Siwiec, Suski i Piskorski o bombie w tupolewie, Palikot o promowaniu okultyzmu... [BLOGI POLITYKÓW]

Anita Czupryn
Siwiec, Suski i Piskorski o bombie w tupolewie, Palikot o promowaniu okultyzmu, Libicki o polsko-rosyjskiej współpracy. Blogi polityków na gorąco przegląda Anita Czupryn.

Niewielu z polityków blogerów zareagowało tak błyskawicznie na doniesienia "Rzeczpospolitej", o tym, że dwa i pół roku po katastrofie polscy eksperci odkryli we wraku tupolewa ślady materiałów wybuchowych, jak europoseł SLD Marek Siwiec. Na swoim blogu napisał, że ta wiadomość to bomba, dużo poważniejsza od wszystkich innych. Bomba, która może wysadzić w powietrze rząd premiera Tuska. Bo za naiwność karze się podobnie jak za zaniedbanie. Czy to naiwność, czy zaniedbanie ekipy rządzącej - tego Siwiec nie przesądza, za to stawia publicznie cztery podstawowe pytania: czy komisja Millera badała wrak pod tym względem, a jeśli nie, to dlaczego, skąd się mogły wziąć na pokładzie środki wybuchowe i jak był strzeżony tupolew.

O tym, że w samolocie lecącym do Smoleńska doszło do eksplozji, napisał na swoim blogu poseł Marek Suski już we wtorek, 23 października 2012. Dowody na to przedstawił profesor Jan Obrębski podczas konferencji na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, w jakiej poseł PiS uczestniczył.

"Komu ma wierzyć zwykły człowiek" - zastanawia się na blogu Paweł Piskorski, szef Stronnictwa Demokratycznego. w związku z informacją o odkryciu śladów trotylu i nitrogliceryny we wraku. Gdy przez ponad dwa tata rząd i prokuratura przekonywały, że nie było żadnego wybuchu na tupolewie, to zwykły człowiek przyjmuje to stanowisko, bo ufa państwu i jego instytucjom. Dziś jednak rodzi się pytanie nie tylko o wiarygodność państwa, ale i o to, komu wierzyć. Zdaniem Piskorskiego, jest sprawą niepojętą, jak to możliwe, że przez ponad dwa lata przekonywano nas, że we wraku nie odkryto żadnych, najmniejszych nawet śladów, które mogłyby potwierdzać wybuch, gdy teraz - jak czytamy w "Rzeczpospolitej" - ślady trotylu i nitrogliceryny są tak wyraźne, że na jednym z urządzeń pomiarowych zabrakło skali. Donald Tusk wie o tym od dwóch tygodni. "Jeśli to prawda, to jego milczenie tylko pogarsza całą sprawę, gdyż sugeruje, że najnowsze ustalenia polskich śledczych rząd spostrzega bardziej w kategoriach politycznego kłopotu dla rządu niż jako wyzwanie dla polskiego państwa" - pisze Piskorski. I kończy, że państwo polskie wyjdzie z tego mocno poturbowane, bo znacząca część społęczeństwa przestanie widzieć w nim państwo, któremu można ufać i wierzyć.

Inni politycy, nie tak błyskawiczni w reagowaniu na najnowsze informacje, skupili się na swoich blogach na tematach związanych z wyborami na Ukrainie (jak np. Marek Migalski, który był w Kijowie), czy w związku ze zbliżającym się Halloween, jak Janusz Palikot, który w odwecie na oświadczenie warszawskiej kurii metropolitalnej na temat praktyk okultystycznych pod pozorem zabawy napisał, że kolędowanie jest promocją okultyzmu i magii. Bo czym są te wszystkie turonie, maszkary, diabły, Żydzi i Herodzi - przekonuje.

Zapewne nowe informacje na temat katastrofy tupolewa przykryją notkę senatora PO Jana Filipa Libickiego, który zrelacjonował rzeszowską konferencję polsko-rosyjską, jaka odbyła się w dniach 22-23 października. A była to impreza, jak pisze senator, ważna i ciekawa, bo zastanawiano się na niej, jak świeccy - także politycy - mogą dalej rozwijać to, do czego w sierpniu dali impuls Patriarcha Rosji Cyryl i polski arcybiskup Józef Michalik - sygnatariusze polsko-rosyjskiej deklaracji kościelnej. Libicki pisze, że strona polska i rosyjska miała okazję skierować do Patriarchy Cyryla i Arcybiskupa Michalika wspólną deklarację - list. Deklarację wskazującą, że chcemy przełożyć na konkretne działania tę inspirację, którą dla naszych obu krajów była deklaracja kościelna. A to, że po stronie rosyjskiej deklaracji znalazł się na konferencji doradca prezydenta Rosji oznacza, że idea realizowania w codziennej praktyce założeń kościelnego przesłania, została przez stronę rosyjsko - prawosławną, potraktowana bardzo poważnie. "To z pewnością istotne wydarzenie, które choćby na polskim gruncie stanowi wyraz realnej dyskusji z opiniami, próbującymi sprowadzić całe sierpniowe wydarzenie do rangi pustego propagandowego gestu." - uważa senator PO. Nie kryje jednak, że liczy się z krytyką tej inicjatywy. No, bo w dobie publikacji obraźliwych dla Polaków zdjęć smoleńskich, kiedy nie wyciągnięto jeszcze konsekwencji wobec tych, którzy je opublikowali, kiedy wreszcie nie oddano nam jeszcze wraku tupolewa, to takie kroki nie powinny mieć miejsca - pisze Libicki, by się następnie z tą tezą nie zgodzić. A to dlatego, że polityczne relacje z każdym krajem zawsze mają wymiar wieloaspektowy: składają się z obszarów, w których strony formułują twarde żądania - tak jak słusznie formułujemy je my w wymienionych powyżej kwestiach - i obszary, gdzie współpraca jest czymś korzystnym, a nawet pożądanym. I w ciągłym wirze najróżniejszych zdarzeń dobrze byłoby o tym pamiętać.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie