Smolar: Politycy nie mogą chodzić z przypiętą smyczą. Chiny pokazują, co jest ważne

Redakcja
Aleksander Smolar
Aleksander Smolar Fot. Polskapresse
- Klasa polityczna nie może działać na krótkiej smyczy oceny opinii publicznej. W XXI wieku ta smycz jeszcze bardziej się skróciła, gdyż media stały się wszechobecne i dokładnie prześwietlają i nagłaśniają każdą decyzję. Tym niemniej politycy nie mogą pozwolić zapiąć sobie tej smyczy na szyi - mówi Aleksander Smolar, politolog, w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Najodważniejsze programy reform w Europie wprowadzają obecnie rządy Grecji i Włoch. Nie zostały one jednak wyłonione poprzez wybory, tylko są to gabinety techniczne. Czy takie rozwiązanie to dziś jedyny sposób na ambitne reformy?
Nie można wkładać przypadków tych obu państw do jednego worka, one się mocno różnią od siebie. We Włoszech szefem rządu jest człowiek, którego wcześniejsze działania, i w tym kraju, i w Europie, były powszechnie znane. Nie można powiedzieć, że Mario Monti został narzucony partiom politycznym z zewnątrz - on był w stanie samodzielnie stworzyć rząd. Inaczej niż premier Grecji. To osoba mało znana, jego ministrami zostały osoby oddelegowane przez poszczególne partie polityczne. Natomiast sam Lukas Papademos ma słabą pozycję polityczną.

Ale jego dorobek w Europie robi wrażenie - w końcu był wiceszefem Europejskiego Banku Centralnego.
Tak, na pewno nie można powiedzieć, że szefem greckiego rządu została osoba przypadkowa - ale mimo wszystko Monti ma silniejszą pozycję polityczną we Włoszech niż Papademos w Grecji. Obu łączy natomiast to, że zostali niejako narzuceni przez rynki finansowe i instytucje europejskie. Na pewno więc można to uznać za przykład ograniczonej suwerenności obu państw - w tym sensie, że Grecja i Włochy nie mogły postawić na czele swoich rządów tych osób, które by chciały, lecz te wybory musiały konsultować z innymi instytucjami. Z drugiej strony wytaczanie dział z oskarżeniami o podważanie niezależności państw też nie jest na miejscu. Trzeba bowiem pamiętać, że i Grecja, i Włochy potrzebowały pomocy finansowej innych - a trudno było oczekiwać, żeby państwa europejskiej wykładały pieniądze bez kontroli, kto będzie się zajmował ich wydawaniem. One chciały mieć gwarancje, że te gigantyczne inwestycje nie zostaną zmarnowane.

Mimo wszystko byliśmy świadkami ingerencji w suwerenność samodzielnych państw w stopniu wcześniej niespotykanym.
Na pewno mamy do czynienia z kryzysem demokracji reprezentatywnej. Poza tym widać też ewolucję Unii Europejskiej jako instytucji. Proces nominacji dowodzi, że konsekwencją kryzysu ekonomicznego jest integracja polityczna państw UE. Na razie ta integracja nie jest sformalizowana, ale sam fakt, że czynniki pozanarodowe odegrały tak dużą rolę w formowaniu gabinetów Grecji i Włoch, to ważny symbol zmiany.

Jak by Pan opisał tę zmianę?
Jej przykłady widać w wielu miejscach, nawet w USA. Tam mieliśmy do czynienia z wydarzeniem niezwykłym, choć słabo opisanym, zwłaszcza w Polsce. Chodzi mi o negocjacje wokół nowego budżetu w Stanach Zjednoczonych. W ich trakcie zanegowano właściwie fundament amerykańskiej demokracji, którym jest dążenie do kompromisu. On jest podstawą rozmów politycznych, partie zwyczajowo zawsze dążyły do jego znalezienia. Tymczasem skrzydło Partii Republikańskiej związane z Partią Herbacianą z tą tradycją zerwało i całkowicie zablokowało proces rozmów o ustawie budżetowej. Odmówiło negocjacji i nawet nie podjęło próby znalezienia kompromisu. To nowe zjawisko w amerykańskiej demokracji - i choćby z tego powodu warte odnotowania. Wywołało ono zresztą wiele dyskusji w Ameryce, nawet konserwatywni komentatorzy to zachowanie nazywali "niekonstytucyjnym". Dla mnie natomiast to dowód na zmiany, jakie zachodzą we współczesnej demokracji. Grecja i Włochy też są przykładem tych zmian.

Czytaj także:
* Smolar: Zachód popełnia błąd za błędem, Chiny i Indie rosną w siłę. Nie wiadomo co z tego wyniknie
* Aleksander Smolar: Socjaliści korzystają na tym, że prawica się zużywa
* Kuźniar: Albo Zachód otworzy się na kraje wschodzące, albo przed nami konflikty

Tylko czy można stawiać znak równości między tymi przypadkami? Sam Pan powiedział, że w Grecji i Włoszech wyłoniono nowe rządy, ingerując z suwerenność tych państw. Tymczasem w USA byliśmy po prostu świadkami radykalizacji metod walki politycznej. Nie widzę zbyt wielu punktów wspólnych między tymi dwoma sytuacjami.
Zgadzam się z panem, że Grecja i Włochy znajdują się w całkowicie innej sytuacji niż Stany Zjednoczone. Ale to wydarzenie, jakie miało miejsce w Ameryce, wykracza poza zwykłą walkę polityczną. W demokracji ważna jest nie tylko litera prawa, ale także jego duch - tymczasem w USA ten duch został złamany, pogwałcono tradycyjne zasady funkcjonowania instytucji demokratycznych w tym kraju. Tutaj widzę podobieństwo w obu tych sytuacjach. W demokracji przedstawicielskiej reprezentanci narodu są zobligowani do podejmowania decyzji nawet w takich sytuacjach, kiedy brakuje do nich poparcia społecznego. Wiadomo, że dziś w Polsce zdecydowana większość obywateli jest przeciwna wprowadzeniu ustawy podnoszącej wiek emerytalny. Czy więc rząd powinien się kierować ich zdaniem i tej reformy unikać, mimo że sytuacja gospodarcza kraju jej potrzebuje? Gdyby tak zrobił, oznaczałoby, że żyjemy w demokracji sondażowej, w której podejmuje się decyzje tylko akceptowane przez ogół. Tyle że obywatele przeważnie myślą tylko o bezpośrednich skutkach poszczególnych decyzji - natomiast rolą polityków jest podejmować decyzje, które okażą się potrzebne w dłuższej perspektywie. Klasa polityczna nie może działać na krótkiej smyczy oceny opinii publicznej. W XXI wieku ta smycz jeszcze bardziej się skróciła, gdyż media stały się wszechobecne i dokładnie prześwietlają i nagłaśniają każdą decyzję. Tym niemniej politycy nie mogą pozwolić zapiąć sobie tej smyczy na szyi.

Akurat w Polsce rząd Donalda Tuska ambitnie forsuje reformę emerytalną - i na razie nie widać burzliwych protestów przeciwko niej, manifestacja PiS temu poświęcona przeszła bez echa. A przecież ten rząd został wyłoniony w sposób demokratyczny.
Owszem, w Polsce przechodzi to stosunkowo gładko. Ale już we Francji Nicolas Sarkozy wprowadzał podobną reformę i kraj wtedy znalazł się na skraju rewolucji.

Ale Sarkozy tę reformę ostatecznie przeforsował - a ostatni sondaż pokazał, że ma dużą szansę na reelekcję.
Berlusconi też pewnie byłby w stanie taką reformę przeforsować we Włoszech - problem w tym, że on podczas swych rządów przestał myśleć o zmianach, skupił się na swym wizerunku i w ten sposób podkopał zaufanie do siebie. Nie zmienia to jednak tego, że rządy techniczne w Grecji i we Włoszech są w stanie przeprowadzać trudne decyzje szybciej, bardziej skutecznie - mimo że działają pod bardzo silną presją z zewnątrz. Sposób, w jaki one rządzą, przypomina sytuację, gdy wprowadza się stan nadzwyczajny.

Czy ten stan nadzwyczajny, jaki obowiązuje w Grecji i we Włoszech, to konsekwencja stopniowego wzmacniania pozycji Brukseli? Bo ewidentnie widać - choćby po zapisach paktu fiskalnego - że Unia zmierza w kierunku wzmocnienia europejskiej władzy nad poszczególnymi krajami, budowania czegoś na kształt federacji na kontynencie.
Federalizm był widoczny w myśleniu europejskim jakieś 15 lat temu. Ostatnio jednak on był właściwie niewidoczny publicznie. W czasie dyskusji o konstytucji europejskiej Valéry Giscard d'Estaing rzucił hasło budowy "Stanów Zjednoczonych Europy" - ale ono też nie chwyciło, upadło wraz z koncepcją eurokonstytucji. Dziś jednak te koncepcje powracają - już nie jako swobodny wybór polityczny, ale jako konieczność. Teraz mówi się, że należy w Europie budować wspólnotę polityczną, by ratować Unię. Innymi słowy, te działania, o których rozmawialiśmy w przypadku Grecji i Włoch, były konieczne, gdyż zaniechanie byłoby groźne dla pozostałych krajów europejskich

Czytaj także:
* Smolar: Zachód popełnia błąd za błędem, Chiny i Indie rosną w siłę. Nie wiadomo co z tego wyniknie
* Aleksander Smolar: Socjaliści korzystają na tym, że prawica się zużywa
* Kuźniar: Albo Zachód otworzy się na kraje wschodzące, albo przed nami konflikty

Dlatego coraz więcej władzy w Unii ma Bruksela.
Nie zgadzam się z panem. Władzę w Europie ponownie przejmują państwa narodowe.

Konkretnie dwa państwa narodowe: Francja i Niemcy.
Te dwa państwa dominowały też wcześniej, przecież w każdej sytuacji potrzebne jest przywództwo. A rolą przywódcy jest stanąć na czele grupy i krzyknąć: idźcie za mną!

Cały tekst przeczytasz w weekendowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Czytaj także:
* Smolar: Zachód popełnia błąd za błędem, Chiny i Indie rosną w siłę. Nie wiadomo co z tego wyniknie
* Aleksander Smolar: Socjaliści korzystają na tym, że prawica się zużywa
* Kuźniar: Albo Zachód otworzy się na kraje wschodzące, albo przed nami konflikty

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

H
Ham
Smolar - za czasów Komuny komentował polską (czerwoną) rzeczywistość na falach Rafia BBC z Londynu. Co za matoły mają dostęp do internetu... Strach się bać.
p
pablo55
głuPota wasza jest nieograniczona.
S
Smolarek
Obecna Unia Europejska to po prostu Nowa Komuna, czyli odmiana tego, co Papież JPII nazywał "cywilizacją śmierci". Zamiast demokracji mamy pełzający liberofaszyzm. Dobrobyt ma być przywilejem przynależności do Nowej Elity, czyli dla 10% społeczeństwa. Reszta ma być wyzyskiwana (teraz w granicach 1500 zł miesięcznie). Ci, którzy są "niepotrzebni" będą wegetować -- tak, żeby się jak najszybciej wynieśli na tamten świat.

W cywilizacji śmierci nie ma miejsca dla starców, chorych i dzieci nienarodzonych. Dlatego wznawia się stan wojenny przeciwko katolickiej młodzieży. Zakłada się, że wychowanie i nauczanie religijne jest bezużyteczne społecznie, a powinno być zastąpione ateizmem i amoralnością.

To, co lewica (tzn. masoneria) chce przeprowadzić od dziesięcioleci, jest realizowane przez obecny rząd, który dąży, by całkowicie zmienić polskie rozumienie ludzkiej wolności na socjalistyczne uprawnienie nadane przez Centralny Komitet Planowania w Brukseli.

Innymi słowy, budujemy "Nową Komunę" wychowującą Nowego Człowieka (czyli moralnie wykrzywionego mutanta). Główna przeszkoda to chreścijaństwo, czyli Kościół Katolicki. Stąd wojna z krzyżami i otwarty już atak na Kościół. Nie łudźmy się -- PO, Palikot, PSL i SLD to ta sama loża w tym samym teatrze. Są nieustannie lansowane przez tzw. "zaprzyjaźnione media".

Nowy Człowiek to człowiek oskalpowany, wymóżdżany, pozbawiony zdolności do samodzielnego myślenia -- człowiek, który coraz mniej posługuje się rozumem, coraz mniejszy użytek robi z wolności ku dobru, ku prawdzie, ku życiu.

Chodzi o to, żeby człowiek w ogóle nie szukał prawdy czy dobra -- żeby człowiek myślał emocjami, czyli nie myślał wcale.

Dla lewicy odwiecznym wrogiem jest chrześcijaństwo. Każdy pretekst jest dobry. Najpierw więc starają się rozhuśtać społeczne nastroje tak, by tłum stracił nad sobą panowanie, a następnie ich liderzy dokonują ideologicznej manipulacji, by realne powody (kryzys ekonomiczny) zastąpić powodami ideologicznymi (zwalczyć Kościół).

Usiłuje się walkę z kryzysem przekształcić w walkę z Kościołem i z narodem, czyli z krzyżem i patriotyzmem. 11 listopada 2011r widzieliśmy, jak niemieccy pałkarze sprowadzeni przez polskich działaczy lewicowych zaatakowali marsz niepodległości, bijąc na oślep ludzi noszących dziewiętnastowieczne mundury z czasów Powstania styczniowego.

Wojna religijna w Polsce stanowi element unijnej strategii narzucania europejskim narodom ideologii marksizmu kulturowego, w której nie ma miejsca na publiczną obecność etyki chrześcijańskiej jako podstawy systemu prawnego.

Wielkie media nie działają spontanicznie mocą zatroskanych o losy ludzkości dziennikarzy -- ktoś daje przyzwolenie, a może i nakazuje, aby coś nagłośnić. Do antychrześcijańskiej krucjaty chętnych nie brakuje i po stronie mediów, i po stronie polityków. Szczucie "na proboszcza" może zapewnić bezpieczeństwo tym, którzy przez ostatnie 30 lat Polskę rozkradali.

Dzieciom i młodzieży sączy się coraz butniej, że należy się wstydzić wiary w Boga i polskości, wyśmiewa się krzyż i inne wartości religijne, zwłaszcza etyczne, sugeruje się normy i zachowania grzeszne, jak seks i narkotyki, a także, choćby implicite, szczepi się poczucie małowartościowości wobec ateistów i nie-Polaków. Młodzież ma się wstydzić godła polskiego i flagi polskiej, a tym bardziej historii, tradycji i kultury polskiej.
c
cyferka
Smolar - dawny członek PZPR. Obecnie poplecznik obecnej władzy i Matoła. Kto daje tytuły takim baranom?
Dodaj ogłoszenie