Sprawa Blidy: wciąż mnóstwo wątpliwości

Redakcja
Barbara Blida była radosną, tryskającą energią, silną kobietą
Barbara Blida była radosną, tryskającą energią, silną kobietą Fot. Zygmunt Wieczorek
W środę 25 kwietnia mija pięć lat od śmierci Barbary Blidy. Ten tekst postanowiłam rozpocząć tak, jak rozpoczęli epilog do swojej książki "Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbary Blidy" Sylwester Latkowski i Piotr Pytlakowski. Bo paradoksalnie, choć książkę wydano dwa lata temu, nic w sprawie wyjaśnienia wszystkich okoliczności śmierci byłej posłanki SLD nie zrobiono, winnych nie ukarano i żaden z naszych rozmówców nie wierzy, aby ten stan rzeczy miał się zmienić.

"Od śmierci Barbary Blidy minęły ponad trzy lata - piszą Latkowski z Pytlakowskim. - Przez ten czas dowiedzieliśmy się, że nie było mafii węglowej (umorzono postępowania wobec podejrzanych o łapówkarstwo), że nie było nacisków politycznych (umorzenie śledztwa łódzkiego w sprawie nadużyć prokuratury i ABW w sprawie Barbary Blidy), że ekipa ABW nie popełniła błędów (poza jej dowódcą). Umorzono śledztwo przeciwko Blidzie z powodu jej śmierci. Mecenas Stanisława Mizdra zaskarżyła do sądu uzasadnienie tej decyzji, bo sugerowało, że Barbara Blida popełniła zarzucany jej czyn. Sąd uznał, że skarga jest zasadna, ale prokuratura uzasadnienia wszczęcia śledztwa nie zmieniła. Wszystko już zamieciono, ręce umyto. Właściwie nic się nie stało. Niebawem zakończy swoje prace i ogłosi raport sejmowa komisja śledcza. Opisze błędy popełnione w śledztwie przeciwko Blidzie, wskaże osoby odpowiedzialne za ten stan rzeczy, ale nie ukarze winnych. (...) Za śmierć byłej posłanki nikt nie poniesie odpowiedzialności".

Czytaj także: Ziobro nie kłamał ws. Blidy. Śledztwo ws. nacisków na prokuratorów umorzone

Autorzy nie pomylili się w swoich diagnozach ani na jotę. Bo choć sejmowa komisja śledcza dowodzona przez posła Ryszarda Kalisza rzeczywiście opisała błędy śledztwa, wskazała winnych, ba, wnioskowała nawet, aby postawić przed Trybunałem Stanu Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobrę, nic nie wskazuje na to, aby się tym raportem zbytnio przejął. - Niestety, często tak się dzieje, że z raportów sejmowych komisji śledczych nikt nie wyciąga wniosków - przyznaje Marek Biernacki, poseł PO i przewodniczący sejmowej komisji ds. Olewnika. Raporty przesyłane są do prokuratur lądują w metalowych szafach i tyle się o nich pamięta. Tymczasem w sprawie Barbary Blidy jest mnóstwo pytań, na które pewnie nigdy nie poznamy odpowiedzi.

1Pierwsze z nich i podstawowe: Czy posłanka Sojuszu popełniła samobójstwo? Wiele osób ma co do tego spore wątpliwości. Blida była radosną, tryskającą energią i twardą kobietą. Niejedno przeszła, niejedno widziała. I nagle, 25 kwietnia 2007 r. miała strzelić do siebie z własnego sześciostrzałowego rewolweru Astra 680 chwilę po wejściu do jej domu oficerów ABW z nakazem rewizji i zatrzymania. Była wtedy w łazience razem z funkcjonariuszką Barbarą P. "Do dzisiaj twierdzę, że moja siostra tego nie zrobiła. Za dobrze ją znałam, wiem, jak bardzo kochała życie. Naprawdę kochała życie i ona na takie coś by się nie zdecydowała. Znam ją od dziecka, była ode mnie dziewięć lat młodsza. Byłyśmy bardzo związane. (...) Nie wierzę, że to zrobiła…" - powiedziała Sylwestrowi Latkowskiemu i Piotrowi Pytlakowskiemu Katarzyna Korzekwa, siostra Barbary Blidy. Nie jej jednej samobójstwo nie pasowało do Blidy. Kilka dni po skończeniu prac komisji rozmawiałam z posłem Ryszardem Kaliszem, tak mi opowiadał: "Jeżeli prześledzimy zachowania Barbary Blidy - telefon do adwokata, plany robione na kolejne dni, fakt, że pistolet nie był w pakamerze, ale w schowku, w którym zawsze leżał - to możemy wnioskować, że nie planowała samobójstwa. Gdyby je planowała, przed wejściem funkcjonariuszy ABW do jej domu, zachowywałaby się inaczej".

Na moje pytanie, czy została zaszczuta, poseł Kalisz odpowiedział: - Powtarzam: dowody świadczą, że nie planowała samobójstwa. Ale jej ostatnie cztery minuty życia są dość tajemnicze. Była w towarzystwie funkcjonariuszki ABW i tylko ta kobieta o nich wie. A Barbara Blida nie żyje. Kolejna sprawa: ewidentnie zacierano ślady, celowo. Czyli jakie są fakty? Bezspornie Barbara Blida pociągnęła za spust, ale co wydarzyło się przed tym strzałem - nie wiemy. Nie ma dowodów.

2 I tu dochodzimy do kolejnych niejasności: tego, co działo się zaraz po tym zdarzeniu. - Na miejscu, źle zabezpieczono materiał dowodowy - mówi Janusz Kaczmarek, były prokurator generalny, i ten fakt nie podlega żadnej dyskusji. Grzegorz Ocieczek, wówczas wiceszef ABW, przyjechał do domu państwa Blidów ok. godz. 7.

W ciągu kilku godzin na miejscu zdarzenia pojawiło się ponad 3o osób, tym samym wiele dowodów (włosy, odciski palców, DNA), być może kluczowych dla odtworzenia wypadków przed strzałem, w jego trakcie i po nim, okazało się bezużytecznych.

Dopiero po trzech godzinach (o godz. 10.10) odebrano ubranie od agentki Barbary P., tej samej, która przebywała z Blidą w łazience, by poddać je ekspertyzie mającej wykazać, czy są na niej ślady prochu strzelniczego, tzw. cząstek GSR. Doktor Michał Gramatyka z Katedry Kryminalistyki Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach w ekspertyzie dla komisji śledczej zauważył: "W protokole zabezpieczenia odzieży należącej do funkcjonariuszy ABW, w szczególności kurtki agentki - odzież ta jest opisana w sposób umożliwiający jedynie grupową identyfikację - »czarna kurtka Levi Strauss«.

Czytaj też: Blida nie żyje od 5 lat. Czy politycy na jej śmierci znowu ubijają interesy?
Nie można w związku z tym wykluczyć hipotezy, że kurtkę podmieniono". Dalej: agentce Barbarze P. i innym funkcjonariuszom pozwolono w międzyczasie umyć ręce, chociaż funkcjonariusze ABW musieli wiedzieć, że aby wykluczyć ewentualność, iż to Barbara P., a nie Barbara Blida miała w rękach broń, zostanie przeprowadzone badanie na obecność cząstek GSR na dłoniach. "Kryminalistyczne oględziny miejsca tragedii rozpoczęto dopiero o godz. 10.50. Przerwano je o godz. 11.30, by dokonać oględzin zwłok Barbary Blidy. Dopiero o godz. 13.50 wznowiono oględziny miejsca zdarzenia i zakończono je o godz. 16.50. Dlaczego po tak długim czasie i co właściwie wówczas robiono na miejscu zdarzenia? Na te pytania do dzisiaj nie ma odpowiedzi" - piszą w książce "Wszystkie ręce umyte. Sprawa Barbary Blidy" Latkowski z Pytlakowskim.

Bardzo poważnej krytyki postępowania w śledztwie po śmierci Barbary Blidy dokonał także były gdański prokurator Donat Paliszewski. Jego raport analizujący zagadkę śmierci Blidy dostała sejmowa komisja śledcza Kalisza. Paliszewski stawia wręcz ekipie śledczej zbierającej dowody na miejscu zdarzenia zarzut nieprzeprowadzenia w domu Blidy i potem podczas eksperymentów procesowych wszystkich możliwych analiz zmierzających do rekonstrukcji przebiegu zdarzeń. Ma też poważne wątpliwości co do tego, czy strzał rzeczywiście padł z przyłożenia, co wskazywałoby na samobójstwo Barbary Blidy. Jak zauważa Donat Paliszewski cząsteczki GSR znaleziono na nogach, rękach i na szlafroku Blidy. A to oznacza, że po strzale cząsteczki rozchodziły się niemal po całym ciele. Gdyby strzał padł z przyłożenia, cząsteczki GSR nie mogłyby się tak rozprzestrzenić.

I dalej zadaje pytanie: dlaczego, skoro cząsteczki tak się rozprzestrzeniły, nie ma po nich śladu na agentce ABW? Śledczy się nad tym nie zastanawiali albo przeszli nad tymi sprzecznościami do porządku dziennego.

Czytaj także: "To nie polityka zabiła Blidę". PiS odpowiada na tezy raportu komisji Kalisza

Kolejna sprawa to niezwykła telefoniczna aktywność agentów ABW na miejscu zdarzenia. Jak wyliczyła "Gazeta Wyborcza", rekordzista, oficer z Katowic, po strzale w domu Blidów dzwonił aż 225 razy z telefonu komórkowego. Wiceszef ABW Grzegorz Ocieczek - 123 razy do 29 osób, porucznik K. - 59 razy do 33 osób, Michał Cichy, naczelnik wydziału śledczego ABW w Katowicach: 225 połączeń do 73 osób. Z billingów wynika, że Barbara P. w chwili reanimowania Barbary Blidy (jak zeznała metodą usta-usta) wykonała 50 połączeń. - Duża liczba połączeń to metoda zacierania śladów, by w ich natłoku ukryć te istotne - mówił "GW" były oficer ABW. Ustalenie, kto do kogo dzwonił, było praktycznie niemożliwe, bo funkcjonariusze zeznali, że wymieniali się telefonami, pożyczali je sobie, gdy te się rozładowywały. - Ilość przeprowadzonych rozmów jest rzeczywiście zadziwiająca - przyznaje Janusz Kaczmarek.

Niezwykła jest także historia zeznań składanych przez funkcjonariuszy ABW przed komisją śledczą. Politycy sejmowej komisji śledczej nie widzieli ich twarzy, głosy agentów zostały zaś zniekształcone. - Politycy komisji w żaden sposób nie mogli obserwować reakcji, gestów na zadawane pytania - zauważa Sylwester Latkowski. - Czytałem zeznania składane przez agentów ABW, oni tymi zeznaniami śmieją nam się w twarz - dodaje Latkowski.

Na początku funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego będący na miejscu zdarzenia mówili na przykład, że nie słyszeli strzału. Potem zeznania zmienili - słyszeli. Warto zauważyć, że nadal pracują w agencji.

To tylko niektóre pytania w sprawie śmierci Barbary Blidy. Hipotez tego, co wydarzyło się w domu posłanki Sojuszu, jest przynajmniej kilka i żadna z nich tak naprawdę nie została obalona. Wątpliwości pozostają. "Po pierwsze - jeśli Barbara Blida postanowiłaby się zabić, strzeliłaby do siebie od razu, gdy weszła w posiadanie broni [Blida miała pójść po broń do pokoju na piętrze domu i ukryć go w łazience tuż przed wejściem ABW - red.]. Nie ryzykowałaby schodząc na dół, bo mogła założyć, że zostanie przeszukana. Nie mogła z góry zakładać braku profesjonalizmu funkcjonariuszy ABW. Po drugie - mając rewolwer w ręku, nie mierzyłaby do siebie tak nienaturalnie wyginając rękę (co wynika z kąta wlotu kuli w jej ciało). Po prostu przyłożyłaby broń w sposób naturalny (do głowy, w usta, pierś) i oddałaby strzał. Po trzecie - po co miała dzwonić do swojej adwokat, by przyjeżdżała, aby jej towarzyszyć w czynnościach procesowych, skoro postanowiła w ten sposób uciąć łeb sprawie?" - pytają w swojej książce Latkowski z Pytlakowski.

Pytanie słuszne i logiczne, jak wiele innych w tej historii.

Dorota Kowalska

Wideo

Komentarze 53

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Krzysiek
Sprawa jest oczywista. Na Śląsku funkcjonowała(uje?) mafia węglowa (duże pieniądze z budżetu były przechwytywane przez ludzi odpowiednio ustawionych). Pani Blida miała znajomości w tym środowisku - to są fakty (np. niejaka Barbra Kmiecik wyremontowała jej dom, kwota ok 500 tys., drogie prezenty itp.). Dlatego aresztowanie i przesłuchanie jej były jak najbardziej uzasadnione. Blida chciała jednak rozegrać scenę i postanowiła sie zranić, aby zyskać na czasie (plus medialny rozgłos w stylu mamy biedną męczennicę „krwawego reżymu”). Ale nawet tzw. amunicja bezpieczna może być śmiertelna. Pani Blida zginęła na skutek nieszczęśliwego wypadku podczas próby samookaleczenia. Oto cała prawda, reszta to polityczna hucpa i chęć zdyskontowanie tej śmierci przez SLD i PO.
b
bill
Nie sądzę, żeby to PiS zlecił morderstwo, ale z całą pewnością PiS ukrywa prawdę co sie wtedy stało. PiS, swim zwyczajem, bardzo potrzebowało spektakularnej akcji, która pokazałaby jacy to przeciwnicy polityczni są źli. No i wyszło jak wyszło. Ale prawdy, co się wtedy stało w domu Bildy się zapewne od PiS-u nie dowiemy, za bardzo by ich to skompromitowało. A na 100% oni prawdę znają.
W
Władek
Przestańcie nekrofile skakać po jej grobie. To obrzydliwe.
k
krzyhoo1
zresztą B. Blida to ofiara IV RP, a tę stworzyła polityka PO-PiS
T
Turbulencja
Słowa Barbary Blidy w czerwcu 2002 roku (za rządów SLD): "Gdyby warunkiem budowy było wręczenie łapówki, bym ją dała. [...] Nie wystarczy mieć pieniądze na łapówkę, trzeba wiedzieć komu ją dać."

Na te wypowiedzi nie było wtedy żadnej reakcji ze strony Ryszarda Kalisza. Zabrakło pomocy dla pani Barbary Blidy, która wygłaszała takie wypowiedzi. Nie tylko, bo – jak twierdzili prokuratorzy – wprowadzała je w czyn.

Wyższe czynsze, mniejsze grono osób uprawnionych do dodatków mieszkaniowych, powrót eksmisji na bruk. Koalicja PO-PSL chce zaostrzyć przepisy o najmie mieszkań komunalnych. Koalicja PO-PSL chce znieść katalog uprawnionych, którym z mocy prawa przysługuje lokal socjalny w razie eksmisji. Figurują w nim osoby obłożnie chore, niepełnosprawni, kobiety w ciąży, bezrobotni, emeryci i renciści korzystający z pomocy społecznej.

Wracamy do wyrzucania lokatorów czynszówek NA BRUK, co za czasów rządu SLD było zasługą BARBARY BLIDY, a skutkowało WIELOMA SAMOBÓJSTWAMI. To zostało zmienione za czasów PiS, a teraz będzie POwtórka. Mieszkania komunalne po ich sprzedaży zasilą finansowo gminy i liczne firmy pogrzebowe.

W roku 1994 rządząca wówczas koalicja SLD-PSL, między innymi pod wpływem lobbyingu Polskiej Unii Właścicieli Nieruchomości -- a także pod medialną osłoną TVN -- uchwaliła zmiany w prawie lokatorskim pozwalające na tak zwane eksmisje na bruk, czyli bez zapewnienia jakiegokolwiek lokalu. Główną autorką nowej ustawy była ówczesna minister budownictwa BARBARA BLIDA. Tłumaczyła się wówczas, że oddaje sprawę orzekania eksmisji w ręce niezawisłych sądów, które z pewnością będą brały pod uwagę również sytuację lokatorów. Już wkrótce okazało się że nie miało to żadnego potwierdzenia w rzeczywistości. Zarówno organy administrujące budynkami komunalnymi, jak i kamienicznicy uznali eksmisję na bruk za najlepszy straszak i sposób rozwiązywania konfliktów z najemcami lokali. Sądy podejmowały zwykle bardzo szybkie decyzje, często pod nieobecność lokatorów. Okazało się, że na bruk są wyrzucane nawet osoby obłożnie chore czy matki z małymi dziećmi.

Trzeba być naprawdę ŚLEPY, żeby nie widzieć, jak reżimowe media ciągle nam wciskają tę samą mafię PO-PSL-SLD.
A
Antynazista
I to przy każdej nadarzającej się okazji. Szczególnie upodobali sobie trupa Lecha Kaczyńskiego i żony jego Maryji.
c
cytat?
Cze Emeryt słyszał o istniejącym w prawie pojęciu "umorzenia postępowania przygotowawczego z powodu śmierci podejrzanego"?
!!
Lewacka gnido
A
A fe!
bajkopisarze z SLD..
j
jak rzyć?
zabrali ci UBecką emeryturkę? Nie? a Tusk obiecywał, no patrzcie, znów nie dotrzymał
k
kupcie liczydła
dzisiaj Polską rządzą wszyscy aferzyści III RP. Dzięki pozytecznym idiotom.

I dobrze wam tak, na bruczek, pod most. Ludzie myslący przezyli już rządy Unii Wolności i SLD i wiedzą czego sie spodziewać po tym towarzystwie. Duraki się dopiero dowiedzą.
j
jak rzyć?
nie było w III RP żadnych afer, a komusze władze rozwinęł przemysł, by ludziom zyło sie lepiej.

Takich debili nie spotkasz nigdzie tylko albo u tęczowego Ryśka, albo u Palikota
b
bond 007
Nie wszystkich, tylko ciebie.
b
bond 007
Czy masz na myśli tych prokuratorów i polityków, którzy przez okres PRL-u gnoili Polaków, a po okrągłym stole okradali ich razem z Blidą?
t
tomasz
Posądzenie PISu o morderstwo to kuriozum ! W interesie tej partii było rozwinięcie tej sprawy i zeznania Pani Barbary były bezcenne. Jeśli już szukać sprawców to wśród tych którzy przez zeznania Pani Barbary mogli mieć kłopoty.
Dodaj ogłoszenie