Spowiedź generała. Wojciech Jaruzelski wciąż broni PRL

Redakcja
Wojciech Jaruzelski odpiera zarzuty o bezprawnym wprowadzeniu stanu wojennego, powołując się na konstytucję obowiązującą w 1981 r.
Wojciech Jaruzelski odpiera zarzuty o bezprawnym wprowadzeniu stanu wojennego, powołując się na konstytucję obowiązującą w 1981 r. Wojciech Barczyński / Polskapresse
Publikujemy fragmenty właśnie wydanych pamiętników generała Wojciecha Jaruzelskiego "Starsi o 30 lat", których publikację przygotowało Wydawnictwo Adam Marszałek.

Próba generalna

Stan wojenny - potępienia, oskarżenia, epitety eskalują. Wzmożona "eksplozja" niewątpliwie nastąpi w 30. rocznicę. "Próba generalna" w noc z 12 na 13 grudnia 2010 roku była wyjątkowo huczna. Jeszcze nigdy przed moimi oknami nie zgromadziły się takie tłumy - niemal jak na koncert Pani Dody. Uczestniczyli, dominowali ludzie młodzi, których w 1981 roku jeszcze na świecie nie było. Co jednak tym razem było charakterystyczne? Otóż po raz pierwszy zaszczyciły mnie "sąsiedzką" wizytą tak znane osoby, jak: Ludwik Dorn, Kornel Morawiecki, Tomasz Sakiewicz, Piotr Semka, Bronisław Wildstein. Jeśli kogoś pominąłem - przepraszam. Wygłosili gromkie mowy, przy akompaniamencie bojowych okrzyków i na tle wojowniczych transparentów. Chociaż byłem bezpośrednim adresatem, oceniam to realistycznie. Mam świadomość, iż pośrednio było to również skierowane do prezydenta Bronisława Komorowskiego (a właściwie mojego udziału w posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego), do lewicy, nazywanej nieraz "postkomuną", do tzw. Salonu oraz do niektórych polityków, publicystów i w ogóle "gorszych patriotów".

12 grudnia 1981 r. połączyłem się z Susłowem. Zapytałem: "czy jeśli wprowadzimy stan wojenny, to będzie nasza wewnętrzna sprawa?". Odpowiedział: "tak"

Co pokażą kolejne rocznice? Jaki będzie pretekst napędowy? Przy tym, jak wykazało już wieloletnie doświadczenie, istotą sprawy staje się zdominowanie formy nad treścią, tj. niedostatek pogłębionych ocen, jak doszło do stanu wojennego, w jakiej stało się to sytuacji, kto się do tego przyczynił, kto zaprzepaścił szansę jego uniknięcia, jaką dawało pójście drogą Spotkania Trzech [spotkania Józefa Glempa, Lecha Wałęsy i Wojciecha Jaruzelskiego, które odbyło się 4 listopada 1981 roku - red.]? W tym miejscu zwracam się do pana Jarosława Kaczyńskiego, przypominając, co powiedział w książce "Czas na zmiany" z 1994 roku: "Różne są opinie na temat Spotkania Trzech. Jedni uważają, że był to chwyt propagandowy ze strony PZPR. Inni liczyli, iż tą drogą na razie uda się spacyfikować Solidarność, a przynajmniej ją kontrolować. Wreszcie inni, że Bronisław Geremek i jemu bliscy torpedowali tę inicjatywę w obawie, że prowadzi ona do zbyt wielkiej roli Kościoła". Kończy słowami: "Sprawa ta do dzisiaj nie jest do końca wyjaśniona i czeka na rzetelne opracowanie przez historyków". Minęło 17 lat, a na rzetelnych historyków sprawa wciąż "czeka", mimo iż mniejszej rangi wydarzenia są systematycznie przypominane, a ich kolejne rocznice nawet celebrowane. Oto swego rodzaju "biała plama".

Zwracam się tą drogą do kolejnego, obecnego prezesa IPN, Pana dr. Łukasza Kamińskiego o osobiste zainteresowanie i zaangażowanie się w wyjaśnienie owych okoliczności. Chodzi przede wszystkim o dokonanie obiektywnej oceny etapu, który niósł nadzieje, przy tym nie tylko dla Polski. Przed 30 laty miało to bowiem zarówno wewnętrzny, jak i zewnętrzny rezonans. Jedni podziwiali polski "karnawał wolności". Inni ostrzegali: "Polska chorym człowiekiem Europy". A wszystko to działo się w warunkach zaostrzającej się sytuacji międzynarodowej. Stawało się więc nie tylko naszą sprawą wewnętrzną. Jedyną realistyczną drogą było poszukiwanie porozumienia. Dla idei Rady Porozumienia Narodowego powstało szerokie społeczne poparcie, wynoszące wg sondaży ok. 77 procent.

Po Spotkaniu Trzech poparcie to uzyskało oficjalną wykładnię - instytucji, stowarzyszeń, organizacji społecznych, osób o uznanym autorytecie. Podzielała je też większość Solidarności. Ludwik Dorn 11 grudnia 1981 roku na posiedzeniu Komisji Krajowej Solidarności w Gdańsku przedstawił wyniki badań opinii społecznej, przeprowadzonych w całym kraju przez Ośrodek Badań Społecznych Regionu "Mazowsze". Zacytuję charakterystyczny fragment: "Otóż proszę Państwa, opinia związkowa, Związek jako właśnie szeroka, myśląca, dyskutująca całość, niewątpliwie przeżył pewien szok […] Spotkanie Glemp - Wałęsa - Jaruzelski było generalnie akceptowane, właściwie nie było oponentów. Postawa, jaką zajął na tym spotkaniu Lech Wałęsa, była też generalnie aprobowana […] Więc teraz, po tym, co się stało w Radomiu - Związek, związkowcy przeżyli - nie twierdzę, że duży, ale pewien szok". Dodam - dla nas, dla władzy, to tym bardziej był szok. Upłynęło 30 lat, ale brak jest wciąż poważnej analizy, oceny, która tłumaczyłaby logicznie - co i dlaczego spowodowało taki "zwrot"?! (...)

CZYTAJ TEŻ:
* Chris Niedenthal, autor słynnych zdjęć ze stanu wojennego: PRL był ciekawszy niż Londyn (GALERIA)
* Inne oblicze stanu wojennego: Bimber i marihuana, czyli wesoła cela na Białołęce
* Nie cały Zachód poparł Wałęsę. Przegląd prasy sprzed 30 lat
* ''The Times'' z 14 grudnia 1981 r.: Z Niemiec do Polski na własną odpowiedzialność

Sytuacja krańcowa

Powstała sytuacja krańcowa. 12 grudnia 1981 roku w godzinach porannych spotkałem się z generałami: Michałem Janiszewskim, Czesławem Kiszczakiem, Florianem Siwickim, a wcześniej - w nocy z 9 na 10 grudnia - z kierowniczą kadrą Wojska. Odbyłem również wiele rozmów w różnych środowiskach. Sytuacja jest skrajnie niebezpieczna. W obecności generałów próbowałem połączyć się z Breżniewem. Odezwał się Michaił Susłow. Zapytałem: "czy jeśli wprowadzimy stan wojenny, to będzie nasza wewnętrzna sprawa?" Odpowiedział: "tak". "A jeśli sytuacja się skomplikuje?". Pamiętałem wciąż powtarzane: "My Polski nie pozostawimy w nieszczęściu". Odpowiedź Susłowa: "Przecież zawsze mówiliście, że własnymi siłami dacie sobie radę". My zaś obserwowaliśmy wciąż niepokojące fakty, których było coraz więcej.

Te właśnie fakty tym bardziej nakazywały spojrzeć nieufnie na owo stwierdzenie Susłowa. Można je było odczytywać - "nie wejdziemy, jeśli wy to sami zrobicie". Jednocześnie obrady Komisji Krajowej Solidarności w Gdańsku jeszcze trwały. Liczyłem - może nadejdzie jakiś pozytywny sygnał - nie nadszedł, wręcz przeciwnie. O godz. 14.00 podjąłem decyzję. W ślad za tym skierowany został wniosek rządu do Rady Państwa o wprowadzenie stanu wojennego. Poinformowałem również najbliższych współpracowników, m.in. Kazimierza Barcikowskiego i Mieczysława Rakowskiego, a także prezesa Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego Romana Malinowskiego oraz przewodniczącego Stronnictwa Demokratycznego Edwarda Kowalczyka. Wszyscy przyjęli tę informację ze zrozumieniem i pełną aprobatą.

Zgodnie z ówczesną Konstytucją art. 33 ust. 2, który brzmi: "Rada Państwa może wprowadzić stan wojenny na części, lub na całym terytorium Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, jeżeli wymaga tego wzgląd na obronność, lub bezpieczeństwo państwa" - podkreślę: "lub bezpieczeństwo państwa". Rada Państwa swą Uchwałą tego dokonała. Artykuł 30 ust. 3 Konstytucji stanowi, że "Rada Państwa czuwa nad zgodnością prawa z Konstytucją". A więc Konstytucja daje jej prawo do oceny - co jest z nią zgodne, a co nie. Sądzę, że dotyczy to zwłaszcza sytuacji nadzwyczajnych, stanu wyższej konieczności - co zresztą potwierdził Sejm ustawą z 25 stycznia 1982 roku.

W tym miejscu rodzi się pytanie: czy może być uznane za przestępstwo to, co zostało zaaprobowane i przypieczętowane dwukrotnie mocą decyzji najwyższych władz w państwie?! Podobnie bowiem ustaliła powołana w 1991 roku przez Sejm Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej. W ciągu pięciu lat swej działalności - w obecności mediów - przesłuchała kilkudziesięciu świadków, przestudiowała tysiące stron dokumentów i materiałów zarówno krajowych, jak i zagranicznych. Jest to udokumentowane w książce "Sąd nad autorami stanu wojennego - oskarżenia, wyjaśnienia, obrona", która zawiera szczegółowy zapis protokolarny z posiedzeń Komisji z lat 1992-1993. Z kolei Wydawnictwo Sejmowe, w książce zbiorze "O stanie wojennym", opublikowało w 1997 roku oficjalne sprawozdanie Komisji, wniosek mniejszości oraz ekspertyzy historyków. Na podstawie gruntownie uzasadnionego wniosku Komisji Sejm RP swą uchwałą z 23 października 1996 roku sprawę umorzył: po pierwsze - uznając, iż wprowadzenie stanu wojennego Uchwałą Rady Państwa miało za podstawę art. 33 ust. 2. Konstytucji; po drugie - z uwagi na nadzwyczajne okoliczności, w jakich nastąpiło podjęcie owej decyzji. (...)

CZYTAJ TEŻ:
* Chris Niedenthal, autor słynnych zdjęć ze stanu wojennego: PRL był ciekawszy niż Londyn (GALERIA)
* Inne oblicze stanu wojennego: Bimber i marihuana, czyli wesoła cela na Białołęce
* Nie cały Zachód poparł Wałęsę. Przegląd prasy sprzed 30 lat
* ''The Times'' z 14 grudnia 1981 r.: Z Niemiec do Polski na własną odpowiedzialność

Ostatnio nasiliły się oskarżenia o "niekonstytucyjność" wprowadzenia stanu wojennego. Po 30 latach takie stanowisko zajął Trybunał Konstytucyjny. Stanowisko Trybunału przyjęli z entuzjazmem zwłaszcza ci, którzy, osądzając Konstytucję PRL, stają się nagle gorliwymi stróżami jej litery, a w szczególności tego, czy dekret był wydany w czasie sesji Sejmu oraz kiedy został opublikowany w Dzienniku Ustaw. Okoliczności, tryb realizacji to odrębny temat, który przedstawiłem Wysokiemu Sądowi. Ale jeden pikantny szczegół muszę przypomnieć. Jeden z czołowych działaczy Solidarności poseł Jan Rulewski 1 lutego 1992 roku z trybuny sejmowej oświadczył: "[…]WRON pierwszym aktem naruszyła bądź podważyła fundamentalną zasadę Konstytucji o przewodniej roli partii. W tym czasie Konstytucja jeszcze przyznawała kierowniczą rolę w państwie partii. Tymczasem właśnie WRON zawiesiła całkowicie działalność nie tylko naczelnych organów partii, ale również ich transmisji w postaci tygodników i dzienników". Można pominąć oczywiste niedorzeczności - ale jak rozumieć osobliwe współistnienie oskarżenia o delikt, o uchybienie Konstytucji i jednocześnie piętnowanie tzw. autorów stanu wojennego za to, że bronili stabilności oraz bezpieczeństwa państwa funkcjonującego na mocy tejże Konstytucji. Korzystam z tej okazji, aby odnotować troskę Pana Jana Rulewskiego o przewodnią rolę partii.

O Solidarności

Istnieją opinie, że stan wojenny rozbił, rozczłonkował Solidarność jako potężną siłę, zespoloną w walce o wspólne idee i cele. Istotnie, była ona porywającym wielomilionowe masy - bezprecedensowym, wolnościowym fenomenem. Jednakże nie był to ruch jednolity, stanowił konglomerat często politycznie odległych od siebie kręgów i sił. Nie wszystkie z nich zasługują na gloryfikację. Oceny tej wielu członków i działaczy Solidarności nie podzieli. Dlaczego? Po pierwsze - ze względów czysto ludzkich, osobistych, emocjonalnych, w poczuciu stałej więzi i organicznego utożsamiania się z etosem, z legendą Solidarności. Po drugie - ze względów pragmatycznych. Przecież jednostronna, apologetyczna jej ocena (przy jednoczesnej diabolizacji władzy) ma dawać w nowej rzeczywistości ustrojowej, ówczesnym członkom i działaczom opozycji szczególny życiowy, polityczno-moralny status: jako ludzi Polski posierpniowej, podziemia niepodległościowego itd.

Niektórzy z nich - niemający zresztą istotnych opozycyjnych zasług - przybierają nieraz kombatanckie pozy "obalaczy komunizmu" - nazwijmy ich "kombatantami dnia 8-go". Karol Modzelewski na łamach "Gazety Wyborczej" z 4 sierpnia 1997 roku stwierdza: "W polityce polskiej uwija się sporo bojowników, którzy w czasie komunizmu siedzieli cicho za piecem". Ja dodam - ale dziś dobrze wiedzą, gdzie "stoją konfitury". Po trzecie - ze względu na swego rodzaju nieporozumienie. Otóż, bardzo znaczna część członków i sympatyków Solidarności - ludzi światłych, ideowych, o patriotycznych zasługach i wysokich walorach moralnych, funkcjonowała jak gdyby na innej "orbicie" tego ruchu. Widzieli więc w nim głównie to, co mądre, piękne i szlachetne. Natomiast nie dostrzegali lub nie doceniali nurtu populistyczno-roszczeniowego, anarcho-syndykalistycznego, w tym niesterowalnego radykalizmu, który zwłaszcza w ostatniej fazie coraz bardziej w Solidarności dominował. (...)

Wszystko to nie zmienia wielkiej roli i historycznych zasług Solidarności. Mówię o tym z głębokim przekonaniem i szacunkiem dla wielu jej członków i działaczy, niektórych po prostu, po ludzku, lubię i podziwiam. Skłania to jednocześnie do myślenia nie w kategoriach "czarne - białe", ale w duchu lepszego zrozumienia dylematów władzy, drugiej politycznej strony. Chodziło w szczególności o państwo. W okresie swego 45-letniego istnienia - obok organicznych schorzeń i ciężkich błędów - miało niewątpliwy dorobek. Przekreślić się go nie da. Tworzenie wyłącznie "czarnej legendy" PRL poniża, rzuca cień na miliony życiorysów Polaków - żyjących, kształcących się i uczciwie wówczas pracujących dla dobra kraju.

CZYTAJ TEŻ:
* Chris Niedenthal, autor słynnych zdjęć ze stanu wojennego: PRL był ciekawszy niż Londyn (GALERIA)
* Inne oblicze stanu wojennego: Bimber i marihuana, czyli wesoła cela na Białołęce
* Nie cały Zachód poparł Wałęsę. Przegląd prasy sprzed 30 lat
* ''The Times'' z 14 grudnia 1981 r.: Z Niemiec do Polski na własną odpowiedzialność

Koronawirus fake news. Oto największe absurdy.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

c
cezar

A co dał nam Jaruzelski? Osiem lat stagnacji, pozorowanych reform, kolejkowej beznadziei, kartek na wszystko i wyrobów czekoladopodobnych. A że pięknie skapitulował? Nawet ten akt, za który Michnik rozgrzeszył gorliwego prymusika PRL, 45 lat zajętego własną karierą, nie był efektem genialnych politycznych przemyśleń czy moralnych przewartościowań. Generał nie zrobił tego nawet ze strachu. Hegemon kazał, „Spawacz” wziął „ruki pa szwam” i wykonał.

Nie jestem skłonny do wulgaryzmów, przeto nie przytoczę historycznego „bluzgu” na jego temat, zadowalając się stwierdzeniem: w lojalności wobec Rosji był lepszy od Stanisława Augusta, w smykałce reformatorskiej dorównywał Augustowi III Sasowi, obniżył prestiż władzy skuteczniej niż Michał Korybut i tylko zrejterował lepiej niż Walezy.

E
Ela

Panie Generale, miałam 30 lat jak Pan wprowadził stan wojenny. Trochę mi to slomplikowało życie, ale dziękuję Panu, że zrobł Pan, tak jak zrobił.

????

Czyli dalej czekamy na tych rzetelnych historykow, pytanie tylko: co sie stanie jak rzeczywiscie rzetelnie napisza co sie wtedy wydarzylo? czy aby nie skonczysie to tym, ze wszyscy nasi pseudo-PATRIOCI, charakteryzujacy sie tym ze o historii Polski wiedza tyle ze bitwa pod Grunwaldem odbyla sie w 1410 roku, nie zaczna zaraz takiego rzetelnego od komuchow i zdrajcow wyzywac??? Otoz nie ma miejsca na rzetelne rozliczenie sie z tamtym okresem, jeszcze nie teraz, gdy co niektorzy 'opozycjonisci' maja za duzo do stracenia...

j
jas wedrowniczek

Zostalo mu niewiele czasu,zbliza sie tragiczny i haniebny koniec.Niestety nie dadza mu miejsca naPowazkach,a mogl byc drugim Kosciuszka.

a
artagnan

Jaruzelski bylby zdrajca gdyby obecny rzad z kolei nie ciagnal na zachod... A tak nie wiadomo co o tym myslec... co myslec o polskim spoleczenstwie, ktore wybiera taki rzad... ludzie mysla tylko o doraznych korzysciach... demokracja... ale mysle, ze takich jaruzelskich, sikorskich, tuskow, rostowskich to jednak nalezy wieszac, za zdrade...

Dodaj ogłoszenie