Skazani na buczenie?

Janina Paradowska
Janina Paradowska
Janina Paradowska Fot. Polskapresse
Buczenie, gwizdy podczas obchodów, głównie rocznicy powstania warszawskiego, a także rocznicy Sierpnia, awantury podczas obchodów święta 11 listopada trwale wpisały się w nasz krajobraz pamięci o przeszłości. Tak trwale, że scenariusze z góry można przewidzieć. Zawsze przez znaczną część opinii publicznej takie zdarzenia były potępiane, ale przez część aprobowane.

Po burdach z 11 listopada prezydent przygotował projekt nowelizacji ustawy o zgromadzeniach, który przez część środowisk politycznych i organizacji poza rządowych został uznany za wolność ograniczający, przez innych - za sprawy zgromadzeń wreszcie jako tako porządkujący. Bez względu jednak na oceny niewiele on pomoże. I bez zmian w ustawie policja mogła działać śmielej, czego dała dowód podczas tegorocznej Parady Równości. Nie wydaje się jednak, aby odgrodzeni kordonem policji manifestanci byli zadowoleni z faktu, że szli otoczeni pancerzem mundurowych. Dla postronnego obserwatora wyglądało to co najmniej dziwaczne, dla manifestujących musiało być co najmniej krępujące. A więc czy to jeszcze było jakieś radosne święto? Może tylko policja może sobie powiedzieć, że była skuteczna, ale czy o taką skuteczność chodzi? Marsze, na których wokół więcej policji niż demonstrantów, zamieniają się w wydarzenia cokolwiek groteskowe.

Na okoliczność buczenia i gwizdania żadnej ustawy uchwalić się nie. Nawet bardzo dramatyczne apele nie pomagają, a w tym roku zabrzmiały one wyjątkowo dramatycznie, zwłaszcza ze strony powstańców. Bardzo emocjonalny podział polityczny, otoczenie swego rodzaju opieką buczących przez środowiska skrajnie prawicowe sprawiają, że takie zachowania będą się powtarzać, może nawet im bliżej wyborów, tym staną się bardziej intensywne. Bo przecież nikt, kto przychodzi na Powązki 1 sierpnia, aby buczeć i gwizdać, nikt, kto podczas obchodów na Mokotowie woła w stronę pani prezydent Warszawy: "Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę", co już ma wymiar aberracyjny, nie przychodzi w te miejsca, aby uczcić pamięć tych, którzy zginęli, czy wydarzenia tak brzemiennego w skutki nie tylko dla Warszawy. Przychodzi w celu wykrzyczenia zupełnie współczesnej politycznych emocji. Przychodzi, aby dać znak, że jest za PiS, za Radiem Maryja, za tym, aby szukanie "prawdy" o katastrofie smoleńskiej zakończyło się stwierdzeniem, że to "ruscy" spowodowali tę katastrofę, a najlepiej, aby miała ona konkretnych sprawców: Tuska i Putina.

Stąd zresztą zapewne wielka kariera tego dnia i oklaski dla Antoniego Macierewicza jako nosiciela "prawdziwej prawdy". Buczy się, gwiżdże, także na znak czy może w zastępstwie hasła: "Tusku, matole, twój rząd obalą kibole". Bo to przecież część środowisk politycznych ustawiła kibola w charakterze strażnika patriotycznych wartości i bojownika o sprawę powrotu do władzy tych, którym się ona jedynie słusznie należy, bo nie stali tam, gdzie stało ZOMO. Wprawdzie w wyborach okazało się, że głos akurat tych środowisk nie ma większego znaczenia, ale widać ciągle jest nadzieja, że wytrwałym powtarzaniem kilku antyrządowych haseł można jednak coś zdziałać.

Zresztą nie ma się co oszukiwać, ze środowisk AK-owskich, powstańczych płyną prośby, aby owego dnia nie zakłócać nieprzystojnymi zachowaniami, aby pamięć o bohaterach szanować, ale część myśli tak samo jak owe "buczki" i obecną władzę uważa za uzurpatorów, niegodnych pojawiania się w miejscach, gdzie ma być prawdziwie patriotycznie. Współczesny podział polityczny jest głęboki, wypełniony kipiącymi emocjami, biegnie w poprzek różnych środowisk, historia zaś stała się orężem w walce o jego utrwalenie, o narzucenie własnej interpretacji, co też nie jest zjawiskiem nowym. Zawsze tak było, chociaż w ostatnich latach walka o narzucenie wizji jedynie słusznej prowadzona jest z nadzwyczajną determinacją, tak jakby bój miał to być ostatni. I pewnie z tym trzeba żyć, co nie jest stwierdzeniem optymistycznym, ale jedynym realistycznym, w czasie kiedy obecny szef Solidarności, już uznawany za nadzieję polskiej prawicy, poucza Lecha Wałęsę, z kim ma się spotykać i kto jest prawdziwym związkowcem. Na dodatek nie widzi nic niestosownego czy wręcz śmiesznego w wykluczaniu Wałęsy z solidarnościowej tradycji i wspólnoty. Czyż on też nie buczy?

Można zmieniać ustawy, można apelować, potępiać i oczywiście trzeba to robić, byle na przykład ze zmianami ustawowymi nie przesadzić, ale też ze świadomością, że wołanie na przykład o wspólny marsz narodowy 11 listopada jest wołaniem na puszczy. Na to buczenie jesteśmy w jakiś sposób skazani.

Wideo

Komentarze 53

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Plichta
Czy Jasia zdążyła wyciągnąć procent?
O
OBOP
Czy Pani Janka wie, że poziom inteligencji pielgrzymów jest około dwa razy większy niż uczestników Owsiakowego Woodstock?
l
lizus PO
W archiwum IPN zachowała się teczka tajnego współpracownika o pseudonimie "Zdzisławski", którym miał być gen. Zbigniew Ścibor-Rylski, prezes Związku Powstańców Warszawskich. Środowisko Armii Krajowej jest zaskoczone takimi informacjami.

Informacja o teczce personalnej TW "Zdzisławski" pojawiła się w wydanej w zeszłym roku książce Marka Lachowicza pt. "Wspomnienia cichociemnego", do której wstęp i opracowanie naukowe przygotował historyk rzeszowskiego oddziału IPN Krzysztof A. Tochman.

Lachowicz był żołnierzem 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, podobnie jak Zbigniew Ścibor-Rylski. I to właśnie w przypisie zawierającym biogram obecnego prezesa ZPW znajduje się informacja, że został on "w 1947 r. zarejestrowany przez Wydział I WUBP Poznań jako TW "Zdzisławski". Wykorzystywany do 1964 r., kiedy to wyprowadził się z Poznania do Warszawy. Równocześnie, przynajmniej od 1956 r., współpracował z Departamentem I oraz Departamentem II MSW. Wg zachowanych dokumentów, inwigilował swoją żonę (...), jak również rozpracowywał Międzynarodowe Targi Poznańskie i środowiska polonijne w USA".

- Badałem teczkę personalną tajnego współpracownika, która znajduje się w archiwum IPN w Warszawie. Wynika z niej, że pan gen. Zbigniew Ścibor-Rylski został zarejestrowany jako tajny współpracownik. W tej teczce nie znalazłem zobowiązania do współpracy, jak również informacji o pobieraniu pieniędzy, ale jest tam szereg, łącznie kilkadziesiąt innych dokumentów, z których wynika, do jakich zadań był wykorzystywany, są to m.in. informacje pracowników bezpieki dotyczące jego rodziny - powiedział "Naszemu Dziennikowi" Krzysztof A. Tochman.

- Fakt rejestracji został odnotowany także w ewidencji operacyjnej UB-SB. Są to zapisy ewidencyjne z okresu jego pobytu w Poznaniu, które urywają się w latach 60. - stwierdza historyk, zaznaczając, że meldunki są sporządzane przez pracowników bezpieki w oparciu o domniemane wypowiedzi Ścibora-Rylskiego.

- Żołnierze AK i WiN byli dla władz komunistycznych podstawową kategorią wrogów, stąd też podejmowanie wszelkich możliwych działań destrukcyjnych w walce z tym środowiskiem były w użyciu, dotyczyły zarówno represji fizycznych, jak i działań operacyjnych, mających na celu jego rozłożenie moralne - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" dr Tomasz Łabuszewski, naczelnik biura edukacji publicznej warszawskiego oddziału IPN.

Po drugiej amnestii w 1947 r. bezpieka typowała potencjalne źródła informacji tak, aby "dobić i rozłożyć to środowisko od wewnątrz". Wielu żołnierzy podpisało wówczas zobowiązania o współpracy.

- Ta skala była bardzo duża. Mimo że oficjalnie zakazano werbowania ludzi ujawniających się, to jednak istniały tajne okólniki wydane przez MBP, informujące, że spośród - szczególnie dowódców - należy typować osoby do przyszłego werbunku, i na bieżąco takie działania podejmowano - wskazuje Łabuszewski.

Historyk zaznacza jednak, że każdy taki przypadek należy rozpatrywać oddzielnie. - Czy pan gen. Ścibor-Rylski współpracował, czy nie, to on powinien odpowiedzieć na to pytanie - podkreśla z kolei Tochman.

Niestety, nie udało nam się uzyskać opinii gen. Ścibora-Rylskiego. Związek Powstańców Warszawskich odmawia w tej sprawie komentarza.

- Przyznaję, że nasze środowisko takie informacje nieco bulwersują, różne przypadki się zdarzają, ale na razie, póki nie ma bliższych danych, traktuję to jako swego rodzaju pomówienie - stwierdza w rozmowie z nami Tadeusz Filipkowski, rzecznik prasowy Światowego Związku Żołnierzy AK.

- Istnieje pytanie, na ile informacje o jakichś uwikłaniach we współpracę są oparte na faktach, a na ile nie. Trudno jest mi to ocenić, widziałem tylko wzmianki na portalu, zobaczymy, czy to jest fakt, czy insynuacja - dodaje Filipkowski.
M
Miller
Czy pani Janka zdążyła odebrać z 16% zyskiem swój wklad do Amber Gold? Donald pewnie uprzedzał.
a
adwokat PO
Pani Janko na pomoc atakują syna premiera przecież on niewinny
T
TW Zdzisławski
Buczenie jest to bowiem broń słabych, poniżanych, wykluczanych, okradanych, którym nie wolno buntować się otwarcie, rzucać pomidorami czy jajkami, tych ludzi nie stać na grzywny. Otóż ludzie buczą, gdy ktoś kradnie ich tożsamość, ostatnią rzecz, z którą chcieliby się pożegnać, która kosztowała całe ich pełne poświęceń i rezygnacji życie..
P
Prus
Pani Janko czy zgadza się pani z opinią, że poziom dzennikarstwa w Polsce jest niższy niż naszych sportowcow na olimpiadzie
n
normalny
- Mam szacunek dla słowa publicznego, nie chciałbym mówić nieprzemyślanych rzeczy. I dlatego też nie rozumiem, dlaczego w telewizji, radiu, prasie mówiło się, że siatkarze jadą po złoty medal, że Radwańska jedzie po złoty medal, że Małachowski rzuca po medal. Co zapowiedź - to ma być medal. Myśmy chyba oszaleli. Krzywdzi się w ten sposób zawodników, ogłupia społeczeństwo sportowe. To jakiś chory patriotyzm - nie szczędził słów krytyki pod adresem dziennikarzy nestor Tomaszewski, wzór wielu pokoleń żurnalistów.

Krótko i na temat. Takich ludzi jak Bohdan Tomaszewski nam brakuje
d
dajcie jej rycyny
może minie, ale nie ręczę :)
r
retrorock
Pani Janina od zawsze jest na czele playlisty Michnika i Blumsztajna. Brawo to dobry czerwony rock ostatnio grana na przystanku otumaniania Owsiaka.
W
Wlodal
My jestesmy skazani na wyczytywanie buczen celebrytki z czasow PRLu babci Poradowskiej To kara dla internatow ktorzy nie chca placic za tzw wartosciowe artykuly
Z
Zima
Masz rację Lato za głupi by tyle się nachapać co Dzirowicz i Listkiewicz. A nasza piłka jak byla beznadziejna jak tak jest. Niżej się nie da.
p
prezes
Lato jest ograniczony Listkiewicz czy Dziurowicz inteligentni pzrez co w tym co chcieli byli bardziej skuteczni. A co chcieli każdy wie. Z tego względu Lato jest lepszy bo mniej potrafi.....to więcej zostawi temu kto po nim. A zapewnia, że rządzcym wcale nie zależy na zminie sytuacji w PZPN. Krew ich zalewa że to nie oni tam są. Wniosek - jest lepiejchociaż nic z tego nie wynika.
:o)
Popatrz Sawicka na PZPN, kiedy odwolywali Listkiewicza mowili, ze moze byc tylko lepiej i co? Listkiewicz przy Lecie wydaje sie dyplomata i wzorem do nasladowania. Ci co wrzeszczeli, ze gorzej byc nie moze nie mieli widac wyobrazni za grosz
S
Sawicka
Gorzej niż dzisiaj nie będzie choćby zmartwychwstała nieboszczka PZPR
Dodaj ogłoszenie