Słabe państwo jest gorsze niż chciwe firmy

    Słabe państwo jest gorsze niż chciwe firmy

    Andrzej Krajewski

    Polska

    Polska

    Przedwojenny krach gospodarczy sprawił, że Polska stała się łatwym łupem międzynarodowych koncernów. Dlatego nawet w trudnych czasach władza nie może rezygnować ze swoich kompetencji i dbałości o poszanowanie prawa.
    To, że zagraniczne korporacje kierują się przede wszystkim chęcią zysku, nie jest dla Polski jeszcze złą wiadomością. Gorzej jeśli w czasach kryzysu naturalnej chciwości finansowych gigantów nie próbują okiełznać ulegli politycy i słaby aparat państwa.

    Niewdzięczny Goldman Sachs
    Przez polskie media niedawno przetoczyła się fala oburzenia na Goldman Sachs Group Inc. Stało się tak, gdy potężny bank inwestycyjny przyznał się do czerpania zysków (prawdopodobnie ogromnych) ze spekulowania kursem złotego.

    Jeśli tak się działo, to korporacji nie tylko nie przeszkadzał fakt, że swą działalnością doprowadza do stanu przedzawałowego gospodarkę średniej wielkości europejskiego kraju, ale nawet ten drobiazg, iż otrzymuje ona od rządu III RP profity (pewnie spore) za przygotowywanie prywatyzacji Polskiej Grupy Energetycznej. Nagłośnienie tego, delikatnie mówiąc, faux pas skłoniło kierownictwo banku, by kilkakrotnie zaprzeczyło wszystkiemu, co wcześniej napisało w sławnym raporcie.

    W tym tygodniu podczas spotkania z Aleksandrem Gradem prezes oddziału Goldman Sachs na Europę Środkową Alexander Dibelius nawet - jak ujawnił rzecznik Ministerstwa Skarbu Państwa Maciej Wewiór - "wyraził żal z powodu zaistniałej sytuacji; jednocześnie oświadczył i zapewnił polskiego ministra skarbu, że bank nie spekulował na polskiej walucie". Co w sumie było miłym, acz nic nieznaczącym gestem, bo przecież polski rząd jakoś nie przejawia chęci, by demonstracyjne zerwać współpracę z potężną korporacją.

    Co zrozumiałe, bo podczas światowego krachu zagraniczny kapitał jest niezwykle potrzebny, choćby po to, aby dochodami z prywatyzacji wspomóc trzeszczący w szwach budżet państwa. Niestety, godzenie się na rolę petenta w czasach kryzysu rodzi też spore zagrożenie, bo wielkie korporacje już nieraz pokazywały, iż lubią czerpać dochody czyimś kosztem, bo wówczas zarabia się podwójnie.

    Kryzysowe doświadczenia
    O tym, że w świecie finansów nie ma sentymentów, Polacy przekonali się wkrótce po odzyskaniu niepodległości. Bolesną lekcję, jak wykorzystywać słabości biznesowego partnera, udzielił im "król zapałek" Ivar Kreuger. Szwedzki przemysłowiec na początku lat 20. XX wieku postawił sobie za cel zdobycie monopolu na produkcję i obrót zapałkami w jak największej liczbie państw.

    Produkt ten był wówczas artykułem pierwszej potrzeby, przynoszącym krociowe zyski, bo używali go prawie wszyscy. Koncern Kreugera działał w dość specyficzny sposób. Gdy jakiś kraj wpadał w finansowe tarapaty, przemysłowiec oferował atrakcyjną pożyczkę w zamian za przyznanie mu zapałczanego monopolu. Tym sposobem zdominował rynki aż piętnastu państw, m.in. grecki, rumuński, turecki, litewski, estoński, węgierski.

    W 1924 r. szwedzki multimilioner zaproponował Rzeczpospolitej 30 mln ówczesnych dolarów w zamian za wiadomy przywilej. Spotkało się to z wielkim oburzeniem większości polityków twierdzących, iż będą bronić polskich producentów. Tymczasem po cichu zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Premier Władysław Grabski, rzekomo aby chronić konsumentów, przeforsował w Sejmie ustawę powołującą państwowy monopol zapałczany, wydający koncesje na produkcję i sprzedaż.

    Jednocześnie dyrektor departamentu akcyz i monopoli Ministerstwa Skarbu Marian Głowacki prowadził dyskretne negocjacje z Kreugerem, których efektem była umowa o przyznaniu koncesji jedynie koncernowi International Match Corporation. Dokument ten w lecie 1925 r. przedstawiono Sejmowi do ratyfikacji. Szwedzki przemysłowiec za możliwość przejęcia polskich fabryk i status monopolisty dawał marne 6 mln dolarów kredytu i zobowiązał się płacić Skarbowi Państwa co roku minimum 4 mln zł podatku.

    Wojna handlowa, samobójstwo i zapałki

    "Sprawa monopolu zapałczanego i związanej z nim pożyczki budzi dużo zastrzeżeń" - zapisał w pamiętniku marszałek Sejmu Maciej Rataj. "Chodziły głuche pogłoski o interesie, który przy tej sposobności zrobili różni ludzie (Głowacki?!)" - dodawał.
    1 3 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo