Spór o Górę Światła: Potomek maharadży walczy o diament z korony królowej Wiktorii

Justyna Słowińska
Koh-i-noor, piękny diament ze skarbca królowej Wiktorii, może zostać odebrany Wielkiej Brytanii. O prawo do jego własności ubiega się przedsiębiorca z Amsterdamu - pisze Justyna Słowińska.

Jak mawia hinduskie przysłowie: "Kto posiada ten diament, zawładnie światem, ale zazna też jego nieszczęść. Tylko Bóg lub kobieta może nosić go bezkarnie". Słynny diament Koh-i-noor, główna ozdoba korony brytyjskiej królowej Wiktorii, może zostać z niej usunięty. Tym razem jego powrotu do prawowitej ojczyzny domagają się Indie.

Jaswinder Singh Sandhanwalia, 50-letni mieszkaniec Amsterdamu, wystąpił do sądu o potwierdzenie pokrewieństwa z ostatnim maharadżą imperium sikhijskiego Duleepą Singha. Dowodem na prezentowaną przez niego wersję drzewa genealogicznego mają być pisma odkryte w 2002 r. w archiwach indyjskiego urzędu przez historyka Christy Campbella, dziennikarza "Sunday Telegraph".

Jak podaje Sandhanwalia, jego pradziadek Thakur Singh Sandhanwalia był przybranym synem Duleepa Singha. Świadczyć ma o tym pełen wdzięczności list adoptowanego syna, który dziękuje maharadży za ojcowską opiekę. Oficjalne oświadczenie sądu w tej sprawie ma stać się według niego niepodważalnym dowodem w procesie żądania od Wielkiej Brytanii zwrotu do Indii skarbów maharadży, zagarniętych w okresie kolonizacji . Wśród kosztowności jest diament o najbardziej kontrowersyjnej historii na świecie Koh-i-noor.

Wbrew pozorom Góra Światła, bo tak tłumaczy się jego nazwę, nie jest ani największym, ani najpiękniejszym diamentem świata, a mimo to mongolskie kroniki podają, że "jest wart połowy dziennych wydatków całego świata". Jego burzliwe dzieje od lat sprawiają jednak, że o prawo do własności upomina się wiele państw. W latach 70. rząd w Pakistanie zażądał zwrotu od Wielkiej Brytanii, której żołnierze zabrali diament ze skarbca w Lahaurze, obecnie stolicy pakistańskiego Pendżabu. Wówczas z kontrżądaniem wystąpiły także Indie, przypominając, że klejnot należał do władców perskich. Do tej pory większość spraw udało się wyciszyć.

O historii diamentu można mówić długo. Odnajdą w niej coś dla siebie zarówno miłośnicy pustynnych legend, jak i poszukiwacze zaginionych skarbów. Wojna miesza się tutaj z miłością, chwalebne dzieje imperialnych władców zostają przerwane przez zachłannych rabusiów. Jeśli wierzyć indyjskim mędrcom, że kamienie posiadają duszę, Koh-i-noor byłby najbardziej uwielbianą, najczęściej odbijaną i ostatecznie najbardziej zranioną księżniczką wśród biżuterii.

Wielu podaje, że historia Góry Światła sięga dwóch tysięcy lat, jednak pierwsza wzmianka o niej pojawia się dopiero w 1304 r. w spisie skarbów radży Malwy. Brylant prawdopodobnie pochodził z kopalń Golkondy na południu Indii. Według miejscowych podań, kamień wielkości kurzego jajka zrobił ogromne wrażenie na górnikach, jednak tego samego dnia kopalnia zawaliła się. W katastrofie zginęło wiele osób. Od tej chwili kamień zyskał sławę przeklętego skarbu.

Przez wieki historyczne źródła praktycznie milczą na temat niezwykłego diamentu. Wiadomo jedynie, że był on pieczołowicie przechowywany w Delhi, nigdy nie wystawiano go publicznie.

Przez historyków jest bardzo często nazywany diamentem Barbura, od imienia założyciela dynastii Wielkich Mogołów, do których kamień należał. Już wówczas wiązało się z nim wiele legend i przesądów, przypisano mu moc rządzenia światem.
Około 1630 r. z rozkazu Szachdżahana, który wzniósł także Tadż Mahal, kamień został osadzony w Pawim Tronie, najcenniejszej rzeczy w całym państwie Wielkich Mongołów. Tron był wykonany ze szczerego złota, dolna część baldachimu była zdobiona diamentami i perłami, w górnej znajdowały się wizerunki dwóch pawi. W oku jednego z nich umieszczono właśnie Koh-i-noor. Początkowo tron zdobił salę w pałacu w Agrze, a następnie przewieziono go do Delhi. Mongolski władca nie mógł się jednak długo cieszyć swymi imponującymi skarbami - został zesłany na dożywotnią niewolę przez swego syna Aurangzeba.

Jedna z mongolskich legend głosi, że diament zsyłał nieszczęście na mężczyzn, którzy ośmielili się go nosić. Historia świata zdaje się potwierdzać te ludowe wierzenia. Gdy w 1739 r. Nadir Szah podbił Dehli, oczekiwał, że wśród kontrybucji wojennych znajdzie się tron, a wraz z nim słynny diament. Przebiegły władca mongolski wyjął go jednak z pawiego oka i ukrył w turbanie. Nieznany był mu zapewne perski obyczaj, który nakazuje zwycięzcy zaprosić przegranego na ucztę, podczas której na znak pokoju dokonuje się wymiany turbanów. Tradycji stało się zadość i diament trafił w ręce Nadira Szaha, który nadał mu nazwę Koh-i-noor. Wielu twierdzi, że to zazdrosna nałożnica z mongolskiego haremu zdradziła tajemnicę Szachowi, który na wspomnianą ucztę zawrócił już ze swojej drogi powrotnej.

Kilka lat później Nadir Szah został zamordowany przez afgańskich zamachowców, którzy ukradli diament z namiotu króla. Zginął wówczas także syn Szaha, broniąc Pawiego Tronu przed złodziejami. Kamień został ofiarowany szachowi Ahmadowi Szahowi Abdalemu, by stać się ozdobą regaliów królestwa Afganistanu.

Koh-i-noor przechodził jako najcenniejszy skarb przez pokolenia monarchów, przyjmując rolę rodzinnego prezentu czy ceny za azyl polityczny. W 1813 r. maharadża Randżit Singh zażądał go od pokonanego władcy Afganistanu szacha Szudża-al-Mulika. Ten, zamiast oddać kamień, połknął diament. Cały dwór musiał cierpliwe poczekać, aż kamień odzyskano, umyto i zabrano do pendżabskiego skarbca w Lahaur. Nowy właściciel tak bardzo go sobie cenił, że rozkazał wprawić błyszczący talizman w uprząż swego konia.

Wraz z postępującą kolonizacją Indii, miejscowi władcy tracili pozycję w kraju. Gdy 29 marca 1849 r. 10-letni wówczas maharadża Duleepa Singha przyjął warunki kapitulacji Pendżabu, Anglicy skonfiskowali dobra państwowe wraz ze skarbcem w Lahaur, gdzie znajdował się Koh-i-noor i Pawi Tron. Rok później diament wypłynął na pokładzie statku Medea z portu w Bombaju do Anglii. Został podarowany królowej Wiktorii przez Kompanię Wschodnioindyjską.
W lipcu 1854 r. królowa przyjęła w pałacu Buckingham pokonanego maharadżę. Opis tego zdarzenia, sporządzony przez lorda Dalhousie, cytuje w swojej książce Christy Campbell: "Po obiedzie (…) przyjęliśmy młodego maharadżę Duleepa Singha, syna Randżita Singha, zdetronizowanego przez nas po aneksji Pendżabu. Maharadża otrzymał staranne wykształcenie, a w zeszłym roku przyjął chrzest, zatem wyznaje naszą wiarę. Jest wyjątkowo przystojny i doskonale włada językiem angielskim, a sposób bycia ma przyjemny, pełen wdzięku i godności. Wystąpił w pięknym stroju skrzącym się od brylantów. Koh-i-noor niegdyś należał do niego. Zawsze tak mi żal tych biednych zdetronizowanych indyjskich książąt. (...) Spowodowałem, że maharadża Lahaur oddał diament królowej Anglii w geście kapitulacji. Na przestrzeni wieków stał się on rodzajem historycznego symbolu podboju Indii. Teraz znalazł się na właściwym miejscu". W liście do przyjaciela z 1849 r. lord pisał: "Przyświecała mi prosta myśl: przekazanie diamentu Koh-i-noor bezpośrednio z rąk pokonanego księcia do rąk jego nowej władczyni będzie oddaniem królowej większego honoru, niż gdyby dostała go w prezencie". ("The Independent").

Pawi tron i diament ogłoszono w Anglii podarunkami od maharadży dla brytyjskiej królowej Wiktorii. Koh-i-noor trafił na wystawę w Kryształowym Pałacu, nie zyskał jednak uznania londyńczyków. 186-karatowy diament nie błyszczał według nich należycie. Królowa, pod presją opinii poddanych, zaleciła jubilerom z firmy Garrad's oszlifowanie diamentu. W tym celu został sprowadzony z Amsterdamu wybitny szlifierz, który nadał kamieniowi kształt rozety, pomniejszając go jednocześnie do 108 karatów, czyli o prawie 40%. Wydarzenie to oburzyło wielu hindusów, którzy uznali, że w ten sposób została brutalnie zraniona dusza diamentu.

Pięknie błyszczący Koh-i-noor był odtąd noszony przez królową jako broszka. W 1911 r. diament umieszczono w głównym krzyżu korony brytyjskich monarchiń. Królowa Matka miała ją na sobie podczas koronacji męża w 1937 r. i podczas koronacji córki w 1953 r.

Jak w 1976 r. przyznał pakistański premier Ali Bhutto, zwrot Koh-i-noor byłby przekonującym świadectwem odejścia Wielkiej Brytanii od imperialnych dążeń i aktem pojednania po trudnym okresie kolonializmu. Wówczas Londyn zdecydowanie odmówił zwrotu klejnotu. 10 września do sądu w indyjskim Chandigarh wpłynął kolejny wniosek o przyznanie prawa własności do brytyjskiego diamentu. - Pradziadek Duleepy Singha i pradziadek z Thakur byli kuzynami, ale on [Singh] adoptował go także jako swego syna. Nasza własność została skonfiskowana za czasów brytyjskiego panowania - powiedział Jaswinder Singh Sandhanwalia w wywiadzie dla "Daily Telegraph". Odwołuje się on także do listów Duleepa z 1887 r., w których maharadża niezbyt pochlebnie wypowiada się o królowej Wiktorii, przez którą, jak podaje, został oszukany. Wniosek w sprawie zakłada, że wraz z diamentem do Indii miałyby powrócić także tron i ciało ostatniego maharadży.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie