Sławomir Dębski: Reżim Aleksandra Łukaszenki na Białorusi może w każdej chwili upaść

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
AP/Associated Press/East News
Z całą pewnością w krótkiej perspektywie Łukaszenka odniesie zwycięstwo, ale, moim zdaniem, jest to zwycięstwo absolutnie pyrrusowe, a degrengolada jego rządów będzie postępować, co może doprowadzić do bardzo zaskakujących dla wszystkich obserwatorów sytuacji - mówi Sławomir Dębski, politolog, historyk

Właściwie nie można się było spodziewać innego wyniku wyborów na Białorusi niż ten, który oficjalnie ogłoszono, prawda?

Prezydent Łukaszenka dawał dojść jednoznaczne sygnały, że nie dopuszcza możliwości, aby w drodze demokratycznych wyborów mógł stracić władzę i oczywiście, ludzie mogą sobie głosować, ale wiadomo, kto liczy głosy i wiadomo, co z tego liczenia głosów wyjdzie. Natomiast, niewątpliwie, skala mobilizacji społecznej, determinacja zmęczonego dwudziestoma sześcioma latami stagnacji Białorusi społeczeństwa białoruskiego do zademonstrowania sprzeciwu wobec władzy Łukaszenki jest zjawiskiem bezprecedensowym. Myślę, że zaskakującym dla samego Łukszenki. Mimo że społeczeństwo nie miało zbyt wielkiej wiary w to, że prezydent Łukaszenka pogodzi się z negatywnym wynikiem wyborów, a de facto plebiscytu , bo to głosowanie przekształciło się w rodzaj plebiscytu za lub przeciw kontynuowaniu modelu rozwoju Białorusi zainicjowanego przez prezydenta Łukaszenkę przed prawie trzema dekadami, to jednak zdecydowało się zademonstrować wolę zmian, i pokazało prezydentowi Białorusi czerwoną kartkę. Tylko że ten ani myśli o opuszczeniu boiska.

Zastanawia mnie postać Swietłany Cichanouskiej - ona pojawiła się właściwie znikąd.

Pojawianie się Cichanouskiej jest naturalnym wynikiem procesu politycznego, który uruchomił prezydent Białorusi i białoruskie władze. Ona nigdy nie myślałaby o zaangażowaniu się w życie polityczne, gdyby nie zmusiła jej do tego sytuacja, gdyby jej mąż nie trafił do więzienia, gdyby nie to, że chciała go jakoś wesprzeć, a w każdym razie wesprzeć sprawę, za którą się opowiedział on i jego stronnicy, to nigdy nie zostałaby czynnym politykiem. Ale nie chciała, żeby sprawa, o którą zawalczyć chciał jej mąż, została po jego aresztowaniu sierotą. Więc Cichanouska w takim poczuciu lojalności w stosunku do męża, ale również w poczuciu lojalności do sprawy, którą mąż uważał za ważną, postanowiła się w tę politykę zaangażować i stała się liderem tego plebiscytu, opcją, na którą można zagłosować, pokazując czerwoną kartkę Łukaszence. Okazała się wspaniałą przywódczynią! Trzeba pochylić czoła dla jej odwagi i politycznej determinacji. Aby zostać politykiem w stabilnej demokracji, nie trzeba nic więcej poza chęcią. W warunkach dyktatury trzeba niebywałego hartu ducha i siły charakteru. Wszak ryzyko fizycznych represji, i nie ukrywajmy - utraty życia, dotyczy nie tylko osoby, która rzuca wyzwanie autorytarnej władzy, ale także jej rodziny, najbliższych i przyjaciół.

Za jej wyjazdem na Litwę wiąże się wiele teorii, jedne mówią, że stoi za nim Rosja, inne, że Unia Europejska. Jak pan na to patrzy? To na pewno nie była decyzja spontaniczna.

Nie, Swietłana Cichanouska została odstawiona przez władze białoruskie na granice i została zmuszona do wygłoszenia oświadczenia, które można by nazwać jakimś rodzajem kapitulacji. Przynajmniej tak to oświadczenie interpretują jej oprawcy.

Jak można ją było do tego zmusić? Szantażując mężem, dziećmi?

Ależ oczywiście! Władze białoruskie postępowały już tak w przeszłości. To nie jest pierwszy kandydat w wyborach prezydenckich na Białorusi, który jest zmuszony do przeczytania oświadczenia, które jest swoistym strzelistym aktem lojalności. Takie przypadki zdarzały się już wcześniej. Jeżeli mamy do czynienia z reżimem, który rozjeżdża demonstrantów ciężarówką na oczach tysiąca świadków - całe zajście jest filmowane telefonami komórkowymi, a potem, wrzucane do sieci - to mamy do czynienia z władzą, która sygnalizuje, że się nie zawaha przed niczym. Moim zdaniem mamy tutaj do czynienia z bardzo podobną sytuacją, klasyczną w skrzynce z narzędziami autorytarnych reżimów. Podobnie postępują przecież w Rosji. Czołowy opozycjonista Rosji zostaje zastrzelony pod murami Kremla, ginie w najlepiej strzeżonym pod względem bezpieczeństwa miejscu w Rosji, jako polityczna demonstracja, przekaz do społeczeństwa: możemy zabić każdego!

Jak na Białorusi funkcjonuje opozycja? Ona jest w jakikolwiek sposób zorganizowana?

Nie, na Białorusi zawsze był problem z organizacją spójnej platformy opozycyjnej. Po pierwsze dlatego, że władze nigdy się biernie nie przyglądały organizowaniu się środowisk opozycyjnych. Opozycjoniści, niezależni dziennikarze, są na Białorusi, w trakcie kampanii wyborczej aresztowani pod różnymi pretekstami, bici, szantażowani, grozi się ich rodzinom lub też po prostu zmusza do wyjazdu. Mamy do czynienia z sytuacją, w której bardzo trudno jest zagospodarować społeczne niezadowolenie, przekształcić je w jakąś spójną platformę polityczną. Niewątpliwie protesty powyborcze, po tym jak Cichanouska została zatrzymana, a potem wydalona z Białorusi, straciły naturalnego, choć spontanicznego lidera, który mógłby sformułować polityczne postulaty wobec władz, ale też mógłby być partnerem, rzecznikiem tych osób, które postanowiły najpierw zagłosować, a potem publicznie zademonstrować swój sprzeciw wobec kontynuowania modelu rozwoju zaproponowanego przez Łukaszenkę.

Ta skala niezadowolenia jest ogromna, na ulice Białorusi wyszły tysiące osób! Protesty wydają się całkowicie spontaniczne.

Jak najbardziej, skala protestów jest bezprecedensowa. Rzeczywiście, te pierwsze demonstracje ogarniały masy społeczeństwa białoruskiego, nie tylko w stolicy, ale również w innych regionach kraju. Niezadowolenie jest oczywiste. Nikt nie wierzy, także, że przedstawiciele białoruskich władz, że Łukaszenka po 26 latach swoich rządów uzyskał 80 procent głosów. To są tak niewiarygodne wyniki, że w żaden sposób nie budzą zaufania. Długie kolejki chętnych do oddania głosu należy, moim zdaniem, traktować jako wotum nieufności dla prezydenta Łukaszenki, który oczywiście pewnie zdaje sobie sprawę ze swojej niepopularności w społeczeństwie, ale jednocześnie pokazuje wszystkim, że niewiele sobie z tej niepopularności robi i będzie rządził tak długo, jak zechce - póki sił mu starczy - a naród białoruski nie ma tutaj nic do powiedzenia. W tym sensie Łukaszenka właśnie zer

Prawa człowieka ograniczane. Pretekstem jest pandemia

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Białoruś po przewrocie byłaby/będzie jak reszta krajów z jedynymi właściwymi patriotami czyli "solidarnymi" bandziorami co dla kasy zrobią wszystko ?

G
Gość

a skąd pan panie ekspercie wie że bohaterka nie została zmuszona do wystartowania w wyborach? i na pewno jest pan pewien że cichociemni z PRL nie sprzedali kraju solidarnym by zostać milionerami bo znudziła się im służba dla "plebsu" i ukrywanie swoich wypasionych zegarków ?

Dodaj ogłoszenie