Smuda: Lepiej zrobić bunga-bunga, niż chlać alkohol

Cezary Kowalski
Franciszek i Małgorzata Smudowie
Franciszek i Małgorzata Smudowie ANDRZEJ BANAS / POLSKAPRESSE
O szansach na Euro i konsekwencji trenerskiej z Franciszkiem Smudą, selekcjonerem piłkarskiej reprezentacji Polski, rozmawia Cezary Kowalski.

Franciszek Smuda: A Pan to jest dzisiaj z Polsatu, z Cafe Futbol czy z gazety "Polska The Times"?

A co to ma za znaczenie?
Jak z Cafe Futbol, to muszę powiedzieć, że nie oglądam. Bo nie chcę być agresywny dla tych ludzi, którzy to prowadzą. Bo przecież wy wszyscy, poza Kowalczykiem, jesteście moimi przyjaciółmi, kolegami. "Kowala" nie zaliczam do nich, bo on udaje, że się zna na piłce. Ale Borek, Iwanow, Kołtoń, pan... Przecież tyle lat się znamy. Nie słucham was i jestem zdrowszy i dzięki temu nawet pozytywnie do was nastawiony.

Oj, ciężko jednak znosi Pan krytykę.
Przeciwnie. Jak przegram na Euro, to chętnie do was przyjdę i się wytłumaczę. Ale jak wygram, to moja noga tam nie postanie.

Podczas Euro czuje się Pan ważniejszy niż prezydent i premier?
Wiem, że kamery są ustawione na mnie, ale nosa nigdy nie zadzierałem. Z drugiej strony jestem pewny siebie. Gdybym pokazywał zawodnikowi, że jestem cienki Bolek, galareta czy budyń, to byłoby po nas. Nie możesz pokazać - jak to mówią Niemcy - że jesteś nadziewany ptyś. Mnie to ratuje, że ja jestem zawsze taki sam. Czy zdobędę mistrzostwo Europy, czy świata, czy odpadnę w pierwszej rundzie, to zawsze będę taki sam Franek Smuda. Śrubka mnie nie walnie, choć są tacy nawet w moim wieku albo starsi, którym potrafi walnąć.

Widzę wyraźnie, że jednak gdzieś tam się Panu emocje kotłują.
Mnie się kotłuje przez 90 minut podczas meczu. Gdyby to się zaczęło wcześniej, to podczas meczu byłbym spalony. Ja mam taki charakter, że w tych najważniejszych meczach, jak gramy o coś w europejskich pucharach czy w lidze o mistrzostwo, to nigdy nie pękam. Przypomnijcie sobie choćby te słynne mecze z Widzewem na Łazienkowskiej. Nie pękam do końca do ostatniej sekundy i zawsze jakoś mi się udawało. Jedni mówią, że jestem niesłychanym farciarzem. Ale to nie jest tak do końca. Bo na samym farcie daleko nie ujedziesz. Nie jestem w tej branży nowicjuszem, coś tam potrafię. Druga rzecz to fakt, że drużyna musi mieć umiejętności na poziomie tego farta, którym ty dysponujesz. Wtedy masz sukces gwarantowany.

Po co Pan jeździł gdzieś do Niemiec na komisariat, aby sprawdzać, czy Peszko rzeczywiście rzucał się na taksówkarza i wyrywał taksometr? Przecież to obniża prestiż Pańskiej funkcji.
Bo taka była potrzeba chwili. Chciałem przekonać się osobiście, co nawywijał. Pogadałem z policjantami. Przekonałem się, że podjąłem słuszną decyzję, usuwając go z kadry. Bardzo fajnie zresztą się z nimi rozmawiało, dłużej gadaliśmy o sporcie niż o tym, co zaistniało. Jeden był fanem FC Köln, drugi Bayernu Monachium. Ten, co był za Köln, powiedział, że chętnie przymknąłby oko, ale sprawa była zbyt gruba. Sławek był agresywny, musieli go skuć.

A nie przyszło Panu do głowy, że może Niemcy byli nadgorliwi, że Polaka potraktowali zbyt surowo?
Prawo musi być takie samo dla wszystkich, a osoby publiczne powinny mieć poprzeczkę jeszcze wyżej zawieszoną, bo mają dawać przykład. Jak jeszcze nie byłem selekcjonerem, to słyszałem, co działo się we Lwowie, na Słowenii, na Słowacji. Powiedziałem sobie, że u mnie tego nie będzie. A jak będzie, to koniec z kadrą. Do końca będę z tym walczył. Nie dopuszczę do tego, aby człowiek, który reprezentuje kraj, wychodził na lotnisku z samolotu pijany. I koniec. Obojętne kto.
Trójka z Dortmundu też zostałaby wywalona, gdyby się nawaliła?
Naturalnie. Ale oni tego nie zrobią. Oni mają na tyle oleju w głowie, że z nich można brać przykład.

Błaszczykowski nie wstawił się za kolegą jako kapitan?
Powiedzieliśmy sobie razem z zawodnikami, że będziemy jeden drugiego pilnować, bo wiemy, o co walczymy. Euro to jest niesamowita historyczna chwila, szansa, aby to przeżyć i mieć z tego frajdę. I dlaczego mamy sobie wzajemnie przeszkadzać? Ktoś mi powiedział, że piłkarze Dortmundu bawili się po meczu z Mönchengladbach i piwo lało się strumieniami. Ja jestem za tym. Ale dopiero wtedy, kiedy coś osiągną, a co oni w tej chwili osiągnęli? Jeszcze nic.

Lato, Listkiewicz czy Boniek sugerowali jednak, że w kwestii alkoholu jest Pan trochę nadgorliwy.
Nie interesuje mnie to.

Lato mówi, że nie byłoby trzeciego miejsca na świecie, gdyby Piechniczek czy Górski był tak pryncypialny jak Smuda.
Nie interesuje mnie to. Oni nie są trenerami i nie są odpowiedzialni za tę drużynę. Boniek był sam selekcjonerem i wie, jak to jest. A jeśli on uważa, że można do tego dopuścić, to jego sprawa. Nic pan ode mnie więcej w tej kwestii nie wydobędzie. Wiem jedno. Gdyby nie moje podejście, moglibyśmy zapakować się w walizkę i popłynąć z Wisłą w siną dal. A co ja mam przymykać oko na to, że mi się piłkarz chwieje na nogach? Nigdy. Nigdy do niczego nie dojdziemy, jeśli wszyscy nie zmienimy mentalności. Gdybym mu odpuścił, pisalibyście, że jestem bez charakteru, niekonsekwentny, bez autorytetu. Mówię im na każdej odprawie: bierzcie przykład z tych, którzy tylko trochę grali w polskiej lidze, a już są gwiazdami w Europie i osiągają ogromne sukcesy. Mamy takie przykłady i do nich trzeba równać. Im się tę mentalność udało zmienić. Nie jest tak, że alkohol i zabawa są ważniejsze od piłki. Oni wiedzą, że kariera piłkarza jest krótka i to jest ten czas, aby na lata zabezpieczyć sobie życie i jeszcze coś więcej. Niech pan to tak napisze, bo ja chcę, aby to był wywiad wychowawczy, a nie taki, w którym pan się będzie tylko nade mną pastwił.

Piszczek nadaje się do Realu Madryt?
Absolutnie. I tam też będzie wyróżniającym się zawodnikiem. Ten chłopak ma talent, charakter, aby podbić Europę. Zresztą wszyscy ci trzej z Dortmundu. I moim zdaniem za chwilę już ich w Dortmundzie nie będzie, tylko w jeszcze silniejszych klubach. "Lewy" idzie do Manchesteru United, Kuba też gdzieś do Anglii, Piszczek do Realu. Oni mają swój cel i oni chcą się rozwijać. To nie jest górny pułap ich możliwości. Oni nie patrzą na zabawę, na wesela, na pijaństwo. Na nich tę kadrę opieram. Są wzorem, daję za nich głowę. Marzyłem, aby pracować z takimi ludźmi. Zrobili karierę i są doskonałym przykładem. W połączeniu z nimi wielu innych zawodników wchodzi na tę najwyższą półkę - Rybus, Szczęsny, Obraniak.

No, Rybus też nie tak dawno miał swoje słynne pozaboiskowe występy (piłkarze Legii zostali przyłapani, jak nad ranem wychodzą ze znanej agencji towarzyskiej).
Wiem, na Wiertniczej w Warszawie, ale OK, coś takiego jeszcze jestem w stanie zaakceptować. Lepiej zrobić sobie bunga-bunga, niż chlać alkohol. Na alkohol to ja dostaję gulę. I niech mi nikt nie mówi, jak to się jeden z piłkarzy odezwał, że Smuda też nie jest święty. Wie pan, co wolno wojewodzie... Ja jestem trenerem, ja mam ponad 60 lat i ja sobie mogę wypić wino czy piwo. Wiem, ile mogę. Ale nigdy się nie będę zataczał czy bił z policjantami. To jest ta różnica. Nie jestem święty, Boniek ma trochę racji, on też nie jest. Tyle że to wszystko ma mieć klasę. A jak się zachowuje polski piłkarz po alkoholu, to pan sam wie.
Kiedy zrobił się Pan najbardziej czerwony na twarzy ze złości podczas pracy z kadrą?
Właśnie po tym incydencie z Peszką. Że na 30 dni przed turniejem coś takiego mi wykręca. Powiem wprost: trzeba być debilem, żeby coś takiego zrobić. Wiedzieli, zawsze mówiłem, że muszą uważać, że muszą się pilnować. Wiadomo, paparazzi nie paparazzi. Ja sam byłem w La Bodedze na winku i mi leżał taki na chodniku i robił zdjęcia przez szparkę, bo liczył, że Smuda tak się nawali, że wpadnie pod stół. A takiego wała.

A co Pana najbardziej zadowoliło?
Przekonałem się o umiejętnościach tej drużyny po meczu z Koreą. Wtedy w tych chłopaków tak naprawdę uwierzyłem na sto procent. Tam było pokazane, że potrafimy grać przeciwko drużynie, która stwarzała niesamowite ciśnienie. Nikt nie padł, każdy zakasał rękawy, pokazał, na co go stać. Po kilku dniach pojechaliśmy do Niemiec na mecz z Białorusią i też potwierdziliśmy to, co zauważyłem wcześniej. Po dwóch meczach byłem przekonany, że będzie dobrze.

A nie po meczu z Niemcami?
Nie. Po meczu z Niemcami wiedziałem, że jeszcze nadejdzie czas, że ich dopadniemy.

Przed trzema poprzednimi dużymi imprezami zawalaliśmy podczas obozów przygotowawczych. Piłkarze twierdzili, że byli zajechani. Wyciągnął Pan wnioski?
Na pewno te ostatnie obozy są ważne, ale nie przesadzajmy. Ja przygotowałem drużynę na swój sposób. Miałem konkretny plan. My nie dobijaliśmy zawodników do upadłego. Chcę ich mieć w optymalnej formie i wydaje się, że mi się udało. Nie zdradzę wszystkich szczegółów, ale jak nam się powiedzie podczas mistrzostw, to będzie miał pan bardzo ciekawy artykuł na temat przygotowań. Mogę tylko powiedzieć, że konsultowałem wszystko z zawodnikami. W tym przypadku nie robiłem niczego dyktatorsko. Jeździłem do ich trenerów po Europie, zastanawialiśmy się, jak to wszystko sensownie rozłożyć.

W klubach raczej był Pan dyktatorem.
W klubach tak, ale w reprezentacji trzeba być bardziej elastycznym. Więcej demokracji.

Może Pan już teraz przyznać, że pod wpływem perswazji rady drużyny zmienił w pewnym momencie taktykę?
Chodzi panu o to 0:6 z Hiszpanią. Otóż nie. Nikt mi nie musiał niczego podpowiadać. Sam wiedziałem, co trzeba zrobić. Nie jestem przecież ślepy.

Cały tekst przeczytasz w weekendowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Wideo

Komentarze 10

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
alex
SMUDA TY DEBILU, LEDWO DUKASZ COŚ PO POLSKU. DLA MNIE TO ZWYKŁY PROSTAK.NIE WIEM ZA CO MU LEŚNIE DZIDKI PŁACĄ TAKA KAPUSTĘ- LEPIEJ NIECH ODDA TERAZ Z 500TYŚ NA JAKIŚ KLUB 4 LIGOWY.KTO WYBRAŁ TEGO POPLECZNIKA PO NA TRENERA???
e
ed
wylotali za eu.
e
ed
tatuś?
A
A
DYZMA ZEPSUŁ NAWET TRÓJKE Z BORUSSI KONDYCYJNIE ICH ZEPSUL
G
Gość
Było tak jak przewidziałem. Nadal wygrał a Federer przegrał. Tenis przecietny ale oglądając nie widziałem tej potwornej gęby Smudy. Wrażliwym dzieciom też polecam tenis. A pan Smuda ( wyniki znam z internetu ) może spokojnie zacząć sie pakować do ciepłych krajów. Wyjazd możliwy w dniu 12.06.2012 po godz. 23:oo. Czekam na reportaż np. Brindala ( pasuje do Smudy ) jak pan trener geniusz ryczy na plaży ze śmiechu, ze tak wykiwał wszystkich. No a na końcu pozegnanie Laty i można zacząć naprawę polskiej piłki nożnej.
D
D
IDIOTA I TYLE W TEMACIE
r
robi
I ma 100 % racji porządek musi być a trener ma mieć autorytet bo to on odpowiada za wyniki. 3maj się Franek jesteśmy z Tobą
K
Kowalski
trener Smuda okazuje się być dużo mądrzejszy i rozsądniejszy od dziennikarza, który na znaną modłę szuka na siłę sensacji i powiela głupawe zarzuty i opinie. Nie dziwię się trenerowi, że nie chce mieć do czynienia z programami piłkarskimi w Polsacie p. Borka i jego przybocznych, bo są przykładem nieobiektywizmu, napastliwości i bufonady
Ś
Ślązaczka
Powodzenia ,bo to ,tak prawdę mówiąc, NASZA ŚLĄSKA drużyna z paroma innymi z innych regionów Polski !! ŚLĄSK GÓRĄ!!!!!!
c
cirano
Szynkna Ci cołke moje poparcie, tak trzimej
Dodaj ogłoszenie