Sierakowski: Polityka nie jest right and wrong, a right and left

Joanna Miziołek
Sławomir Sierakowski
Sławomir Sierakowski FOT.BARTEK SYTA
- W demokracji lepiej niż na "right and wrong" dzielić się na scenie politycznej na "right and left", bo to daje ludziom wybór i pozwala angażować się w różne wizje rozwoju. Tego wciąż nie udało się osiągnąć - mówi Sławomir Sierakowski, redaktor naczelny "Krytyki Politycznej", w rozmowie Joanną Miziołek.

Co z tą Polską - powinnam zapytać na początku. "Solidarność" blokuje Sejm, Stefan Niesiołowski atakuje dziennikarkę.
A Lech Wałęsa chce pałować związkowców... Nic tu zaskakującego nie powiem. Wszyscy wiedzą, że autorytet instytucji demokratycznych w Polsce sięgnął bruku. A ponieważ ambitne dziennikarstwo powoli przestaje istnieć, bo się nie opłaca, to słabnie kontrola nad władzą. W rezultacie ktoś, kto chciałby postawić na konstruktywne propozycje w polityce zamiast łatwiejszego flekowania przeciwnika, właściwie osłabia swoje szanse, podobnie jak dziennikarz, który wolałby napisać poważniejszy i bardziej skomplikowany tekst niż rytualny atak na PiS albo na PO.

Nasycenie emocji między PO i PiS jest tak silne, że dochodzi do agresji. Co może nas dalej czekać?
Nie sądzę, żeby wybuchła z tego powodu od razu jakaś rewolucja. Raczej polityka i media będą się osuwać coraz bardziej do roli taniej rozrywki dla masowej publiczności. To jedna z konsekwencji globalizacji, która wymusza komercjalizację sfery publicznej, w tym mediów i polityki. Utrzymać się mogą ci, którzy przyciągną uwagę, co łatwiej osiągnąć poprzez skandal niż ambitne pomysły. Społeczeństwa tracą stopniowo wpływ poprzez wybieraną przez siebie reprezentację na swój ekonomiczny los. Jedni czują się z tego powodu bezradni i dają się robić w konia politykom wmawiającym im spiskowe teorie dziejów. Takie jak brak lustracji lub wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Inni ludzie z kolei walczą w pojedynkę, czując, że liczyć mogą tylko na siebie, wobec czego albo w ogóle nie interesują się polityką, nawet nie głosują, albo dokonują wyboru mniejszego zła, czyli żeby przynajmniej nie rządził Kaczyński.

Platformie zaczyna spadać poparcie, to może być już tendencja?
Nie szykują się żadne wybory. Gdyby przyszło do wyborów, to nawet rozczarowani polityką rządu dwa razy się zastanowią, zanim pozwolą na oddanie władzy PiS-owi. Obserwuję na przykład zapaść kultury w stolicy, gdzie Platforma ma pełną władzę. W siną dal odsunęła się budowa Muzeum Sztuki Nowoczesnej i siedziby TR Warszawa, zagrożony jest ekonomiczny byt pozostałych teatrów, znikają najciekawsze miejsca kultury niezależnej jak Chłodna 25. Zamiast rozwijać instytucje, trzeba użerać się z urzędnikami, którym kultura jest albo zupełnie obojętna, albo traktowana jako jakieś zagrożenie. Lepiej, żeby jej nie było i panował święty spokój. Na tym tle europejskie aspiracje naszej władzy brzmią niepoważnie. I teraz, jeśli alternatywą dla takiej władzy jest PiS, to właściwie ludzie kultury w tym kraju nie mają żadnego wyboru. Ci, którzy funkcjonują w teatrach lub w muzeach, stopniowo wyprowadzają się ze stolicy albo o tym myślą.

We Francji zaczęły wiać lewicowe wiatry. Z jednej strony mamy wygraną w wyborach prezydenckich François Hollande'a, z drugiej mamy przykład Grecji,gdzie niespodzianką wyborczą stał się Nowy Świt. Gdzie poglądowo leży Polska, tak jak na mapie, po środku?
Hollande nie jest nowością we Francji i jego sukces w dużej mierze wynika z kompromitacji Sarkozy'ego. Tym niemniej to, że Hollande mocno artykułuje przekaz, że należy postawić bardziej na politykę wzrostu kosztem polityki oszczędzania, może zmienić ogólną tendencję w Europie. Pamiętajmy, że w gospodarce można pożyczyć na rozkręcenie wzrostu i wyjść na tym dobrze, czyli dzięki pobudzonemu wzrostowi zarobić ponad pożyczkę. Przy czym im większa gospodarka, tym bardziej suwerenna wobec żywiołu rynków finansowych. Dlatego na taką politykę stać USA, ale może też być stać UE, o ile postawi na odważniejszą integrację. Wymagałoby to przede wszystkim zintegrowania polityki fiskalnej. Jeśli Hollande upierał się będzie przy swoim, jeśli niedługo na to samo postawi SPD i wygra wybory w Niemczech, to mogą przezwyciężyć zgniły kompromis, który mamy obecnie, oznaczający doraźne gaszenie pożarów - jak w Grecji - bez poważniejszych reform. Kosztowny wstrząs, jakim będzie wyjście Grecji ze strefy euro, może być ostatnim ostrzeżeniem dla Unii: albo się integrujemy do końca, albo rozpadniemy. Prędzej czy później Unia stanie przed takim wyborem, bo obecne status quo może nie pozwolić wyjść z kryzysu.

W parlamencie nie widać, żeby powstawała silna lewica. Od Sojuszu odwraca się nawet Aleksander Kwaśniewski. Nie przyszedł na kongres SLD, bo go Leszek Miller nie zaprosił. Widać, że stara personalna wojna jest dla nich ważniejsza, niż dobro partii?
Był moment, kiedy można było mieć przynajmniej nadzieję na zdrową rywalizację między Ruchem Palikota i SLD, czyli na zgłaszanie lewicowych pomysłów zmian. To pozwoliłoby wyartykułować przynajmniej jakiś lewicowy głos na scenie politycznej. To w ogóle mogłoby ożywić trochę naszą politykę, bo zamiast rytualnych utarczek między PiS i PO pojawiłby się klasyczny podział na lewicę i prawicę. A tym samym ciekawszy wybór dla Polaków. Niestety wszystko chyba wróciło do normy, czyli PiS przewidywalnie ściera się z Platformą i to wypełnia całość uwagi mediów. A SLD i Ruch Palikota nie rywalizują już na propozycje tylko na oskarżenia. W takiej sytuacji także Aleksander Kwaśniewski się wycofał z jednoczenia lewicy.
Tymczasem na 10. urodziny "Krytyki Politycznej" Aleksander Kwaśniewski już przyjdzie. Mamy rozumieć, że nowy ruch polityczny może wyklarować się wokół KP?
Były prezydent będzie gościem jednej z naszych urodzinowych debat. Będzie rozmawiał z Michaelem Walzerem, jednym z najważniejszych amerykańskich filozofów. Walzer to z pewnością najważniejszy intelektualista amerykańskiej lewicy. Jest też autorem klasycznej książki "Wojny sprawiedliwe i niesprawiedliwe" i zabiera głos w najważniejszych dyskusjach dotyczących wojen w Iraku i w Afganistanie. Będzie więc o czym rozmawiać, także ze względu na wybory prezydenckie w Ameryce w tym roku. Poza tym gościć będziemy Marshalla Bermana w debacie z Agnieszką Holland i Michaela Kazina, z którym już odbyła się pierwsza debata z udziałem Janusza Głowackiego. O marzycielach w polityce. Wszyscy amerykańscy goście reprezentują środowisko wokół pisma "Dissent" i wszystkim wydaliśmy z okazji ich wizyty książki. Zapraszam na te debaty, które odbywają się w kilku polskich miastach, a także w naszych ośrodkach na Ukrainie i w Rosji.

Z czego może wyklarować się lewicowy ruch?
Z pewnością nie powstanie z tego powodu, że jeden polityk dogada się z drugim albo nastąpi seria transferów. Gdybym miał podsumować nasze dziesięć lat na lewicy, to powiedziałbym tak: że pierwotnie naszym pragnieniem było wprowadzenie do debaty publicznej wyrazistego i nowego głosu lewicy. I to, myślę, się udało, także dzięki innym środowiskom lewicowym. Uważaliśmy, że ten główny spór, który zastaliśmy, czyli na "modernizatorów" i "populistów", jest w gruncie rzeczy antypolityczny. W demokracji lepiej niż na "right and wrong" dzielić się na scenie politycznej na "right and left", bo to daje ludziom wybór i pozwala angażować się w różne wizje rozwoju. Tego wciąż nie udało się osiągnąć. Z powodu tych samych ograniczeń, które utrudniają powstanie silnego ruchu społecznego w Polsce. W zindywidualizowanych i urynkowionych społeczeństwach słabną więzi społeczne. Dlatego możliwe są jeszcze protesty społeczne, wybuchy, demonstracje, ale budowa masowego ruchu społecznego lub trwałe zaangażowanie jest trudne do wyobrażenia. Nawet ruch Occupy Wall Street czy Indignados okazały się jedynie protestami społecznymi, a nie ruchami społecznymi. To nie przekreśla szans na zmianę, ale jej podmiotem będą raczej silniej zintegrowane grupy budujące silne instytucje, a dopiero później być może wykluje się z nich jakichś ruch. Gdybym miał użyć historycznej analogii, to dziś jest raczej czas dla neodysydentów niż czas na nową "Solidarność".

