"SLD z Millerem na czele poprawi notowania. Inaczej będzie z Palikotem - jest nieokreślony"

Agaton Koziński
- Pod przywództwem Millera SLD ma poważne szanse na poprawę swych notowań. Inaczej niż Ruch Palikota, który w kwestiach obyczajowych jest lewicowy, ale gospodarczo liberalny - mówi Siergiej Staniszew, przewodniczący Partii Europejskich Socjalistów, w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Donald Tusk chce w tym roku rozpocząć w Polsce dyskusję o tym, czy nasz kraj powinien dołączyć do strefy euro. Czy według Pana nasz kraj powinien przyjąć wspólną europejską walutę?
Tę decyzję Polacy muszą podjąć samodzielnie. Faktem jest, że kraje strefy euro rozpoczęły trudny proces restrukturyzacji, przebudowy architektury, na jakiej strefa została zbudowana. To ważny proces, bowiem powinniście wiedzieć, jak będzie wyglądać unia monetarna, do której zamierzacie dołączyć. Wiadomo, że zmiany pójdą w kierunku zacieśnienia współpracy ekonomicznej państw eurozony, stworzenia czegoś na kształt rządu gospodarczego. Ale przedstawiane propozycje nas, Partię Europejskich Socjalistów, martwią. Przede wszystkim w propozycjach reform, jakie przedstawiono pod obrady Rady Europejskiej, brakuje społecznego wymiaru zmian. Wyjątkowość Europy polega na tym, że zdołała ona stworzyć własny, autorski model gospodarczy i społeczny. Jeśli komuś się wydaje, że można pobudzić konkurencyjność na kontynencie poprzez demontaż europejskiego modelu społecznego, to ten ktoś jest w błędzie. Przecież i tak nie mamy szans zejść z pensjami poniżej poziomu Chin czy Brazylii. W ten sposób nie da się odzyskać konkurencyjności na światowych rynkach. Dlatego trzeba szukać innych rozwiązań.

Macie konkretne pomysły? Bo oczywiste jest, że Europa musi odzyskać zdolność do konkurowania na światowych rynkach.
Ale nie uda się jej odzyskać bez inwestycji. Tymczasem w ciągu trzech ostatnich lat jesteśmy świadkiem krótkowzrocznej polityki zaciskania pasa i oszczędności w Europie. Jakie są tego konsekwencje? Ciągle nie udało się odbudować zaufania do strefy euro, kraje do niej należące cały czas nie umieją wyrwać się z recesji, a bezrobocie wśród młodych w wielu państwach przekracza 30 proc. W takiej sytuacji na usta aż ciśnie się pytanie: po co nam Unia Europejska, skoro ona nie potrafi się z tymi problemami uporać? Tym bardziej że dziś decyzje podejmowane przez UE są ważniejsze niż wcześniej w ciągu ostatnich 20 lat. Wyraźnie widać, że Unia przygotowuje się do kolejnego kroku w kierunku głębszej integracji. Trzeba pilnować, by zachować równowagę gospodarczą przy tym procesie. Trzeba zachować odpowiedzialność ekonomiczną, ale także zadbać o to, by gospodarka się rozwijała i przybywało miejsc pracy. Bez tego nigdy nie wyjdziemy z kryzysu.

Nie wyjdziemy z kryzysu bez pobudzenia gospodarki, do czego potrzeba inwestycji. Ale inwestycje kosztują. Skąd wziąć na nie pieniądze?
Najważniejszym źródłem środków na inwestycje jest budżet europejski. Dla mnie to wstyd, że dochodzi do takich targów o jego wysokość. Jakby kraje członkowskie nie miały świadomości, że to podstawowe narzędzie służące inwestycjom w czasie kryzysu. Kluczowy argument w tych rozmowach brzmi: w krajowych budżetach brakuje funduszy. Dlatego my, socjaliści, opowiadamy się za zwiększeniem dochodów własnych Unii, na przykład poprzez wprowadzenie podatku od transakcji finansowych. Należy zwiększyć zdolność kredytową, jaką posiada Europejski Bank Inwestycyjny. Poza tym dobrym pomysłem jest wprowadzenie euroobligacji. Ale te wszystkie kwestie sprowadzają się do wspólnego mianownika. Jest nim solidarność. Dlatego zadajemy pytanie: czy Europa nadal umie być solidarna?
Pięknie Pan mówi o pryncypiach, ale przejdźmy na język konkretów. Jednym z narzędzi służących rozwojowi gospodarczemu w UE są fundusze strukturalne. Tymczasem François Hollande, prezydent Francji i socjalista, jest gotowy je okroić, by w ten sposób zyskać dodatkowe środki na Wspólną Politykę Rolną. Jak to przystaje do koncepcji, które Pan przed chwilą przedstawił?
Cała nasza rodzina polityczna przyjęła wspólne stanowisko, które brzmi: nie wolno pozwolić, by dyskusja o budżecie europejskim zamieniła się w rywalizację pomiędzy poszczególnymi politykami. Najważniejsze są bowiem priorytety, na co mają być wydane pieniądze w ramach poszczególnych polityk. W ten sposób chcemy bronić Europy zbudowanej na solidarności. Polityka spójności jest wyrazem solidarności pomiędzy bogatszymi i biedniejszymi członkami UE.

Czy gdyby przeforsowano cięcia w polityce spójności, socjaliści wezwą do zawetowania propozycji budżetu?
Każdy szef państwa broni przede wszystkim interesu własnego kraju. Przecież każdy lub każda z nich musi po obradach Rady Europejskiej wrócić do siebie i przedstawić wyniki rozmów swoim wyborcom. Poza tym istotą Unii Europejskiej jest kompromis. Gdyby każdy chciał był gotów w każdej chwili skorzystać z prawa weta, to nie udałoby się podjąć żadnej decyzji. Ale jeśli redukcje budżetu UE na lata 2014-2020 będą zbyt duże, to spodziewam się, że przewodniczący Parlamentu Europejskiego, który zresztą związany jest z naszą rodziną polityczną, przeciwko nim zaprotestuje.

Gdzie jest granica? Poniżej jakiej sumy kompromis będzie dla was nie do zaakceptowania?
Wszystko jest kwestią ustaleń. Na pewno zbyt duże cięcia w propozycji budżetu wiąże się z ryzykiem zawetowania ustaleń przez europarlament. Ale tu nie chodzi tylko o pieniądze, ale także o sposób ich wydawania i priorytety.

Rozmawiamy o budżecie europejskim, ale jednocześnie dochodzi do głębokich przeobrażeń wewnątrz UE. Unia dzieli się wyraźnie na dwie prędkości. Czy ten podział, na kraje strefy euro i pozostałe, jest nieodwracalny? Jak w tej sytuacji powinny się zachować nasze kraje, Polska i Bułgaria?
Kierunek jest jasny - musimy zmierzać w kierunku strefy euro. Widać bowiem wyraźnie, że UE dzieli się na dwie różne prędkości, jest to niemal literalnie zapisane w ostatniej propozycji programu reform UE przygotowanego przez Hermana Van Rompuya. My opowiadamy się za wspólnotowym systemem decydowania w Unii. Jeśli bowiem dopuścimy do tego, by Wspólnota podzieliła się na różne prędkości, to UE się rozpadnie. Trzeba tego uniknąć za wszelką cenę. Wszystkie sukcesy Unii były efektem jej jedności, wspólnego rozwiązywania problemów. Dla każdego kraju, który myśli o dołączeniu do strefy euro, bardzo ważne jest, by obserwować, w którym kierunku ewoluuje Unia Europejska. Teraz bowiem część państw nie ma możliwości tworzenia zasad, które mają obowiązywać wewnątrz UE, natomiast nakłada się na nie obowiązek przestrzegania tych reguł.

Ten problem mają między innymi Polska i Bułgaria w przypadku dyskusji o unii bankowej. Jak z tego wybrnąć?
Trzeba pilnować, by ten proces był otwarty dla każdego członka Unii.

Czy problemem nie jest tempo, w jakim ten proces przebiega? Nasze kraje są dziś poza głównym nurtem europejskiej integracji. Czy państwa głównego rdzenia nie pędzą zbyt szybko do przodu? Jesteśmy w stanie za nimi nadążyć?
Przede wszystkim trzeba ludziom wyjaśnić, że mają możliwość wyboru modelu integracji. Teraz bowiem dyskusja została sprowadzona do czysto technokratycznej debaty o rozwiązaniach instytucjonalnych, jakie należy wcielić w życie. A tymczasem rozmowa o kryzysie nie powinna się ograniczać tylko do tego. Dlatego też tak głośno mówimy o konieczności większej solidarności. Przekaz polityczny też jest bardzo ważny. Nie może być tak, że co trzy miesiące słyszymy co innego - raz, że Grecja wychodzi ze strefy euro, innym razem, że nie. Takie sprzeczne sygnały bardzo osłabiają ten kraj. To poważny problem. Europa ze swoimi kłopotami upora się tylko wtedy, gdy będzie działać razem.
Na razie sami socjaliści mają problem z tym, by wspólnie działać. Przyjechał Pan do Warszawy, aby wzmocnić współpracę między Partią Europejskich Socjalistów a SLD. Ale z Sojuszu właśnie wystąpił ważny eurodeputowany Marek Siwiec. To poważny problem dla was?
Nie, to żaden problem. Takie sytuacje zdarzają się wszędzie, w każdym kraju europejskim. Rozumiem, że ta decyzja wywołała falę komentarzy i spekulacji, ale one szybko wygasną. Dla mnie najważniejsze jest to, że partnerem mojej partii w Polsce jest SLD. Przyjechałem do Warszawy, aby wzmocnić naszą współpracę. Widzę, że Sojusz proponuje Polakom nowoczesny, postępowy program zmian. Przez wiele lat w Polsce dominowało przekonanie, że europejski kryzys gospodarczy nie dotyka waszego kraju. Ale to przekonanie to już przeszłość. Tempo rozwoju gospodarczego Polski słabnie, bezrobocie, głównie wśród młodych, rośnie. To poważny problem, z którym wasz kraj będzie się musiał zmierzyć. I potrzebne są rozwiązania uwzględniające także społeczny wymiar polityki, a w Polsce bierze go pod uwagę tylko SLD.

Tylko? W Polsce po lewej stronie plasuje się też Ruch Palikota - i w wyborach osiągnął dużo lepszy wynik niż SLD. Czy z nim też zamierza Pan współpracować?
Przyjechałem do Warszawy, by spotkać się z naszymi partnerami z SLD, nie rozmawiałem natomiast z Januszem Palikotem, spotkałem się z Leszkiem Millerem. To doświadczony polityk, który stanął na czele Sojuszu i zdołał szybko odnowić tę partię. Pod jego przywództwem SLD ma poważne szanse na poprawę notowań, w dodatku jego partia odwołuje się do wyraźnych haseł społecznych. Inaczej niż Ruch Palikota. To ugrupowanie nie ma jasno określonego profilu politycznego. W niektórych kwestiach plasuje się po lewej stronie sceny politycznej, na przykład w kwestiach dotyczących praw kobiet. Ale w innych sprawach, przede wszystkim gospodarczych, które dla nas są kluczowe, Palikot jest bardzo liberalny. Równocześnie nawiązuje współpracę z Partią Piratów.

W Polsce pojawiają się spekulacje o tym, że własną listę przed wyborami do europarlamentu przygotuje Aleksander Kwaśniewski. Myśli Pan, że to realne? Rozmawiał Pan może o tym z byłym prezydentem?
Nie, nie słyszałem o takich planach. Ale generalnie chcę zaznaczyć jedną kwestię. Nie ma partii, która by nie przechodziła przez kryzys, nie doświadczała chwil słabości. Ale trzeba umieć wyciągnąć z nich wnioski, zrozumieć, co stało się przyczyną utraty zaufania wyborców, a następnie wprowadzić zmiany, które pozwolą zaradzić problemom. My, PES, zamierzamy wspierać zmiany w SLD i chcemy pomóc tej partii wygrać wybory do europarlamentu. Dla nas to też jest ważne, gdyż zależy nam na tym, by wprowadzić zmiany na szczeblu europejskim - a do tego potrzebne są dobre wyniki partii zrzeszonych w naszej rodzinie politycznej.

Aleksander Kwaśniewski na pewno by wam w tym pomógł, to ważne nazwisko w Polsce. Nie próbujecie go wciągnąć do własnego projektu?
Nie widzę żadnych przeszkód przed tym, by on zaczął współpracę z SLD.

Może potrzebny jest ktoś z zewnątrz, ktoś taki jak Pan, kto wystąpi w roli mediatora między Kwaśniewskim a Millerem?
Bez przesady. SLD jest wystarczająco mądrą i silną partią, by sobie poradzić bez mediatorów. Choć zawsze jesteśmy gotowi pomóc. W tym roku SLD zorganizuje w Warszawie ważne spotkanie, w którym wezmą udział sekretarze generalni wszystkich partii zrzeszonych w PES. To będzie spotkanie służące wymianie doświadczeń i wspieraniu się. Chcemy się do niego dobrze przygotować.
Rozmawiał Agaton Koziński

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
andrzej
po prostu paszol won
Dodaj ogłoszenie