Spojrzenia znad przedniego koła

Tomasz Jaroński
Polsapresse/Archiwum
Kolarstwo to taki porąbany sport, w którym w lecie - jak w większości szanujących się dyscyplin sportowych - nie ma przerwy wakacyjnej. Cierpią na tym zawodnicy, trenerzy, a także dziennikarze, w tym niżej podpisany, no i rzecz jasna, ich rodziny. Zapomnijcie o wyjazdach na urlop, na przykład nad polskie morze. Lipiec - Tour de France, sierpień - Tour de Pologne i początek Vuelty, a w następnym roku dojdą jeszcze igrzyska, choć Londyn 2012 jest dla prawie wszystkich.

Zostaje więc… listopad na zaplanowanie wypoczynku, bo od grudnia szosowcy biorą się do ciężkiej pracy. Jedenasty miesiąc w kalendarzu dla kolarza jest miesiącem ważnym, bo rower idzie w odstawkę, o czym chętnie wszyscy informują. Co można robić w listopadzie w Europie? Chyba tylko spacerować, choć zawodnikom uprawiającym ten sport wyczynowo nie poleca się specjalnie spacerów.

Czytaj też:Złoty dzień polskich torowców

Można więc uporządkować swe sprawy osobiste, jak na przykład Alberto Contador, który zorganizował sobie ślub i wesele. Można się przenosić z Włoch do Anglii, co zaplanował Mark Cavendish, a powodem jest fakt, że jego partnerka spodziewa się dziecka i mistrz świata chce być bliżej potomka. Można jak podwójny mistrz Polski Tomasz Marczyński pojechać na wycieczkę do Rzymu i przez Facebooka zapraszać znajomych na wspólną zabawę w stolicy Włoch. Można iść w ślady Dariusza Baranowskiego oraz Sylwestra Szmyda i wspólnie z przyjaciółmi organizować wieczór depeszowy, co w tym przypadku nie jest związane z pocztą, a wynika z faktu, że obaj nasi kolarze są zaciekłymi fanami zespołu Depeche Mode. Można jak Bartosz Huzarski zrobić porządek w albumie fotograficznym.

Czytaj też:Polski Niemiec z Pisarzowic

Sposobów na życie bez roweru jest wiele. W dawnych czasach polscy kolarze spędzali listopad w Krynicy na roztrenowaniu. Borowinki, masaże wodne, wody mineralne. Bywały też czas wolny, dyskoteki i inne tego typu przyjemności. Czasem z tych wypadów pozostawał ślad w postaci obrączki na palcu, no bo jak znaleźć żonę, skoro przez cały boży rok ogląda się - jak mówił mistrz Szurkowski - przednie koło.

Spora grupa należąca do światowego peleton wyrusza w świat w poszukiwaniu ciepłych krajów. Wykorzystały to władze holenderskiej wyspy leżącej na Karaibach, czyli Curaçao. Dwa w jednym. Zapraszają znanych zawodników do siebie na wypoczynek, przy okazji organizując wyścigi kolarskie. Jak nie trudno się domyślić, internet głównie obiegają fotki tytanów szos w kolorowych szortach, a nie w obcisłych lycrach. Takim to dobrze!

Czytaj też:Pozostałe felietony Tomasza Jarońskiego

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

W
Wyrzykowski

Nie jest aż tak źle w listopadzie. Pogoda w Polsce piękna jak na listopad. Proponuję więcej aktywności w mediach - jakąś dyskusję w internecie na temat osiągnięć polskich kolarzy w peletonie zawodowym. Pana rozważania na temat kadry Polaków na minione mistrzostwa świata w kolarstwie spełniły się. Głowa do góry.

Dodaj ogłoszenie