SLD pęka. Kto będzie nowym liderem partii?

Redakcja
Na 10 grudnia został zaplanowany kongres Sojuszu. Ma na nim zostać wybrany przewodniczący
Na 10 grudnia został zaplanowany kongres Sojuszu. Ma na nim zostać wybrany przewodniczący Fot. Wojciech Barczyński/Polskapresse
Oficjalnie nikt nie startuje na przewodniczącego SLD. Wojciech Olejniczak, Katarzyna Piekarska, Ryszard Kalisz, Grzegorz Napieralski, Leszek Miller wykluczają kandydowanie na szefa partii. Mniej oficjalnie wszystko jest możliwe. Szczególnie że kongres odbędzie się na skutek kompromisu zawartego między frakcją Olejniczka a Napieralskiego 10 grudnia.

Podczas sobotniego posiedzenia rady krajowej SLD zgłoszono dwa projekty uchwał w sprawie zwołania kongresu partii. Jedna wzywa do zarządzenia nadzwyczajnego kongresu jeszcze w listopadzie. Druga zakłada zwołanie kongresu w styczniu. A podczas rady krajowej nie obyło się bez napięć.

Czytaj także: Politolodzy: Leszek Miller ma największe szanse na fotel szefa SLD

Z nieoficjalnych informacji wynika, że część działaczy Sojuszu domagała się rezygnacji Grzegorza Napieralskiego już w tę sobotę. Sam przewodniczący zaś oprócz tego, że złożył samokrytykę, mówił, iż nie mógł liczyć na zaangażowanie kilku liderów lewicy. I tu pił do Aleksandra Kwaśniewskiego i Ryszarda Kalisza, którzy w czasie kampanii mieli wspierać kandydatów spoza Sojuszu. Ale nie wymienił publicznie ich nazwisk. Na te wypominki Napieralski miał usłyszeć z sali: - A gdzie jest dzisiaj Bartosz Arłukowicz, Witold Gintowt-Dziewałtowski? Nie ma ich na sali. Kto dopuścił do tego, żeby odeszli? - wyrzucała przewodniczącemu część zgromadzonych. Ostatecznie ustalono, że w grudniu po wyborze nowego szefa partii miałaby się odbyć wewnętrzna kampania w Sojuszu, a po niej prawybory, które wyłonić miałby kolejnego nowego przewodniczącego w czerwcu.

Trochę to wszystko skomplikowane, a wynika głównie z pogłębiającej się w SLD bezradności. I walki dwóch obozów. Jeden z nich, składający się z Ryszarda Kalisza, Aleksandra Kwaśniewskiego i Joanny Senyszyn, chce zbliżenia do Ruchu Palikota, a nawet - o czym coraz usilniej spekuluje się w Sojuszu - połączenia obu partii. Temu sprzeciwia się drugi obóz, na czele z Leszkiem Millerem i Grzegorzem Napieralskim. Były premier nie ma złudzeń, że taka symbioza skończyłaby się ostatecznym wchłonięciem SLD przez partię Palikota. A były polityk PO stanąłby na czele nowej formacji. Coraz częstsze deklaracje o kandydowaniu na szefa Sojuszu polityków sprzyjających Januszowi Palikotowi urealniają ten scenariusz. W sobotę możliwość startowania na przewodniczącą Sojuszu ogłosiła Joanna Senyszyn. - Dostaję e-maile i rady, żeby kandydować, i nie wykluczam takiej możliwości - powiedziała w "Faktach po Faktach" na antenie TVN 24 Joanna Senyszyn, która widziałaby siebie w roli szefa Sojuszu Lewicy Demokratycznej. - Jako kobieta byłabym taką dobrą matką, bo partia do tej pory matki nie miała - dodała.

Czytaj także: Senyszyn kandydatką na szefa SLD? "Byłabym taką dobrą matką"

- To nie jest tak, że funkcja przewodniczącego w tej chwili to jakaś "masa upadłościowa". Ale wszyscy czekali do dzisiaj, żeby zobaczyć, co zdecyduje rada krajowa. Oczywiście ta sytuacja jest nie do końca jasna, bo to będzie podobno tymczasowy przewodniczący. Sformułowanie nie jest zachęcające dla kandydatów i może oznaczać, że "zobaczymy, co zrobisz, czy się spodobasz" - mówiła Senyszyn.

Europosłanka stwierdziła też, że gdyby ewentualnie zwyciężyła w wyborach na szefa SLD, nie musiałaby rezygnować ze swojego mandatu europejskiego.

- Nie ma powodu, żeby rezygnować na kilka miesięcy. Można jeździć do europarlamentu raz w miesiącu, od poniedziałku do czwartku na najważniejsze głosowania, więc da się to pogodzić - mówiła.

Ale jej kandydatura na przewodniczącą Sojuszu jest równie prawdopodobna jak pomysł odzyskania Bartosza Arłukowicza. A ten plan miał się ponoć zrodzić w głowie Leszka Millera. Bo nowy szef klubu podczas swojego wystąpienia przepraszał wszystkich, którzy się na nim zawiedli. Opowiedział się też za powrotem do Sojuszu wszystkich, którzy z partii odeszli lub zostali z niej "wypchnięci". Zdaniem jednego z mazowieckich polityków Sojuszu Millerowi chodziło m.in. o Bartosza Arłukowicza (który w wyborach parlamentarnych wystartował z list PO). Gdyby został przy Sojuszu, to on najpewniej byłby pierwszym kandydatem na lidera SLD.

Czytaj także: Kalisz: Odrzucono moje koncepcje, nie będę kandydował na szefa SLD

Ale w obecnym kształcie partia nie jest w stanie znaleźć osoby, która okazałaby się mesjaszem lewicy. Jest w niej zbyt wiele podziałów, a te mogą w konsekwencji doprowadzić do jednego, że ugrupowanie pęknie i wyodrębnią się z niego dwie części. Jedna to twardy człon z Millerem, druga składająca się ze zwolenników LiD-u być może przejdzie do partii Palikota.

Joanna Miziołek

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
schetyna
ze zdumieniem odkrył że znalazł się z ręką w nocniku. Wszyscy znaczący postkomuniści przeszli już do PO i dobrze isę tam mają bo Donald dba o swoich
G
Gazda z Diabelnej
No ciekawi mnie kto zostanie kapitanem na tym Titanicu
Dodaj ogłoszenie