Skąd te egzystencjalne cierpienia prokuratora?

Agaton Koziński
Agaton Koziński
Agaton Koziński Fot. Polskapresse
Udostępnij:
"Jeśli dożyję" - te dwa słowa z wypowiedzi prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta miały (zdaje się) być uśmiechem rozjaśniającym wczorajszy ponury dzień. Nie były. Zabrzmiały chłodno, złowieszczo. W dniu, w którym musieliśmy słuchać o "czynniku zewnętrznym", "mieszaniu w kotle polskich emocji", a także o tajemniczych nocnych spotkaniach ministrów z właścicielami gazet, tego typu przykłady humoru typu noir mogą tylko drażnić.

"Jeśli dożyję do 19 grudnia, to postaram się w tym spotkaniu uczestniczyć" - odpowiedział Seremet zapytany o to, czy weźmie udział w posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, które zaplanowano właśnie tego dnia. Podczas tego spotkania prezydent Komorowski oraz inni członkowie RBN chcą rozmawiać z prokuratorem o katastrofie smoleńskiej, a także o tym, czy w przypadku tej tragedii należy mówić o występowaniu ewentualnego "czynnika zewnętrznego". - Dotąd prokuratorzy nie znaleźli żadnych dowodów potwierdzających hipotezę wybuchu - mówił wczoraj Seremet. Ale ciągle niejasna jest jego rola w aferze, jaka wybuchła wokół czołówki "Rzeczpospolitej" o trotylu na wraku Tu-154M. Prokurator generalny wyparł się wprawdzie jakiegokolwiek udziału w dostarczaniu redakcji materiałów uprawniających ją do jednoznacznego pisania o materiałach wybuchowych w samolocie. Ale to dementi było dziwnie spóźnione (Seremet wygłosił je niemal tydzień po publikacji tekstu Cezarego Gmyza). Wiadomo natomiast, że gazeta artykuł napisała po tym, jak jej redaktor naczelny Tomasz Wróblewski spotkał się w cztery oczy z prokuratorem generalnym. Wróblewski do tej pory nie przedstawił swojej wersji tego spotkania. Co znajdzie się w oświadczeniu, które cały czas przygotowuje?

"Jeśli dożyję". A co, jeśli Seremet nie żartował, mówiąc te słowa? Może on już wie, co w oświadczeniu Wróblewskiego się znajdzie, i w ten sposób przygotowuje nas na swoją dymisję? Oczywiście to tylko spekulacje, nie ma dziś żadnych dowodów na to, że sytuacja wyglądała inaczej, niż oceniła ją rada nadzorcza "Presspubliki" (w skrócie: publikacja nierzetelna, źle udokumentowana, nie było podstaw do tak ostrych twierdzeń, jakie znalazły się w tytule). Ale mimo to mam z tyłu głowy wiele wątpliwości. Czy rzeczywiście tak doświadczone grono redakcyjne, jakie jeszcze tydzień temu pracowało w "Rzeczpospolitej", mogło popełnić taki błąd, jaki im się zarzuca? Wygląda na to, że tak. Chyba że ktoś nas wprowadza w błąd i skutecznie zaciera ślady.

Prokurator generalny wyparł się, że dostarczył materiału do tekstu "Trotyl na wraku tupolewa". Ale skąd w takim razie tyle w nim wątpliwości?

Dużo wątpliwości, dużo znaków zapytania - ale to nie dziwi, skoro nawet prokurator generalny uznał za stosowne, by podzielić się z opinią publiczną swymi problemami egzystencjalnymi. Pozostaje czekać, aż pojawi się jakiś psychoterapeuta, polski odpowiednik Zygmunta Freuda, i nam wyjaśni źródła tych wszystkich zwątpień. Chyba że prokurator generalny żartował. Ale jeśli tak, to wyszło mu wyjątkowo nieudolnie.

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
A może MY WŁAŚNIE MAMY STAN WOJENNY? NA NOWO? Stanowiska zajmują tylko sprawdzeni dla PO(PZPR) ludzie, ci niewygodni wyrzucani na bruk. W telewizorniach wolno mówić tylko, że PiS i Kaczyński są BEEE, TVNy tworzą specjalne paszkwile propagandowe na temat przeciwników jedynie słusznej partii. Od rana do wieczora zapraszają dyskutantów wdeptujących w ziemię partię opozycyjną. Na jedno wystąpienie kogoś z PiS przypada 5 i więcej ujadaczy. Tak było za Jaruzela, tylko rolę chłopca do bicia miała Solidarność.

Sądy i prokuratura - rozgezane, sadzące wg postanowienia władz. Jeden pan Sędzia - dostepny na telefon, a prokurator generalny biega w nocy spowiadać się Tuskowi ze szczegółów znalezienia trotylu na Tupolewie, czyli z tajemnicy sledztwa.

TO CHYBA NIE TAK MIAŁO BYĆ, GDY ZACZYNALIŚMY 4 CZERWCA 1989 ROKU. TERAZ KOMOROWSKI (ten od marszu Razem potulnych biało czerwonych królików) WPROWADZIŁ ZAKAZ opozycyjnych DEMONSTRACJI...
K
Kon Donek
Wystarczy poczytać wcześniejsze artykuły C. Gmyza (pełen szacun Panie Redaktorze!) o zmianach w ustawie KSH pod dyktando polskiego oligarchy i wszystko jasne.
b
babcia
to niech złoży dymisję. Stanowisko go przerosło i nie daje rady ale przecież przymusu nie ma.
m
missy
dlaczego natychmiast po dementi prokuratury Seremet przyjął Kaczyńskiego na prywatnej rozmowie. Co to za prywatne sprawy ma Prokurator generalny i lider opozycji w tak burzliwych dla państwa chwilach. Co to za dziwny obyczaj. Od dawna twierdzę, że Seremet, który zawarł pakt z Lechem Kaczyńskim i dostał to stanowisko w zamian za osłanianie PIS-owskich prokuratorów, powinien być zdymisjonowany. Jest nieudolny a jego wypowiedzi nie wzbudzają zaufania.
A
AS
Nie wiem na jakiej podstawie treść oświadczenia Tomasza Wróblewskiego miałaby potencjalnie przesadzić o kłopotach prokuratora Seremeta. Wróblewski przedstawi swoją wersję, Seremet swoją. Pewnie nie będą do końca zbieżne, ale nie można twierdzić, że tylko na podstawie jednostronnej opinii mamy o czymś wyrokować. Generalnie tez mnie zastanawia, co takiego przekonało Tomasza Wróblewskiego do podjęcia decyzji o publikacji. I nie bardzo rozumiem, dlaczego. Ale poczekajmy.

Ja wiem tylko jedno. To stwierdzenie Seremeta, to nie był żart. On już pewnie ma po prostu tego wszystkiego dość.
31 węzłowy Burke
To POrażący strach. On wie czego ma się obawiać. Kolejne wyczyny seryjnego samobójcy to potwierdziły. I Pan też o tym wie.
Dodaj ogłoszenie