Sprinter z Intersportu podbija rynek

Joanna Pieńczykowska
Artur Mikołajko dzięki 25 sklepom Intersport jeszcze w tym roku stanie się największym graczem na rynku artykułów sportowych
Artur Mikołajko dzięki 25 sklepom Intersport jeszcze w tym roku stanie się największym graczem na rynku artykułów sportowych fot. WOJCIECH MATUSIK
Udostępnij:
Artur Mikołajko, właściciel 25 sklepów sportowych Intersport, jeszcze w tym roku stanie się największym graczem na rynku artykułów sportowych.

Artur Mikołajko, prezes sieci sklepów ze sprzętem sportowym Intersport, budowę własnego domu kończył prawie 10 lat. Żałował na to każdego grosza. Ale w tym samym czasie otworzył 21 olbrzymich sklepów sportowych o łącznej powierzchni prawie sto razy większej. Jeszcze w tym roku otworzy cztery kolejne salony, dzięki czemu stanie się największym graczem na rynku artykułów sportowych w Polsce, wyprzedzając takie potęgi jak francuski Go Sport czy Decathlon.

Przyznaje, że jak na właściciela tak dużej firmy żyje skromnie. Przez 20 lat, odkąd istnieje firma, ani on, ani pozostali trzej współudziałowcy, czyli Marek Radwański, Krzysztof Milewski i Sławomir Gil, nigdy nie wypłacali sobie dywidendy. Wyjątkowy skąpiec? Niekoniecznie. - Tylko dzięki temu udało nam się odnieść sukces. Wiele firm, które dziesięć lat temu były od nas znacznie większe, dziś nie istnieje, bo przejadały zyski - tłumaczy Artur Mikołajko.

A Intersport, który do 2005 r. nosił nazwę Maks Sport, rośnie w tempie 40 proc. rocznie. W ubiegłym roku przychody sięgnęły 147 mln zł, a zysk - 4,6 mln zł. W 2008 r. przychody mają wzrosnąć do 205 mln zł. A to oznacza, że firma ma już około 13 proc. udziałów w rynku sklepów sportowych w Polsce - wynika z wyliczeń wywiadowni gospodarczej Coface Poland Credit Management Service. Dla porównania: Go Sport ma około 21 salonów, a Decathlon - siedem.

Właściciele Intersportu zaczynali skromnie. W 1988 r. wraz z kolegami z klubu żeglarskiego Szkwał, z którymi organizowali Festiwal Żeglarski "Shanties", postanowili otworzyć sklep żeglarski. Pierwszy w Krakowie. Wszyscy pukali się w głowę. Taki sklep na południu Polski? W takiej odległości od morza i jezior? Za kilka tygodni już was nie będzie - mówili.

I rzeczywiście - nie było łatwo. Wysupłali swoje oszczędności - wyszło razem 400 dol. Nawet na tamte lata nie było to wiele. Wystarczyło jedynie na wynajęcie niewielkiego, 60--metrowego lokalu w piwnicy, który nie miał nawet wejścia od ulicy. Remontowali go sami: własnymi rękami mieszali zaprawę, malowali ściany. Pierwsze łódki, które kupili, nie mieściły się w drzwiach. Więc wybili szersze otwory okienne.

Ku zaskoczeniu wszystkich z czasem sklep Maks Sport prosperował coraz lepiej. Skromna powierzchnia szybko przestała wystarczać. Kiedy w 1992 r. trafiła się okazja wynajęcia w lepszej lokalizacji lokalu o powierzchni 450 mkw., postanowili zaryzykować. - To był na owe czasy bardzo duży sklep - wspomina prezes. I znów wszyscy pukali się w głowę: Taka wielka powierzchnia? Miesiąc i splajtujecie.

Po tygodniu sami mieli wątpliwości. Ratowały ich między innymi znajomości w środowisku producentów sprzętu żeglarskiego wyniesione z klubu Szkwał. Mogli liczyć na korzystne kredyty kupieckie.

Duża powierzchnia sklepu zmusiła ich do poszerzenia oferty. Wybierali dyscypliny, które były ich pasją. Obok sprzętu dla żeglarzy pojawiły się najpierw rowery, potem narty. Na tym się znali. I uważają, że to jest jedna z tajemnic ich sukcesu. - Proponowaliśmy klientom tylko taki towar, który sami sprawdziliśmy, o którym sami mieliśmy dobre zdanie - mówi Artur Mikołajko.

Dopiero w 1998 r., po 10 latach działalności, założyli drugi sklep - w nowo powstającym centrum handlowym Zakopianka w Krakowie. Ponad 1,2 tys. mkw. To był największy wówczas sklep sportowy w Polsce.

Rynek wciąż nie był łatwy. Polacy na sport wydawali niewiele, tylko najbogatsi mogli sobie pozwolić na wyjazdy w Alpy. - Mieliśmy wiele ciężkich momentów. Przez dwa lata "ślizgaliśmy się", w ostatniej chwili płacąc czynsz, spłacając należności. Gdyby trafiło się kilka miesięcy chudszych, moglibyśmy upaść - wspomina prezes.

Kilka międzynarodowych sieci doświadczyło w tym czasie nieudanej próby ekspansji na polski rynek. Wycofał się niemiecki Intersport, który na początku lat 90. samodzielnie, bez polskiego partnera, próbował budować sieć sklepów. W 2003 r. z Polski wyszedł włoski Giacomelli Sport, który część ze swoich 27 placówek sprzedał francuskiej sieci Go Sport. Skapitulowała też inna włoska firma - Sport & Moore - która posiadała pięć sklepów.

Dopiero w 2001 r., kiedy pierwsza placówka w centrum handlowym zaczęła przynosić ogromne zyski, banki uznały ich za wiarygodnego partnera. Zyskali dostęp do kredytów, które pozwoliły na zdynamizowanie rozwoju.

Ale naprawdę intensywny rozwój zaczął się po wejściu na giełdę w 2006 r. Od tego czasu liczba sklepów, które lokowano w największych miastach Polski, wzrosła z 11 do 21. Kilka miesięcy przed debiutem podpisali umowę licencyjną z Intersportem - największą siecią sklepów sportowych w Europie. Pojawiła się oferta przejęcia przez niemiecką firmę z Grupy Intersport. Nie zgodzili się. Niemcom ostatecznie wystarczyło 25 proc. akcji. W rękach polskich inwestorów pozostaje wciąż ponad 60-procentowy pakiet kontrolny.

Chociaż w tym roku po otwarciu czterech kolejnych sklepów Intersport stanie się liderem rynku artykułów sportowych, nie zamierza spocząć na laurach. Artur Mikołajko za cel stawia sobie zwiększenie obrotów w ciągu pięciu lat do 500 mln zł. Każdego roku chce otwierać co najmniej pięć nowych placówek, większość o powierzchni ponad 2 tys. mkw., czyli dwa razy większej niż do tej pory. Sklepy Intersportu poznają też mieszkańcy średnich miast - w planach są m.in. salony w Opolu, Rzeszowie, Gliwicach. W sąsiedztwie podkrakowskiego lotniska w Balicach powstanie w pełni zautomatyzowana baza logistyczna.

Jak szacują analitycy, rynek artykułów sportowych w Polsce będzie rósł. - Niezwykłą szansą dla rozwoju tego rynku są wydarzenia sportowe, które mają się odbyć w Polsce, a przede wszystkim organizacja Euro 2012 - mówi Januszko, ekspert firmy badawczej TNS OBOP.

Według firmy Cetelem rynek artykułów sportowych wart jest obecnie około 430 mln euro, dla porównania - francuski 9,1 mld euro, niemiecki 7,1 mld euro, hiszpański 3,9 mld euro. - Przeciętna rodzina polska wydaje na artykuły sportowe zaledwie około 31 euro, dla porównania francuska - 352, włoska - 258.

Intersport zamierza wykorzystać ten potencjał. W samych Niemczech działa 1,1 tys. sklepów Intersportu. Udziałowcom Intersportu marzy się podobna sieć w naszym kraju. Gdyby krakowska spółka utrzymała obecną dynamikę wzrostu, to zbudowanie podobnej potęgi w Polsce zajęłoby jej zaledwie 10 lat.

UE- Zobacz, gdzie ceny poszły najbardziej w górę

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie