Skolimowski: Patos jest wpisany w takie filmy, a jego dawka zależy wyłącznie od gustu reżysera

Anna J. Dudek
Jerzy Skolimowski
Jerzy Skolimowski TOMASZ BOLT/POLSKAPRESSE
- Patos jest wpisany w ten gatunek filmu, a jego dawka zależy wyłącznie od gustu reżysera. To on decyduje, co wybrać w montażu z tego, co zapisano w scenariuszu, i co aktorzy zaofiarowali na planie. - mówi Jerzy Skolimowski, aktor i reżyser, w rozmowie z Anną J. Dudek.

Pański ostatni film, mimo że skrajnie inny niż "Bitwa pod Wiedniem", ma jednak element wspólny - islam. O tamtym filmie mówił Pan: "To jest współczesna baśń, poemat na temat okrucieństwa losów, które zamienia człowieka w zwierzę". Czym wobec tego jest "Bitwa…", z Pańskiego punktu widzenia?
W przypadku "Essential Killing" wypowiadałem się jako twórca filmu, w "Bitwie pod Wiedniem" jestem jedynie aktorem. Moja rola to zaledwie fragment całości. W dodatku nie widziałem jeszcze filmu, trudno jest mi więc o jakąkolwiek rzetelną ocenę.

Pan od wielu lat przebywa poza Polską, jak, Pańskim zdaniem, jesteśmy postrzegani? Te opinie pokrywają się z tym, co myślimy na swój temat?
Wyobrażenie o nas wciąż się zmienia, w większości na korzyść. Również my sami wydobywamy się chyba wreszcie z naszych kompleksów.

Co było najbardziej wymagające na planie? Upały, deszcze, ciężkie kostiumy?
Mój królewski kostium był najcięższy. Wykonany z kutego żelaza, ważył 35 kilogramów. Inni mieli lżej, gdyż im niższa ranga, tym tańsze materiały. Najlepiej mieli statyści, którzy ubrani byli w plastikowe imitacje zbroi. A więc czterdziestostopniowy upał najbardziej dawał się we znaki królowi, zwłaszcza że na ramiona miałem narzuconą jeszcze futrzaną pelerynę. Dodatkowym problemem był również autentyczny hełm, odrobinę za mały jak na moją głowę.

Mówi Pan o sobie często, że na planie jest dyktatorem. Jak było na planie "Bitwy…"? Były konflikty czy też potulnie wypełniał Pan wskazówki reżysera?
Pytanie o "potulność" w moim wypadku jest absurdalne. Ci, co mają ze mną do czynienia, twierdzą, że uosabiam zaprzeczenie potulności. W większości wypadków wskazówki reżysera dotyczyły szerokości obiektywu w danym ujęciu, co dawało mi informację, z jakiej odległości jestem widziany. Reżyser dawał dużą swobodę aktorom, więc od pierwszego dnia, widząc iż F. Murray Abraham gra raczej "szeroko", dostosowałem się do tego stylu. Ambitne próby oszczędnego grania Borysa Szyca piętnowaliśmy z Danielem Olbrychskim, by nie burzył konwencji.

Nawiązując do poprzedniego pytania, zawsze mnie ciekawi, jak aktor staje się reżyserem, i odwrotnie - reżyser aktorem. Czy reżyserskie zapędy nie przeszkadzały Panu na planie, czy nie było przypadkiem momentów, kiedy myślał Pan: Ja zrobiłbym to inaczej?
Realizując mój pierwszy film "Rysopis¨, który finansowałem ze swej ubogiej, studenckiej kieszeni, jedynym wykonawcą głównej roli, na jakiego mogłem sobie pozwolić, byłem ja sam. Tak z konieczności stałem się aktorem. Kiedy grałem role w innych filmach, raczej z zaciekawieniem przyglądałem się pracy kolegów po fachu: Cronenbergowi, Schlöndorffowi, Timowi Burtonowi, i nie zadawałem sobie trudu wyobrażania, jak ja bym rozgrywał daną scenę. Były to zresztą na ogół filmy, których nigdy nie podjąłbym się reżyserować.

Długo szukano aktora do roli króla Sobieskiego. Ponoć jednym z aktorów branych pod uwagę był Jon Voight. Jak to się stało, że to Pan wcielił się w rolę charyzmatycznego polskiego króla?
Kiedy zwrócono się do mnie z propozycją zagrania króla Sobieskiego, potraktowałem tę rolę jako wyzwanie. Nigdy nie grałem postaci, którą należało sportretować tak soczyście: z władczym głosem, zdecydowanym gestem i z przytupem.
Ostatni film reklamowany jako "historyczna superprodukcja", tj. "Bitwa Warszawska" Jerzego Hoffmana, zebrał, delikatnie mówiąc, nie najlepsze recenzje. Czy nie jest tak, że przy tego typu produkcjach trudno jest się ustrzec nadmiernego patosu?
Patos jest wpisany w ten gatunek filmu, a jego dawka zależy wyłącznie od gustu reżysera. To on decyduje, co wybrać w montażu z tego, co zapisano w scenariuszu, i co aktorzy zaofiarowali na planie.

"Wśród tych kilkunastu filmów, które zrobiłem, było trochę dobrych, ale było też kilka zupełnie nieudanych. Wówczas postanowiłem, że jeśli wrócę do robienia filmów, to nigdy nie splamię się zrobieniem filmu przeciętnego, tylko muszą to być wyłącznie filmy unikalne. Uważam, że dotrzymałem słowa, robiąc »Cztery noce z Anną« i »Essential Killing«" - tak mówił mi Pan w wywiadzie dwa lata temu. A jak jest z aktorstwem? Stara się Pan grać tylko w filach unikalnych, i czy takim właśnie filmem jest "Bitwa…"?
W aktorstwie pozwalam sobie na mniej surowe kryteria, wiedząc, że i tak nie mam wpływu na ostateczny kształt filmu.

Czy podczas pracy nad filmem dyskutowano na planie o reakcji, jaką film może wywołać w świecie islamu?
Imperium osmańskie poniosło klęskę pod Wiedniem - to fakt historyczny. Film, opowiadając o tej klęsce, pokazuje jednocześnie ówczesną potęgę imperium i skalę zagrożenia, jaką było w stanie stanowić dla Europy. Scenariusz nie pokazywał muzułmanów w złym świetle, przeciwnie - zostali w nim przedstawieni jako godni adwersarze. Przede wszystkim jednak "Bitwa pod Wiedniem" to film fabularny, który obrał pewne wydarzenie historyczne za oś scenariusza i gdzie obowiązuje licentia poetica. A pytanie o rozłożenie akcentów należy kierować do reżysera.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Skolimowski: Patos jest wpisany w takie filmy, a jego dawka zależy wyłącznie od gustu reżysera
w
widz
Bardzo dobry film, kto nie widział - polecam.
Dodaj ogłoszenie