Co udało wam się zrobić przez te 10 lat?
Udało nam się zbudować całą sieć instytucji. Zaczęliśmy od pisma, ale dziś to jest także wydawnictwo, Uniwersytet Krytyczny, świetlice kulturalne w kilku miastach, dobrze zorganizowane kluby w wielu innych. Powstała duża organizacja pozarządowa Stowarzyszenie im. Stanisława Brzozowskiego. Zorganizowaliśmy liczoną w setkach i tysiącach liczbę debat, premier książkowych, pokazów filmowych i festiwali, dyskusji, konferencji we wszystkich możliwych dziedzinach kultury. Zajęliśmy się tradycją lewicy, wydając pisma Brzozowskiego, Kuronia, Lipskiego, a niedługo także Lidii i Adama Ciołkoszów. Wiele ważnych problemów społecznych, idei, zjawisk przedstawiliśmy z własnej perspektywy. Myślę choćby o liczącej ponad trzydzieści tytułów serii naszych przewodników. Przede wszystkim jednak sądzę, że powiodło nam się w dwóch najważniejszych sprawach, które sobie obiecywaliśmy kiedyś, czyli zaangażowania kultury i ożywienia etosu inteligencji zaangażowanej. To są tradycje wschodnioeuropejskie, dzięki czemu spotkaliśmy ludzi podobnych do nas także na Ukrainie i w Rosji, gdzie powstały nasze ośrodki zagraniczne. Ukraińcy i Rosjanie wydają "Krytykę Polityczną" i organizują własne działania pod wspólnym szyldem.

Jakie plany na przyszłość?
Od kilku miesięcy przygotowujemy się do powiększenia organizacji o dwie nowe instytucje. Na bazie naszej strony internetowej chcemy stworzyć "Dziennik opinii". Pragniemy także uruchomić instytut studiów zaawansowanych.

Wideo

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Pies
Tez mi autorytet moralny Lepiej niech swoje madrosci schowa do malej kieszonki i nie poucza jak mamy myslec Dosyc nasluchalismy sie pouczen za PRLu
p
polo
Można to sprawdzić na stronie krytykapolityczna.pl w okienku "Darczyńcy" (po lewej),
lub przeczytać stronie wpolityce.pl;
Tytuł;
Jak to ze sprawnością "Krytyki Politycznej" jest naprawdę czyli wszyscy na sukces Sierakowskiego pracujemy płacąc podatki
w
wrong
Peace be with you. Kochaj blizniego swego.
w
wrong
There should be two wings Right AND Left. Ale w polskim parlamencie nie ma lewicy ani prawicy tylko populisci,ktorzy udaja lewice albo prawice.
p
polo
Tu każdy bolszewik może liczyć na sympatyczny wywiad z czerwono-brunatnym komuchem
finansowanym przez czerwonych aferałów PO.
Nie ma co tu komentować.
Z komuchami się nie dyskutuje, komuchów należy zwalczać jak wszy.
w
wrong
right OR left
z
znająca się na ludziach
Ilekroć widzę te smutne oczy Pana Sławka ogarnia mnie żal :(
W tych jego baaaaardzo smutnych oczach odbija się jego pokiereszowana dusza małego, okaleczonego dziecka.
Sławku, ratuj się! Dobra terapia odtruje Twoją utrapioną duszę.

Lekiem na ból nie jest sprawianie bólu innym. Pamiętaj o tym i walcz o siebie.
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Sierakowski: Polityka nie jest right and wrong, a right and left
e
engels
który do polityki wprowadził faszystowskie bojówki Antify.Eta charaszo ?
J
Jeschov
Genialne spostrzeżenie...Sierakowski jestes bardzo błyskotliwy...right and left.
Dodaj ogłoszenie