reklama

Spór o łuk triumfalny jest raczej nie do uniknięcia

Agaton Koziński
Agaton Koziński
Zaktualizowano 
mat.pras.
Hołd dla bohaterów czy mitomania? Spór o łuk triumfalny może się okazać jednym z ważniejszych konfliktów politycznych początku przyszłego roku.

Wygląda na to, że czeka nas kolejny spór, który rozegra się wokół hasła polityki historycznej. Tym razem powodem stanie się 100. rocznica „Cudu nad Wisłą”. 15 sierpnia 1920 r. rozpoczęła się na przedpolach Warszawy bitwa między armią polską i bolszewicką. Mimo dużej przewagi Rosjan, Polakom udało się zatrzymać ich pochód na stolicę. Teraz trwa dyskusja o tym, w jaki sposób ten triumf upamiętnić.

Ma to być łuk triumfalny. Chce go zbudować rząd, władze Warszawy nie mówią „nie”. Tyle że już teraz widać, że wypracowanie wspólnej wersji projektu między tymi dwoma decydentami może być szalenie trudne. Jeśli nie niemożliwe.

O tym, że łuk w Warszawie powstanie, zapewnia rząd. „Pomnik Bitwy Warszawskiej powinien być już 20 lat temu, 30 lat temu, 10 lat temu, powinien być w przyszłym roku. Nie będzie, ale obiecuję, on stanie w krótkim czasie, musi stanąć w krótkim czasie” - mówił w ubiegłym tygodniu Mateusz Morawiecki w czasie internetowego czatu.

Według informacji „Polski”, ministrowie i premier są zdeterminowani, żeby w ten sposób uczcić 100. rocznicę Bitwy pod Warszawą z 1920 r. Dlatego ta konstrukcja po-wstanie, nawet jeśli zgody nie wyrażą władze stolicy. Termin? Prawdopodobnie do 15 sierpnia.

CZYTAJ TAKŻE: Kościelisko. Chcą zbudować na Butorowym gigantyczny pomnik Papieża [ZDJĘCIA]

Łuk stanie na placu Na Rozdrożu. Tak zdecydowała Rada Warszawy, także w Radzie Ministrów ten pomysł się podoba. Jak mówi nasz roz-mówca w kręgach rządowych, wcześniej rozważane projekty (na przykład postawienie tego łuku nad Wisłą, w korycie rzeki) nie będą realizowane. Z prostej przyczyny: pomnik powinien znaleźć się w lokalizacji możliwie najbardziej prestiżowej, a koryto Wisły takim miejscem by nie było.

Stąd akceptacja koncepcji z placem Na Rozdrożu. To przestrzeń znajdująca się na szlaku królewskim, blisko Łazienek, Kancelarii Premiera, a także pomników Polaków, którzy doprowadzili do odzyskania niepodległości w 1918 roku.

Przedstawiciele Ministerstwa Kultury, którzy pilotują ten projekt, zaczęli już roz-mowy z władzami Warszawy odnośnie tej konstrukcji. I, jak słyszymy od naszych informatorów, rozmowy przebiegają w dobrej atmosferze.

Ale to, że tak wygląda to teraz, nie musi oznaczać, że w przyszłości ta atmosfera się utrzyma. Dlatego strona rządowa przygotowuje plan B. Zakłada, że negocjacje ze stołecznym ratuszem potrwają nie dłużej niż do końca stycznia. Jeśli do tej pory nie uda się osiągnąć porozumienia, władza centralna użyje tego samego sposobu, za pomocą którego przejęła kontrolę nad Westerplatte. Za pomocą specustawy przeniesie kontrolę nad placem na Rozdrożu (czy na wybrany jego fragment) na rząd i następnie samodzielnie wybuduje w tym miejscu łuk.

- To prosta konstrukcja, choć krzywa - mówi nasz rozmówca, podkreślając, że powinno się udać skończyć jej budowę do dnia rocznicy.

Jedyna wątpliwość? Projekt. Póki co nie została zatwierdzona żadna wersja. Łatwo się domyślić, że pojawiające się projekty będą u niektórych wzbudzać emocje, u innych kontrowersje. Jeśli więc nie uda się szybko uzgodnić ostatecznej wersji konstrukcji, to data jej odsłonięcia może się przesunąć. Jeśli natomiast kompromis zostanie wypracowany odpowiednio szybko, to same prace budowlane powinny się zamknąć przed 15 sierpnia przyszłego roku.

- Jest szansa, że z budową pomnika w kształcie prawdopodobnie łuku rzymskiego zdążymy na 15 sierpnia 2020 roku. Będzie bardzo widoczny. To będzie znaczący pomnik, jest szansa że po-wstanie - podkreślał w wywiadzie telewizyjnym Jarosław Sellin, wiceminister kultury.

Uda się przeprowadzić tę inwestycję w spokoju i zgodzie? Póki co się nie zapowiada. Choć Rada Warszawy poparła pomysł jego budowy na placu na Rozdrożu, ale Michał Krasucki, konserwator warszawskich zabytków, uważa, że zakończenie tej budowy przed 15 sierpnia jest niemożliwe.

Ostrzej plany rządowe skomentował Paweł Rabiej, wiceprezydent Warszawy. We wpisie w mediach społecznościo-wych nazwał je „mitomanią”. Jeszcze ostrzej skomentował całą sytuację w wywiadzie dla Radia Zet.

- Mamy w Warszawie ulicę Bitwy Warszawskiej 1920 roku, mamy też pewną w sobie skromność, która skutkuje tym, że staramy się nie przesadzać z wielkoformatowymi pomnikami. Myślę, że to też taka dobra cecha Warszawy, która sama jest jednym wielkim pomnikiem powstania warszawskiego i upamiętnia bardzo wiele historycznych wydarzeń. I nagle pan premier z jakiejś szufladki wyciąga pomysł łuku triumfalnego, który gdzieś był na marginesie jakiegokolwiek myślenia, i chce go postawić pośrodku Wisły. To jest niepoważne - powiedział.

Oczywiście, nie można wykluczyć, że ostry ton słów Rabieja to tylko balon próbny - testowanie, na ile jego komentarze znajdą poparcie, a na ile nie nie wzbudzają emocji, głosów poparcia. Ale bardziej prawdopodobne jest, że to bardziej przygotowanie ogniowe przed decydującą batalią - gdy władze Warszawy, a także wspierający ich politycy opozycyjni zaczną uderzać z całych sił w rząd, zarzucając mu wszystko, co tylko da się do tej sprawy przypiąć.

Przecież to nielogiczne- można by skonkludować. Skoro Rada Warszawy (zdominowana przez Platformę) wyraziła zgodę na budowę łuku, to dlaczego ma to stać się zarzewiem konfliktu? Ale wbrew pozorom sprzeczności tu nie ma. Trudno, żeby stołeczni włodarze nie chcieli czegoś zaproponować upamiętniającego triumf sprzed 100 lat. Zgadzając się na łuk i wskazując jego lokalizację, sprawiają więc wrażenie koncyliacyjnych oraz gotowych do przejęcia inicjatywy w tej sprawie.

Pomnik Józefa Piłsudskiego w Rzeszowie najładniejszy w Polsc...

Choć komentarz stołecznej konserwatora wyraźnie sugeruje, że forsować tempa budowy nie będą. Jednocześnie Rabiej natychmiast wbija szpilę w rząd, zarzucając mu, że podjął się budowy Muzeum Bitwy Warszawskiej w Ossowie, ale z tego wywiązać się nie zdołał (oddzielna sprawa, że MON, który za to odpowiadał, zdecydowanie nie dochował należytej dbałości o tę inicjatywę - przyjął imperialny plan muzeum, z którego nie miał szans się wywiązać).

Skoro muzeum w Ossowie nie będzie, tym bardziej rząd będzie parł do tego, żeby łuk powstał - w końcu mowa o rocznicy jednej z najważniejszych bitew w dziejach Europy, najważniejszego polskiego triumfu po 1918 r. PiS, który od zawsze podkreśla, jak ważna jest dla niego polityka historyczna, będzie chciał na swoim koncie mieć sukces. Najlepiej sukces spektakularny. Stojący na tę rocznicę łuk, pokazywany pewnie tego dnia w większości telewizji Europy (a może i świata), czymś takim byłby bez wątpienia.

Wie to także opozycja, wie, że PiS może w ten sposób zapunktować. I choćby z tego powodu spór o łuk triumfalny wydaje się nie do uniknięcia. Zresztą powody do rozpoczęcia konfliktu łatwo sobie wyobrazić. Po pierwsze, prawo własności do działki. Jeśli rząd przejmie ją za pomocą spec-ustawy, to natychmiast pojawią się głosy mówiące o nacjonalizacji terenów należących do miasta - przerabialiśmy te spory wcześniej przy okazji specustawy dotyczące Westerplatte czy placu Piłsudskiego, na którym stanął pomnik smoleński.

Po drugie, sama forma łuku. Skoro ma on być efektowny, to prawie na pewno będzie duży. A przynajmniej wyższy od okolicznych drzew - a to już wystarczy, żeby zarzucić rządowi „gigantomanię”, „wzorce z Białorusi i Korei Północnej”, czy wreszcie tandetę. W tle, w mediach społecznościowych, pojawią się komentarze, że to „pisowski pomnik”, a przecież Warszawa „pisowska” nie jest, więc jakim prawem rządząca większość swoją wersję łuku narzuca.

PiS z kolei będzie argumentował, że chodzi o pomnik upamiętniający bitwę ważną dla całej Polski, dla wszystkich Polaków - a Warszawa jako miasto stołeczne jest takim miejscem, gdzie tego typu monumenty stawiać należy. Tego typu argumentacji nie da się z góry odrzucić, bo w końcu rolą stolicy jest upamiętniać (symbolicznie) wydarzenia ważne dla całej wspólnoty.

Już teraz widać precyzyjny podział ról w tym (nieuniknionym wydaje się) konflikcie, zresztą niejedynym tego typu w najbliższym czasie. Podobny będziemy obserwować wokół koncepcji odbudowy Pałacu Saskiego. Zapowiedział to Andrzej Duda, ma w tej sprawie wsparcie ze strony PiS. Warszawski ratusz nie mówi „nie”, ale nie wydaje się być mocno w to zaangażowany. Jakby szykował się do skoku - ataku na PiS, gdyby tylko ten zaczął bardziej konkretne działania w kierunku odbudowy.

W ten sposób polityka symboliczna staje się polityką realną. W wojnie między rządem i opozycją po raz kolejny okaże się, że polem jej rozgrywki staje się właściwie każda dostępna dziedzina, każdy obszar, wokół którego można zbudować polaryzację. Czy może być inaczej? Aż by się prosiło, żeby władze stołeczne i rząd powołały wspólną komisję, która ustali szczegóły odbudowy Pałacu Saskiego czy budowy łuku triumfalnego.

Ale teraz, gdy nadchodzą wybory prezydenckie, które opozycja uważa za kluczowe i najważniejsze (podobnie zresztą jak rządząca większość, która wie, że utrata dużego pałacu może ją całkowicie zablokować), trudno sobie wyobrazić, by któraś ze stron się cofnęła.

Dlatego wszystko wskazuje na to, że początek przyszłego roku będzie stał pod znakiem batalii o łuk triumfalny.

POLECAMY W SERWISIE POLSKATIMES.PL:

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 6

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

t
tad
1 grudnia, 19:20, Alek:

Polacy to mitomani, megalomani i do tego maniacy.

I dlatego przez 100 lat nie upamiętnili swego najważniejszego zwycięstwa? Rozumiem, że wam, kacapom, taki łuk jest nie w smak, ale wasze rządy w naszym kraju się skończyły.

G
Gość

To nie łuk triumfalny ale jakaś pokraka rozkraczona w wodzie.

G
Gość

mam w d... cud nad Wisłą. debilni zdradzieccy przywodcy magnateria, szlachecka hołota sprzedawała kraj od powstania Polski naród zaś musiał ginąć i wyzwalać. to przez politycznych zdrajców ich polityce mieliśmy wokół samych wrogów którzy z imperium zrobili z Polski wypierdka. i dziś nic się nie zmieniło oprócz stopnia zakłamania i degeneracji władzy.

G
Gość
1 grudnia, 9:51, Alina:

Jestem jak najbardziej ZA BUDOWĄ ŁUKU TRYUMFALNEGO, ale w formie, której do dziś nikt jeszcze nie wymyślił, a co polecam inicjatorowi panu Janowi Pietrzakowi.

W Warszawie powinien powstać ŁUK TRYUMFALNY jako wielki i wspaniały most w formie łuku. Każdy kto mieszka w Warszawie wie, że mostów ci tu wielki niedostatek. Nawet te ostatnio wybudowane nie ułatwiły ruchu samochodów, bo wcześniej z każdego istniejącego wyłączone zostały tzw bus-pasy. To jakby zamknąć połowę każdego starszego mostu i 1/3 mostu łazienkowskiego. Mam tylko nadzieję, że o formie mostu nie będzie decydować warszawski magistrat, który pozostanie w historii magistratem szpecącym Warszawę na wieki. Dobrze byłoby, żeby wśród autorów byli tylko patrioci i żeby most nie był upstrzony gwiazdami dawida (wielkość litery dostosowana do wielkości wyznawców), jak wszystko co się ostatnio w Polsce buduje pomnikowego, czy muzealnego.

Marzy mi się wielki piękny MOST TRYUMFALNY z wielkim łukiem widocznym ze wszystkich stron, podświetlony w nocy, ze wszelkimi atrybutami Bitwy Warszawskiej (płaskorzeźby), ze szczegółowym opisaniem zwycięstwa i jego znaczenia dla dziejów Polski i dziejów Europy. To, że łuk będzie mostem ma jeszcze znaczenie symboliczne połączenia brzegów granicznej kiedyś rzeki.

Na taki łuk wielu ludzi chętnie się zrzuci - trzeba sprawdzić gdzie jest w planach nowy most w okolicach miejsca Bitwy Warszawskiej i opracować koncepcję mostu-pomnika wraz z połączeniem z istniejącą infrastrukturą. Na takie inwestycje są ponoć tzw "unijne dotacje".

Za pogonienie bolszewików należy się nam tu w Warszawie 100% dofinansowanie. A może to dojść do skutku tym bardziej, że Donald Tusk nie jest już najwyższym pionkiem w UE, najwyższym, ale za to najbardziej szkodliwym ...

patrz wpis powyzej

A
Alek

Polacy to mitomani, megalomani i do tego maniacy.

A
Alina

Jestem jak najbardziej ZA BUDOWĄ ŁUKU TRYUMFALNEGO, ale w formie, której do dziś nikt jeszcze nie wymyślił, a co polecam inicjatorowi panu Janowi Pietrzakowi.

W Warszawie powinien powstać ŁUK TRYUMFALNY jako wielki i wspaniały most w formie łuku. Każdy kto mieszka w Warszawie wie, że mostów ci tu wielki niedostatek. Nawet te ostatnio wybudowane nie ułatwiły ruchu samochodów, bo wcześniej z każdego istniejącego wyłączone zostały tzw bus-pasy. To jakby zamknąć połowę każdego starszego mostu i 1/3 mostu łazienkowskiego. Mam tylko nadzieję, że o formie mostu nie będzie decydować warszawski magistrat, który pozostanie w historii magistratem szpecącym Warszawę na wieki. Dobrze byłoby, żeby wśród autorów byli tylko patrioci i żeby most nie był upstrzony gwiazdami dawida (wielkość litery dostosowana do wielkości wyznawców), jak wszystko co się ostatnio w Polsce buduje pomnikowego, czy muzealnego.

Marzy mi się wielki piękny MOST TRYUMFALNY z wielkim łukiem widocznym ze wszystkich stron, podświetlony w nocy, ze wszelkimi atrybutami Bitwy Warszawskiej (płaskorzeźby), ze szczegółowym opisaniem zwycięstwa i jego znaczenia dla dziejów Polski i dziejów Europy. To, że łuk będzie mostem ma jeszcze znaczenie symboliczne połączenia brzegów granicznej kiedyś rzeki.

Na taki łuk wielu ludzi chętnie się zrzuci - trzeba sprawdzić gdzie jest w planach nowy most w okolicach miejsca Bitwy Warszawskiej i opracować koncepcję mostu-pomnika wraz z połączeniem z istniejącą infrastrukturą. Na takie inwestycje są ponoć tzw "unijne dotacje".

Za pogonienie bolszewików należy się nam tu w Warszawie 100% dofinansowanie. A może to dojść do skutku tym bardziej, że Donald Tusk nie jest już najwyższym pionkiem w UE, najwyższym, ale za to najbardziej szkodliwym ...

Dodaj ogłoszenie