Siwiec: Giertych powinien przeprosić za ohydne słowa. On przecież zna ludzi z konglomeratu zła

Barbara Dziedzic
Marek Siwiec
Marek Siwiec FOT.BARTEK SYTA/Polskapresse
- Dopóki Giertych nie powie "przepraszam" za wszystkie ohydne słowa, które wypowiedział, będąc premierem, dla mnie jest totalnie niewiarygodny. Jak? Nie jestem od podawania magicznych formuł powrotu do grona ludzi przyzwoitych - mówi Marek Siwiec, europoseł SLD, w rozmowie z Barbarą Dziedzic.

Czy Aleksander Kwaśniewski jest dziś w polityce postacią niezagospodarowaną?
Aleksander Kwaśniewski do polityki wnosi bardzo wiele. Każdy chyba widzi i słyszy jego przenikliwe komentarze i obserwacje, które bardzo dobrze trafiają w sedno polskiej polityki. Natomiast jeśli mielibyśmy rozmawiać o tym, czy mógłby wnieść coś w sensie organizacyjnym, liniowym, bojowym - oczywiście, że tak. Jednak musiałoby się to wiązać z projektem, który odpowiadałby jego potencjałowi, zainteresowaniom i potrzebom związanym z sytuacją Polski.

Pojawiły się informacje o tym, że były prezydent zamierza wystartować do Parlamentu Europejskiego. Słyszał Pan o takich planach?
A co mówi na ten temat sam Kwaśniewski?

Przyznaje, że istnieje jeden procent szans na taki ruch. Jednak kuluarowe rozmowy wskazują na to, że to o wiele wyższy odsetek.
Nie słyszałem nic ponad to, co mówi sam Kwaśniewski. Wydaje mi się, że nie ma powodu, aby spekulować o czymś, czemu on sam zaprzecza.

Dowiedzieliśmy się w zeszłym tygodniu, że Platforma Obywatelska na rok przed wyborami pracuje nad zmianą ordynacji do europarlamentu. Na liście lewicy mieliby się - według naszych informatorów - znaleźć m.in. właśnie Aleksander Kwaśniewski czy Włodzimierz Cimoszewicz.
Mogę odnosić się tylko do faktów. Po pierwsze, nie wiem, czy ordynacja rzeczywiście ma zostać zmieniona. Na razie poza zapowiedziami stworzenia tzw. listy krajowej nic konkretnego o takiej zmianie się nie dowiedzieliśmy. Po drugie - jedynymi w tej chwili osobami, które mogą rozmawiać o wspólnych listach, są liderzy ugrupowań politycznych.

Platforma powinna zająć się zmianą ordynacji?
Uważam, że w Polsce słowa "lista krajowa" są wystarczająco skompromitowane. W kontekście wyborów do Parlamentu Europejskiego brzmi nie najlepiej. Od samego początku pracowaliśmy nad stworzeniem unikalnej, regionalnej sieci relacji z wyborcami. I to się udało. Polska ordynacja to nie jest przypadkowe odstępstwo od reguły, tylko polityczny dorobek. Chciałbym dowiedzieć się, jakie to ważne argumenty Platforma jest w stanie przedstawić za wprowadzeniem takiej zmiany. Ja takich argumentów nie widzę.

Jeden z argumentów jest taki, że jeśli wyborcy głosowaliby tylko na listę, nazwiska na jej czele, takie jakie jak Cimoszewicz czy Kwaśniewski, mogłyby za sobą pociągnąć ekspertów czy naukowców z dalszych miejsc.
Nie widzę przeszkód, żeby przy obecnej ordynacji na listach znajdowali się eksperci. Powiem więcej, dziś możemy ich wymieniać z imienia i nazwiska we wszystkich ugrupowaniach politycznych. Rzecz w tym, że lista krajowa nie jest panaceum na jakiekolwiek problemy. Chyba że chodzi o umieszczenie na niej nazwisk, które dotychczas nie były w stanie się znaleźć w parlamencie. W gronie posłów PE mogę z całą pewnością o co najmniej połowie z nich powiedzieć, że są wybitnymi ekspertami.

Szefowie partii, w tym Leszek Miller, są za taką zmianą.
Rozumiem również ich punkt widzenia. Stanowisko Leszka Millera w tej kwestii rozumiem jednak w ten sposób, że jest sceptyczny wobec zmiany. Jeżeli on sam, zarząd i rada krajowa w jasny sposób zmienią zdanie, wówczas będę się do niego odnosił.
W zeszłym tygodniu odbyło się głośne spotkanie Partii Demokratycznej. Co to właściwie było? Reaktywacja? Próba tchnięcia życia w dawną inicjatywę? Spotkanie sentymentalne?
Nie byłem na tym spotkaniu, więc mogę opierać się jedynie na tym, co przeczytałem po nim. Mój wizerunek PD pochodzi z czasów, kiedy kojarzyła się ona bardziej z Bronisławem Geremkiem czy Januszem Onyszkiewiczem. Mam bardzo dużo szacunku dla ludzi, którzy pojawili się na spotkaniu. Poza dobrą polityczną chemią posiadają oni również duże zasługi w życiu publicznym. Jednak poza nimi trzeba mieć jeszcze operacyjny modus operandi. Sposób, który przekuwa szlachetność w konkretne działania. Wybory, programy, zwycięstwa wyborcze, utarczki polityczne. Nie przypominam sobie, aby w ostatnich latach Partia Demokratyczna w obszarze dyskursu politycznego zaistniała w taki sposób. Jest mi więc bardzo trudno pozytywne reminiscencje przełożyć na coś, co byłoby prognozą polityczną.

Goście wygłaszali wystąpienia na temat dziedzin, które są im bliskie. Może więc ze względu na doświadczenia i profesjonalizm PD miałaby szansę stać się czymś na kształt ideowego przyczółka lewicy?
Wydaje mi się, że tutaj wykraczamy już poza sferę spekulacji, a zaczynamy science fiction. Gdy słyszę opinię mojego wieloletniego współpracownika Krzysztofa Szamałka, którego znam i szanuję, Włodzimierza Cimoszewicza, i wielu innych osób, na tematy zawodowe, słucham ich z zainteresowaniem. Jednak pomiędzy wyrażeniem opinii a uformowaniem ich w spójny program droga daleka. Wiem, że nie zawsze atrakcyjność nazwisk i poglądów przekłada się na skuteczność w polityce.

Ale na wiarygodność.
Wiarygodność jest niezwykle ważna. Jest warunkiem koniecznym, aczkolwiek niewystarczającym do tego, aby robić w polityce karierę.

Co Pan pomyślał, czytając, że odbyło się takie posiedzenie?
Pomyślałem, że zebrali się ludzie, których znamy bardzo dobrze. Przeczytałem informację o ich spotkaniu z dużym zainteresowaniem. Natomiast z moich doświadczeń osobistych wynika, że wielu z nich nie umie przełożyć dobrych pomysłów na działanie w polityce. Bywają emocjonalnie rozregulowani, ich zainteresowanie polityką się zmienia.

Śledził Pan 11 listopada wydarzenia w Warszawie?
Jak najbardziej.

I co Pan zobaczył?
Przede wszystkim zobaczyłem ogromny ładunek emocji, które nie znajdują ujścia w ramach struktur parlamentarnych. Jeżeli miałyby one dokonać się w postaci demontażu państwa, demokracji, systemu politycznego, który z takim trudem budujemy i którego od 23 lat jesteśmy uczestnikami, boję się i przeciwstawiam temu. Jeżeli tłum zebrany na Agrykoli skanduje, że zamierza kogoś powiesić, żarty się kończą. Nie ma tu już pola na jakiekolwiek interpretacje. To było zwykle nawoływanie do przestępstwa, które zagraża demokracji. Nie wiem, w którą stronę skieruje się dalej nienawiść.

Czyim zadaniem jest rozładowanie tych emocji?
Zbyt prosto byłoby nazwać tych wszystkich ludzi faszystami, bo to ułatwi im obronę. Posługują się hasłami nietolerancji, antysemityzmu, nienawiścią, ksenofobią. Ten konglomerat zła, zacietrzewienia, 11 listopada eksplodował i trzeba to sobie powiedzieć wprost. Mogę domyślać się, że chodziło na przykład o mnie. Myślę, że to jest moment, w którym ludzie myślący inaczej, którzy szanują wolność i tolerancję, powinni się zjednoczyć. Nie ma tu miejsca na podziały polityczne, bo są wartości, których powinniśmy bronić wspólnie.
Dużo było tych ludzi?
Mało, ale jednocześnie bardzo dużo. Mało, bo jeśli w Polsce mieszka 38 milionów, w skali kraju to niewiele. Jednak kiedy uświadamiamy sobie, że kilkanaście tysięcy ludzi zjednoczyło się, wspólnie głosząc hasła antydemokratyczne, ich liczba była zbyt duża.

Te hasła mają źródła we frustracji?
Sprawa jest poważniejsza. Myślę, że jest w Polsce taka grupa ludzi, która w tej chwili odrzuca zarówno cyniczny pragmatyzm rządu, jak i smoleńskie szaleństwa PiS. Chcą się gdzieś ulokować na prawej stronie, jednak ani jedna, ani druga formacja nie przedstawia im odpowiedniej oferty. Tak się rodzi radykalizm.

Od radykalizmu Młodzieży Wszechpolskiej odciął się w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" Roman Giertych.
Ubrał się diabeł w ornat i na mszę dzwoni. Pan Giertych zna tych ludzi z nazwiska. Dokonuje dziś figur werbalno-pojęciowych. Dopóki nie powie "przepraszam" za wszystkie ohydne słowa, które wypowiedział, będąc premierem, dla mnie jest totalnie niewiarygodny. Szkoda, że taki człowiek zajmuje jedną stronę poważnego dziennika.

Kilka miesięcy wcześniej na łamach tego samego dziennika wycofał się z niektórych swoich słów.
Ja sam należałem do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Nie wypowiedziałem wtedy ani jednego słowa, z którego musiałbym się wycofywać czy którego bym się wstydził. Dwadzieścia lat później jestem wciąż nazywany postkomunistą i oczekuje się ode mnie nie wiadomo jakiej ekspiacji. Chciałbym po prostu, aby człowiek, który chwilę temu należał do skrajnie prawicowych i narodowych ugrupowań, powiedział uczciwie, co myśli o swojej działalności w tamtym okresie. Wtedy będziemy zastanawiać się, czy jest wiarygodny.

Powinien powiedzieć "żałuję" czy "przepraszam"?
Nie jestem od podawania innym osobom, zwłaszcza Giertychowi, magicznych formuł powrotu do grona ludzi przyzwoitych. Powtarzam, sam coś podobnego przeżyłem. Niech Roman Giertych też przeprosi. Takim językiem, jaki dyktują mu serce i uczciwość.

Rozmawiała Barbara Dziedzic

Wideo

Komentarze 11

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

b
belfer
ubecka gnida poucza i defaszyzuje , świnia donosiciel -zajmij sie sciganiem leszka moskiewskiej pożyczki
w
won
obaj: Giertych i Siwiec!
I
Ironia
Bardzo mi się podoba, że komunistyczny aparatczyk, syn komunistycznego establiszmentu - wzywa "prawicowca" z nadania "GeWu", do przeprosin, a sam uważa się za "przyzwoitego"! Należało ci się Giertych !!!!!
L
Lolo
Marek Siwiec w 1980 ukończył studia na Akademii Górniczo-Hutniczej, a w 1989 Podyplomowe Studium Dziennikarstwa. W latach 1980–1982 zajmował stanowisko asystenta w Instytucie Elektrotechniki AGH, a od 1981 do 1982 odbył staż w GAS and Fuel Corporation of Victoria. Działał w organizacjach studenckich, od 1977 do rozwiązania był członkiem PZPR. Od 1985 do 1987 pracował jako redaktor naczelny dwutygodnika "Student" w Krakowie oraz sekretarz komisji finansowej Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa, a następnie w latach 1987–1990 był redaktorem naczelnym tygodnika "itd". Prowadził też w Telewizji Polskiej program Otwarte studio. W czasie ostatniego zjazdu PZPR został redaktorem naczelnym "Trybuny Kongresowej" (doraźnej mutacji "Trybuny Ludu"). Był członkiem-założycielem Socjaldemokracji RP, wszedł do władz krajowych partii, został też pierwszym redaktorem naczelnym "Trybuny". Od 1991 do 1992 pełnił funkcję dyrektora generalnego powiązanej z Art-B spółki Print AB[1].
l
lolo
Bolszewicki sługusie ty i twoja PZPR powinna przepraszać do końca świata za krzywdy wyrządzone POLAKOM
s
stefan gryniewicz bereza
ma Pan racje to scierwo nie jest godne istnienia tak jak i reszta czerwonej bandy.Tylko delegalizacja tego bydla i uniewaznienie ustalen Okraglego Stolu moze uratowac Polske przed katastrofa.Pozdrawiam.
G
Gabriel
Dostrzegam zmiany w postawie Pana Giertycha. Być może
to są pozory.
p
przechodzi pojęcie
Bezczelność tego komunistycznego bydlaka przechodzi wszelkie pojęcie!!!!!
Jak on śmie pouczać kogokolwiek????
Jak śmiesz komunistyczny bydlaku krytykować innych jak sam należałeś do zbrodniczej PZPR!!!!!!!!
Powinieneś siedzieć w ciężkim wiezieniu za zdradę Polski !!!!!
Od 1989 roku ty i tobie podobni powinni gnić w najcięższych więzieniach!!!!!!
Dziś niektórzy z was ,PZPR owskich zdrajców mogliby wyjść za dobre sprawowanie. Bez praw publicznych!!!! Bo zdradziliscie Polskę bando komunistyczna!!!!!!

Giertycha nie znoszę ,ale gdy słyszę bełkot tego PZPRowskiego całkowicie skompromitowanego łajdaka krew sie we mnie burzy.

Przypomnij sobie jak szydziłeś z Papieża !!! Razem z tym drugim bydlakiem ,który przez 10 lat przynosił wstyd Polskce swoimi pijackimi wybrykami na arenie międzynarodowej!!!!

Zamilcz bolszewicki kundlu. Zamilcz k....a twoja mać!!!!!
p
piq
...i to wy powinniście przeprosić, Siwiec, za siebie, towarzysza Kwaśniewskiego i wszystkich waszych kamratów. Mam dobrą pamięć, SIwiec, więc nie zwiedziecie mnie swoimi bredniami. A teraz won, bo każę wypłazować, jak moi przodkowie bolszewików w 1920 roku.
N
Narodowiec
Towarzyszu Siwiec to wasze zachowanie było skandaliczne, ohydne.Siwiec ty Giertychowi nawet buty czyścić nie jesteś godny.
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Siwiec: Giertych powinien przeprosić za ohydne słowa. On przecież zna ludzi z konglomeratu zła
j
jureq
chyba najpierw powinien te peany "wnieść" do siebie, bo dużo tego obciachu razem ze swoimi kamratami
Dodaj ogłoszenie