go do wyższych racji. Dla J.K. jest to czas na rozliczanie z tragedii smoleńskiej i przegotowanie do "ostrej jazdy" w wyborach za rok. Nie dla Polski ale dla siebie i budowania jakiegoś mitu Kaczyńskich.

b
bronek

Opinie i prognozy babci jak zwykle nieprawidłowe. Miał Kłamczański wygrać ?
Po tej kompromitacji socjologicznej niech Jadzia przestanie.

e
ed

ale do Stalina, Hitlera, Bin Ladena mu daleko. Może trochę bliżej do Duce

Dodaj ogłoszenie