18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Śmigielski: "Do malowania trzeba kondycji"

Sylwia Arlak
Grzegorz Śmigielski, rocznik 1960, jeden z najbardziej znanych dziś warszawskich malarzy i rysowników
Grzegorz Śmigielski, rocznik 1960, jeden z najbardziej znanych dziś warszawskich malarzy i rysowników Bartek Syta
Jasne, że chciałbym, by moje obrazy trafiały do jak najszerszej publiczności. Głównie jednak życzę sobie, by były ludziom potrzebne - mówi Grzegorz Śmigielski, warszawski malarz i rysownik, w rozmowie z Sylwią Arlak

Nie tak dawno, bo z okazji mistrzostw Europy w piłce nożnej, mogliśmy podziwiać Pana twórczość na jednej z warszawskich wystaw w galerii Milano.
Tak. Galeria Milano mieści się niedaleko Stadionu Narodowego, stąd pomysł, by właśnie tam odbyła się wystawa. Właścicielka galerii Elżbieta Kochanek tworzyła ją z myślą, że być może zainteresuje ona kibiców, turystów. Jednak tak naprawdę galerię odwiedzali nie tyle fani sportu, co sztuki autorstwa naszych rodaków. Myślę, że w ogóle podczas mistrzostw polityka informacyjna była skupiona głównie wokół tego, co oferowali sponsorzy. Natomiast oferta kulturalna niespecjalnie została zauważona, choć było wiele inicjatyw. Jeszcze przed całym wydarzeniem na moich obrazach często pojawiał się temat sportu. Zgłosiło się więc do mnie kilka osób, w tym dwie bardzo znaczące, istniejące jako kuratorzy na rynku sztuki, z ofertą zrobienia pleneru, który to kończyłby się wystawą dotyczącą owych mistrzostw. Trochę w szerszym aspekcie, niedotyczącym jedynie samego aktu sportowego. Oczywiście wszystko rozbiło się o pieniądze, czyli o zainteresowanie ewentualnie uczestniczących w tej imprezie sponsorów, jak również o sprawy lokalowe. Bardzo trudno było znaleźć dobre miejsce, oczywiście mowa była o większej wystawie, gdzie formaty byłyby nawet około 4-metrowe.

Nienaganne ludzkie sylwetki, takie przedmioty pożądania jak luksusowe samochody, motocykle, szybkie łodzie motorowe, deski surfingowe, czy wreszcie najpiękniejsze widokówki z odległych miejsc. Patrząc na Pana obrazy, widzę marzyciela.
Kojarzono mnie z twórczością Leni Riefenstahl. Z kultem ciała. Kiedy zacząłem tworzyć w drugiej połowie lat 90., wydawało mi się, że z takiej formy z lat 30., a potem kontynuowanej jeszcze w socrealizmie - piękny, dzielny człowiek i spojrzenie na niego w latach 90. bez wszystkich ideologicznych obciążeń - może wyjść coś ciekawego. Chciałem nadać temu jakiś inny wymiar. Bardziej magiczny. Przedmioty pożądania to sentyment do czasu, który minął. Myślę, że bezpowrotnie. Większość ludzi dochodzi do takiego wniosku, że kończy się jakaś epoka. Piękne przedmioty w wyszukanych formach coraz rzadziej nas otaczają. Samochody robi się z tych samym klocków i przykleja się im tylko różne loga. Oczywiście są wyjątkowe firmy, ale niewielu na nie stać. Robi się nudno. Samochody mają nawet podobne kolory. W swoich obrazach powracam do czasów, kiedy te przedmioty były rzeczywistymi dziełami sztuki. Spektakularnymi. Otwierającymi nowe spojrzenie na formę, która przebija przestrzeń, powietrze. Podobnie było z łodziami tworzonymi z machoniu - prawdziwe rzeźby sztuki nowoczesnej. Teraz obserwujemy tylko wielokrotnie powielaną formę.

Skąd ta fascynacja socrealizmem i estetyką lat 30.?
Należę do pokolenia, które wychowało się na socrealistycznym elementarzu Falskiego, z realistycznymi, pięknymi ilustracjami. Mieszkałem na MDM-ie. Przechodziłem niemalże codziennie koło rzeźb na Marszałkowskiej. Poza tym przez moją mamę, która pokazała mi w dzieciństwie cudowną książkę "Siła, radość, piękno." Tam bardzo znani polscy sportowcy zamiast nazwisk mieli takie podpisy jak "ekspresja ruchu" czy też "harmonia ruchu". Anonimowe postaci, nazywane językiem plastycznym. Chciałem to wykorzystać. Fascynacja wzięła się więc z dzieciństwa. Mama mnie zachęciła. Chciałem również pokazać piękno, więc zająłem się malowaniem portretów. Zawsze starałem się pokazywać piękno. Zresztą, inaczej bym nie zarobił. Nie upiększam, ale korzystając ze światła, pokazuję różne perspektywy. Nikt nie chce widzieć siebie oszpeconym.
Co stara się Pan przekazać, chwytając za pędzel? Co stanowi inspirację pracy? W jakich okolicznościach rodzi się koncept obrazu?
Inspirujący jest kontakt z innymi artystami, z którymi mam łączność również poprzez galerię. To, że mam możliwość korespondowania z tym, co robią. Wydaje mi się na przykład, że coś mógłbym zrobić lepiej, a inną rzecz zrobić podobnie, ale na swój sposób. I jestem ciekaw, jak ja poradziłbym sobie z takim zadaniem. Chciałbym przekazać trochę energii. Przede wszystkim chcę namalować obraz i nie myślę tak do końca, co chcę przekazać. To wychodzi w trakcie. Staram się to robić jak najlepiej i mieć jak najlepsze nastawienie do tego, co robię, bo jest to konieczne. Malowanie wymaga kondycji fizycznej, skupienia oraz dobrej kondycji psychicznej. Jest to próba tego, w jakim jest się stanie. Można zrobić coś w jeden dzień, a można męczyć się trzy miesiące. Zwykle jest tak, że jeden obraz pociąga za sobą drugi. Tak jest najlepiej. Często zdarza mi się niestety malować na tym samym obrazie następny. Poprawiać go. Ale niestety powinno się zgodzić ze swoją niedoskonałością i przejść do następnego z nadzieją, że spełni on oczekiwania.

Pan, patrząc na dawny obraz, myśli, że dziś zrobiłby to inaczej?
To zależy od tego, ile minęło czasu. To jest tak, jak z fotografowaniem własnej osoby. Jeżeli zobaczymy siebie na zdjęciu następnego dnia, mamy ochotę zrobić następne. Ale jeśli spojrzymy na nie za lat 10, będziemy zadowoleni, że tak wyglądaliśmy. Gdy ja patrzę na swoje obrazy po pięciu latach, myślę sobie, że jednak miałem już coś w głowie. Że miałem siłę, by to zrobić. Czynnik czasu jest tu niezwykle istotny.

Co jest ważne w byciu malarzem? To, żeby artysta miał wypracowany przez lata własny warsztat i żeby stała za nim silna osobowość

Został Pan uznany w USA, Danii, Niemczech, Szwecji. Co sprawia, że obok tych prac nie przechodzi się obojętnie w tak odległych, również kulturowo, miejscach?
Trudno powiedzieć. W pewnym momencie na świecie można było zauważyć wzrost zainteresowania polską sztuką, dlatego, że wzrosło zainteresowanie samą Polską. Mam tu na myśli lata 90. Podobnie było z Rosją. Myślę, że Zachód oczekiwał jakiegoś powiewu ze strony reformujących się krajów, innej jakości w innej trochę strefie kulturowej. Podobnie było z Chińczykami. Następuje taki efekt, że artyści w tych krajach mają poczucie zapóźnienia. Ogólnie fałszywe, bo w tej chwili jest to tak globalny świat, że nie ma już tradycji szybszej czy wolniejszej. Z tym, że można jeszcze coś bardziej przegiąć, obrazić itd. To wszystko już było i to wszystko się skończyło. Sztuka szybko się zmumifikowała. Chińczycy na przykład zaczęli robić popart, zamiast pokazywać to, co wynika ze starej kultury. Tak samo jest z Polską. Nasze nastawienie jest jednak prowincjonalne. To wszystko już było. Dziwi mnie, że nie pyta się artysty, skąd czerpał inspirację.

