Śmierć Jobsa nie zachwiała potęgą Apple. Firma ma już większą wartość od gospodarki Tajwanu

Ahmed Murad
Udostępnij:
Nawet śmierć legendarnego Steve'a Jobsa nie zatrzęsła fundamentami Apple. Firma idzie jak burza i Kalifornijska Republika Applestanu ma niebawem osiągnąć wartość biliona dolarów.

Ma większą wartość od gospodarki Tajwanu i szybko dogania Arabię Saudyjską, głównego eksportera ropy na świecie. Śmierć jej założyciela w październiku ubiegłego roku wywołała na świecie rozpacz, z jaką dotąd Korea Północna żegnała swoich dyktatorów. Na pierwszych stronach gazet pisano, że odszedł wizjoner, człowiek, który zmienił świat.

Wyceniona na blisko 546 mld dol. firma jest dziś bardziej wartościowa niż kiedykolwiek. Ten, kto to przewidział i w 1980 roku zainwestował w akcje 100 dol., dziś ma na koncie 23 322,80 dol.

Przewiduje się, że pod koniec roku firma wzbogaci się o 150 mld dol. w gotówce - to około jednej dziesiątej majątku całej korporacyjnej Ameryki. Wartość samej marki wycenia się na ponad 70 mld dol.

Jeśli wierzyć około 55 analitykom, którzy specjalizują się w tej firmie, ceny akcji mogą iść tylko w jedną stronę. W górę. Katy Huberty, analityk z Morgan Stanley, namawia swoich klientów, by wykorzystali dobrą passę, bo jej zdaniem za rok o tej samej porze będą warte o dwie trzecie więcej.

Jeśli ma rację, Kalifornijska Republika Applestanu będzie warta około 1,1 bln dol., co zapewni jej miejsce wśród 10 największych gospodarek świata.

Apple jest w tak świetnej formie jak nigdy dotąd. Jest wszechobecny za sprawą książek i muzyki, podów i padów. Te ostatnie to obowiązkowy element dekoracyjny każdego mieszczucha, jak prążki i obrączka na małym palcu. Doszło już do tego, że w co drugim amerykański domu jest jakiś gadżet rodem z Apple.

Załóżmy jednak - przez wzgląd na histeryczne protesty, które to może wywołać - że jakiś inwestor zechce sprawdzić prawdziwość starej zasady giełdowej, która głosi, że gdy wszyscy są w jakiejś kwestii zgodni, jedynym sposobem, by zarobić przyzwoite pieniądze, jest zrobienie czegoś zupełnie przeciwnego. Jak obstawić przeciwko Apple i światowej dominacji tej firmy?

Najbardziej dostępnym instrumentem spekulacji jest kontrakt typu spread bet. Otwórz konto u bukmachera i sprzedaj cenę oferowaną za powiedzmy 10 funtów na punkcie, a za każdego centa poniżej tej kwoty będziesz o dychę do przodu.
Niebezpieczeństwo polega na tym, że w najbliższej przyszłości ceny Apple pójdą w górę, tak jak spodziewa się większość. Jeśli nawet później spadną, to wcześniej każdy cent powyżej granicy będzie kosztował 10 funtów. Nie będzie trzeba długo czekać aż firma oferująca spread-betting uprzejmie zażąda dodatkowej wpłaty na pokrycie strat. Nie wszyscy chwytają za słuchawkę. Jest szansa, że spalona pozycja zostanie zamknięta automatycznie, a ciebie wyniosą nogami do przodu.

Kontrakty na różnice, czyli spread-betting dla dorosłych, niosą to samo ryzyko. Tak samo jak krótka sprzedaż.

Może bezpieczniej kupić udziały w firmach konkurencyjnych, w nadziei, że nadrobią straty i zbliżą się do Apple? No cóż, wystarczy spojrzeć na firmy takie jak Nokia i Research in Motion - lepiej nie.

Jeśli inwestorzy uważają, że firma jest zbyt tania, tryb postępowania jest prosty i bezpieczny. Kup udziały i czekaj. Na krótką metę wartość może spaść, ale na pewno nikt nie będzie żądał dodatkowej wpłaty w oczekiwaniu na bonanzę. Aby zmniejszyć ryzyko dojmującego bólu krótkoterminowego, nieco bardziej rozeznany inwestor może użyć opcji sprzedaży.

Najprościej obstawiać w systemie fixed-odds. Cantor Index obstawia 2-5, że za trzy lata akcje Apple spadną poniżej 550 dol., 7-4, że za 5 lat będą kosztować mniej niż 450 dol. i 8-1, że za 10 lat ich cena spadnie poniżej 400 dol., przy założeniu, że w międzyczasie nie dojdzie do emisji nowych.

Stara sprawdzona metoda okazuje się najbezpieczniejsza w starciu ze zmieniającą się modą w elektronice konsumenckiej.
Tym się jednak nie przejmują ani szefowie firmy, ani klienci, którzy kupują jej produkty. Ci pierwsi mają luźne 100 mld dol. i zastanawiają się, jakiego giganta elektronicznego kupić. Bo tylko taki zakup, jak się wydaje, wchodzi w rachubę.

Zadowoleni mogą też być zwykli posiadacze akcji firmy, bo oto Apple odchodzi od tradycji i zapowiada wypłatę dywidendy.
Apple, odnosząca sukcesy maszynka do robienia pieniędzy, po raz pierwszy od blisko 20 lat podzieli się zyskiem ze swoimi udziałowcami.

Apple wyceniony na pół biliona dolarów jest najdroższą firmą na świecie. Kto w 1980 r. kupił jej akcje za 100 dol., zarobił na tym ponad 23 tys. dol.

Ahmed Murad

Cały tekst przeczytasz w weekendowym wydaniu dziennika "Polska" lub w serwisie prasa24.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie