18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Sikorski premierem w 2021 roku? Na razie w Polsce ma zbyt wielu wrogów

Redakcja
Szef dyplomacji jest już na szczytach europejskiej polityki. W Polsce jest wciąż jednym z ludzi Donalda Tuska. Ale kto wie, może jeszcze spełni się wizja Nialla Fergusona, który na łamach "WSJ" uczynił go polskim premierem w roku 2021 - pisze Witold Głowacki.

Mamy w tej chwili w Polsce trzech polityków traktowanych naprawdę serio na arenie międzynarodowej. I mogących uważać się za członków europejskiej pierwszej ligi. Obok Donalda Tuska u progu drugiej kadencji uważanego już w Europie za stałego gracza unijnej sceny i Jana Vincent-Rostowskiego, który zbiera laury w kolejnych światowych i europejskich rankingach ministrów finansów, wszedł do tej ścisłej elity także Radosław Sikorski, szef polskiej dyplomacji.

Czytaj także: Sikorski do Kaczyńskiego: Przepraszam, że wprowadziłem stan wojenny

Ten awans nie datuje się bynajmniej w momencie wygłoszenia przez Sikorskiego słynnej już poniedziałkowej mowy w Berlinie. Owszem, została ona przyjęta doskonale i przez słuchaczy, i przez europejską klasę polityczną, i większość opiniotwórczych mediów w Unii. Ale by tak się stało, nie wystarczyło tylko stanąć przed członkami Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej i odczytać przemówienia. Tym bardziej że zawarte w nim tezy bynajmniej nie należą do rewolucyjnych w dzisiejszym myśleniu o Unii. By tak sądzić, trzeba kompletnie ignorować toczącą się co najmniej od kilkunastu miesięcy debatę o przyszłości Europy. Debatę, w której "stoimy nad przepaścią" ministra Sikorskiego jest i tak całkiem delikatną diagnozą w porównaniu z np. "strefie euro pozostało 10 dni", co akurat mniej więcej w tym samym czasie napisał wpływowy publicysta "Financial Times" Wolfgang Munchau.

PiS złożył wniosek o odwołanie Sikorskiego. ''Lekceważy wolę narodu"

Tak naprawdę Sikorski opowiedział się po prostu po tej stronie sporów o przyszłość Unii, która widzi ratunek przed kryzysem w silniejszej integracji Europy, szybkiej przebudowie traktatu lizbońskiego i wzmocnieniu europejskich instytucji. Apel do Niemiec nie jest zaś bynajmniej żadnym hołdem złożonym Angeli Merkel, lecz wezwaniem do bardziej zdecydowanego finansowego zaangażowania Niemiec w ratowanie krajów dotkniętych kryzysem. Sikorski nie powiedział: Otoczcie nas swymi skrzydłami, weźcie więcej władzy w Unii. Powiedział za to w telegraficznym skrócie: To wy dotąd mieliście najwięcej władzy w Europie. Czas to sobie jasno powiedzieć. A teraz czas na odpowiedzialność - bo to ostatni moment na działanie. Musicie głębiej sięgnąć do kasy, bo jeśli tego nie zrobicie, i wy zapłacicie za skutki rozszerzającego się kryzysu. Polski minister pozwolił tu sobie zresztą na aluzję, za którą dzisiejsi Niemcy naprawdę nie przepadają, mówiąc o szczególnej odpowiedzialności ciążącej na Berlinie z racji historii.

Dlatego też nie przypadkiem słowa polskiego ministra wywołały burzę i kontrowersje tylko w Polsce i tylko na prawej stronie sceny - wśród eurosceptycznych piewców państwa narodowego, raczej czytelników "Gazety Polskiej Codziennie" niż "Foreign Affairs". Przypomina to zresztą mechanizmy, które dały się obserwować po równie głośnej mowie Jacka Rostowskiego w europarlamencie, gdy minister finansów użył sformułowania o możliwości "katastrofy wojennej" jako odległego skutku dzisiejszego kryzysu. Histeria tych środowisk była tu tym bardziej zabawna, że obaj ministrowie naprawdę nie wyszli w swych diagnozach i wnioskach poza to, co niemal co dzień można czytywać na stronach opinii dowolnej opiniotwórczej gazety w Europie.

Czytaj także: Tusk: Tezy z wystąpienia Sikorskiego to efekt pracy całego rządu, były przeze mnie akceptowane

Występując więc w Berlinie, Sikorski bynajmniej nie wyskoczył jak diabeł z pudełka z nieodkrytymi dotąd tezami. Zamiast tego - nie owijając specjalnie w bawełnę i nie krygując się przed słuchaczami - przedstawił spójną syntezę własnych i - jak okazuje się po środowej konferencji Tuska - także rządowych poglądów na przyszłość Unii Europejskiej.
Berlińskie, nieoficjalne i wygłoszone na ważnym, lecz absolutnie niedecyzyjnym forum przemówienie Sikorskiego nie było także bynajmniej jego debiutem w roli europejskiego polityka wagi ciężkiej, jak scharakteryzował go "The Economist" . Przez cztery lata kierowania polską dyplomacją Sikorski dał się już wystarczająco poznać swym europejskim kolegom. Kiedy więc stanął w Berlinie przed swymi słuchaczami, ci znakomicie zdawali sobie sprawę z tego, że ta mowa może być ważna nie tylko ze względu na jej treść, ale - może przede wszystkim - na osobę mówiącego.

Dla nich Sikorski jest przecież ministrem niezwykle stabilnego jak na obecne europejskie warunki rządu urzędującego już drugą kadencję. Przy tym zaś człowiekiem, który w europejskiej debacie był już obecny wiele lat wcześniej. Niegdyś jako dziennikarz, korespondent z Afganistanu i Angoli, laureat World Press Photo za poruszające i słynne do dziś zdjęcie afgańskiej rodziny, która zginęła w bombardowanym Heracie, z czasem zaś autor analiz o tematyce międzynarodowej ("Observer", "Spectator", "National Review"). Potem zaś coraz bardziej ceniony analityk, redaktor cyklu "European Outlook", członek i współpracownik kilku think tanków, wreszcie wiceminister spraw zagranicznych w rządzie Jerzego Buzka, podwładny najpierw Bronisława Geremka, potem zaś Władysława Bartoszewskiego. Jeśli dodamy to tego jeszcze małżeństwo ze znaną i wpływową amerykańską publicystką Anne Applebaum, widzimy człowieka, który dość swobodnie może poruszać się po salonach Berlina, Londynu czy Waszyngtonu.

Czytaj także: Sikorski do Kaczyńskiego: Przepraszam, że wprowadziłem stan wojenny

To właśnie ten rodzaj kariery - wciąż w polskich realiach politycznej bardzo rzadki - jest zaś w Europie rzeczywistą przepustką do polityki międzynarodowej. To on pozwala bez kompleksu rozmawiać z ludźmi takimi jak Guido Westerwelle, szef dyplomacji Niemiec, czy szef Komisji Europejskiej José Immanuel Barroso. Doświadczenie Sikorskiego tworzy tu płaszczyznę naturalnego partnerstwa, którego nie trzeba sobie wytupywać, wspierając się krzykami o czterdziestomilionowym kraju. Kiedy Sikorski przemawiał w Berlinie, jego słuchacze nie mieli najmniejszych wątpliwości, że w tej nieformalnej sytuacji mówi on i w imieniu rządu tego czterdziestomilionowego kraju, i własnym. Bo także na tego rodzaju wystąpieniach opiera się normalna, europejska dyplomacja.

PiS złożył wniosek o odwołanie Sikorskiego. ''Lekceważy wolę narodu"

Z podobnych względów nie byłoby też tak naprawdę niczym dziwnym, gdyby Sikorski, pisząc swe wystąpienie, rzeczywiście korzystał ze wsparcia byłego ambasadora Wielkiej Brytanii w Polsce Charlesa Crawforda. Serwis Kampanianazywo.pl Tomasza Machały jako pierwszy podał, że w metadanych dokumentu zawierającego treść wystąpienia Sikorskiego w polu "autor" znajduje się właśnie nazwisko byłego brytyjskiego dyplomaty obecnie całkiem jawnie świadczącego m.in. usługi politycznego ghostwritera czy speech doctora. Wywołało to prawdziwą ekstazę tych, którzy w wystąpieniu Sikorskiego zobaczyli zdradę stanu.

Rzecz w tym jednak, że politycy i w Europie, i w Polsce, przygotowując treść ważnych wystąpień, korzystają z tego rodzaju usług na potęgę. Donald Tusk konsultuje się ponoć często z redaktorem "Przeglądu Politycznego" Wojciechem Dudą, niegdyś zaś z Rafałem Grupińskim. Ważniejsi politycy Prawa i Sprawiedliwości korzystali z piór redaktorów "Nowego Państwa". A Sikorski mógł konsultować się właśnie z Crawfordem. Zdecydowanie zgryźliwa pod adresem eurosceptycznej obecnie Wielkiej Brytanii treść wystąpienia przekreśla jakiekolwiek podejrzenia o możliwy konflikt interesów. Za to nie da się zarzucić Sikorskiemu, że nie sięgnął po specjalistę do spraw międzynarodowych. A mówiąc już całkiem poważnie, niejeden polski polityk, zanim wygłosi świetną we własnym mniemaniu mowę albo zamieści obszerny wpis na swoim blogu, mógłby pójść w ślady Sikorskiego i dać go najpierw komuś do przeczytania.

Czytaj także: Tusk: Tezy z wystąpienia Sikorskiego to efekt pracy całego rządu, były przeze mnie akceptowane

Choć Sikorski cieszy się niekwestionowaną pozycją na europejskiej scenie, na krajowym podwórku jest nieco inaczej. Ma wielu wrogów i ciągle nieco zbyt mało przyjaciół.

Cały tekst przeczytasz w weekendowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Wideo

Komentarze 15

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

_JaC.

Sikorski wtedy będzie już zgorzkniałym staruszkiem pod drugiej młodości. Jego problemem jest, że nie umie sprzedać swoich pomysłów. "Jeśli" Sikorski miał pomysł, żeby Amerykanie nam bardzo dużo zapłacili (w sprzęcie, wyposażeniu, dotacjach) za nasz udział w Iraku i Afganistanie to byłem za, niestety tutaj prezydent Lech Kaczyński uważał, że wazniejszy jest polski honor. I na tym z kolei polega problem PiS - honorowi gołodupcy, jak niegdyś ZChN ("nieważne, zeby Polska była bogata, ważne żeby była katolicka"). Dziś ludzie mniej myślą o honorze, więcej o koszyku z zakupami.

G
Gazda z Diabelnej

A ja mam nadzieje że w 2021 roku to wybory wygra wreszcie Prezio i Sikorskiego postawi przed Trybunałem Stanu i Sądem Najwyższym i wykona na nim wyrok śmierci za podwójną zdradę raz Prezia a drugi raz Polski

t
todd

chyba Radas Szykora, premierem landu Baranów co lubią być POtulnie strzyżone

O
Ocet

Polak doceniający Polaka nie mógłby być Polakiem.

d
dlugo_pis

i samobojcow ktorzy zatrzymuja sklady pociagow lub wieszajacych sie na kratach kosciolow... daleko nam do norwegow.. ale wszystko przed nami

b
baca

biją na głowę wszystkie rysy razem wzięte w całej Wolsce

W
Widukind

Dalej już sobie odpuściłem bo Głowacki albo się naćpał albo coś wziął. Cały świat śmieje się z błazna i nawet tego już nikt nie ukrywa . Chyba że chodziło o szczyt głuPOty.

b
berlinczyk

Jest wrecz odwrotnie , w Europie docenia sie Tuska . Sikorskiego i Rostowskiego a w Polsce ich sie nie docenia . Jaka prase europejska ty czytasz ?

w
waldi

Mongolskie rysy "zdradka"czy niemieckie rysy "kondonka".Co lepsze?

t
taka smutna prawda

i POsyla zdrajce nr.2 na stanowisko.Mongolskie rysy zdradka czy niemieckie rysy kondonka?Co bardziej pasuje do skundlonego kraju?

A
Al

Czasasmi jeszcze wazne jest polozenie geograficzne danego kraju i to wszystko.Nie potrzeba czytac zagranicznych pism aby to wiedziec. Pytanie jest - kto wyglada drugiego ,,Budapesztu w Warszawie" czyli by dzialo sie tutaj jak najgorzej. Kto nie uznaje polskich wladz, prezydenta nazywa ,,komoruskim" wybranym przypadkowo. Kto rozsiewa teorie spiskowe i nazywa premiera i ministra spraw zagranicznych zdrajcami. Kto nie ma zahamowan aby bandytow stadionowych wykorzystywac w atakach na polska demokracje. Odpowiedz sobie na te i wiele innych pytan to moze cos zrozumiesz

W
Wojtek

W 2021 roku nikt nie będzie pamietał PO ani Zdradka Sikorskiego. Radze poczytac zagraniczne pisma o tematyce politycznej, Polska polityka zagraniczna się nie liczy tylko u nas sieje się propagande sukcesu.

A
Al

Gdyby PiSowskie pragnienia sie spelnily, to polski parlament by wygladal jak ten w ,,Gornej Rwandzie". Sikorskiego zaczeli atakowac zaraz na drugi dzien jak nie zgodzil sie byc przydupnikem Kaczynskiego. Bo wczesniej byl dobry tak samo jak Borusewicz, Pitera, Zalewski, Kowal,Libicki ... mozna wyliczac godzine - ostatnio najwiekszym wrogiem jest Ziobro, Kurski,Kempa itd. Co zostalo w PiSie? Paru smutniakow i Staniszkich zakochana w Kaczynskim.

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Sikorski premierem w 2021 roku? Na razie w Polsce ma zbyt wielu wrogów

M
Michalkiewicz

Kiedy w następstwie paktu Ribbentrop-Mołotow Związek Sowiecki zajął wschodnią część Polski, wymusił na republikach bałtyckich: Litwie, Łotwie i Estonii, zgodę na zainstalowanie na ich terytorium sowieckich baz wojskowych. Wkrótce odbyły się tam też wybory. Wybrani w tych wyborach parlamentarzyści uniżenie poprosili o włączenie ich państw do Związku Sowieckiego. Józef Stalin wspaniałomyślnie się zgodził i w rezultacie w dniach 3 i 6 sierpnia 1940 roku Litwa, Łotwa i Estonia zostały przyłączone do ZSRS. Od tamtej pory Związek Sowiecki chętnie przedstawiał na arenie międzynarodowej różne inicjatywy za pośrednictwem swoich wasali, na przykład Polski. 2 października 1957 roku minister spraw zagranicznych PRL Adam Rapacki przedstawił plan utworzenia w Europie strefy bezatomowej, znany jako "plan Rapackiego". Nie był to oczywiście żaden "plan Rapackiego"; gdyby Adam Rapacki odważył się przedstawiać na forum międzynarodowym jakieś samodzielne plany stref bezatomowych, to Nikita Chruszczow niezwłocznie przypomniałby mu, skąd wyrastają mu nogi tak, że by popamiętał ruski miesiąc. Cóż jednak szkodziło ruskim szachistom przedstawiać własne plany za pośrednictwem swoich warszawskich figurantów, którzy dzięki temu mogli swoim zwyczajem trochę poblagować?
U nas też niedawno odbyły się wybory, w następstwie których w Sejmie zasiedli Umiłowani Przywódcy, a niektórzy nawet trafili do rządu. Wśród nich Radek Sikorski, który został ministrem spraw zagranicznych. I w tym charakterze wygłosił w Niemczech przemówienie bardzo podobne do przemówień parlamentarzystów litewskich, łotewskich i estońskich, którzy w roku 1940 prosili Józefa Stalina o przyłączenie swoich państw do ZSRS. Można powiedzieć, że w pewnym sensie byli nawet w lepszej sytuacji niż nasz Zdradek, ponieważ nasz nieszczęśliwy kraj został przyłączony do ZSRS 1 maja 2004 roku. Ja oczywiście wiem, że 1 maja 2004 roku nasz nieszczęśliwy kraj został przyłączony do Unii Europejskiej, ale nic nie poradzę na to, że ZSRS obecnie przybrał taką właśnie nazwę, w związku ze zmianą swego położenia. ZSRS bowiem zmienia położenie; raz jest na wschodzie, a innym znowu razem na zachodzie Europy - ale ludzie sowieccy zawsze go odnajdą i kierując się nieomylnym tropizmem, zawsze obracają się ku niemu tak samo, jak słonecznik zawsze zwraca się ku słońcu. Jakże inaczej wytłumaczyć entuzjazm, z jakim ludzie sowieccy w rodzaju Leszka Millera czy Tadeusza Iwińskiego przyjęli wiernopoddańczą suplikę ministra Sikorskiego do Naszej Złotej Pani Anieli, żeby Niemcy wzięły większą odpowiedzialność za Europę? O cóż innego mogliby sami prosić Józefa Stalina? Albo takie człowieki honoru, jak na przykład pan redaktor Adam Michnik czy Aleksander Smolar? Kiedy niedawno zeznawałem w sądzie, sędzia zapytał mnie, czy pochodzenie ma znaczenie. Odpowiedziałem, że nie zawsze, ale niekiedy ma. Czyż można w to wątpić, patrząc na satysfakcję, z jaką prośba ministra Sikorskiego o pogłębienie i zacieśnienie Anschlussu została przez nich powitana? A podobne głosy dobiegają z całej Europy, gdzie Umiłowani Przywódcy, przerażeni długami, w jakie swoim bęcwalstwem wpędzili swoje państwa, próbują schować się pod spódnicę Naszej Złotej Pani Anieli i za cenę zgody na wcielenie swoich krajów do IV Rzeszy, tym razem tworzonej drogą pokojową, mają nadzieję na uratowanie własnej skóry. Takim żarliwym suplikom nawet kamień by się nie oparł - a cóż dopiero Nasza Złota Pani Aniela? Józef Stalin nie pozostał głuchy na błagania parlamentarzystów republik bałtyckich, podobnie jak Związek Sowiecki, który na "plan Rapackiego" zareagował natychmiastowym poparciem. Toteż dopiero teraz rozumiemy, po co w stolicy naszego nieszczęśliwego kraju ludzie sowieccy zainstalowali Bramę Brandenburską, której widok tak wzburzył pewną panią - uczestniczkę Powstania Warszawskiego - że aż do mnie zadzwoniła.

Dodaj ogłoszenie