Skrócić tydzień pracy do 21 godzin

Redakcja
Jak nie utknąć między radykałami a armią - Agaton Koziński podsumowuje tydzień w świecie idei

Londyn, Wielka Brytania

Sposób na bezrobocie? Skrócić tydzień pracy do 21 godzin - taki pomysł zgłosiła grupa ekonomistów skupiona wokół londyńskiego think tanku New Economics Foundation (NEF).

Czy musimy pracować, by zarabiać, i zarabiać, by wydawać? Nie ma dowodów na to, że gospodarka kraju, w którym pracuje się krócej, notuje gorsze wyniki - uważa Anna Coote

Ten ośrodek analityczny zorganizował w połowie stycznia spotkanie, podczas którego zaprezentował swój raport dotyczący zmian na rynku pracy. Prezentowali go ekonomiści: lord Robert Skidelsky, Juliet Schor i Tim Jackson. Zwrócili oni uwagę, że współczesny rynek pracy jest pełen ludzi, którym wcale nie zależy na wysokiej pensji, natomiast mają po dziurki w nosie pracy przez cały tydzień. Gdyby mieli oni prawo do krótszego tygodnia pracy, automatycznie pojawiłaby się możliwość zatrudnienia większej liczby osób, przez co zmalałoby bezrobocie.

Według autorów raportu zysków z takiego rozwiązania byłoby więcej. Najciekawiej brzmi wniosek, że w ten sposób udałoby się ograniczyć konsumpcję na świecie. "Czy my naprawdę musimy żyć, żeby pracować, pracować, żeby wydawać, i wydawać, żeby więcej konsumować? Nie ma żadnych dowodów na to, że kraj, którego obywatele pracują krócej, ma mniej wydajną gospodarkę. Jest dokładnie odwrotnie, czego dowodzi przykład Niemiec i Holandii" - twierdzi Anna Coote z NEF. Z kolei lord Skidelsky twierdzi, że w najbliższym czasie postęp technologiczny sprawi, że na świecie będzie coraz mniej miejsc pracy. "Cywilizowaną odpowiedzią na tę zmianę byłoby wprowadzenie zasady dzielenia się pracą. Rząd powinien ustanowić prawo ustalające maksymalną długość pracy w tygodniu" - argumentuje ten znany ekonomista z Uniwersytetu Warwick.

Autorzy raportu wymieniają także inne przyczyny, dla których warto ograniczyć czas pracy. Według nich uda się w ten sposób ograniczyć emisję dwutlenku węgla do atmosfery, zmniejszyć dysproporcje między najlepiej i najgorzej zarabiającymi, a także pozwoli na spędzanie więcej czasu najbliższymi. "W ten sposób jakość naszego życia na pewno się polepszy" - nie mają wątpliwości autorzy publikacji.

Tunis, Tunezja

Na uniwersytetach trwa teraz walka, która rozstrzygnie o tym, czy Tunezja pozostanie krajem laickim - pisze Omezzine Khelifa, tunezyjski polityk i aktywista.

Khelifa swój artykuł rozpoczął od opisu sceny walk, do jakich doszło na wydziale humanistycznym Uniwersytetu Manouba. Na jego teren próbowała się wedrzeć grupa osób protestujących przeciwko zakazowi uczęszczania na uczelnie z zasłoniętą twarzą czy w nikabie (zasłonie na włosy i twarz). W reakcji na te demonstracje rektor uniwersytetu zablokował wejście na uczelnię, uniemożliwiając protestującym dostanie się do niej. Wkrótce otrzymał zresztą wsparcie od studentów, ich rodziców, a także profesorów.

Według tego polityka, który startował w niedawnych wyborach parlamentarnych, takie starcia to nic nowego w Tunezji. Wprawdzie w tym kraju obowiązuje ustawowy rozdział religii od państwa, ale silne grupy muzułmanów próbują to zmienić. Radykałowie islamscy nie cofają się nawet przed przemocą - zdarzały się sytuacje, gdy siłą próbowali założyć na głowę chusty nauczycielkom w szkołach.
Walka między zwolennikami sekularyzacji oraz szariatu (czyli prawa opartego na Koranie) będzie trwała jeszcze długo - uważa Khelifa. Trudno będzie ją rozstrzygnąć, gdyż zdecydowana większość Tunezyjczyków to muzułmanie. "Ale nie są oni radykałami, trudno więc im opowiedzieć się po jednej ze stron konfliktu" - podkreśla. I przewiduje, że linia frontu w tym sporze będzie przebiegać właśnie przez uniwersytety.

Dlaczego? Na ulicach Tunezyjki mają prawo nosić nikab - ale w chwili gdy zasiadają w ławach wyższej uczelni, muszą go zdjąć, gdyż przepisy zakazują obnoszenia się z symbolami religijnymi. Dla muzułmańskich radykałów to jednak trudne do zaakceptowania. Dlatego też utrzymanie tego prawa na uniwersytetach będzie sygnałem o kierunku rozwoju kraju - twierdzi polityk.

Kair, Egipt

Egipt zakleszczył się w walce między armią a muzułmanami. Tymczasem kraj nie ma czasu i musi szybko ruszyć do przodu ze zmianami - uważa Thomas L. Friedman.

Friedman to komentator "New York Times", jeden z najbardziej znanych amerykańskich publicystów, trzykrotny laureat Pulitzera. Z okazji pierwszej rocznicy obalenia w Egipcie Hosniego Mubaraka pojechał do Kairu, by na własne oczy przekonać się, jak ten kraj się zmienił w ciągu ostatnich 12 miesięcy. I podkreśla, że rewolucja uwidoczniła, jak szerokie jest spektrum różnych poglądów w tym kraju. "W ciągu tygodniowego pobytu spotkałem więcej interesujących Egipcjan niż w ciągu ostatnich 30 lat" - pisze Friedman.

Ale do beczki miodu natychmiast wkłada łyżkę dziegciu. Podkreśla, że choć demokratyczna rewolucja pokazała wiele nowych partii i instytucji, to ciągle nie udało się Egipcjanom wypracować modelu współpracy. Jego znalezienie utrudniają problemy gospodarcze, w jakim się to państwo znajduje. Bieda sprawia, że stare i nowe podziały - między wojskiem, tajną policją, młodzieżą, islamistami, chrześcijanami, tradycjonalistami - są nie do przełamania. "Nic w tym dziwnego. Skoro czasy są trudne, to każda grupa stara się przede wszystkim zadbać o własne interesy, a nie wyciągać rękę do innych" - zauważa publicysta.

Friedman podkreśla jednak, że są już politycy, którzy starają się przełamywać podziały. Jednym z nich jest Amr Hamzawy, który niedawno został deputowanym i prowadzi zakulisowy dialog z radykalnymi muzułmanami o zasadach współpracy. Bo on wie, że przez ostatnie pół wieku Egipt był rozdarty między armię a Bractwo Muzułmańskie. Bez wyrwania się z tego podziału kraj nie ma szans nadrobić zapóźnień z ostatnich dekad.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

d
długo_pis
dzis jest potrzeba innego podzialu dochodu narodowego wobec automatyzacji produkcji i niskich cen wytwarzania! tylko zmiejszenie wymaganej liczby godzin gwarantuje wiekszej ilosci ludzi prace i rownomierny podzial dochodu... i jeszcze jedna utopia kazdy dodatkowy etat powyzej wymaganego powinien byc opodatkowany podwojnie
O
Oziębła Religijnie
Ciekawi mnie to. Bogobojny muzułmanin nie tknie kobiety z którą nie jest spowinowacony (siostra, kuzynka) czy związany małzeństwem. A tu panowie usiłowali kobietom założyć chustę. Czy to nie wykroczenie? Przeciw savoir vivre? Przeciw religii, którą poniekąd wyznają? Już pominę pogwałcenie strefy osobistej.
Rewolucja miała przynieść Arabom demokrację. A co przyniesie?
Dodaj ogłoszenie