Czy gdyby nie miał Pan możliwości dzielenia się swoją pracą, dalej podchodziłby do niej z jednakowym zaangażowaniem? Maluje Pan przede wszystkim dla zaspokojenia własnej satysfakcji, czy pragnie sprostać oczekiwaniom?
Myślę, że nie ma sensu używać takich górnolotnych określeń. To jest walka o przeżycie. Trzeba zachować jakoś swoje ja, ale i opłacić rachunki za pracownię, prąd. Oczekuje się od nas, że będziemy działać jak sprawni przedsiębiorcy, natomiast nie mamy wokół nas całej infrastruktury. Mamy za to padający związek polskich artystów plastyków, który choruje od czasu stanu wojennego, i bardzo podzielone środowisko. Niezbyt przyjazny klimat panuje dla artystów. Jesteśmy uważani za osoby, które chcą zaistnieć, tworząc prowokacyjne dzieła, głównie skupieni na swoim PR oraz gromadzeniu pieniędzy.
Czyli we współczesnej Polsce bez nazwiska, koneksji rodzinnych nie jest możliwe życie na wysokim poziomie utrzymywane z malarskiej pasji?
Jest kilku artystów, którzy żyją na wysokim poziomie, jeżdżą luksusowymi samochodami. Ale w porównaniu na przykład z przedsiębiorcą produkującym framugi okienne, są to śmieszne kwoty. Taki przedsiębiorca mógłby kupić artystę czterokrotnie. Żyjemy w blisko 40-milionowym kraju i towarzyszy nam atmosfera złości, gdy artysta sprzeda obraz za kilkaset tysięcy dolarów. Natomiast Czesi są mniejszym narodem, a mają ,,Czarnego'', który tworzy spektakularne rzeczy, ale zarabia równie spektakularne pieniądze. Posiada nawet swój prywatny samolot. Gdzie naszym, nawet najbogatszym artystom do niego? To tylko media nagłaśniają wiadomości, jakoby polscy artyści robili niesamowite kariery na Zachodzie i byli tam doceniani.

Czy Pana twórczość adresowana jest do konkretnej grupy, czy ma Pan nadzieję, że powinna być ogólnie zrozumiana?

Myślę, że dobra książka będzie czytana i wciągająca zarówno dla erudyty, jak i dla przeciętnego człowieka, który znajdzie w niej inne rzeczy. Oczywiście chciałbym, by moje obrazy trafiły do jak najszerszej publiczności. Przede wszystkim jednak życzę sobie, by były ludziom potrzebne.

Uważa Pan, że malarstwo silniej oddziałuje na człowieka niż chociażby muzyka, teatr, kino?
Trudne pytanie. Każdy uważa, że potrafi zagrać, chociaż jest teraz tyle możliwości komputerowych. Czyli potrafi po prostu skleić coś z wielu rzeczy. Tak samo jest z malarstwem czy tworzeniem obrazu. Programy komputerowe sprawiają, że po przyciśnięciu kilku klawiszy mamy zupełnie inny obraz naszego wakacyjnego zdjęcia, niż mieliśmy. Ja uważam, że ważne jest to, żeby artysta posiadał warsztat, wypracowany przez lata, i żeby stała za nim osobowość, jego życie i zmaganie się z trudnościami. I żeby to też było jakoś odzwierciedlone w tych pracach.

Sztuka jest dziś pojęciem szeroko rozumianym. Czy według Pana to, co reprezentuje znany nawet ignorantom Banksy, można jeszcze podciągnąć pod artyzm? Istnieją jakieś granice sztuki?
Banksy zachwyca profesjonalnych artystów. Mówił o tym, że ważna jest wiarygodność. Że za tym, co się robi, musi stać osobowość, wiara, przekonanie. Myślę również, że on zwyczajnie jest konsekwentny. A poza tym ma duże poczucie humoru, czego często brakuje polskim umęczonym artystom. Nad granicami sztuki nie ma sensu się zastanawiać. Artysta uważa, że dzieło sztuki czasami mu się przytrafia, a arcydzieło to jego cel życiowy. Być może nie do dostrzeżenia w ciągu całego jego życia. Najważniejsza jest przygoda w spełnianiu się. Ilość informacji i poglądów na temat sztuki, jakie możemy dzisiaj znaleźć w internecie, jest ogromna, co jest dodatkowym utrudnieniem dla młodych ludzi, zaczynających dopiero swoją przygodę ze sztuką. Trudno jest im wyłowić z tego własną i głębszą myśl. Niełatwo próbować zrobić coś autentycznego. Ja jestem w lepszej sytuacji, bo już okrzepłem. Mam coś mojego. Coś, czego jestem pewien. Po latach mogę spojrzeć wstecz.

Mówił Pan o dziele życia. Ma Pan więc taki obraz, który już w tej chwili mógłby tak zatytułować, czy byłoby to zbyt nieostrożne stwierdzenie?
Jakbym namalował dzieło życia, przestałbym malować. Nie miałbym celu. Ale to nie jest tak, że przez cały czas chcę chwytać za pędzel. Świat daje tyle pokus i ma tak wiele uroku.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie